Motylku Łania

Perłowe święta

 Wychodzi z biura jako ostatnia. Wszyscy wzięli wolne, lub urwali się wcześniej, żeby mieć choć chwilę więcej na świąteczne przygotowania: pakowanie prezentów, wykładanie dań na piękne półmiski, ostatnie pociągnięcia eyelinerem. Oczami wyobraźni widzi roześmianych kolegów, którzy w ciepłych domach wraz z najbliższymi pałaszują smakołyki. Każdy z nich ma obok siebie pusty talerz, który mógłby być jej, gdyby miała odwagę zapukać do drzwi.

 Jednak z nikim nie jest na tyle blisko, żeby wchodzić do jego domu z butami. Dlatego też gasi światła i cichutko zamyka drzwi, tak żeby nie zbudzić śpiących po kątach myszek. Zapina płaszcz, owija twarz szalikiem wtulając się w niego jak najgłębiej, by przejmujący mróz nie szczypał w policzki. „To wolno tylko babci” — myśli, podczas gdy na usta zaplątuje się smutny uśmiech. „Może uda się odwiedzić ją na Wielkanoc”.

 

 Drobna postać przemyka ciemnymi, wyludnionymi ulicami, obserwowana jedynie przez rozświetlone okna skrywające bogato przystrojone choinki i miłość zapakowaną w kolorowy papier. Puste bramy szczerzą kły, wszechobecną ciszę rozpraszają tylko ledwo słyszalne kolędy, płynące z wnętrz nielicznych samochodów.

 Są sobie obcy – ona i miasto. Dlatego obiera drogę, którą zna. Nie czeka na autobus, nie chce patrzeć na roześmiane buzie dzieci spieszących tam, gdzie Mikołaj obiecał zostawić prezenty.

 Niezauważenie zaczyna prószyć śnieg. Z początku drobny, łatwo daje się porwać do tańca i wiruje wraz z wiatrem, lecz po chwili zaczynają spadać coraz masywniejsze płatki. Wystarczy kilka chwil, żeby brudny chodnik pokrył się warstewką bieli, która lada moment zaczynie skrzypieć pod butami. Zimny wiatr odnajduje najmniejsze szczeliny i wdziera się pod płaszcz wykradając ciepło.

 

 Po drodze wstępuje do osiedlowego sklepiku, który jako jedyny jeszcze nie zamknął drzwi. Staruszek stojący za ladą przemyconą z poprzedniej epoki uśmiecha się ciepło. Cały sklep musi mieć tyle lat, co on.

 — Ostatnie przygotowania? — zagaja wesoło. Z głośników płynie melodia przywodząca na myśl szum wiatru przemykającego przez nieszczelne okna, który próbuje dosięgnąć ofiary schowanej pod grubym kocem i uzbrojonej w kubek gorącej czekolady.

 Dziewczyna zerka na butelkę wina i czuje jak ten uśmiech, posłany specjalnie dla niej, rozbraja wszystkie systemy obronne.

 — Można tak powiedzieć. W sumie nie mam co przygotowywać, tylko kieliszek.

 — To panienka sama na święta?

 — Tak wyszło. Przeprowadziłam się niedawno za pracą i nie mogłam wziąć wolnego.

 — Taka młodziutka nie powinna być sama. Samotność jest domeną starców. — Mężczyzna kręci ze smutkiem głową i sięga pod ladę. Wyjmuje puszkę, która kiedyś miała namalowaną na wieczku wioskę przykrytą śniegiem. Po wybrzuszeniach można zgadywać, że przy kościele bawiła się gromadka dzieci: lepiły bałwana, jeździły na sankach i obrzucały się śnieżkami. Dzisiaj pozostało po nich tylko wspomnienie. — Moja żona upiekła pierniczki, niech je pani weźmie.

 Rumieńce wywołane przez ciepło nabierają intensywniejszego koloru, kiedy speszona dziewczyna stara się podziękować za słodkości. Z marnym skutkiem. Opuszcza przytulny sklep z winem w siatce, puszką pod pachą, garścią życzeń i uścisków dłoni. Przytula mocniej pudełeczko, podczas gdy uśmiech zaplątuje jej się na usta.

 

 Dociera do mieszkania w mgnieniu oka. Otrzepuje się ze śniegu, przekracza próg i zamiera. Zamiast zwykłego mroku wita ją delikatny blask świec, wydobywający z ciemności kształty półmisków. Zapala światło i robi kilka kroków. Dostrzega rybę po grecku – popisowe danie rodziców, wielki słoik kutii, a po zapachu słodkiego miodu poznaje makowiec, który zawsze piekła babcia. Wokół, na śnieżnobiałym obrusie, ustawione są pierogi, śledź w cebuli, garnek pełen barszczu, sałatka jarzynowa i mnóstwo innych dań, które umykają jej uwadze przyciągniętej przez kolorowe drzewko stojące w rogu pokoju, zajęte rozsiewaniem obłędnego zapachu lasu. Zielone, fioletowe i białe bombki odbijają żółte światełka, srebrny łańcuch przepięknie się skrzy, a czubek zdobi równie srebrna gwiazda, z nawleczonymi na ramiona perłami.

 Zanim w głowie uformuje się wątpliwość, czy przypadkiem nie pomyliła mieszkań, rozlega się dzwonek do drzwi. Nawet nie patrzy przez wizjer. Odstawia wino i puszkę z pierniczkami, po czym otwiera. Rozszerzające się oczy nie nadążają komunikować się z mózgiem, który nie wierzy w to, co próbują mu pokazać. Dopiero po chwili docierają do niego dźwięki potwierdzające obserwację.

 Na progu stoją objęci w pasie i uśmiechnięci rodzice, zza nich wychyla się czerwony jak burak chłopak, którego zostawiła w rodzinnym mieście. Odrobinę na uboczu młodszy brat trzyma otwarty komputer, z którego uśmiechają się do niej dziadkowie, otoczeni przez resztę rodziny, a między nogami biega pekińczyk i ujada, merdając ogonem jak szalony.

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~pkropka
Kategoria: obyczajowe

Liczba wejść: 3

Opis: Spokojnych, pełnych uśmiechów, rodzinnego ciepła i pysznego jedzenia Świąt dla Ciebie i Twoich bliskich. Nawet jeżeli fizycznie nie ma ich obok, mam nadzieję, że magia Gwiazdki nie pozwoli Ci czuć się samotnie.
Dodano: 2019-12-20 20:04:39
Komentarze.
~JamCi 7 m.
Słodkie. Podniosłaś mnie na duchu :-)
Odpowiedz
~Ogonisko 7 m.
Bardzo pokrzepiający tekst. Tylko ten pekińczyk zburzył całą powstałą atmosferę
Odpowiedz
~pkropka 7 m.
JamCi, ciesze się
Ognisko, mówisz że pekińczyk psuje? Zastanowię się nad tym, tu już zostaniesz ale może i masz rację że przesadziłam.
Odpowiedz
~Ogonisko 7 m.
Piszę tak, bo nie lubię zbytnio pekinczykow. Odstawiając na bok, moja animozje, to pekińczyk jak najbardziej ok. 😉
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Spokojny wpasowujący się w czas, bez tandetnych bomb na końcu. Dający jakiś tam promil nadziei, o ile jest się na takie promile podatnym. Zahacza o jakieś uniwersalne, nienachalne dobro.

" Po drodze wstępuje do osiedlowego sklepiku, który jako jedyny jeszcze nie zamknął drzwi." - nie mam nic przeciwko antropomorfizacji, ale jednak w tym przykłądzie gryzie mi się sklep jako byt. Dałbym "w którym nie zamknięto..." No i tyle. Łagodny, miły tekst
Odpowiedz
~pkropka 7 m.
Siemanko Canu,
Cieszę się, że nie wyszło tandetnie.
Co do sklepu - przemyślę. Coś w tym jest.
Odpowiedz
~Adelajda 7 m.
Taki cieplutki tekst, wpasowujący się w nastrój.
Tobie również kropeczko Wesołych Świąt
Odpowiedz
~pkropka 7 m.
Dzięki Adelajdo
Wesołych świąt i powodzenia w przygotowaniach <3
Odpowiedz
-Nachszon 7 m.
Wow. Wreszcie jest to, na co czekałem u Ciebie, nie pod względem treści, ale formy. Zwięzła, precyzyjna, z eleganckim szlifem. Wreszcie. Myślałem, że się pomyliłem, że się nie doczekam, że nie dasz rady. Przepięknie napisane. W połączeniu z treścią to rodzaj kiczu, który kocham i nie wstydzę się tego. To naprawdę nie zarzut, chociaż pozornie może tak brzmieć. Wiedziałem, czułem, że wreszcie tu dotrzesz, do tego miejsca w pisaniu. Brawo Kropeczko!
Odpowiedz
!sensol 7 m.
pięknie to napisałaś.
Odpowiedz
~pkropka 7 m.
Dzięki chłopaki
Nachszon, teraz czuję wsteczną presję. Nie wiedziałam że jakaś na mnie była, ale teraz ją poczułam :p
Spoko, chyba wiem co masz na myśli. Dziękuję raz jeszcze :serce
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin