Amadea — część XX — ostatnia Amadea — część XVIII

Amadea — część XIX — (przedostatnia)

 Link do części XVIII: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1536

 

 Horror/Romans

 

 

 X

 Przegapiam najlepsze momenty. Zawsze tak było. Już w szkole, kiedy znienawidzony przez wszystkich szkolny osiłek został popchnięty w momencie, w którym trzymał kawałek długopisu w dziurce od nosa, a którego drugi koniec opierał się sztywno o ławkę. Wtedy byłem w łazience i sam proces zajścia mnie ominął, kiedy zaś wróciłem, już zmywali krew.

 Teraz też.

 Otworzyłem oczy, gdy staliśmy. To znaczy, właściwie ja. Oprócz mnie był tu jedynie marynarz, który jakoś nie pałał do zmartwychwstania. Trzeba jednak było szukać plusów, by jakoś pokrzepić ducha. Ból zelżał. Znalazłem jeden z nich.

 Wstałem, próbując bardziej obciążać swą zdrową stronę, by nie obudzić drzemiących w kościach korników. Następnie powlokłem się do najbliższego z zaparowanych okien. Przecieranie nic nie pomagało, ale dałem radę uchylić w nim małą szparę. Wyjrzałem.

 Nagle całe cierpienie stało się nieistotne. Serce wręcz oszalało, przetaczając hektolitry krwi. Pociąg tam był. Parkował sobie w najlepsze niecałe dwadzieścia metrów od mojego. Przez niezasłonięte kotary widziałem sylwetki ludzi. Jezu. Amadea musiała być gdzieś w środku.

 Nieważne jak pompatycznie to zabrzmi, ale na samą myśl o tym, zadrżałem. Jakikolwiek ból przestał nagle się liczyć. Adrenalina mieszała się z podnieceniem, kiedy niepomny na potrzaskane biodro, wychynąłem cichuteńko na zewnątrz. Wciąż niezupełnie wiedziałem, co chcę zrobić. Choć może inaczej: Kompletnie nie miałem pojęcia.

 Posiadałem przy sobie co prawda nóż, (o pistolecie kompletnie zapomniałem), ale co z tego? Nie miałem pewności czy zadziała na istoty, które tam czyhały. Ale dość o mym mutującym światopoglądzie. Należało się skupić i być uważnym. Czy to pomoże? – nie wiem, ale nie powinno też zaszkodzić.

 Dotarłem do sąsiedniego składu i ruszyłem wzdłuż niego, kamieniejąc na dźwięki powarkiwań, które przyniosło echo. Może to tylko psy, a może nie? Niczego nie można być pewnym. Poczucie przeciekającego przez palce czasu stawało się coraz silniejsze. Pot zlewał plecy.

 Przyśpieszyłem, olewając zarówno ból, jak i świadomość tego, że poruszam się niczym przetrącona kaczuszka. Jeden wagon. Kolejny. Zaglądałem do okien, próbując wyłowić w anonimowych twarzach tę jedyną. Tę, o której poinformuje mnie serce, zanim jeszcze oczy ją wychwycą. Na razie nic. Tylko kolejny skowyt gdzieś w oddali.

 Następny, kurewski, wagon przyniósł tylko znudzone twarze czterech mężczyzn. Dwa kolejne były pozasłaniane i przeszył mnie nagły lęk, że Amadea mogła w takowym siedzieć. Bo jeśli tak, co wtedy? Przecież nikt nie powiedział, że tu zawsze musi być tak samo, a reguły rządzące tym miejscem są niezmienne.

 Nagle przeszył mnie strach i kierowany instynktem padłem na glebę. Dosłownie na setne sekundy przed tym, nim przetoczyły się nade mną białe światła. Ten niespodziewany pad obudził demona bólu i aż pobladłem, ale udało mi się wytłumić jęk. Przetoczyłem się niezdarnie, kryjąc za jednym z kół. Serducho tłukło, niczym chcący wyjść na zewnątrz, obcy stwór.

 Przeszli nieopodal i ludźmi na pewno nie byli. Kurwa, nawet nie mam zamiaru o tym rozmyślać. Z perspektywy, w której się znajdywałem, widziałem tylko ogromne, pokryte czarnym włosiem kopyta oraz monstrualnie długie małpie łapy. I dobrze. Nie paliłem się, by ujrzeć resztę. Stwory, bo inaczej tego czegoś nazwać nie sposób, przeszły w odległości kilku metrów, zostawiając za sobą parującą żółcią wydzielinę. Znów zapomniałem o biodrze.

 Eony całe minęły nim znów wstałem, bo na miły Bóg, byłem normalny. No, przynajmniej po części, ale wystarczająco, by nie chcieć z tym chujostwem konfrontacji. Przy tych bestiach, nóż wydawał się po prostu niestosowny.

 No, ale nic. Jestem tutaj i żyję, więc dwa plusy. Więcej nie potrzeba. No może poza jednym. Poza…

 Serce wybuchło, a gwiazdy na niebie zgasły. Co do jednej. Także słońce. Jak mam to wszystko opisać, nie narażając się na uśmiech politowania? Jak nie narazić się na śmieszność albo żenadę? Czy istnieje taki dobór słów, które we właściwym połączeniu ze sobą stworzy zdanie wolne od pompatycznych wydumań? Czy jestem w stanie oddać choćby cząsteczkę tego, zrodzonego z czystego uczucia, dreszczu? Czy ktokolwiek będzie umiał zrozumieć?

 Kto się raz w życiu zakochał, ten ma szansę. Reszta nie. Nawet małej. Musicie po prostu wierzyć mi na słowo.

 

 Najdroższa, piękna, jedyna.

 Każde ze słów, to za mało.

 Uosabiała marzenie,

 co realnością się stało.

 

 Jeśli ona to słońce.

 On musiał być jak ten wiatr.

 Uzupełniali się wspólnie.

 Jak pieniek, topór i kat.

 

 Nie chciał już dalej szukać.

 Ona była ostatnia.

 Siedem miliardów istnień.

 Wśród nich, jedyna bratnia. *

 

 Bo oto spotkałem swoją drugą połówkę. Swą Afrodytę o kruczoczarnych włosach i dużych niebieskich oczach. Swą Nefretete.

 Najpierw, co oczywiste, na mej twarzy wykwitł ogromny uśmiech, lecz zaraz zgasł, jak ognisko polane kubełkiem wody. Oczy powiększyły się dwukrotnie, szczęka opadła.

 Nigdy nie byłem hollywoodzkim amantem ani nie miałem zbyt wiele z teatralnego gestykulanta-erudyty, więc kiedy biegła do mnie, a oni za nią, zazębiłem wypowiedź do jakże znanych mi zwrotów.

 — O kurwa żeż jego mać — wysapałem. — O jasny chuj.

 

 

 * — kawałek jakiegoś mojego wierszyka, co se tu uber-romantycznie podkleiłem kiedyś, że niby ach i och.

 

 Link do części XX - ostatniej:

 https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1572

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: horror

Liczba wejść: 11

Opis:

Dodano: 2020-01-01 22:13:53
Komentarze.
~JamCi 9 m.
Końcówka urocza ;-)
Jedna uwaga techniczna: czyś Ty kiedy doświadczył, szczególnie w ciemności uczucia poblednięcia? Takie coś rejestruje się w lustrze albo w oczach i reakcjach innych ludzi. W tym miejscu stosowniej zdawałoby się umieścić jakieś odczucie z ciała typu "aż mnie zemdliło" (częste zjawisko przy silnym bólu) albo coś :-)
Trochę odjechana ta część się robi, pojawia się coś, co jest zupełnym zaskoczeniem do reszty tekstu. Nie wiem czy to dobrze, czy źle, okaże się zapewne w następnej.

Odpowiedz
~JamCi 9 m.
ooooo... zmieniły się komentarze
Odpowiedz
*Canulas 9 m.
Prawdopodobnie, kiedy to pisałem, nie myślałem jeszcze w kategoriach: jak działa świat.
Biere sugestię na play sercowy i zrazu po zjeździe na melinkę radośnie uprawę naprawację
Odpowiedz
*Canulas 9 m.
*płat
Odpowiedz
~alfonsyna 9 m.
"Uzupełniali się wspólnie.
Jak pieniek, topór i kat" - zajefajne to porównanie, aż musiałam sobie je tu wyszczególnić.
Odpowiedz
*Canulas 9 m.
a dziękuję, płonę umiarkowanym rumieńcem
Odpowiedz
*Ritha 9 m.
Patrz Canulardo:

"Zawsze tak było. Już w szkole, kiedy znienawidzony przez wszystkich szkolny osiłek został popchnięty w momencie, w którym trzymał kawałek długopisu w dziurce od nosa, a którego drugi koniec opierał się sztywno o ławkę. Wtedy byłem w łazience i sam proces zajścia mnie ominął, kiedy zaś wróciłem, już zmywali krew" - 2 x kiedy, szkole/szkolny, którym/którego, a chuj stare opko, zostaw, ale naukę wyciąg A scena z nosem i długopisem obrazowa.

"Przyśpieszyłem, olewając zarówno ból, jak i świadomość tego, że poruszam się niczym przetrącona kaczuszka" - przetracona kaczuszka

Romantico opko. I to napisał ten cyniczny trójwymiarowy Canulardo, co żłopał piwsko i nie zachwyciły go spływające z choinki światełka? Niemożliwe.

"Uzupełniali się wspólnie.
Jak pieniek, topór i kat" - hmmm, już bardziej możliwe xd


"Bo oto spotkałem swoją drugą połówkę. Swą Afrodytę o kruczoczarnych włosach i dużych niebieskich oczach. Swą Nefretete" - jakby to ktoś inny pedział, to w odpowiedzi od Ciebie usłyszałby zapewne - sretete
xd

A tak poważnie to ma swój urok to opowiadanie, choć brakuje mi smaczków językowych, zdarzały się, ale nie tyle co w Rurze, Pincet i jednostrzałach z późniejszej epoki. Pod ostatnią częścią dalsze refleksje.
Odpowiedz
*Ritha 9 m.
Nie ma linkacza do ostatniej części
Odpowiedz
@nuncjusz 9 m.
Dodałem linka
Odpowiedz
*Canulas 9 m.
@Ritholinda - jak już mówiłem (choć świadom jestem wątpliwej estetyki) zostawię, jak jest, właśnie z tym powodów, o których wspominasz. Dziękuję za walkę z tym, co by nie powiedzieć, średnio świeżym opkiem.

@Zuch Nunczesku. Już nawet on się lituje nad mą indolencją
Odpowiedz
~pkropka 9 m.
Hejo!
Napisałam długi komentarz o blednięciu, po czym zobaczyłam, ze JamCińska miała tę samą wątpliwość.
"Z perspektywy, w której się znajdywałem,"- znajdowałem

Zakończenie cudowne
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin