selfie #1 karina abakarow

zanim zapukam do bram

 zanim zapukam

 do bram

 

 zabierzesz mi

 wszystko co mam

 

 dałeś mi ciało

 rozumu za mało

 

 bym mógł

 ogarnąć to sam

 

 zanim zapukam

 do bram

 

 zabierzesz mi

 wszystko co mam

 

 jestem człowiekiem

 będę kamieniem

 

 w pył się zamienię

 w niebieskiej mgle

 

 rozpuszczę się

 i będę trwał

 

 bezgrzeszni bezcieleśni

 będziemy trwać

 

 będziemy trwać zusammen

 na wieki wieków

 

 amen

 

 Jestem tylko biednym farmerem. Moją farmą jest moje ciało. Tak ujęty temat pozwala mi to napisać: "Jestem BIEDNYM farmerem". Bo cóż mnie czeka? Jakbym się nie starał czeka mnie śmierć. Oby nie w męczarniach, ale pewności nie mam. Może trafi mnie szlag szybko. Powiedzmy zawał albo udar. A może dopadnie mnie jakieś gówno typu: rak, paraliż, niewydolność oddechowa, parkinson, srarkinson, czy jeszcze inne kurestwo.

 Więc moje gospodarstwo, moja farma, moje włości, moje ciało skazane jest na porażkę.

 

 No to abyśmy!

 

 I ciągle trzeba zapierdalać, aby trwać. Aby stać w miejscu trzeba biec. jak w "Alicji w krainie czarów". No. Trzeba zapierdalać. To wyświechtane porównanie. Ale jesteśmy jak te chomiki zasuwające w klatce w takim kółku, im szybciej przebieramy nóżkami, tym szybciej kręci się ten młynek. Odziać się, mieć dach nad głową, coś zjeść. I nie ma wytchnienia. Nie można odpocząć na dłużej, zwolnić. Nie można powiedzieć - "Pierdolę, wysiadam". Trzeba zasuwać, żeby nie marznąć, napełnić kałdun, schronić się przed deszczem. Aż dziwne, że przez tyle lat się udawało. Nie przejechał mnie pijany kierowca TIR-a. Nie rozmazał mnie na asfalcie, nie zamienił mojego miękkiego ciała, od drewna, od stali od kamienia miększego, w krwawą miazgę. Nie zastrzelił mnie bandyta, terrorysta nie wysadził się przy mnie w powietrze. Nie zabiło mnie tsunami, trzęsienie ziemi, powódź, nie wybuchł mi wulkan pod bokiem, nie zakatowali mnie policjanci na komendzie. Nie załapałem się na zamach stanu, rewolucję, wojnę domową, wojnę światową. Nie zastrzelili mnie żołnierze, ani partyzanci. Żaden pilot nie spalił mnie z bezpiecznej odległości napalmem. Nie zatrułem się sromotnikami. Nie zatrułem się jadem kiełbasianym. Nie poraził mnie śmiertelnie prąd. Nie zginąłem pod gruzami własnego mieszkania, które przecież mogłoby zawalić się, gdyby pijany sąsiad-menel zapomniał zakręcić gaz. I żadna z tysięcy chorób nie nawiedziła mnie, a nawet jeśli, to nie zabawiła długo i sobie poszła. A przecież tyle ich jest. I są takie, co jak już wejdą, to nie wyjdą. Zadomowią się. Zapuszczą korzenie.

 

 Więc nie jest lekko. A teraz do tego jeszcze "obieranie brukselki" - coś napisać muszę. Ale co? Brukselka jest w ogóle niedobra. I w ogóle o niej nigdy nie myślałem. I jeszcze te słowa:

 szynka, supernowa, wuwuzela, skała, eksplikacja, wilegiatura, szpareczka. Muszę się odnieść w tekście, aby zaliczyć efekt. A kto to w ogóle wie, cóż to jest eksplikacja albo wilegiatura? Złośliwie takie słowa wymyślili, żeby mi dopieprzyć. Żeby zgnoić, jakby bez tego życie nie było dostatecznie ciężkie.

 Ale ja sobie zobaczę, kto mi te słówka załatwił. Jak będę miał czas. Jak będę miał trochę czasu. Poszukam. I sobie zapamiętam. I się odwdzięczę. A zaręczam, że miłość bliźniego nie jest moją najmocniejszą stroną. Nie jestem katolikiem. Nie jestem nawet chrześcijaninem, więc nie obowiązuje mnie nadstawianie drugiego policzka. Więc poczekajmy. Karma wraca...

 

 

 No to hyc!

 

 Jesteśmy w czarnej dupie. Wszyscy. Wszyscy jak leci. W dupie jest ciepło i wilgotno. Czy to jest dobre miejsce na przetrwanie epidemii koronawirusa? Wątpię. Jesteśmy w dupie za sprawą naszych włodarzy, którzy wszystkie pieniądze, które nam zabrali w formie podatków, PRZEJEBALI. Teraz przydałaby się ta forsa. Ale jej nie ma. Jest chaos. Do każdego stołka przyklejony nieudacznik i karierowicz. Nad tym stary prezes, który steruje swoimi pacynkami przy pomocy palca trzymanego im dupie. Jedyne ludzkie uczucia jakie przejawiają pacynki, to chciwość i pogarda. Tylko pęd do zgarniania kasy i bezbrzeżna pogarda do takich jak ja, zwykłych zjadaczy chleba. Moja pogarda do nich jest równie silna. Nie podoba mi się, że jestem przez nich dymany. Więc pluję na nich, na każdego mam osobne splunięcie. Pluję w ich zdradzieckie mordy. Oczywiście pluję metaforycznie. Nie starczyłoby mi śliny, na prawdziwe plucie. Zresztą nie chciałbym ich zarazić, teraz to niebezpiecznie strzykać jadem, kiedy szaleje epidemia.

 

 A najbardziej mnie wkurwiło, że rozjebali Mierzeję Wiślaną. Prezes przyjechał, wbił w piasek tabliczkę. Oznaczył teren. Gdyby chociaż zrobił to jak pies, zwyczajnie - obsikał albo obesrał, ale nie! On sprowadził tu ciężki sprzęt. Kawał lasu wycięli, klepisko rozjeździli gąsienicami. Są gorsi od Wandali, od Hunów. Tego im nie zapomnę. Takie fajne miejsce spierdolili. Jeździłem tam rowerem. Było pięknie. Już nie jest.

 

 No to bęc!

 

 Zrobiłem sobie własnym sumptem taką mini-wiertareczkę do wiercenia w maku. Mak też mam. Całe pół kilo kupiłem. Zamrażarkę wypełnia po brzegi brukselka. Dwadzieścia kilo. Ponad setka główek. Inni robią zapasy na ciężkie czasy. Mają ryż, makaron, suchary. A ja nie. Ja mam tylko brukselkę.

 Spytacie po co mi tyle brukselki? Po co mak i po co mini-wiertareczka?

 Otóż biorę sobie brukselkę i obieram. Brukselka robi się coraz mniejsza. Po chwili mam już tylko pół brukselki. Po chwili z tej połówki, robi się znowu pół. I tak dalej. Obieranie tak małej, tak bardzo już obranej brukselki, jest bardzo pracochłonne, wymaga dużej precyzji i skupienia. Ale je nie ustaję, każdy kolejny kawałek okrawam, pomniejszam, jakbym chciał doobierać się do samego jądra brukselki, jakby chciał dotknąć samego środka jej środka. Ale nie! Nie jądra szukam, tylko odpowiedniego rozmiaru. Rozmiaru, bo kształt wiadomo, kulisty musi być.

 Po osiągnięciu odpowiedniego rozmiaru odkładam obraną brukselkę. Biorę jedno ziarenko maku i wydrążam je w środku mini-wiertareczką. To zajęcie jest równie pracochłonne, jak obieranie kapusty. I również wymaga precyzji i skupienia. Kiedy już wydrążę cały środek w ziarenku maku, wciskam do pustej skorupki obraną brukselkę. Tak nadziane ziarenko umieszczam w małym słoiczku. Potem biorę następną brukselkę, obieram. Potem mini-wiertareczką drążę mak i wkładam do pustego środka pomniejszoną przez obieranie brukselkę. Wszystko to bardzo długo trwa. Od początku epidemii obieram brukselkę i drążę mak, a w słoiczku nadal widać dno. Ale ma to tę zaletę, że roboty mi na pewno nie zabraknie. Mam tyle maku i tyle kapusty! Przetrzymam każdą kwarantannę.

 Zapytacie. Po co mi wydrążony mak, z obraną do cna brukselką w środku?

 Zwyczajna sprawa. Po prostu przygotowuję się do randki, na którą umówiłem się z poznaną przez internet dziewczyną. Jak się to wszystko skończy, spotkamy się w realu. Pewnie w jakiejś restauracji. Jak już siądziemy przy kawie i ciastku, to wtedy ja zjem cały mak przy niej, przy mojej dziewczynie, a potem uśmiechnę się szeroko. Na pewno wiele ziarenek maku przyklei mi się do zębów i do dziąseł. I dziewczyna zapyta: "Zjadłeś mak?" A ja na to: "Tak!" Ale ho ho! Przecież to nie jest zwykły mak. Tylko mak nadziewany brukselką. Jedyny taki mak na świecie. Zgłoszę się do redakcji Księgi Guinnessa, aby mnie wpisali jako pierwszego, który wymyślił nadziewany mak! Wszystko to wyjaśnię nowo poznanej dziewczynie, aby oczarować ją, zadziwić i wybić ze strefy komfortu. A ona wtedy popatrzy na mnie innym spojrzeniem. Doceni tytaniczną pracę jaka włożyłem w wyprodukowanie nadziewanego brukselką maku. Na pewno pomyśli sobie wtedy: "Jaki oryginalny! Jaki pracowity! Z takim to warto się połączyć!"

 I zakocha się we mnie na zabój.

 Czyż nie?

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: !sensol
Kategoria: poezja

Liczba wejść: 6

Opis:

Dodano: 2019-12-22 21:20:53
Komentarze.
*Canulas 9 m.
Nieskromnie powiem, że zapiątkowałem incognito ten tekst w miejscu, do którego już prawie nie zaglądam. No ale "coś ma". Bez dwóch, pięciu i dwudziestu trzech zdań: coś ma
Odpowiedz
!sensol 9 m.
nikt stąd nie zagląda tam i nikt stamtąd nie zagląda tu. to oczywiste. tylko dlaczego taki tłok za meblościanką ?????
Odpowiedz
*Canulas 9 m.
Nie no, ciężko się wyzbyć. Szanuję swe słowo, bo nie mam wiele ponad i nigdy nie rzucałem: że odchodze, ani nigdy nie gadałem, że nie zaglądam. Z tymże już od jakiegoś czasu jestem odtruty. Ale odchodzimy od meritum: A tym jest Twój dobry tekst.
Odpowiedz
!sensol 9 m.
wiem. tak samo mam
Odpowiedz
!sensol 9 m.
portale można porównać do knajpy. była fajna knajpa, ale zeszli się kibole. więc się wynieśliśmy. założyliśmy własną knajpę. piwo ciepłe czasami. a w kiblu nie ma papieru toaletowego. ale i tak jest fajnie
Odpowiedz
*Canulas 9 m.
Ciepłe piwo, brak papieru. Nooo, obie te wartości wpierdzielić na wagę i uuuu, dylematy godne Kartezjusza
Odpowiedz
*Ritha 9 m.
Bunkrów nie ma, ale i tak jest zajebiście
Odpowiedz
*Ritha 9 m.
Wiersz jest mega
Odpowiedz
!sensol 9 m.
zajebista końcówka zajebistego filmu
Odpowiedz
*Ritha 9 m.
Dokładnie, klasyk
Odpowiedz
!sensol 9 m.
psikutas bez s!!!
Odpowiedz
~Angela 9 m.
Bez wątpienia COŚ MA
Odpowiedz
*Ritha 9 m.
Joker, job twoju mać
Odpowiedz
~pkropka 9 m.
Bardzo ładny wiersz. Subtelny, ale uderza tam, gdzie trzeba.
Odpowiedz
~Adelajda 9 m.
Bardzo, bardzo mi się podoba i niech mówią co chcą, ale Twoja poezja jest ponad.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin