Mała Sue ucieka z domu (4z4) Mała Sue ucieka z domu (2z4)

Mała Sue ucieka z domu (3z4)

  — Więc jest tam kto? — padło kolejne pytanie, aż Sue ciarki obeszły. — Siedemnastka? Jesteście tam czy nie?

 Ze strachu nic nie odparła, zaś nieznajomy obszedł ich dookoła, przy każdym kroku węsząc, jak oszalały. Wydawał przy tym odgłosy mlaśnięć i charknięć, co jeszcze bardziej małą świnkę przerażało. Nic tylko kolejne bydle, chcące się paść na naszym nieszczęsnym losie, pomyślała. A na Ciemnego liczyć już nie możemy.

 — Eee, nooo! — zaryczał ponownie obcy z pretensją w głosie. — Siedemnastka! Co jest, że tam z wami do kurwy nędzy?! Jajca sobie robicie czy jaki wuj?! Kierownictwo pół lasu dla was przegania, że aż się całe uwali w błocie, jak jakie bydle, a wy co? Gierki se kurna robicie? Co to ma być? Obesrało wam mózg?

 — Jestem tu tylko ja — odparła Sue, zanim na dobre zorientowała się, co robi. Wszak nieznajomy na sto procent był intruzem, lecz co tam. Czy mogło być gorzej?

 — Na ja, to się u nas dupa woła lub zad. Pozycję mi tu podajcie oraz status! Co to ma być? Pogłupieliśta w tej skrzyni już do reszty?

 — Ja, to znaczy Sue. I nie wiem. Może faktycznie już tutaj zwariowałam. Wszystko jedno.

 — Cooo? No ślicznie, jak widzę, przecudnie. Kwik jak z jakiegoś grobu. A morale niżej, niźli zajęcza dupa przerażona dziesięcioma lisami. Siedemnastka, ja się was szczerze pytam, co was do kurwy złamało?

 — Co mnie złamało? Pomyślmy... Pragnienie, głód, strach. Patrzenie, jak zabijają mojego brata. To, że jesteśmy tu zamknięte na osiem spustów, czekając, kiedy w końcu po nas przyjdą. I że to tak cholernie długo trwa.

 Nastała cisza. Świnka dostrzegła, że w którymś momencie Ella się wybudziła i teraz ją obserwuje. Nakazała jej skinieniem, by była cicho, co siostra skwitowała smutnym wzrokiem. Spojrzenie było kwintesencją rezygnacji i aż mroziło od zawartego w nim bólu.

 — Po pierwsze, ustalmy fakty! — nakazał stwór. Sue zerknęła na siostrę. Ta jednak odwrócona na drugi bok, ponownie zaczęła chrapać. Jak można być tak bardzo lekkomyślnym? — Więc, eee. Po pierwsze i najważniejsze. Wy nie jesteście Siedemnastka, prawda?

 — Nie.

 — Noo taak. Tak se od początku pomyślałem. Ani wy do niego z głosu, ani z charyzmy podobni. Musiałem jednak działać zgodnie z kodeksem. Rozumiecie? Wedle nakreślonych wytycznych.

 — Nawet nie wiem, co to wszystko oznacza — odrzekła Sue. — Te kodeksy, wytyczne i numery. Nic nie wiem. Ja tu tylko umieram.

 — Ohoho. No, widzę, że ducha walki, to wy na pewno nie macie. Może i kiedyś mieliście, ale teraz? Zupełnie, jakby was tam żywcem przypiekali w tej komórce. Albo zdzierali pasami mięso z grzbietu. Niedobrze. Bardzo niedobrze.

 Chciała przypomnieć o nieszczęściach, jakich tu wspólnie z Ellą doświadczyły, lecz nieznajomy nie pozwolił wejść w słowo.

 — Ale nie martwcie się — kontynuował. — Nie z takiej twardej mąki chleb wypiekano. Ja sam, lata temu, zostałem znaleziony w środku lasu. Zabiedzony, głodny i przerażony.

 — Ale pan nawet nie wie, jak tu jest. Jak nam doskwiera brak wody. I jak straszna jest ta cała niepewność jutra. To ciągłe wyczekiwanie na cud.

 — Wiem, maleństwo, wiem. I nie tytułuj mnie panem. Ani mi to strojności nie nada, ani mego ducha nie upiększy. Zamiast tego, po prostu uwierz, że wiem.

 — Więc, jak się mam właściwie do pana zwracać?

 — Oj, myślałem, że to jest jasne. Nie dostaliście depeszy?

 — Nawet nie bardzo wiem, co to takiego.

 — Hmmm... Niedobrze. Burdel w resorcie, jak widać. Pewna wrona straci przez to kilka piór. No nic. To właściwie nieważne. Zwracać się możesz do mnie, Dziewiętnastka.

 — Dziewiętnastka?

 — Nie inaczej.

 — Inaczej, czyli jak?

 — Oj, głupiutkie stworzenie. Nie inaczej, oznacza, że właśnie tak.

 — Nie bardzo rozumiem, lecz dobrze — rzekła Sue. — Zatem, co pana do nas sprowadza, Dziewiętnastko?

 — Nie, nie, nie! — wkurzył się przybysz. — Zabierasz się za to zupełnie nie od tej strony. Zupełnie bez polotu i finezji.

 — Acha. A od jakiej strony mam się zabrać?

 — To proste. Pierwsze i najważniejsze są pytania!

 — Pytania?

 — Zgadza się. Pytania.

 — Co z nimi?

 — Pytania, to my, ale na pewno nie nam. Rozumiesz mnie?

 — Nie za bardzo.

 — To znaczy, że ja jako przedstawiciel władzy, je zadaję, a ty, jako pytana, odpowiadasz. Taki stan rzeczy sprawdza się doskonale od bardzo dawna. Zaufaj mi.

 Sue nie miała zamiaru ufać już komukolwiek, ale mimowolnie skinęła głową. Złapała się jednak na tym, że nieznajomy jest przecież po drugiej stronie i nijak tego gestu widzieć nie mógł.

 — Więc jak — zniecierpliwił się przybysz. — Ufasz mi już?

 — Powiedzmy, że tak. Co dalej?

 — Powiedzmy? Cóż za obrzydliwe słowo, to: „powiedzmy”. Jest... takie... takie... złe. Nieścisłe. Ufasz mi albo nie. Nie ma tutaj miejsca na – powiedzmy.

 No pięknie – zasępiła się Sue. – Umieram z pragnienia, by o zwyczajnym głodzie nie wspomnieć i jedyne, czego mi jeszcze potrzeba, to pomylone rozmowy prowadzone z jakimś nocnym jegomościem. Jest ci mi los sprzyjający, nie ma co. Z deszczu pod rynnę. Z rynny prosto nad staw.

 — Więc ufasz mi w końcu, czy nie? — ponowił gość. — Nie mamy na to wszystko całej nocy

 — Ufam — skłamała świnka. — Czy możemy już zostawić ten temat?

 — Oj, wykluczone — oznajmił obcy z iście mentorskim znawstwem, kołując już do reszty biedne zwierzę. — To bardzo źle, że mi ufasz — kontynuował. — Wręcz fatalnie. Dowodzi tego, że twój rozum jest krótki, a światopogląd nie za bardzo rozległy.

 — Czemu źle? Czy nie o to chodziło?

 — Źle, bo zupełnie mnie nie znasz. Jestem dla ciebie jedynie głosem zza ściany. Może nawet nieistniejącym naprawdę. To chyba marne podstawy do zaufania?

 — Jak to, nieistniejącym? — spytała Sue, nie mogąc ogarnąć tego całego mętliku. Małe dotychczas ćmienie pośrodku czaszki zaczynało przeradzać się w gradobicie. Może przerwać to wszystko i iść spać? Zamknąć oczy i po prostu zaczekać? Prędzej czy później zimno w końcu zwycięży.

 — Nie no, spokojnie. Istnieję — doleciał głos. — Próbuję ci tylko pokazać różne opcje oraz najróżniejsze alternatywy. Możliwości, warianty, permutacje. A tych, jak sama widzisz, jest bez liku.

 — Ale po co to wszystko skoro umieram? Czy nie prościej pozostawić mnie w spokoju?

 — Do tego, czy umierasz, jeszcze dojdziemy. Na razie jesteśmy przy zaufaniu. Skup się więc, proszę na nim. Czy nie mówiłem, że ono jest najważniejsze?

 — Tylko że ja już nie mam na to wszystko chyba siły. Nie tli się we mnie nadzieja, by jeszcze walczyć. Bo tak naprawdę, po co?

 — Oj, nie mam siły, nie mam siły — trelował gość. — Jak nie masz siły, to zjedz ogórek zgniły. Chcesz się stąd wynieść czy nie?

 — A jest taka możliwość? — zapytała, modląc się w duchu, by nie uwierzyć za szybko. Już jej jeden obiecywał to i owo.

 — Możliwości jest tyle, ile światów.

 — Czyli?

 — Czyli. Wierzysz, czy nie?

 — Nie wierzę, źle. Wierze, źle. Więc... nie wiem.

 — Brawo. To jest poprawna odpowiedź!

 — Pierwszy raz słyszę, aby „nie wiem” było jakąkolwiek odpowiedzią. A już na pewno nie dobrą.

 — A jednak. Mając tak skąpy zakres danych, nie możesz do końca być pewna czy mi wierzyć, czy nie. Z jednej strony, zdaje się twą jedyną szansą na ocalenie, ale z drugiej...?

 — Z drugiej...?

 — To proste. Nic o mnie w zasadzie nie wiesz.

 — Fakt. Nie mam nawet pojęcia czy istniejesz?

 — Brawo, moja maleńka! Szybko się uczysz.

 — Dziękuję. I co teraz?

 — Jak to co? Teraz przejdziemy do „dalej”.

 — Ach. Więc jednak jest jakieś dalej?

 — Czy jest jakieś dalej? — powtórzył intruz, jakby durniejszego pytania nie słyszał w calutkim życiu. — Jesteśmy przecież na samiutkim początku. Zaledwie jeden tyci kroczek od słowa start.

 — Hmm. No tak. Wybacz, panie Dziewiętnastko, że tak zapytam wprost. Czy zamiast tego, nie mógłbyś po prostu nas uwolnić?

 Zaległa cisza. Przez sekundę Sue uwierzyła, że drzwi się naprawdę otworzą. A jeśli nie w tej chwili, to w następnej.

 — To nie jest takie proste — doleciał głos. — Wszak jestem szanowanym agentem lasu i nie chciałbym wyjść na głupka. Ba. Nie mam do tego najmniejszego wręcz prawa. Raz, że to wstyd ponad wstydy, ale i kierownictwo mogłoby mi tego nie darować.

 — Otwarcie drzwi zrobiłoby z ciebie głupka?

 — Nie wiem. Mogłoby.

 — Jak?

 — To proste. Skoro ty nie jesteś pewna czy istnieję, ja nie mogę mieć pewności co do twej egzystencji, moja droga. Jakby to wyglądało, gdybym otworzył drzwi i zastał w środku tylko czarniutką noc? Co bym mógł sobie pomyśleć o własnym zdrowiu? I to tym, że tak powiem, psychicznym.

 — Już sama nie wiem — stęknęła. — Z większości tego, co mówisz i tak niewiele rozumiem. Po prostu...

 — Po prostu co?

 — Chyba chcę, by to wszystko się skończyło. Już naprawdę pal diabli licho jak. Byleby ta męka dobiegła końca.

 — Naszą konwersację nazywasz męką?

 W pierwszej chwili chciała powiedzieć, że tak. Ugryzła się jednak w język. Zadziałało.

 — Niee — pisnęła po chwili. — Po prostu mam tego dość.

 Tym razem tamten odczekał, jakby bił się z myślami. Zawiał wiatr. Zimny. Przeszywający.

 — Dobrze. Skrócimy trochę to wszystko. Może być?

 — Ale, że co skrócimy?

 — Naszą rozmowę, na rany. Nie tego chcesz?

 Zamyśliła się, czując w tym pytaniu ukryty podstęp. Każda odpowiedź mogła być tą właściwą i każda złą. Postawiła na sprawdzone: „nie wiem”.

 — Nie mam już sama pojęcia. Po prostu...

 — Więc pozwól mi mieć pojęcie za naszą dwójkę — wszedł w słowo stwór. — Ja nie straciłem rezonu ni zimnej krwi. Mego umysłu nie otacza mgielny mętlik ani nie dręczą żadne urojenia. Jestem w pełni swoich własnych władz umysłowych. Szczęśliwym posiadaczem pełnej puli psychicznego zdrowia, nienękanym przez jakiekolwiek omamy. Może być?

 — Nie wiem — odparła świnka. — Chyba tak.

 — Świetnie. Zatem po pierwsze i najważniejsze zarazem. Ile was właściwie tam jest?

 Sue zmroziło. Do tej pory starała się chronić Ellę, nie wspominając o niej ani razu. Więc jakim cudem...

 — Już tłumaczę — rozpoczął obcy, zupełnie nie kryjąc się z tym, jak dużo satysfakcji mu to sprawia. Spojrzała na siostrę, zastanawiając się, czy w ogóle rozsądnie było rozmawiać. Znowu chciała dobrze i jak nic, znowu narobiła ambarasu. — Po pierwsze. Na samym początku wspomniałaś, że jesteście tu zamknięte, nie zamknięta, co wyraźnie sugeruje liczbę mnogą. Na bazie tego wykiełkował mi wniosek, że jest tam z tobą ktoś jeszcze. I to ani chybi twojej płci. Gdyby było inaczej, powiedziałbyś raczej:„zamknięci”. Mam rację?

 — Nie. Jestem tu tylko...

 — No i potem jeszcze to powtórzyłaś. W zdaniu: „Jak nam doskwiera brak wody”. Pamiętam dobrze.

 — Już panu mówiłam. Jestem tu ty...

 — Nie ma sensu się spierać, moja maleńka. My wiemy wszystko.

 Po wypowiedzeniu tych słów zapadła cisza, a dokładnie ten szczególny jej rodzaj, kiedy już niewiele można rzec. Wydawało się, że wiatr przybrał na sile, choć to właśnie przez tą obopólną słowną niemoc mógł być lepiej słyszalny. Ella stęknęła, potwierdzając ewidentnie swe istnienie.

 Sue chciała spytać, że skoro wiedzą, to czemu w ogóle pytają? Zamiast tego wsłuchała się w odgłos burzy, dając upust nostalgii. Gdy podniebny błysk rozjaśnił na sekundę pomieszczenie, na jej pyszczku można było dostrzec łzę. Chociaż nie. Łez były całe wstęgi.

 — Chciałbym móc ci powiedzieć, że nie ma powodu do obaw — przerwał ciszę jegomość. Ton miał przy tym serdeczny i wyważony. Zupełnie, jakby zbierał się w sobie do wypowiedzenia bardzo smutnych słów. Jakby pozostało jeszcze coś strasznego.

 — Ale... — bąknęła Sue, bo tylko na tyle było ją teraz stać. Nie chciała już prowadzić kolejnych debat czy też słuchać tych zawiłych wykładów o zaufaniu. Chciała spać. Pragnęła jedynie przykryć pyszczek racicą i móc zasnąć, najlepiej nie budząc się nigdy.

 — Ale wtedy musiałbym cię okłamać — doleciał głos, przywracając ją znad krawędzi odpłynięcia. Być może, gdyby się spóźnił piętnaście sekund, byłaby już za daleko, by usłyszeć. Jeśli tak. Szkoda, że się nie spóźnił. — Słyszysz, co mówię w ogóle? Jesteś tam?

 — Gdzie indziej miałabym być?

 — Hmm. Nie wiem. Mówię tylko, że musiałbym cię okłamać, gdybym powiedział, że wszystko dobrze się skończy, a kłamać nie mam zamiaru. I to już nie chodzi o to, że jestem agentem lasu i kłamstwo mi nie przystoi. Po prostu cię polubiłem. Tą drzemiącą w tobie niezłomność i silną wolę. To, jak starasz się opiekować swymi bliskimi. Jak...

 — Przejdźmy do środka — zakwiliła. — Mówiąc, że nie mam siły, nie kłamałam.

 — Do środka?

 — Noo. Do najważniejszego w tym wszystkim. W tej rozmowie.

 — Ach. Do meritum.

 — Czego?

 — Meritum. Esencja treści. Podsumowanie wszystkiego, można by rzec.

 — Właśnie o to mi chodzi. O podsumowanie wszystkiego i rychły koniec.

 — Nawet jeśli nie będzie szczęśliwy?

 — Niewiele było momentów, w których myślałam, że będzie.

 Napłynęła kolejna fala ciszy, trwająca dobre pięć minut. Rzec by można, że to jego gdzieś teraz licho poniosło.

 — I co z tym meri coś titium? — spytała świnka. — Przejdziemy do tej esencji?

 — Poczekaj no jeszcze chwilę — doleciało. — Szukam właściwych słów.

 — Wybierz te najzwyklejsze, jeśli można, bo znowu będziesz musiał mi tłumaczyć.

 Nieznajomy jęknął, jakby to ostatnie go zraniło. Sue znów zachciało się spać. Chyba nawet na sekundę odpłynęła.

 — Tu nie chodzi zupełnie o konstrukcję — wydusił w końcu. — A o to, co chcę ci przekazać.

 — Więc przekaż.

 — Ale ja nie mam raczej dobrych wieści.

 — A ja nie proszę o dobre, tylko prawdziwe. Nie od teraz czuję, że wszystko skończy się źle, ale chciałabym móc wiedzieć jak? Niepewność naprawdę jest straszna.

 Po tym wywodzie sądziła, że czeka ją kolejna porcja ciszy. Nieznajomy jednak jakoś się przemógł i rozpoczął. A kiedy już zaczął mówić, nie pozwolił sobie przerwać ani razu.

 Sue słuchała, starając się pomimo natłoku trudnych słów, zrozumieć z tego jak najwięcej się da. Gdy w końcu agent skończył, z przerażeniem stwierdziła, że rozumie więcej, niżby chciała. Następnie Dziewiętnastka odszedł, nie umiejąc w żaden sposób się pożegnać, a ona wtuliła się w siostrę.

 Nie płakała, ale tylko dlatego, że usnęła.

 

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 5

Opis:

Dodano: 2019-07-04 16:08:00
Komentarze.
Miło, że jest - na noc bede czytał.
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Trzy świnki już!
Odpowiedz
*Canulas 1 r.
Hmmm, jak mam to rozumieć?

Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Że widzę publikacje i przymierzam sie do zapoznania z treścią
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Więc tak, tu w tej części pierwsza myśl, jaka mi się nasunęło to to, że jest trochę przegadane. Spora ściana dialogu, mało wplecionych opisowych przerywników. Ale po chwili czytania odkryłam, że dialog jest zacny i przemyślany, a budowanie postaci nadal wiarygodne.

„— Więc ufasz mi w końcu, czy nie? — ponowił gość. — Nie mamy na to wszystko całej nocy
— Ufam — skłamała świnka. — Czy możemy już zostawić ten temat?
— Oj, wykluczone — oznajmił obcy z iście mentorskim znawstwem, kołując już do reszty biedne zwierzę. — To bardzo źle, że mi ufasz — kontynuował. — Wręcz fatalnie. Dowodzi tego, że twój rozum jest krótki, a światopogląd nie za bardzo rozległy” – tu mi się podoba toki myślenia

„— Oj, nie mam siły, nie mam siły — trelował gość. — Jak nie masz siły, to zjedz ogórek zgniły. Chcesz się stąd wynieść czy nie?” D

Dalej tok myślenia rozmówcy nadal jest ciekawy, to po części usprawiedliwia ilość dialogu. Cofam zarzut. Bardzo zamotał świnkę agent lasu.
Końcówka intrygująca. Idę zaraz do ostatniej.
Liczę, ze ją uwolnisz…


Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin