Amadea — część XIV Amadea — część XII

Amadea — część XIII

 Link do części XII: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1417

 

 Horror-Romans

 

 VII

 Pociąg nadjechał dwudziesta trzecia szesnaście, dwanaście minut później, niż powinien. Wsiadłem na końcu, chcąc wybadać, ile jest osób i z miejsca ruszyłem do przodu.

 — Dobra nasza — powiedziałem półgłosem do psychopaty ukrytego wewnątrz mnie, choć jakiś zalany robol uznał to za zaproszenie do rozmowy. Zbyłem go ciszą i ruszyłem przed siebie, chowając nóż za pazuchę. To niemożliwe, ale podpity gość okazał się jedynym pasażerem.

 Dotarłem na sam początek, dziwiąc się braku choćby obsługi pociągu. Przecież na każdej stacji zawsze ktoś wyskakuje, by dać motorniczemu cynk, że wszystko jest w porządku. Że można ruszać. Tym razem nikt nie wyskoczył.

 A może byli gdzieś tutaj, pomyślałem. Może leżeli jak wory, jeden na drugim, a krew mieszała się z krwią? Może dotarł tutaj ktoś przede mną?

 Nagle pociąg skręcił i drzwi prowadzące do kabiny maszynisty się uchyliły. Nie jestem ekspertem w tym fachu, ale skręt był niezwykle ostry jak na podmiejskie standardy. Jakby odbijał na zupełnie nową trasę.

 Rozsunięte drzwi ukazały czyjąś zgarbioną sylwetkę. Mocarne plecy wariata, któremu ciemnia tunelu chyba popieprzyła się z gokartowym torem. Psychopatę.

 Wszedłem do środka, przystawiając olbrzymowi nóż do żeber i nacisnąłem, aby od razu wiedział, że nie blefuję.

 Nic. Zero reakcji.

 — Wiedziałem, że nie odpuścisz — wyszeptał Henryk, mierząc do mnie z giwery. — Za bardzo cię, kurna, wzięło.

 Nie odpowiedziałem, czując po równi wściekłość, co bezsilność. Ot i cała psu podobna prawda. Prosty rolnik wykiwał inteligenta.

 — Coś chciał zrobić, huncwocie? Chciałeś oberżnąć biednego Marynarza? Myślisz, że drugi raz zrobiłoby mu różnicę?

 Spojrzałem na konsoletę, potem na to, w czym stoję. Krew. Wszędzie krew. Brunatna, gęsta zawiesina, bez której jesteśmy jak poprzebijane baloniki na sylwestra. Puste, marne skorupki. Zwykłe trupy. Nóż stracił na swej długości. Stępiał w obliczu lufy, która prawdopodobnie miała mnie wrzucić w piach.

 Pociąg nagle zwolnił, ale byłem zbyt otępiały, by umieć z tego skorzystać. Do tego oczy starego zdawały się krzyczeć: No dawaj! Chcesz sprawdzić, czy jesteś szybszy od tego chromowanego żołnierzyka? No dalej!

 Nie spróbowałem. Wyleciała ze mnie cała energia. Usiadłem, nie kłopocząc się tym, że taplam się w cudzej krwi. Henryka to rozbawiło. Stara twarz obrodziła uśmiechem.

 — Szczerze, to nie spodziewałem się, że przyjdziesz. To znaczy, tak i nie. Rozsądek nakazywał sobie ciebie odpuścić, lecz intuicja...

 Znowu zatrzęsło, ale tym razem słabiej. Stary coś wcisnął i zaczęliśmy mocno wytracać prędkość. Zgrzytnęły hamulce kół i pociąg stanął.

 Nic. Tylko cisza i taplające się w triumfie kaprawe oczka.

 Konsoleta z przyciskami przygasła i ogarnął nas niezdrowy półmrok. Zwłaszcza niezdrowy dla mnie, bo dziadek w każdej chwili mógł wziąć moje dygoty za coś innego i strzelić mi prosto w łeb. Niemniej, na razie czekał.

 — Stój no spokojnie głupcze, ja poświecę — rzekł. Choć może powiedział "chłopcze". Po chwili utonęliśmy w czerwieni awaryjnego oświetlenia i kręcącej się z cichym zawodzeniem ściennej żarówki. Odgłos cichy, ale irytujący. Nie do wytrzymania przez kwadrans.

 — Czy powie mi pan, o co tu, kurwa, chodzi?

 Nie chciałem, by to zabrzmiało pretensjonalnie, czy jakbym próbował zyskać na czasie, bo i po co? Stary, jak w filmie, podrapał się lufą po skroni. Gdybym nie był tak cholernie spięty, właśnie kończyłbym go obezwładniać. Niestety. Kij od szczotki nie jest dobrym judoką.

 — Powiem — odparł po chwili. — Opowiem wszystko i niech mnie kule biją, jeśli wiem czemu. Po prostu tak chyba trzeba. A kiedy skończę, mam nadzieję, że nie pomyślisz o mnie już więcej źle. Zrozumiesz moje motywy.

 Kiedyś, w złotych czasach dwustuzłotowych dniówek, starałem się ukończyć nurkowy kurs. Nie wiem czemu, bo w sumie nie przepadam jakoś szczególnie za wodą. Chyba chodziło o prestiż. I o to, że mogłem sobie pozwolić na wywalenie dwóch kół na zachciankę. Nieważne.

 W każdym razie na kursie z zajęć praktycznych instruktor uczył nas technik relaksacyjnych, by chociaż troszkę rozładować napięcie i teraz próbowałem szybko do nich powrócić. Sprawić, by moje ciało nie było tak cholernie skostniałe i nie zaprzepaścić następnej szansy od losu. Szansy, w którą skrycie bardzo wierzyłem. Naprawdę chciałem usłyszeć, co też ma mi ciekawego do powiedzenia. Jednak gdyby dał mi tylko znów okazję, jedno maleńkie zamyślenie, mały błąd. Cóż. Na razie był jednak czujny.

 — Zanim ci wszystko opowiem chłopcze (tym razem już byłem pewien, że mówił "chłopcze", nie "głupcze". Tylko wymawiał: "cho-pcze"), sprawdź, którą mamy godzinę. Jeśli nie masz zegara, zobacz u marynarza. Powinien mieć jakiś cyferblat przy piersi.

 Rzuciłem okiem na sikor. Dwunasta dwie.

 — Ohoho — wysapał. — To mamy aż trzy godziny. Dobrze. Bardzo dobrze.

 Nie zapytałem, do czego te trzy godziny, bo nie chciałem kreować bocznych historii. Niech lepiej dziad leci po głównej osi. Niech się zatraci bez reszty w tych dyrdymałach, a kiedy w ferworze własnych wydumań popełni błąd i zechce znowu podrapać spluwą, wpieprzę mu ostrze w gardziołko. Nie dlatego, że mnie omotał, zmuszając do morderstwa i potępienia, ale dlatego, że zadrwił z mojej miłości. Miłości czystszej niż pierwszy opad śniegu i pierwotniejszej od mamuciego rysunku z głębi jaskini. Dla kogoś kto pogrywa z takim uczuciem kara jest tylko jedna i za chuj nie jest ona w zawiasach.

 — I jak? — doleciało. — Zgadzasz się?

 — Czy zgadzam?

 — Nie słuchasz mnie. Pewnie jesteś na haju. Wy młodzi to tylko wódka oraz prochy.

 Już chciałem krzyknąć, by zamknął ten moherowy ryj, ale jakoś zdołałem się pohamować. Pozycja w jakiej byłem, nie znajdywała zastosowania dla takich słów. Nie przy tej odległości i nie w tej chwili, choć wciąż czekałem na cud.

 — Więc jeszcze raz — zaskrzeczał. — Skup się. Opowiem ci wszystko jak stoi. Bez głupot i bez oszukaństw. Bez machlojek. W zamian ty zrobisz to, co ci każę. Zgadzasz się?

 — Przecież ma pan pistolet — rozpocząłem, ale zaraz dodałem, że się zgadzam.

 — W porządku. To podaj mi jeszcze raz godzinę i zaczynajmy.

  Było sześć minut później.

 — No dobra — burknął. — Jedziemy.

 

 Link do części XIV: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1474

 

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: horror

Liczba wejść: 7

Opis:

Dodano: 2019-12-22 21:24:15
Komentarze.
~jagodolas 10 m.
A ja sobie zrobię czelendż i przeczytam wszystkie części bo chyba mnie sporo ominęło
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Tekst ma 3 miliony lat. Nie sądzę by był to optymalny czelendź, ale, no... byde rad.
Odpowiedz
~jagodolas 10 m.
Uff,przeczytałem. Przy dziesiątej części przybijałem gwoździa łbem, ale to przez późno a nie że tekst . Chyba nie jestem na siłach ładnego komentarzq trzasnąć, zostawię sobie na potem, ale napiszę tylko że mnie mega wciągnęło, a motyw z mijaniem się pociągów i szyb - bardzo mi się to wryło . Na razie.tyle. Dobrze że nie koniec.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
No tak na 75% tera jesteśmy. Wierzę, że głowa opadała.
Motyw yo trochę hołd dla zbiórki Demon ruchu - Grabińskiego
Odpowiedz
~JamCi 10 m.
Tu byłem lecę dalej korzystając z chwilowego zasięgu. Soczyste. Mniam.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
A ja idę pić kawę z... z kawą w sumie.
Odnotowałem JamCińskość. Znaczy, ten, obecność.
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
" Nic. Tylko cisza i taplające się w triumfie kaprawe oczka" - fajne, jest kilka innych typu " — Dobra nasza — powiedziałem półgłosem do psychopaty ukrytego wewnątrz mnie", no ale już się tak nie rozdrabniałam

"Miłości czystszej niż pierwszy opad śniegu i pierwotniejszej od mamuciego rysunku z głębi jaskini"

Łapię się na tym, że sobie myślę, a jakby tam se wszedł Polip do tego pociągu, nawet z tą mała pizdeczką, jak jej tam, Thelma? Taaa, na pewno Thelma, bo Elo mówiła Delma, taaa. Polip by dobrze zrobił temu opku.
Albo ze dwa skorpiony.
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
No a tak serio, to hm, ja bym tu wywaliła połowe w tej części, pierdu pierdu, oni gadają już prawie jedno i to samo, akcja się niby posuwa coś tam, ale hm, wywaliłabym w kosmos 1/3, kondensacja, zbyt rozlazłe no i takie są fuckty, trudno, brutalna szczerość, możesz mię znielubić, ale trza być uczciwym
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Ale ja wszystko wiem i nie uważam Twej gadki za opkosemityzm. Tak jest, bo tak pisałem. Nie będę tera na chama uwspółcześniał. A że było, jakie było... no było
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Uff
Odpowiedz
~pkropka 10 m.
Hejo Canulasty,
"Stara twarz obrodziłą uśmiechem." - obrodziła
Dreptam dalej.
Odpowiedz
*Canulas 9 m.
Miss pkropko, właśnie namierzam zaznaczonego przez Twe brawurowe oko, błęda. Tak wiec, no, nie poszło na marne
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin