Wszystkiego dobrego, dziewczyny!
jasno ciemno
TW #22 Istota człowieczeństwa
<
Grafika: CyberWiedzma
>

[Baśka epizod: 1] Ewakuować się z Planetoidy cz. 1

 — Jakim cudem wciąż żyję? — krzyczała rozgorączkowana, usiłując zapanować nad sterami zrujnowanego transportowca. Kolejne uderzenie o wysoką górę, wznoszącą się nad powierzchnią skalistej planety, rozjuszyło ją do reszty.

 — Nosz, kurwa! Jak ja nienawidzę latać! — darła się niemiłosiernie, usiłując kontrolować stery.

 

 ***

 

 Kiedy wybrała tę planetoidę, wyliczenia nie przewidywały możliwości kolizji z inną kosmiczną skałą. W każdym razie nie, w interesujących ją ramach czasowych. Dorwała na niej wspaniały pas rudonośny, którego usilnie się trzymała.

 — I cóż tu mamy? — mówiła sama do siebie, pochylając się nad pulpitem z rozmaitymi wykresami. — Sporą domieszkę germanu i galu, i jeszcze innych cholernie rzadkich pierwiastków. To istna „żyła złota”, którego tu zresztą też trochę jest — mruczała, jednocześnie mlaskając łapczywie.

 — Się obłowię, jak nigdy wcześniej! — Pogwizdując, zacierała ręce z zachwytu. Jednak radość nie trwała długo.

 

 Ta kupa złomu, jaką dostała w spadku, pozwalała na całkiem godziwe utrzymanie się z eksploatacji górniczej złóż na planetoidach. Było tego kilka koparek, ładowarek, laserowych nadtapiarek i innych jeszcze górniczych gratów, upchanych w masywnym kosmicznym transportowcu.

 — I to wszystko zapisuję tej starej małpie, która cały czas działała mi na nerwy, Baśce Szczepanowskiej, urodzonej w 2098 roku, w Polskiej kolonii na Marsie. Na pewno wyśmienicie poprowadzi dalej moje "Przedsiębiorstwo Wydobywcze..." — mruczała i mlaskała, czytając testament po zmarłym Wujaszku.

 — Stary się nie patyczkował, ale żeby zaraz jednoosobową działalność nazywać „Przedsiębiorstwem Wydobywczym...”? Trochę jednak przesadził. — Myślała, upychając dokument w kieszeń i pakując się jednocześnie do wylotu na stację orbitalną, gdzie zacumowany był cały sprzęt.

 

 ***

 

 — I na co mi się to teraz przydało? — Zawyła na wspomnienie tamtych chwil. Zajmowała się właśnie sterowaniem swoimi machinami wydobywczymi, siedząc w transportowcu i popijając obrzydliwą kawę, gdy nadleciała ta potężna skała. Zajęta wydobyciem, nie zwróciła najmniejszej uwagi na niestabilność w pasie planetoid, wywołaną przelotem komety. Pracując, skupiała się głównie na tym, żeby nie wpaść do głębokiego szybu wydobywczego, jaki wygrzebała w żelazo-niklowej skale. Właśnie obrabiała i mocowała wydobyty ładunek, gdy potężny wstrząs powalił ją na podłogę kabiny. Nie wiedziała co się stało. Resztką traconej świadomości zdołała zarejestrować w kamerach, jak transportowiec zsuwa się w otchłań potężnego szybu.

 Wyła z bólu. Zatrzaśnięta w ciasnej kabinie, usiłowała przeczołgać się do maszynowni. Pomimo napierania z całych sił ciałem, ramiona śluzy nie ustępowały. Z rany na nodze, znów zaczęła sączyć się, ledwo zablokowana szmatami krew. Opaska uciskowa na udzie nie przynosiła spodziewanych rezultatów.

 — Kurwa mać! — wrzasnęła z bezsilności.

 Nie miała pojęcia, co się dzieje na zewnątrz statku, ale podejrzewała, że aby przetrwać, musi się przedostać do maszynowni. Podczas spadania i uderzenia transportowca o wystające w wykopie metaliczne krawędzie, jej świadomość zarejestrowała obraz z kamer, przedstawiający moment zmiażdżenia całego dziobu statku.

 — Nie masz tam teraz czego szukać, Maleńka. Trza ryć w drugą stronę! — tłumaczyła sobie cierpliwie, wbrew rozdzierającemu bólowi, jaki czuła. Musiałaby jednak wpierw otworzyć, zablokowane teraz, ramiona śluzy. Próbowała to zrobić, odkąd odzyskała przytomność. Bezskutecznie. Opadła w końcu bezsilna na podłogę.

 — Cholera — jęknęła przeciągle, ale teraz już znacznie ciszej. Z licznych zadrapań i ran ciekła krew, która teraz sączyła się również po jej twarzy, zalewając oczy. Oddychała ciężko. Postanowiła chwilę odpocząć, starając się wyrównać oddech.

 — Systemy podtrzymywania życia działają. I bardzo dobrze, że działają! — stwierdziła, napinając mięśnie. — Ja też muszę działać!

 Otarła rękawem zakrwawioną twarz i jeszcze raz namacała uchwyt do ręcznego otwierania śluzy. Chwyciła go obiema, śliskimi od krwi, dłońmi. Pociągnęła z całych sił w dół, niemal wieszając się na nim. Wydawało się, że lekko drgnął. Śluza zatrzeszczała i rozchyliła się na kilka milimetrów. Do środka z sykiem wleciała para i świeższe powietrze. Baśka rozpaczliwie rozejrzała się wkoło. Sięgnęła trzęsącymi się rękoma, po kawałek zakrwawionej rurki, którą wcześniej wyciągnęła sobie z nogi.

 — Spróbuje użyć tego skurwysyna jako łomu! Może to draństwo się w końcu na coś przyda! — wymamrotała drwiąco i wcisnęła rurę w szczelinę, między skrzydłami śluzy. Po kilku próbach napierania łomem, lekko ustąpiła. Jej skrzydła rozchyliły się na tyle, że kobieta zdołała przeczołgać się do długiego korytarza. Panował tu półmrok, rozświetlony gdzieniegdzie migającym, bladym oświetleniem. Korytarz był zrujnowany. W jego drugim końcu dostrzegła apteczkę.

 — Tego mi potrzeba. Stary Cap — wspominała Wujaszka, rechocząc złośliwe — pomyślał o wszystkim.

 Szczekając z bólu zębami, to klnąc siarczyście na przemian, z trudem ale w końcu się do niej doczołgała. Zawartość apteczki, w połowie rozwalona, i tak w tej chwili była zbawieniem.

 — Opatrunki, antybiotyk, glukoza, i coś cholernie przeciwbólowego — wyliczała na głos, siedząc oparta o ścianę i zagarniając różne rzeczy z podłogi. Wykonała zastrzyk w nogę, potem drugi w drugą, i jeszcze trzeci, w ramię. Zakręciło jej się w głowie, więc chwilę odczekała, aż cuda medycyny zaczną działać. Opatrzyła i usztywniła nogę. Spróbowała wstać, opierając się o ścianę, ale zaraz upadła.

 — Kurwa! Chyba przesadziłam z tym znieczuleniem — zarechotała głupawym uśmieszkiem. — Z „głupim jasiem” zresztą chyba też. — Czknęła, po czym zaczęła się głośno śmiać. Odczekała chwilę. — Polska wóda byłaby jednak lepsza — zawyrokowała ostatecznie, czkając. Znów oparła się o ścianę, tym razem, aby zebrać siły. Zamknęła oczy i trwała tak, próbując odzyskać wewnętrzną równowagę. Bezskutecznie.

 — Dobra, czas ruszyć dupę, Mała! — wymruczała, biorąc głęboki oddech. Powoli zaczęła się czołgać w kierunku śluzy do maszynowni. Ta otwarła się z przeraźliwym zgrzytem, choć tylko do połowy. To jej wystarczyło. W maszynowni, która teraz przypominała skład złomu, coś trzeszczało, świszczało, trzaskało, to miejscami się iskrzyło. Odszukała wzrokiem pulpit kontrolny. Podczołgała się do niego. Cały popękany i migający różnymi, głównie czerwonymi diodami, nie nastrajał optymistycznie. Podciągnęła się na rękach, na fotel. Opadła na niego prawie bezwładnie, ciężko dysząc. Odgarnęła pozlepiane krwią włosy z twarzy i zabrała się za sczytywanie danych. Większość czujników zewnętrznych nie działała.

 — Bo, kurwa niby po co miałyby działać? — stwierdziła ironicznie, waląc pięścią w podłokietnik fotela. Zacisnęła zęby i drżącymi z przemęczenia rękami, usiłowała jednak wyciągnąć jakieś informacje z komputera pokładowego. Mokre od potu i krwi dłonie lepiły się do klawiszy i ekranu. Otarła je strzępami zakrwawionych ubrań, jakie zachowały się jeszcze na jej ciele. Większość wskaźników, pokazujących odległości do zewnętrznych celów, wskazywała „0”.

 — Co tam się do cholery dzieje? — zamruczała przez zaciśnięte zęby. — Albo się zjebały, albo jestem w „czarnej dupie”, przywalona ze wszystkich stron tym cholernym żelastwem. — Myślała intensywnie, starając się gorączkowo znaleźć jakieś rozwiązanie.

 — Nosz, kurwa mać! — wrzasnęła po chwili bezsilnie, aż w głowie jej zawirowało. — A mogłam na Marsie spokojnie pracować. Na emeryturkę se oszczędności odkładać — ironizowała na głos, próbując jednocześnie, mimo wszystko, ocenić stan statku, silników, zapasów powietrza. — Co ja mam teraz zrobić? Do cholery! Tu nic nie działa!

 

 Wybita ze swojej orbity planetoida, pędziła w przestrzeni kosmicznej, na spotkanie skalistej planety, a wraz z nią, uwięziona w jej wnętrzu, Barbara Szczepanowska.

 

 

7865 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Agnieszka
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 33

Opis:

Dodano: 2019-12-20 08:18:14
Komentarze.
*berkas 1 r.
Jest i Basia ;D
Odpowiedz
Ooooo hahaha Berkas - tuś się znalazł )
Pozdrowionka )
Odpowiedz
Nooo i w końcu Baśka wylądowała na t3. Fajniutko Lubię.
Odpowiedz
Ano, ale jak ją teraz czytam - pisana była kupę czasu temu - to jestem zdziwiona moim tamtym stylem pisania ))
Po opowiadaniach widać, jak wiele się zmienia )
Pozdrowionka

Odpowiedz
"Kiedy wybrała tą planetoidę' - kiedy mnie uczyli, że jak końcówka ma ę, to tę. Nie wiem, może sie mylę. Obadaj.

" Baśka rozejrzała się rozpaczliwie wkoło. " - a jakby zmienić szyk na: rozpaczliwie rozejrzaała się wkoło.

No nic. Tekst pamiętam. Jakoś tak się lekko poprzykaliśmy od nośnie (w mej ocenie) niepotrzebności wulgaryzmów, no ale to zamierzchłe, choć fajne czasy. Fajnie, że nowe rzesze mogą poznać klasykę
Odpowiedz
tiaaa, pamiętam te czasy Panie, wtedy to się działo hehe
Odpowiedz
Aaaa, no i naprawione, co żeś wskazał

Odpowiedz
Yeeeaap
Odpowiedz
Ja chyba z tych mniej zaznajomionych z Baśką, pamiętam że coś czytałam związane z TW, no ale musisz mi wybaczyć słabą pamięć jeśli już kiedyś wylądowałam pod Twoim utworem. Z drugiej strony nie jestem jakimś wielkim fanem podróży kosmicznych w literaturze, a tu mi się naprawdę bardzo podobało, zdecydowanie tempo jest świetne i po prostu się płynie. Postać wydaje się jakaś wiarygodna i chyba przez samo pochodzenie bliższa
Swojska ta Baśka, podobało się.
Pozdrówki.
Odpowiedz
@Adelajda - dziękuję za wizytę. Fajnie, żeś ją (bohaterkę) jakoś tam zaakceptowała bo, patrząc na jej charakter, może to być nieco utrudnione
Pozdrowionka
Odpowiedz
~Ozar 1 r.
Agnieszka Nie wiem czy dobrze myślę, ale chyba ten cykl był już na opowi i chyba to czytałem już. Nie mniej jednak czyta się jak zwykle u ciebie całkiem dobrze. Jesteś dobra w starej SF i to dla mnie najważniejsze. Jak na pierwszy odcinek wszystko sensowne i jasne. Kurde zapominam czasami o twoich tekstach, choć moim zdaniem są chyba najlepszymi jakie czytałem zarówno na opowi jak i tutaj. Na pewno pójdę dalej.
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.