jasno nowy wygląd
Idée fixe cz. 11 (ostatnia)
<
Idée fixe cz. 9
>

Idée fixe cz. 10

 Poprzednia część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

 — Zero siedem, zgłoś się! — Teresa miała ubaw miesiąca. — Zero siedem, jesteś tam? Haalooo?!

 — Wiesz co? — Ewa była natomiast co najmniej poirytowana. — Pocę się, rozumiesz? Ja się tu ze stresu rozpuszczam, a ty kabaret odstawiasz — fuknęła.

 — Obiekt namierzony, przemieszczam się w kierunku obiektu, zostało mi półtora kilometra, trzymaj kciuki, zero siedem.

 — Naprawdę jesteś szurnięta.

 — Nie denerwuj się, zero siedem, dowiemy się wszystkiego. Odbiór!

 — Taa, może mu się akurat nie spodobasz.

 — Nie ma takiej opcji, zero siedem. Noszę miseczkę D, zmięknie! — Konspiracyjny głos kobiety był coraz bardziej wypierany przez rosnące rozbawienie. — Założyłam majtki ze studniówki — dodała. — Myślisz, że powinnam pierwsza złapać go za jaja?

 — Wiesz, co ja myślę? Myślę, że Piotr mógł mieć w twoim przypadku ociupinkę racji — syknęła rozdrażniona. — Teresa, nie spierdol tego! Ja muszę wiedzieć.

 — Spoko-loko, panuję nad sytuacją. Trzymaj kciuki, zero siedem. Bez odbioru.

 Rozłączyła się, parkując przed warsztatem.

 

 Ogarnęła się, spoważniała, poprawiła stanik i wysiadła z wozu, podążając w stronę wejścia. W środku nikogo, Bee Gees dochodzące z radia w oddali.

 — Dzień dobry… — Przywitała przestrzeń i potencjalnego właściciela tego przybytku.

 Odpowiedział jej stukot narzędzi, skrzypienia, tego typu dźwięki.

 — Ekhm… — Podjęła próbę numer dwa. — Halo, halo? Dzień dobry…?

 „Dzień dobry, dzień dobry” wydobyło się jakby z głębi ziemi, a zaraz potem Bartek wyszedł spod toyoty ustawionej nad kanałem. Wytarł ręce w szmatę.

 — Słucham panią. — Uraczył Teresę uśmiechem.

 — Proszę pana, chciałabym wymienić olej. Bardzo, baaaardzo by mi zależało, żeby pan to zrobił na miejscu. Jeśli oczywiście mogę prosić. Ja poczekam.

 Słuchał uważnie, przyglądając się kobiecie.

 — Odrywam od pracy, wiem — kontynuowała — ale tyle tę wymianę oleju odkładam, że już po prostu muszę, proszę pana. W potrzebie jestem, rzekłabym.

 Kurwa, chyba przesadziła – pomyślała. Żaden facet nie lubi rozdziamdzianych kobiet. Zamknęła więc czym prędzej jadaczkę i słuchała co on na to.

 — No dobrze — stwierdził — trzeba chwilkę poczekać, silnik musi ostygnąć.

 — Oj. W porządku. Tutaj, hm, ja nie znam tej okolicy, jest tu gdzie wypić kawę? — zapytała, łypiąc na niego zalotnie. — Ciśnienie niskie, słaniam się na nogach.

 — Kawę, tu w okolicy? Na piechotę idąc? Proszę pani… no nie bardzo.

 — Oj… no trudno. Niech pan sobie nie przeszkadza.

 Chłopak wpatrywał się w kobietę coraz intensywniej.

 — Wie pani co? W sumie... ja sobie chętnie zrobię przerwę. — Uraczył ją uśmiechem, przez który Teresa zrozumiała, dlaczego jej przyjaciółka straciła dla niego głowę. — Zapraszam — zachęcił, wskazując ręką kierunek, w którym powinni się udać, celem wypicia rzeczonej kawy.

 Aha! Kanciapa!, pomyślała. Teraz albo nigdy.

 

 — Nie smutno panu samemu tutaj tak cały dzień siedzieć? — zapytała, opierając się o parapet i rozglądając po pomieszczeniu z zaciekawieniem i najbardziej dziewczęcym wyrazem twarzy, jaki potrafiła z siebie wycisnąć.

 — Heh, nie, nie smutno mi — odparł. — Mam zajęcie.

 Bartek dokładnie umył ręce, po czym zalał dwa kubki wrzącą wodą, zorganizował cukier, mleko, uśmiechając się cały czas i zabawiając nieznajomą rozmową o swojej pracy.

 Tymczasem Teresa uznała fakt umycia przez niego porządnie rąk, za co najmniej niepokojący.

 Przeszło jej też przez myśl, czy byłaby w stanie zdradzić Mirka…

 Jak czuje się jej mąż, teoretyzowała, mając sposobność do obściskiwania się z obcymi kobietami. Tak jak ona teraz? Na pewno lepiej, gdyż w przeciwieństwie do niego, ona ryzykowała nie tylko utratą małżeństwa, ale także utratą przyjaźni, a czasem to drugie bywa nawet trwalsze. Gdyby coś teraz, z nim, z Bartkiem… Hm. Działała zgodnie z planem, który zakładał, że kobieta wycofa się w newralgicznym momencie.

 Podszedł do niej, Teresa wyczuwała nadchodzący sukces, facet się naprawdę nie patyczkował.

 — Wiesz co? — szepnął, kładąc dłoń na jej talii. — Jesteś naprawdę uroczą kobietą. — No i po wszystkim, pomyślała. Brnęła w to jednak dalej. Jeszcze moment, jeszcze nie może się wycofać, musi mieć pewność, choć w zasadzie jak na dłoni było widać, że to pies na baby. — Miałbym do ciebie prośbę, słoneczko. — Nie, nie zrobię ci loda ty zboczony idioto! — Jakbyś była tak miła — kontynuował, łaskocząc ją ustami w ucho przy każdym kolejnym, wypowiedzianym słowie — i przekazała Ewie… że czekam — wbił paluchy jeszcze mocniej w talię oniemiałej Teresy — i że w przeciwieństwie do niej, mniej więcej wiem, czego chcę.

 Odsunął się, uniósł kubek i upił łyk kawy, nie spuszczając z niej wzroku.

 — Co…? — Tyle udało jej się wymyślić przez ostatnich kilka sekund.

 — Myślę, więc jestem. Kartezjusz. Barok. — Puścił oczko. — Odkąd tylko weszłaś, wiedziałem, że skądś znam ten głos.

 

 *

 

 — Boże, Ewa! Skąd ty go wytrzasnęłaś?! — wrzeszczała w słuchawkę, gnając czym prędzej do domu, jak najdalej od tego warsztatu.

 — Jezu… — Po drugiej stronie dało się wyczuć panikę. — Czemu? Co się stało?

 — Nic. Nic się nie stało. On nas normalnie przejrzał! Po głosie mnie poznał! Dodał dwa do dwóch i wyszłam na totalną idiotkę!

 — Jezu… — Ewa aż usiadła z wrażenie. Zebrała myśli, wróciła do rozmowy. — Czyli niczego się nie dowiedziałaś?

 — Dowiedziałam się, że on, cytuję, czeka na ciebie, w sensie, aż się ogarniesz, określisz, zdecydujesz. I żebyś, też cytuję, nie nasyłała na niego koleżanek, bo on, to nadal cytat, w przeciwieństwie do ciebie, wie, czego chce.

 Ewa żałowała, że siedziała. Gdyby stała, usiadłaby ponownie.

 

 *

 

 Piotrek wydzwaniał całe przedpołudnie. Zapewne chciał przeprosić za wyrzucenie jej z samochodu, być może zaproponować kolejne spotkanie, a tymczasem ona musiała mu powiedzieć, że to koniec. Stosowniej byłoby zrobić to na żywo, jednak w tym momencie kompletnie nie miała na to siły. Nie odbierała, pogrążając się w rozmyślaniach o Bartku i utwierdzając w przekonaniu, że jest na granicy przegięcia. Że jeszcze moment i on się zrazi. A przecież wyraźnie powiedział Teresie, że czeka, więc Ewa miała niejako zielone światło, by do niego zadzwonić. Bała się uczynić powyższe. Po akcji z Teresą mógł być zły.

 Ale cholera on też ma swoje na sumieniu!

 Nawet nie wiedziała za bardzo, jak mu to powiedzieć. Że sobie nie życzy obłapiania po kątach i to jeszcze aż tak… w taki sposób… i w ogóle.

 Najlepiej byłoby zacząć raz jeszcze. Odciąć ten cały bajzel wokół nich. Boże, kręciło jej się w głowie na myśl o spotkaniu z nim. Musiała się ogarnąć, miała dwadzieścia sześć lat, a nie szesnaście. Zadzwoniła.

 — Cześć…

 — Dzień dobry! — Wydawał się pogodny. — Jak przeszedłem test? — A może i niezbyt pogodny.

 Nie tłumacz się – zagrzmiało jej w głowie – absolutnie się nie tłumacz!

 — Zaskakująco pozytywnie — odparła.

 — No to super. Na czym będzie polegać kolejne zadanie? — Cholerka, jednak był trochę zły.

 — Nie będzie żadnych zadań. Może… eee… może byśmy się spotkali i… pogadali?

 — Bez sióstr, rodzin, innych facetów, przyjaciółek?

 Boże. Był złośliwy.

 — Bez nikogo. We dwójkę. — Zatrzymała się na chwilę. — Mieszasz mi w głowie, Bartek…

 — Ja tobie?! — uniósł się lekko. — Okej, dobrze już, chodźmy może po prostu na drinka. Szósta? Tam gdzie ostatnio?

 — Okej.

 

 Praca Ewy tego dnia polegała na tym, że siedziała i gapiła się w monitor.

 Z jednej strony była pełna nadziei, podekscytowana i szczęśliwa z powodu planowanego spotkania. Z drugiej czuła się zmęczona, zagubiona, pogrążona w wewnętrznym i zewnętrznym chaosie.

 Ile trwa ten pierwszy etap? Ten, kiedy dwoje ludzi jeszcze nie zna się zbyt dobrze i wszystko w nich nawzajem wydaje się fascynujące. Kiedy powietrze jest elektryczne, a umysł szczelnie wypełnia tylko ta druga osoba. Wiedziała, że ten etap nie trwa długo i nie było jej smutno z tego powodu, gdyż taka już kolej rzeczy, a następne etapy również mają plusy, chociażby to, że nie trzeba już żyć w ciągłym, wykańczającym stresie i niepewności. Smutno było jej natomiast dlatego, że przez własną głupotę, ten pierwszy, najbardziej fascynujący etap znajomości z Bartkiem jest dziwny. Że to ona go psuje nieustannie. Że lada moment zaczną się kłócić, nim w ogóle zdążą zostać parą. I że to właśnie ona zniszczy wszystko już na wstępie.

 

 Piotr zaczął wypisywać sms-y. Żeby odebrała, oddzwoniła, odsłuchała wiadomości ze skrzynki.

 Odczytywała i odkładała telefon.

 Wyświetlone i nie odpisane, mówi ci to coś, baranie?!

 Jutro się z nim spotka i zerwie. Po dzisiejszym spotkaniu z Bartkiem. Tak będzie najlepiej.

 

 *

 

 Bartek był punktualny, ale jakiś bardziej wycofany, niż zwykle. Milczący, jakby zamyślony. Zamówił jej drinka, sam wypił shota przy barze i wrócił z kolejnym.

 — Co na to twój facet? — zapytał. — Pewnie nie wie.

 Ewie zrobiło się przykro. Wdarła bagaż gównianej relacji w kiełkującą miłość. Tak, teraz zaczynało to do niej docierać.

 — Nie ma już żadnego faceta. Nie ma… rozumiesz?

 Patrzył przez chwilę w zagubione oczy dziewczyny, po czym uśmiechnął się ciepło, objął jej zimną dłoń swoimi, ogrzał, przyciągnął do ust, pocałował. I to była jedyna czułość, jaką od niego otrzymała. Nie wrócili do tematu Piotra, wczorajszego incydentu w warsztacie, ani Teresy. Ewa opowiedziała mu o swoim życiu, rodzinie, pracy, on natomiast uraczył ją kilkoma zabawnymi historiami. Było naprawdę miło.

 Z dystansem, który pulsował niepokojąco w głowie kobiety, niczym nadchodząca migrena.

 Pomimo to – miło.

 

 Taksówka zaparkowała pod kamienicą. Bartek również wysiadł, podziękował, cmoknął ją w policzek, uśmiechnął się i zniknął.

 Hm…

 Wróciła do domu. Iwona poszła na jakieś spotkanie poinauguracyjno-integracyjne, co nawet cieszyło Ewę, gdyż miała zbyt dużo myśli do uporządkowania w samotności. Już idąc po schodach, rozmyślała nad przyczyną jego wycofania. Liczyła przynajmniej na pocałunek. Przytulenie. Cholera jasna, mógł ją złapać za rękę, wsadzić do taksówki, zabrać do domu, jeśli się stresował siostrą. Mógł bardzo dużo, a nie zrobił niczego. Przekręciła klucz w drzwiach, zapaliła światło, rzucając torebkę na fotel i nim minęło dwie minuty, po mieszkaniu rozniosło się „ding-dong”.

 Radosna myśl, że wrócił, nie zdążyła na trwałe rozgościć się w głowie dziewczyny, gdy w następnej chwili energicznie otworzyła drzwi i zobaczyła w nich Piotra. Poczuła, jak żołądek wywraca się na drugą stronę. Po pierwsze primo to było już bezczelne, przychodzić nieproszony, po tym, jak wysadził ją hen daleko i miał w dupie jak dotrze do domu. Po drugie secondo zmroziła ją przerażająca myśl, że o mało co nie wpadli na siebie – Bartek na Piotrka, weszła przed sekundą, dosłownie w tym momencie musiała odjechać taksówka.

 — Skarbie… — wymamrotał — przepraszam... Nie powinienem cię słuchać, gdy chciałaś wysiąść i zatrzymywać samochodu. — Kręcił głową niepocieszony, z rosnącym bólem w spojrzeniu. — Bardzo cię przepraszam — nawijał. Wtedy Ewa wyczuła, że pił. — Wariuję przez ciebie.

 Zamknął ją w uścisku nachalnych rąk, swoimi ustami szukając jej ust. Chciała się wyrwać, ale był jak z betonu. A podobno pijani ludzie są elastyczniejsi. Nic z tego, wdarł się językiem, nie wypuszczając ze zbyt mocnego uścisku. Chciała krzyknąć, ale ni jak nie mogła cofnąć głowy.

 — Spokojnie, ej… — wychrypiał, odrywając się w końcu od niej. — Nic ci nie zrobię. — Przeskoczył do całowania szyi, jedną ręką wciąż przyciągając dziewczynę, drugą zanurzając w dekolcie.

 — Właśnie mi robisz! — wrzasnęła, próbując go odepchnąć.

 — No co ty?! Przecież jesteśmy razem — stwierdził, zanurzając błądzącą dłoń w jej staniku, nachalnie ściskając schowaną w nim pierś.

 Fala ciepła rozlała się w okolicach bioder. Ewie zrobiło się słabo. Wydobyła z siebie resztkę siły i w desperackiej złości, udało jej się odepchnąć mężczyznę.

 — Wynoś się! — ryknęła, wskazując w kierunku drzwi. — Wynoś! — Wykrzyczała mu prosto w twarz.

 I wtedy ktoś wszedł do środka.

 Kobieta zerknęła w stronę drzwi, zatrzymując wzrok na zdezorientowanej minie siostry.

 — Co się dzieje…? — Wyraz twarzy Iwony przybierał coraz bardziej zaniepokojony odcień.

 — Nic się nie dzieje — odparła wściekła Ewa. — Pan właśnie wychodzi! — wrzasnęła. — Wypierdala stąd! Raz na zawsze! — Teraz była już po drugiej stronie progu histerii i widząc, że mężczyzna nie robi ani pół kroku w kierunku drzwi, zaczęła go pchać w tamtą stronę, regularnie okładając pięściami i sycząc pod nosem niegrzecznościowe zwroty pożegnalne.

 Zamknęła drzwi na obydwa zamki.

 Teraz już dokładnie wiedziała, czego chce, a czego nie, kogo chce, a kogo nie. Nie potrzebowała kolejnych analiz czy konsultacji z Teresą. Mało tego. Miała nieodpartą ochotę zadzwonić do Bartka, chciała się z nim podzielić całą tą niemiłą sytuacją, problemem, wyrzucić z siebie emocje, powiedzieć to komuś, przy kim czuła się dobrze. Ale nie mogła. Nie mogła mu powiedzieć o Piotrku, po tym, jak oświadczyła, że zerwała z nim kontakt, co nie było do końca prawdą, gdyż rozmowę definitywnie kończącą ten związek planowała na jutro.

 A tak w sumie lepiej.

 Ma to z głowy.

 I najważniejsze, że nie wpadli na tego idiotę pożal-się-Boże-Piotrka przed wejściem.

 Wszystko dobre, co się dobrze kończy.

 Od piątku żyła jak na karuzeli, był wtorek wieczór i miała absolutnie dość.

 

 W środę i czwartek Bartek nie odezwał się wcale.

 

 Kolejna część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

13544 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: romans

Liczba wejść: 45

Opis:

Dodano: 2019-12-17 10:40:13
Komentarze.
No i znów jestem, i znów wciąga jak za pierwszym razem. Nie wiem, może przez Azhaimera. W każdym razie wciąga. Pierdu, pierdu o życiu, ale sztosiwo.
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
))
Odpowiedz
~sensol 1 r.
No co ty?! Przecież jesteśmy razem — stwierdził, zanurzając błądząca dłoń w jej staniku, nachalnie ściskając schowaną w nim pierś. (błądzącą)

Nie mogła mu powiedzieć o Piotrku, po tym, jak oświadczyła, że zerwała z nim kontakt, co nie było do końca prawda, gdyż rozmowę definitywnie kończącą ten związek planowała na jutro. (prawdą)

czuję się jak na rollercoasterze. fajnie prowadzisz historię. próbuję zgadnąć, co będzie dalej i mi się nie udaje. to dobrze!

Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Poprawione!
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.