Amadea — część XVI Amadea — część XIV

Amadea — część XV

 Link do części XIV: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1474

 

 Horror/Romans

 

 *

 Na imię miał Vladimir i jak powiedziałem wcześniej, był Ukraińcem. Nie czuł jednak takiej przynależności. Miast tego, obwoływał się wiecznie błądzącym mieszkańcem świata natury. Doktorem. Poetą. Wróżbitą.

 I każdym tym był naprawdę. Został na naszej ziemi, aż do wiosny.

 Cokolwiek nie powiedział, takie było. Nie potrzebował nawet się koncentrować czy odczyniać guseł z zajęczych jelit. Po prostu mówił jak będzie i tak było, jakby wyprzedzał pędzący zegar o kilka dni.

 Przychodziłem na tyle często, na ile tylko mogłem, przesiadując z nim godzinami i rozmawiając. Kiedy byłem w domu, często siadaliśmy na pieńkach i mówiliśmy. Niekiedy coś rzeźbił w korze albo gotował, ale nigdy nie wydawał się zajęty. Dzieciaki go uwielbiały i przebywały pod namiotem całymi dniami. Co innego żonka. Ona czuła tragedię.

 Pamiętam jak raz wróciłem z wyczerpującego wyjazdu do Kołobrzegu. Byłem padnięty i chciałem jedynie zasnąć. Niestety czara cierpliwości się przelała i Ewelina wyskoczyła z mordą, że osłupiałem. Nigdy wcześniej taka dla mnie nie była.

 Już od samego progu darłą papę, że ten belzebub i szatan mąci nam w głowach, a dzieciakom to już naobiecywał Bóg wie co. Zwołałem więc je do siebie i przepytałem, wiedząc, że nigdy nie kłamią. Faktycznie. Coś tam było na rzeczy.

 Amadei podobno obiecał, że wszystkie chłopaki będą na jej usługi, a Viktorowi, że się wyrwie z Charkowa i w dużym mieście zostanie kimś bardzo ważnym. Miał podobno całkiem nieźle zarabiać i mieli go uważać za cudotwórcę.

 Słysząc to wszystko, żonka zabroniła im do niego łazić i widziałem po smętnych buziach, jak bardzo im ten zakaz nie pasował. Ale cóż. Musieli uszanować wolę matki. Wszyscy oprócz Antosia, który zmienił się ostatnio nie do poznania.

 Kiedy go zawezwałem, był krnąbrny. Nigdzie nie widział swej winy. Gdy zaś spytałem o szacunek dla matki, tylko parsknął. Spróbowałem zatem spokojniej, bo sądząc po dumnym licu, pasa też by się nie zląkł. Kiedy tylko zostaliśmy sami, zaczął mówić.

 Opowiadał jak po tym, co musi zostać zrobione, zostanie słynnym doktorem. Ale nie byle jakim. O nie. Będzie druidem, umiejącym słuchać szeptów natury. Zawracać wartkie strumienie siłą woli. Rozmawiać do woli z wiatrem. Uzdrawiać las.

 Cóż było robić? Baba tak długo suszyła mi głowę, że poszedłem i powiedziałem, co myślę. To znaczy, co ona myśli.

 Kazałem mu odejść, ale był już w zasadzie spakowany. Powiedział, że zrobił tu wszystko i odejdzie. Czeka tylko do wtorku, bo dziś już późno i nie godzi się wyruszać w poniedziałek. Każdy szanujący się podróżnik o tym wie. Myślałem, że to Ewelinkę udobrucha.

 Niestety.

 Nazajutrz miałem kolejny trudny wyjazd. Z jednej strony dobrze, bo grosz się kręcił, ale z drugiej...

 Wychodząc rano, czułem, że coś się stanie. Jakieś fatum dryfujące bezszelestnie wśród gęstej mgły, która osiadła nad całym naszym światem. Dosłownie, jakby miało się wydarzyć coś tak wstydliwie niegodziwego, że nie było to godne oglądania, a Bóg nie mogąc nam odebrać wolnej woli, odwrócił wzrok, nakrywając wszystko białą szatą. Tak pomyślałem, ale potem pospieszyłem na pociąg.

 I stało się. Wszystko przez moją nadgorliwą połowicę.

 

 *

 Pamiętasz, jak mówiłem, że byłem bardzo zmęczony? Bo byłem. I gdy wróciłem z pola, powiedziałem tylko żonce, że załatwione. Potem powlokłem się spać. Nie dodałem, że wyruszy we wtorek.

 Tym razem trasa wiodła na koniec Polski i miało mnie nie być dwa dni. Kiedy Vladimir nie odszedł, pomyślała pewnie, że mnie okpił. A jak już wcześniej mówiłem, moja kobita była bardzo nerwowa.

 To, co zrobiła dnia następnego, to czysty grzech, ale próbuję ją jako tako zrozumieć. Próbuję spojrzeć na całą sprawę od strony matki. Matki, której dzieci są zagrożone i nie wiadomo nawet dokładnie przez co. Zresztą nie sądzę, żeby chciała aż takiej wielkiej draki. Jak mówiłem, wszystko z troski o dzieci.

 Tak więc nazajutrz rano poszła do Jędrka Oślizgło, pytając o cenę mebli. To znaczy, że niby on jako rzetelny fachowiec miałby poradzić po ile komody sprzedać, bo przylazł taki jeden i rozpytuje, a nie daj Boże zechce jeszcze oszukać. Jędrula się strasznie wczuł i wylał żale. W dużym skrócie, bo żonka nie miała czasu. Doczekał się jednak współczucia, dobili targu. Ewelinka się pożaliła, żem wyjechał. Zresztą, nie chciała mi nawet zawracać głowy, bo od tej chryi z wypadkiem, żem skołowany. Poprosiła też o sąsiedzką pomoc, co oczywiście nie znaczyło, że za darmo. Trza by tylko delikwenta nakłonić do rychłego opuszczenia naszych stron. A jak mu się jaki drągal od pleców odbije, to nie szkodzi. Już mówiłem, że baba była przechera.

 Jędrula do roboty przystąpił z ogromnym znawstwem, ale nawet on chyba nie przepuszczał, jak to się skończy. Nie sądził, że jeszcze tego samego dnia sam pan komendant będzie się drapał po głowie, mówiąc, jak miewał w zwyczaju: "Na psa urok i gwiazdy księżycowe, ale rzeźnia".

 Zanim jednak do tego wszystkiego doszło, wypił butelkę. Potem zaś skrzyknął koleżków i wyłożył cała sprawę, jak należy. Oczywiście płynęła przy tym gorzała i to za pieniądze mojej żony. Tak to właśnie wtedy wyglądało. Gęsta mgła, opary alkoholu i szaleństwo. Byłem daleko, ale nerwy pogrywały w najlepsze. Coś się wydarzy, myślałem. Coś się stanie.

 

 *

 Sama historia mordu jest dość zwyczajna, choć nie można jej odmówić okrucieństwa. Dopadli go w sześciu czy siedmiu, ale zatłukli we trzech. Reszta była po prostu zbyt pijana.

 Z tego, co potem wyszło, to się nie bronił, choć na początku gadali, że atakował. Aparat śledczy jednak kogoś docisnął i się przyznali. Był spokojny jak królik i nawet głosu nie podniósł powyżej szeptu. Nic to nie dało. To nie był dzień na amnestie.

 Skatowali go na miejscu, a potem jeszcze żywego utopili. Używali kamieni, drągów oraz młotków. Ktoś miał siekierę. Wokół powstał bałagan.

 Osiołka także ubili, a namiot spłonął. I w sumie tyle. Potem poszli do domów. Nawet ciała nie raczyli zagrzebać. Nie wiem czemu? Może myśleli, że postępują dobrze?

 I w sumie można by pomyśleć, że to na tyle, ale błąd.

 Dopiero po jego śmierci się zaczęło.

 

 Link do części XVI: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1503

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: horror

Liczba wejść: 8

Opis:

Dodano: 2019-12-26 23:34:23
Komentarze.
~JamCi 10 m.
Oj. Pociąg się rozpędza.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Taaa, chce już tego peta zgasic.
Odpowiedz
~Akwamen 10 m.
Canu, widać, że chcesz zgasić peta. Idziesz po łebkach po całości, ale tym razem przyczepię się do "być" w różnych odmianach w ilościach niemalże hurtowych
Fabuła bardzo dobra.
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
A widzisz. Chcę, w sensie, żeby już wstawić, ale nie pisze przecież tego teraz, więc czy bym wstawiał tekst co tydzień, czy co dzień, to on byłby taki sam, bo uwaga taki został dawno temu napisany.
Poprawię błędy, literówki i to, co najbardziej wadzi, ale w trzon opka nie zagłębie się, bo, ponownie uwaga, chcę, by było, jak jest
Odpowiedz
~JamCi 10 m.
i o
Odpowiedz
~Akwamen 10 m.
A no chyba że tak. Jam zwrócił tylko uwagę na warsztat, do fabuły się nie wtrącam, bo to sprawa autora, a inna rzecz czy odbiorca przyjmie. A swoją drogą, to osiołka szkoda
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Też nie tak, że daję se przyzwolenie na zasadzie: stare i niech będzie. Tyle że nie chcę na siłę upiększać pod bieżące standardy, bo to, jakbym zamazywał własne ślady. Kiedyś pisalem tak i niech zostanie.
Odpowiedz
~Akwamen 10 m.
Niech...

Odpowiedz
~pkropka 10 m.
"Baba tak długo suszyła mi głowę, że poszedłem i powiedziałem, co myślę. To znaczy, co ona myśli." - mężczyzna ma zawsze ostatnie słowo: "Tak, kochanie"
Wspominałam już, że dobrze żonę sobie wybrał? Zgrana para, oby im się wiodło w życiu po życiu (czy gdziekolwiek trafią).
Zacząłeś wyjaśniać, dobrze. Utrzymujesz mniej więcej stały poziom zainteresowania. Stare bo stare, ale i tak widać "to coś".
Odpowiedz
*Canulas 9 m.
Dziękuję i tutaj.
Kiedyś pisałem prościej, ale chyba bardziej poukładane miałem fabuły. Tera czasem uprawiam żonglerkę zdechłymi kutasami. Ludzie (wy) patrzą, a ja: Hej, widzicie z jaką zajebistą wprtawą to robię? Na to wy: No, kurwa, widzimy, extra, ale to w sumie zdechłe kutasy.

No tak mniej wiecej, chyba
Odpowiedz
~JamCi 9 m.
hahahahah dooobre

Odpowiedz
*Canulas 9 m.
Coo?
Odpowiedz
~marok 9 m.
Żonglerka zdechłymi kutasami wywołuje lekki uśmiech na twarzy
Odpowiedz
*Canulas 9 m.
Kurwa, Marok, mamy przypał: Chciałem Ci w nagrodę załatwić Blasfemię, ale chuje nie mieli, wiec poszedłem po najprostzej linii oporu. Nagrodę dostaniesz na zlocie.

Odpowiedz
~marok 9 m.
Już za te szczere chęci mi się ciepło zrobiło. Także przypał tak na 50 procent
Odpowiedz
*Ritha 9 m.
Szkoda mi tego pana
Odpowiedz
*Canulas 9 m.
Tam kilku panów.
Odpowiedz
*Ritha 9 m.
Ale tego pana Vładimira
Odpowiedz
*Canulas 9 m.
aaaa, no jego może szkoda być. Tera pamiętam, że chyba byłem pod urokiem "Tracę Ciepło", ale mogę się mylić.
Odpowiedz
*Ritha 9 m.
No może może, już w pociągu niuchałam Orbitowskiego
Odpowiedz
*Canulas 9 m.
Taaa, dobry gość, chociaż bardzo niedoceniony, a zajebisty jest Paweł Paliński

Odpowiedz
*Ritha 9 m.
Czytałam Cztery pory mroku
Odpowiedz
~Adelajda 9 m.
Dość pesymistycznie się zrobiło. Taki trochę ciemnogród wyszedł na jaw. Mi to się tak smutno zrobiło jak przy Konopielce, jak mu te zboże spalili ludzie.
Taki smuteczek, historia jednak nabiera barw.
Odpowiedz
*Canulas 9 m.
Noo, ano ciemnogród. Lubię Konopielkę, ale - wiem, że trudno zestawić - zdecydowanie wolę Zimę leśnych ludzi - Pozdroxon
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin