Amadea — część XVIII Amadea — część XVI

Amadea — część XVII

 Link do części XVI: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1503

 

 Horror/Romans

 

 — Pamiętasz, jak ci kiedyś opowiedziałem, że jestem ich listonoszem? Że dostarczam listy do najbliższych? Nie musisz kiwać głową. Wiem, że tak. Zapytałeś, czemu nie pocztą, a ja odparłem, że rodzaj doręczanej przesyłki jest wyjątkowy. Bo taki właśnie jest. Bez dwóch zdań. Wtedy nie rozwinęliśmy tematu i bardzo dobrze. Wystarczyło ci wiedzieć, że w zamian za to zmieniali zwrotnicę, pozwalając mi skręcić w tamto miejsce. Zwrotnicę, którą widzisz przed sobą. Punkt trzecia.

 Dlatego, gdy podałeś mi godzinę, powiedziałem, że mamy jeszcze sporo czasu. Nigdy nie przychodzą wcześniej i nigdy później. Nie wiem czemu. Może punktualność to odwieczna przywara zmarłych albo trzecia jest ich chwilą wolności? Nie wiem. Grunt, że mamy jeszcze trochę czasu, bo zapewne nie ma jeszcze nawet wpół do trzeciej. Mam rację? Dobrze. O to mi chodzi. Nie wiem, czy słyszałeś o kimś takim jak "Spajacz?" Zapewne nie. Nie widzę po twojej twarzy, abyś słyszał.

 Najpierw nazywali mnie rzeźnikiem, ale nie podobało mi się to ni w ząb. Zupełnie nie oddawało istoty rzeczy. Nie oddawało tego, czym się zajmuję. Paktu, który zawarłem z górnikami. Widzę, że nie rozumiesz, ale spokojnie. Słuchaj i nie przerywaj. Jesteś rezolutnym młodzieńcem i wszystko pojmiesz. Teraz po prostu milcz.

 Milczałem. Moja szansa ciągle nie chciała nadejść.

 — Więc, jak mówię, najpierw nazywano mnie rzeźnikiem. Nie wiem, kto na to wpadł i dlaczego? Przecie nie rozpłatywałem brzuchów swym ofiarom. Nie ucinałem głów. Nie przypalałem. Ja tylko robiłem to, czego wszyscy ode mnie oczekiwali. Co było częścią umowy. Jeden strzał i jedna zmiana zwrotnicy. Jedno naciśniecie na spust i jeden czar. Bo widzisz Michał, zmarli także kochają. Kto wie, może nawet bardziej, niż żywi ludzie?

 Żyjący mają zawsze na wszystko czas. Czego nie zrobili dziś, zrobią jutro. Przynajmniej tak uważają. Jednak dla umarłych jutra nie ma. Wszystko kończy się z chwilą nadejścia śmierci. Urywa się. Jeśli nie zdążyłeś powiedzieć komuś "kocham", już nie zdążysz. Śmierć nie jest straszna ze względu na ból fizyczny. O nie. Z bólem, nawet największym, da się obcować, ale ze straconymi nadziejami? Z tym że się nie zdążyło zrobić tak wielu rzeczy? Dopilnować tylu ważnych spraw?

 Uciekł wzrokiem, ale tylko na chwilę. Nie zdążyłem.

 — Tylko że oni mogli jeszcze nadążyć. Odrobić czas. Dano im szansę na to, jak i mi. Wszyscy czuliśmy, że to jest dobry układ. Uczciwy. Jeden list za jedną zmianę zwrotnicy. Choć może powinienem powiedzieć jeden strzał.

 Tak, Michał. Tak właśnie było. Zabijałem ich z tej samej broni, z której teraz właśnie do ciebie mierzę. Bóg na niebie mi świadkiem, nie chciałem, żeby cierpieli. Po prostu taki był układ i doskonale pojmowałem jego istotę. Górnicy także cierpieli. Bez rodzin i najmniejszych szans na pojednanie. Bo przecie jak, skoro nawet nie posiadali grobów? Ówczesne państwo tylko się nimi żywiło, czerpało z nich, ale kiedy wydarzyło się nieszczęście uznało ich za nigdy nieistniejących, zsyłając w niebyt. Teraz to by nie przeszło, ale wtedy? Jeżeli dorastałbyś w tamtych czasach, wiedziałbyś, że takie sprawy niekiedy się przydarzają. W gruncie rzeczy, to nic nadzwyczajnego. Państwo karmi, państwo uczy, państwo decyduje.

 Więc zabijałem ich, by mogli znowu być razem. Zawsze starałem się strzelać nie więcej, niż raz i po jakimś czasie byłem w tym dobry. Cholera, to popieprzone, w czym można stać się dobrym poprzez praktykę. Jakie osiągnąć wyniki.

 Nie pasował mi tylko ten Rzeźnik. Godził w to, co robiłem. Byłem przecież kimś, kto łączy, nie rozdziela. Dlatego właśnie powstał Spajacz.

 Praca na kolei też mi trochę pomogła. Tu z kimś się zamieniłem, tam też. Innym razem podjechałem lokalnym autobusem albo tramwajem. Zawsze ubrany przeciętnie. Zawsze spokojny. Niekiedy moja misja trwała na tyle długo, że musiałem odpuścić powrotny pociąg, ale bywało tak rzadko i zawsze zdołałem wrócić na następny. Skrupulatność to jedno z mych utrapień. I tak to szło. Nikt nigdy się nie skapował.

 Spajacz powstał w Rzeszowie, choć dokładnej daty nie pamiętam. Na pewno było to w lipcu, ale którego? Raczej w drugiej połowie.

 Nie wiem, czemu rozciąłem brzuch tej kobiecie i Bóg mi świadkiem, sądziłem, że jest już martwa. Chciałem tylko, by przestano tak o mnie pisać. Używać tych wszystkich słów, takich jak: "Krwawy Wędrowiec". "Bezlitosny Strzelec". Czy w końcu "Rzeźnik". Zwłaszcza on. Chciałem raz na zawsze ukrócić ten tani bełkot.

 Skąd mogłem wiedzieć, że tylko ją postrzeliłem? Że jeszcze żyła? Kiedy ją rozcinałem, nie krzyczała. Chyba mogłem zakładać, że jest martwa?

 W każdym razie zostawiłem im wtedy krwawą notatkę. O tym, że łączę, nie dzielę. I żeby tak już o mnie nie pisali, bo krwi może być więcej. Jak teraz na to patrzę, to czysty blef. Strasznie się pociłem przy rozcinaniu i nie zdołałbym tego już powtórzyć. O nie. Tego to jestem pewien na sto procent. Prasa przystała na me żądania, bo w gazetach wszystko było jak dawniej. Żadnych pikantnych szczegółów i głupich, niecelnych określeń. Nic a nic. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jedno. Wiesz może co?

 Nie wiedziałem.

 — Ano wszystko byłoby klarownie, gdyby martwa się nie poskarżyła. Gdyby nie opowiedziała innym o swoich mękach. Ale cóż...

 Więc teraz już mnie nie lubią, choć wciąż jeszcze respektują nasz układ. Przynajmniej tak było dotąd. Mam jednak dziwne przeczucia, że nie przybędą tutaj dzisiejszej nocy, ale tego się dowiemy, za… która jest? Dowiemy się za dokładnie dziewięć minut. Jeśli nikt nie przyjdzie, ty pójdziesz zmienić zwrotnicę.

 Wtedy mu przerwałem pierwszy raz.

 — Wciąż nie wiem, czemu to ja musiałem zabić pańskiego syna? Wciąż jest to dla mnie niejasne.

 — Czy widzisz rękawiczki na moich dłoniach?

 — Widzę.

 — Jak myślisz, po co mi one?

 Potrząsnąłem głową. Nie miałem już ochoty na zgadywanki.

 — Weźmiesz na siebie wszystkie moje grzechy. Włącznie z każdym morderstwem. Bo jak teraz chłodnym okiem spoglądam, to właściwie były morderstwa. Nie inaczej. Na broni są odciski twoich palców. Na nożu też. Marynarz nikomu nie zdradzi.

 Nic nie odparłem, ale chyba nie oczekiwał przemowy. Kontynuował:

 — Już mówiłem, że chcę ich wszystkich stąd zabrać. Nie zamierzam umierać i tutaj gnić albo być co chwila przewożonym. Dość się już najeździłem pociągami. Za dziesięć żywotów dość.

 Milczałem, on mówił dalej. Wciąż nie popełniał błędów. Nawet malutkich. Moje szanse malały.

 — Pieniądze także nie będą dla nas problemem. Wszak trzeba się gdzieś przytulnie urządzić w cieplutkim miejscu. Scalając rodziny udało mi się zarobić całkiem nieźle. Trupom wszak kosztowności niepotrzebne. Zresztą kto wie. Może to właśnie za to mnie nie lubią?

 — Nie boi się pan, że tu wejdą i zechcą wyrównać rachunki?

 Znowu ogromny uśmiech, powodujący, że poczułem się jak szczeniak.

 — Nie. Absolutnie, że nie. Ani trochę.

 — Mówi się "Oczywiście, że nie" — wyjaśniłem. – Albo ewentualnie "Absolutnie". Samo. "Absolutnie, że nie" jest niepoprawne.

 — Nie wiedziałem — oznajmił. — Zresztą to chyba niezbyt istotny szczegół. Zwłaszcza że to nadal ja trzymam broń.

 Miał cholerną rację i był przebiegły. Nabrałem pewności, że nawet wcześniejsza archaizacja mowy była udawana. Chciał, żebym widział w nim tylko tępego chłopa i tak było w istocie. Okpił mnie po mistrzowsku.

 Klasnąłem w dłonie.

 — Rozpieprzył pan cały system, panie Henryku. Wszystko przewidział. Nie mam już, kurwa, pytań.

 — Żadnych?

 Przeleciałem wszystko pobieżnie w myślach.

 — W zasadzie mam jeszcze jedno. Ostatnie. Mogę je zadać?

 — Pytaj.

 — Chodzi o Amadeę. Widziałem się przecież z nią. Zresztą za pańską zgodą i aprobatą. I nie wiedziałem, że to pańska córka.

 — No i? — warknął. — Co z tego?

 — A to, że była w jednym kawałku, staruszku. Koło pociągu przecinające ją w pół? Bujda. Nie miała nawet zadrapań.

 — Czy odwijałeś jej szal, który ma zawsze na szyi? Pozwoliła ci odpiąć gorset, choć na milimetr? Zdjęła kowbojki, ukazując posiniaczone nogi? Nie. Sądzę, że nie.

 — Dobra do kurwy nędzy. Wystarczy. Wiem, co chce pan powiedzieć.

 — Czy zaspokoiłem w pełni twą ciekawość? Wyjaśniłem wszystkie wątpliwości?

  Kiwnąłem głową, że tak.

 Potem skoczyłem naprzód.

 

 

 Link do części XVIII: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1536

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: horror

Liczba wejść: 9

Opis:

Dodano: 2019-12-29 22:35:24
Komentarze.
~JamCi 10 m.
Rano przylezę
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Już przylazłaś, ale ok, rano przyjdź jeszcze raz - pozdrox Mcińska

Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Jestem, docwałowałam, hmmm, zaczyna mnie ten cały Henryk dynerwować!
Odpowiedz
~alfonsyna 10 m.
"Krwawy Wędrowca" - a nie "Krwawy Wędrowiec"? No w każdym razie trzeba mu w końcu ukrócić ten wesoły żywot, czuję, iż ten właściwy moment już nadszedł!
Odpowiedz
~JamCi 10 m.
W Nędznikach przy śmierci Jeana jjest taki tekst dotyczący śmierci: nie jest straszne umrzeć, straszne jest nie żyć. To tak chwilami mi tu zapachniało. A potem? Główny bohater stał się Canulardo :-)
Odpowiedz
*Canulas 9 m.
@Miss Łita - gracias za docwałowanie
@Miss Alfonsyna - kolejny babol już idzie pod nóż, dzienkson.
@Miss Jamcińska - Bardzo ciekawa senstencja. "Polubiałęęę"
Odpowiedz
~Adelajda 9 m.
A to ci sprytny Henryk.
Odpowiedz
*Canulas 9 m.
tak łażę, się szwendam, bo mnie chwilę nie było i patrzę, gdzie nie odpisałem, więc: dzienkson za komenta
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin