Amadea — część XII Amadea — część X

Amadea — część XI

 Link do częśći X: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1383

 

 Horror/Romans

 

 VI

 Króciutki zwrot "W porządku" to trochę mało, jeśli wyświadczyłeś komuś przysługę, mordując jego pasierba. Niemniej, tylko tyle otrzymałem, gdy ponowie rozmawiałem z maszynistą.

 Staliśmy pod kioskiem, gdzie starzec kupował fajki i wrzeszczeliśmy, próbując się słyszeć przez strugi deszczu. Lało tak bardzo, że nic tylko arkę budować. Do tego piekielny wiatr, przesuwający przedmioty wielkości psów.

 Wyobraziłem sobie całe rzesze świadków Jehowy siedzących w swych bezpiecznych domostwach i przyciskających świńskie noski do grubych szyb. W mojej wizji odświętnie ubrani mężczyźni obejmowali swe zastraszone połowice lub trzymali na rękach małe dzieci. W ich spojrzeniach nie było przestrachu ni ukorzenia przed zatrważającą dumną siłą natury. Już prędzej ponury uśmiech satysfakcji i cichy śpiewny szept: "A mówi-kurwa-liśmy".

 Uderzył piorun i rozśpiewały się psy. Stary człowiek pociągnął mnie za rękaw.

 — No idziesz?! Na cholerę jasną tu jeszcze stoisz?

 Otrzeźwiałem i podreptałem za nim, starając się umknąć milionom snajperów z nieba. Nic z tego. Deszcz napieprzał na potęgę i w trzy sekundy byłem calutki mokry. Przepięknie. Widocznie Bóg już dostał smsa z tym, co zaszło.

 — Dlaczego nie możemy załatwić tego od razu? — spytałem, kiedy schroniliśmy się na przystanku. Jacyś przeuroczy młodzieńcy pozbawili to miejsce większości szyb, przez co "schronienie" było słowem na wyrost. Jednak nie bacząc na to, postanowiłem rozmówić się tu z Henrykiem. Raz, że po dokonaniu "takiego czegoś" oczekiwałem solidnej dawki wdzięczności. A dwa, że stary cap charczał, jakby przebył maraton. Jeśli przebieglibyśmy jeszcze ze dwieście metrów, gotów był paść na amen i gówno z naszej umowy.

 — Dlatego, że dziś… nie mam zmiany — wysapał. — Dopiero jutro. Do tego czasu powinni do mnie zadzwonić.

 — Nie wierzy mi pan?

 Nim odpowiedział, wycharczał z pół litra śliny, zgięty wpół jak cyrkielek. Potem spojrzał zaczerwienionymi oczami.

 — Sam nie wiem, co myśleć. Mówisz, żeś to zrobił i wygląda też, jakbyś to zrobił. Ale, bo ja wiem? Gdybyś chociaż jedną foteczkę pstryknął. Malutkie coś.

 — Gdyby miał pan skaner do siatkówki, mógłbym mu powyjmować gwoździem oczy. Albo lepiej, odpierdolić łeb!

 — Nie drwij se, kurwa, szczeniaku! — Zjeżył się, aż gil mu wyjrzał z nosa. — To, żem cię do tego nakłonił, to moja klątwa i jeśli czeka za to kocioł z ukropem, trudno. Ale nie znaczy, kuźwa, że nie cierpię. Nie drwij z ludzkiej tragedii!

 — Posłuchaj staru… szku. Kilka godzin temu strzeliłem człowiekowi z bliska w głowę i naprawdę nie mam ochoty na żadne żarty. Zapewne nigdy się nie dowiesz, jak to jest odebrać komuś życie i bardzo dobrze. A jeśli już naprawdę chcesz wiedzieć, to rozjedź rowerem ślimaka i przemnóż to sobie przez tysiąc. Więc nie mów mi tu o żalu, winach i drwinie. Nawet nie próbuj udawać, że wiesz, jakie to uczucie kogoś odstrzelić. Nie podpinaj się pod to, bo nie masz o tym zielonego pojęcia. To zmienia człowieka na zawsze. Powoduje, iż myślisz, że uderzający piorun poluje tylko na ciebie, a każdy mijający cię człowiek wie, co się stało. Nie mów mi o brzemieniu, które zabierzesz do grobu. Nic mi nie mów. Wypełnij tylko umowę.

 Może rozwinąłbym wypowiedź bardziej, gdyby nie dwójka gnojków w srebrnym volvo, którzy z premedytacją nas ochlapali i odjechali przy brzmieniu głośnej muzyki. Przez chwilę byłem gotów do nich strzelić.

 — Dobra — odparł. — Chodź ze mną. Wygląda na to, że obaj mamy kłopot z zaufaniem.

 — Gdzie mam iść?

 — Pójdziesz do mnie. Do mojego mieszkania. To jedyna możliwość, byś uwierzył, że naprawdę nie zamierzam cię wykiwać. Przeczekamy tam do mojej zmiany. Zjemy zupy. Pasuje ci taki pomysł?

 — Tak, panie Henryku. Pasuje.

 

 *

 Jednopokojowe mieszkanko, kuchenny aneks, łazienka. Wszystko utrzymane w surowej estetyce biczownika. Ład i porządek, jakie tylko może mieć izba bez duszy. Miejsce przeznaczone do spania i nic więcej.

 Zjedliśmy zupę, a owszem. Potem zaś rozsiedliśmy się naprzeciw. On na kawalerskim tapczanie, ja na fotelu. Spytałem, czy mogę się umyć. Odparł, że tak. Wieczorem zadzwonił telefon.

 Nie mówił zbyt wiele do słuchawki, trzymając ją przed sobą jak radiostację. Głównie słuchał. Na koniec coś tam zaburczał. Kiedy jego rozmówca się rozłączył, odłożył aparat na widełki, robiąc to z pietyzmem japońca obchodzącego się z rodzinną kataną. Potem usiadł, kończąc rosół bez słowa. Odezwał się dopiero, gdy oddałem mu swój talerz do umycia.

 — Na szafce w rogu jest budzik. Ustaw na czwartą czterdzieści pięć.

 Zrobiłem, jak chciał i ległem w kącie na ziemi. Sen przyszedł prawie natychmiast, ale zanim mnie pochłonął, zdawało mi się, że słyszę słowa Henryka.

 — Święta panienko na niebieskiej polanie — doleciał mnie z łazienki jego szloch. — Antoś naprawdę nie żyje.

 Wiem, że coś mi się śniło. Coś strasznego. Coś, co przyrzekłem sobie zapamiętać, ale jak zwykle bywa w takich przypadkach, zapomniałem. Za którymś z kolei szturchnięciem w bark zwlekłem się z koca i wstałem. Byłem zły i mocno ćmiły mi skronie. Dosłownie jakbym pół nocy trzymał swoją makówkę w zamrażalniku. Henryk podał mi kawę, typu siekiera. Osiem łyżek czarnego piachu na cztery wody. Pomogło niemal natychmiast.

 — Dziś jest ten dzień. Dziś to wszystko się zdarzy. Nim nastanie wieczór, będziemy razem.

 — Kto z kim? — spytałem, wciągając na plecy koszulę, która pomimo całej nocy na kaloryferze wcale nie wyschła. Nic to. Mało istotny element.

 — No ja ze swoją duszyczką, ma się rozumieć. I ty — dodał po chwili. — Ty ze swoją.

 — Oby nie próbował mnie pan zwałować, bo wtedy nie ręczę za siebie. Ja wykonałem dokładnie, co pan chciał.

 — Ty ciągle swoje i swoje. Już mówiłem, że nie chcę cię oszwabić, ale jeśli mamy zdążyć, musimy iść. Dziś nie wypada się spóźnić.

 Wyszliśmy więc na ulicę. Deszcz lał, choć wiało już dużo słabiej. Wszędzie pusto, szaro i ponuro. Zaledwie jeden samochód gdzieś w oddali. Jedna starsza kobieta na przystanku i jeden pies.

 Czekaliśmy w milczeniu na autobus, który wedle rozkładu miał być za chwilę, ale... sami to pewnie dobrze znacie. Czterdzieści minut i nic.

 — Może powinniśmy wziąć taxi? — spytał starzec. — Wszak dzień to bardzo szczególny. Wyjątkowy.

 — Błąd — odparłem, spoglądając w dal. Pełen nostalgii i pogrążony w zadumie. Wydawało mi się, że w oddali szary kundel taszczy w zębach jakiegoś martwego ptaka. Gołębia, a może kaczkę.

 — Co błąd?

 — W wypowiedzi. Sformułowanie "bardzo szczególny" jest błędne, bo to niepotrzebne dookreślenie. Wystarczy samo "szczególny".

 — Chyba mam to w dupie.

 — Ja w sumie też. Nie wiem nawet, dlaczego o tym gadam. Chyba z nerwów.

 Naszą światłą wymianę myśli zakończył stary autobus, którego tłusty kierowca każdym swoim ruchem informował, że nigdzie mu się nie spieszy. Wyglądało na to, że powinniśmy być mu wdzięczni, iż raczył w ogóle przyjechać.

 Dwadzieścia pięć minut później byliśmy na zajezdni PKP.

 

 *

 Gdy Henryk pobierał klucze z dyspozytorni, stałem i paliłem na zewnątrz. Papierosy z reguły nie pomagają. Jeśli zaś palisz nieregularnie, to już w ogóle. Wystarczyły dwa machy, by wyskoczył ze mnie talerzyk zupy. Na szczęście deszcz wszystko obmył i kiedy maszynista wrócił, nie było śladu.

 — I co? — zapytałem, widząc nietęgą minę. Coś się stało. Na pewno coś poszło nie tak.

 — Ano nic. Idziemy odpalać pociąg i czekamy na resztę załogi.

 — Resztę?

 — Przecie to nie PKS. Nie możemy wystartować we dwóch. Zresztą ty w ogóle nie powinieneś tu być, tylko wsiąść ze stacji, jak inni ludzie. Wzbudza to podejrzenia.

 — Kogo? — odparowałem. — Wiatru i kurzu?

 — No, fartem nikogo nie ma. Tak tylko mówię.

 — To może lepiej skupmy się kurna na tym, co przed nami, nie rozmyślając nad wszystkim dookoła.

 Przyjrzał mi się uważnie. Ze sposobu w jaki przygryzał wargę wyczytałem, że może i dzieliliśmy wspólnie tajemnicę, ale o przyjaźni na pewno nie było mowy.

 — Zaproponowali mi urlop — wymamrotał. — Nie. Raczej kazali go wziąć. Wracać do domu. Dokładnie tak. Ktoś w moim psychicznym stanie nie może prowadzić składu.

 Zamurowało mnie, choć nie wiem czemu, bo przecież przeczuwałem, że coś się spieprzy. Tylko w tandetnych produkcjach wszystko idzie po maśle.

 — Skąd wiedzieli?

 — Milicja dzwoniła do pracy. Dopiero dyspozytor podał im numer domowy. Tutaj wszyscy są bardzo wścibscy. A jeżeli sprawa dotyczy kogoś, kto w przeszłości widywał duchy, to…

 — Policja.

 — Co?

 — Mamy teraz policję, nie milicję.

 Miałem wrażenie, że nie zrozumiał słowa, kiedy tak wycierał nochal w rękaw kurtki. Białka oczu przekrwione, twarz napuchnięta. Nic dziwnego, że odesłali do z kwitkiem.

 — To przez te nerwy, młody — wydusił z siebie. — Przez te nerwy wszystko mi się kiełbasi. Oczywiście, że to była policja.

 — Jak? — zapytałem. — Jak bardzo?

 — Jak bardzo co?

 — Jak bardzo się panu myli?

 Chyba zaczął pojmować, o co mi chodzi. Potrząsnął przecząco głową.

 — Pytam, bo może myli się panu bardziej, niż pan sądzi? Może nie wszystko wygląda tak, jak pan myśli?

 — Nie jestem wariat! — wypalił. — Wiem do cholery, com widział. Zresztą, siedziałeś tam ze mną, gdy przyszli. Nie pamiętasz?

 — Nikogo tak naprawdę nie widziałem. Chwila była niezwykle sugestywna i być może wyobraźnia...

 — A ona? — Maszynista przerwał z triumfem w oczach. — Ona też była tylko złudzeniem?

 Szach mat i żadnych pytań dalej. Jakkolwiek bym tego nie tłumaczył, smaku jej ust nie byłem w stanie podważyć.

 — Więc co teraz zrobimy, panie Henryku? W jaki sposób zakończymy to wszystko?

 Starzec milczał. Staliśmy w deszczu, moknąc niczym kury. Mijający nas starszy mężczyzna nawet nie zerknął, chcąc jak najszybciej być w środku. Przewieszona przez jego ramię torba latała na wszystkie strony, kiedy przeskakiwał nad kałużami. Rozpostarty parasol wyginał się śmiesznie od wiatru. Mały nieważny facecik, szczelnie zamknięty w kloszu własnych wydarzeń i niewiedzący, o co naprawdę kaman. Niepojmujący prawdziwej istoty rzeczy. W końcu dobiegł do drzwi i uwolnił nas od swojej nieważności. Ponownie mieliśmy dla siebie cały świat.

 — Pytałem, co...

 — Wrócimy do mnie i wysuszymy ciuchy — przerwał Henryk. — Potem coś porządnego zjemy i odpoczniemy. Żadnego tam spania po dwie godziny, tylko normalny, zdrowy odpoczynek. Odprężymy dusze.

 — A potem co? Pogramy, kurwa, w scrabble?

 — Nawet nie wiem co to i czy sobie ze mnie nie stroisz żartów.

 — Jezu, więc co zrobimy?

 Chwilę ważył odpowiedź, potęgując tylko jej straszliwość. Później rzekł:

 — Zrobimy to, co nam pozostało, młody człowieku. To, do czego zostaliśmy zmuszeni.

 

 

 Link do części XII: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1417

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: horror

Liczba wejść: 9

Opis:

Dodano: 2019-12-17 21:22:56
Komentarze.
*Ritha 10 m.
"Wyobraziłem sobie całe rzesze światków Jehowy siedzących w swych bezpiecznych domostwach i przyciskających świńskie noski do grubych szyb" - świadków*
"Kika godzin temu strzeliłem człowiekowi z bliska w głowę" - Kilka*

Bardzo fajny, plastyczny opis w pierwszych akapitach.

"Zapewne nigdy się nie dowiesz, jak to jest odebrać komuś życie i bardzo dobrze. A jeśli już naprawdę chcesz wiedzieć, to rozjedź rowerem ślimaka i przemnóż to sobie przez tysiąc" D

" Jednopokojowe mieszkanko, kuchenny aneks, łazienka. Wszystko utrzymane w surowej estetyce biczownika. Ład i porządek, jakie tylko może mieć izba bez duszy. Miejsce przeznaczone do spania i nic więcej" - znowu dobre ciachanie

"Zrobiłem[,] jak chciał i ległem w kącie na ziemi"

— W wypowiedzi. Sformułowanie "Bardzo szczególny" jest błędne, bo to niepotrzebne dookreślenie. Wystarczy samo "Szczególny" - obadaj czy tych zwrotów w cudzysłowach nie zapisać z małej

"Mały nieważny facecik, szczelnie zamknięty w kloszu własnych wydarzeń i niewiedzący, o co naprawdę kaman" - tooo, bardzo, w ogóle ta część dużo lepsza od poprzedniej, lepsze dialogi i bliżej bohatera, można się wczuć

"Chwilę ważył odpowiedź, potęgując tylko jej straszliwość" - nie wiem czy nie straszność* (fifty fifty)

No i gites, naprawdę jestem ciekawa jak ta historia się skończy i czy happy endem. Oby tak. Szkoda mi chłopca.



Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Jessu, to już jutro albo kiedyś No cóż. Niby z tylca, ale proszę, Ritha na czole peletona

Odpowiedz
*Ritha 10 m.
(jak pssst Niemcy)
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Z Holandią zwłaszcza
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Oj tam
Odpowiedz
~alfonsyna 10 m.
Co mi się podoba - tak całkiem ogólnie, ale w tej części też to fajnie widać, nawet już na samym początku - to sposób prowadzenia narracji. Taka jest nieco nonszalancka, z odpowiednią dozą czarnego humoru, ironii nawet, ale nic na siłę. Odpowiada mi to i pomaga się wczuć, w jakiś sposób przybliża do głównego bohatera i jego rozterek. Teraz mam wrażenie, że trochę mu wszystko jedno, co dalej z nim będzie - zrobił, co miał zrobić i czeka na dalszy rozwój wypadków. Może myśli sobie, że gorzej już i tak być nie może, zapewne wcale nie mając racji, ale właściwie i tak zabrnął już za daleko, żeby się wycofać, więc oto trzeba stawić czoła wszelakim tego konsekwencjom.
W odniesieniu jeszcze do komentarzy pod częścią poprzednią - "Alfons syna" faktycznie w takim zapisie brzmieć może kontrowersyjnie dość, być może dlatego tak cichaczem myszkuję po okolicy, rozpoznanie terenu robię, ale nową czytelnicą w istocie nie jestem. Planuję dotrwać do końca tej historii i chyba wolałabym, żeby nie było happy endu, gorzkie zakończenia lepiej zapadają w pamięć. Pozdro.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Noo, ja raczej często dostaję zarzuty, że narracja czasem, jak ta koszula, zbyt bliska ciału. O ile w tej formie narracyjnej może to in plus, o tyle czasem w tej teoretycznie naturalnej też pozwalał sobie na kolokwializmy i inne takie, zblizające narratora z danym bohaterem. Wychodzi różnie.
Nie lubisz happy-endów powiadasz. Cóż, no. Też nie lubię chyba, ale jak będzie tutaj? Dzięnks za wizytex.
Odpowiedz
~Akwamen 10 m.
Dobrze napisane, opowiedziane, niewydumane. Naturalnie prowadzone dialogi i przedstawione obrazy pozwalają wtopić się w miejsce i czas. Brakuje mi tylko trochę (zaznaczam, że ja czuję niedosyt) barw w scenografii. Odbieram, jak rysunek stworzony czarna kreską z maleńkim odcieniem szarości.

" — Może powinniśmy wziąć taxi? — powiedział starzec. " - w tym wypadku czasownik w narracji jest jakby nieodpowiedni. Skoro padło pytanie, to "powiedział" nie pasuje.
"Zrobimy to, co nam pozostało, młody człowieku. To, co jesteśmy zmuszeni." - ostatnie zdanie trochę nietrafne, może: "To, do czego jesteśmy zmuszeni."
Przez większość tekstu prześladował mnie zaimek rzeczowny "to", może jestem przewrażliwiony, ale dużo tej wrednej części mowy.
I jeszcze parę przecinków, a poza tym już się nie czepiam, bo tekst jest naprawdę interesujący.
Odpowiedz
~Akwamen 10 m.
A, i przeczytałem wszystkie części

Odpowiedz
~JamCi 10 m.
Nieeee... I to już wszystko? Nie widzęe błędów. Tylko coś...

Odpowiedz
~entropia 10 m.
Hmmm
Odpowiedz
~entropia 10 m.
Dawaj!
Odpowiedz
~JamCi 10 m.
A to jeszcze będzie. Uf. Bo myślałam że to się tak skończyło. Nie wiem czemu.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
@ Akwamen - z tymi barwami może i faktycznie. Ja kiedyś miałem taki niedowład, że nie umiałem (lub po prostu nie wiedziałem, że się powinno) opisywać inaczej, niż przez pryzmatwzroku. Olewałem, zaniedbywałem inne zmysły. Pewnie tekst jeszcze z tego okresu. Choc z drugiej strony, były to jeszcze czasy, kiedy sama oś danej historii była ważniejsza od osobistych popisów.
Tera jest różnie.

" — Może powinniśmy wziąć taxi? — powiedział starzec. " - z tym się zgadzam. Moje zaniedbanie. Poprawię wieczorem.
Dzięki piękne.

@Entropia/JamCi - dziś wrzucę. (Do końca z 4,5)

Odpowiedz
*Canulas 10 m.
O kurde, jeszcze trzeba błędy poprawić od miss Łirthy. No ok
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
:O Jeszcze nie poprawione? No wieta co
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
No jusz, juszz
Odpowiedz
~pkropka 10 m.
Siemanko Canu,
"A jeśli już naprawdę chcesz wiedzieć, to rozjedź rowerem ślimaka i przemnóż to sobie przez tysiąc." - w takim razie nie nadaję się na mordercę. Raz udało mi się rozjechać takiego bez skorupki. Wybuchł, przykleił mi się do opony i z każdym naciśnięciem pedałów robił plask. Jeden jedyny raz w życiu myślałam, że zwymiotuję z obrzydzenia. Naprawdę niewiele brakowało.

Udanie rozegrane z urlopem. Dobrze ci to wyszło.

Jak dla mnie ciut przegadana część. Chociaż podoba mi się zderzenie emocji, główny (nie mogę zapamiętać jego imienia) zaaferowany sobą i roztrzęsiony, plus smutek starca, który mimo wszystko przebija się przez warstwę znieczulenia.

Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Nooo, taaa, wiem, wierzę, rozumim. Też nie lubię, a biegam często po odolanach, jak mi ślimaczki chrupio pod adidosem. I wtedy mi chwilę przykro, ale se zara mówię: Durny ślimaczku, było cwałować tędy. No ale uważam, staram się nie deptać.
Odpowiedz
~Akwamen 10 m.
Pokropka, dlaczego przegadana?
Odpowiedz
~pkropka 10 m.
O patrz, a ja ślimaczki ratuję i znoszę na trawkę. A jak mogą wyjść to nie biegam, już mi się raz udało ugrzęznąć pomiędzy dwiema falami takich bez skorupek (tych nie ratuję. Fuj). Jak szłam to dotarłam do lawiny ślimaków, obróciłam się żeby wrócić a za mną zdążyły wyjść inne. Jako że to chyba moja jedyna fobia, to stałam pośrodku zapłakana i ze trzy minuty zbierałam w sobie, żeby jakoś między nimi przejść.
W sumie musiałam śmiesznie wyglądać.
No nic, już ci nie spamuję pod tekstem.

Akwamenie, subiektywne odczucie. Sama ilość dialogów jest ok, bo są te niezbędne, ale sucho mi pomiędzy. Możliwe, że źle to określiłam.
Natomiast proporcja pomiędzy dialogiem, a opisami to mocno indywidualna sprawa, nie da się wszystkich zaspokoić. Dopuszczam możliwość, że forma jest in plus tutaj, bo mimo wszystko wyczułam emocje, których wyczucia oczekiwałam.
Odpowiedz
~JamCi 10 m.
Lało tak bardzo, że nic tylko arkę budować. - suuuper :-)
Trochę bym się przyyczepiła znowu do stylizacji, bo dziadek gada w bardzo różnorodny sposób, trochę niespójnie chwilami. Ale to jest detal. Reszta - git.
Odpowiedz
~jagodolas 10 m.
epizod z mocarną kawą się znalazł. czytam dalej
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Oo, widzę, że i na koment JamCi nie odpowiedziałem. To jak po czasie, to może po prostu podziękuję.

@Jagodolo, ptzyfilowałeś kawę, ale to raczej tekst sprzed kofeijowej fascynacji
Odpowiedz
~Angela 9 m.
Jak dla mnie, to widzę to opko w wersji papierowej.
Odpowiedz
*Canulas 9 m.
W wersji papierowej nie widzę tego opka chyba
Odpowiedz
~Angela 9 m.
Cicho być, co Ty tam wiesz : )
Odpowiedz
*Canulas 9 m.
W sumie
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin