selfie #11 (klamm) selfie #10

kopia zapasowa

 Któregoś dnia wróciłem do domu z imprezy alkoholowo - marihuanowej mocno zgruzowany. Zarzucało mną trochę, ale film mi się nie zerwał. Może był trochę naderwany, jak ta lina w windzie, co to zostawili kartkę, że "Lina naderwana, jeździć tylko po dwie osoby". Toteż mocno się zdziwiłem, kiedy po przebudzeniu stwierdziłem, że obok mnie w łóżku leży GOŁY FACET!

 Serce mi załomotało. Co robi goły facet w moim łóżku? Odwrócony dupą w moją stronę. Leżeliśmy pod jedną kołdrą. Twarzy nie widziałem, zakrywała ją poduszka. W dodatku chrapał paskudnie. Mamlał i chrumkał. Wydawał odgłosy jak świnia w chlewiku. Przecież nie zapraszałam nikogo do siebie wczoraj - myślałem. A już na pewno nie faceta. Nie miałem żadnych ciągot homoseksualnych nigdy, więc skąd w moim wyrku ten typ?

 Wstałem. Ubrałem gatki i koszulkę, po czym zdjąłem poduszkę z twarzy obcego gościa.

 - Jezu! - krzyknąłem. Goły facet był podobny do mnie jak dwie krople wody! Jakbym miał brata bliźniaka. Potrząsnąłem go za ramię. Facet obudził się i popatrzył na mnie nieprzytomnie...

 - Chryste! - wrzasnął - co robisz w moim łóżku?

 - To ja się pytam co robisz w moim łóżku!

 - To nie może być prawda - powiedział - gdzie są moje majtki i koszulka?

 Chwilę rozglądał się po pokoju, podszedł do szafy i wyciągnął z bocznej szuflady majtki, skarpetki i koszulkę. Dokładnie wiedział, gdzie co leży. Ubrał się, poszedł do kuchni i napił wody z kranu. Też mnie suszyło, poczekałem aż skończy i sam podstawiłem usta po kran.

 - Jak się nazywasz? - zapytał intruz.

 - Adam Sensol - odparłem - a ty? Kim jesteś i co robisz w moim domu?

 - To jest mój dom! To ja nazywam się Adam Sensol, wczoraj trochę zabalowałem, ale nie przypominam sobie, abym cię tu zapraszał, więc nie rozumiem, co ty tutaj robisz?

 Mimo kacowego zmulenia zacząłem powoli kojarzyć skąd mógł się wziąć ten koleś. Przypomniała mi się wczorajsza rozmowa z Lidką. Kiedy to dla jaj modliłem się do Pana Boga o kopię zapasową dla siebie. Rozmawialiśmy o niebezpieczeństwach współczesnego życia, o terrorystach, o zamachach, że każdy właściwie może zginąć, o pijanych kierowcach ciężarówek, którzy mogą z człowieka zrobić klej, rozflaczyć i wybebeszyć, rozetrzeć na ścianie budynku, o podstępnych chorobach typu zawał, udar, albo tętniak aorty, o psychopatycznych mordercach, napakowanych kibicach z maczetami, fanatycznych faszystach z kijami bejsbolowymi, agresywnych policjantach z ostrą bronią i paralizatorami. A był przecież jeszcze Donald Trump i Kim Dzong Un. Były powodzie i huragany wywołane efektem cieplarnianym. Przydałoby się, tłumaczyłem Lidce, mieć kopię zapasową. W razie nieszczęścia, niespodziewanej śmierci, członek rodziny rozpakowywałby, owiniętą w folię, kopię zapasową nieszczęśnika, wiszącą w szafie z ubraniami. Kopia zapasowa, nieodróżnialna od oryginału kontynuowałaby przedwcześnie przerwane życie. Byłby to sposób na oszukanie śmierci. Każdy człowiek mógłby mieć drugie życie, albo nawet trzecie, gdyby sprawił sobie dwie kopie zapasowe, albo nawet czwarte gdyby...

 Pan Bóg wysłuchał po prostu mojej modlitwy. Ciekawe dlaczego akurat mojej, skoro byłem ostentacyjnym, zapiekłym, a czasem agresywnym ateistą? Może dlatego, że z jednego nawróconego więcej jest chwały niż z tysiąca wiernych, czy jak to tam szło...

 Więc moją kpinę, moją pijacką parodię modlitwy, wziął na poważnie i spełnił, to o co prosiłem. A może zrobił to złośliwie? Kto wie?

 - Już wiem skąd się wziąłeś - powiedział mój sobowtór - wczoraj z Lidką trochę gadaliśmy i...

 - Wiem. Wiem, o czym gadaliście. Właściwie, o czym ja gadałem...

 - Ty jesteś mną? - zapytał.

 - To ty jesteś mną - odparłem.

 - Jak to możliwe?

 - Chyba cud jakiś. Wyglądasz jak mój brat bliźniak.

 - Ale ja nie mam brata bliźniaka.

 - A może to tylko fizyczne podobieństwo? Ale skąd byś wiedział, o czym gadałem z Lidką?

 Chwilę milczeliśmy. Nie byłem jeszcze pewny na sto procent, czy intruz wie wszystko, o czym ja wiem.

 - Co oznacza "wus wus"? - zapytałem. Nikt oprócz mnie nie wiedział co znaczy "wus wus".

 Sobowtór odpowiedział poprawnie, co oznacza "wus wus".

 - Jesteś moją kopią zapasową - poinformowałem intruza.

 - To ty jesteś moją kopią zapasową.

 

 Znaleźliśmy się w sytuacji patowej. Obaj uważaliśmy siebie za oryginały. Nikt z nas nie wyraził chęci opuszczenia mieszkania.

 Musieliśmy jakoś ułożyć sobie życie w nowych okolicznościach.

 Mieliśmy tylko jeden zestaw dokumentów, jedno mieszkanie, jedno miejsce pracy, jedną dziewczynę, garderoba, którą posiadaliśmy wystarczała dla jednej osoby. Skromna pensja teraz musiała wystarczyć na nas dwóch.

 Ciągnęliśmy zapałki, kto ma zrobić zakupy w hipermarkecie. Wypadło na mnie. Nabyłem dodatkowe spodnie, sweter, koszulki, majtki, skarpetki, adidasy i kapcie. Potem zaszedłem do spożywczaka, nakupiłem chleba, masła, serów, warzyw i alkoholu dwa razy więcej niż zazwyczaj.

 Postanowiliśmy, że do pracy i do Lidki będziemy chodzić na zmianę. Raz ja raz on. W dni nieparzyste ja, w dni parzyste on. Umówiliśmy się, że zachowamy w tajemnicy fakt, że jest nas dwóch.

 

 Z początku nie było nawet źle. Przyjemnie było chodzić do pracy co drugi dzień. Lubiłem wolne od roboty dni, kiedy musiałem siedzieć w domu. Wylegiwałem się całymi dniami na tapczanie, popijając tanie wino (na lepsze nie było nas stać) i oglądałem telewizję. Rzadsze wizyty u Lidki też miały swoją zaletę. Lidka miała duży temperament. A człowiek nie zawsze przecież ma na to ochotę. Więc fakt, że ten wysiłek rozkładał się teraz na nas dwóch był bardzo pozytywny.

 

 Z czasem jednak, taki tryb życia coraz bardziej nas uwierał. Byłem samotnikiem. Nie chciałem zamieszkać razem z Lidką, tym bardziej nie podobało mi się notoryczne towarzystwo mężczyzny, w dodatku tak do mnie podobnego. Mieliśmy identyczne charaktery znaliśmy się jak łyse konie, więc śmiertelnie nudziliśmy się ze sobą, kisiliśmy we własnym sosie.

 W pracy zauważyłem, że mój zmiennik opieprza się na potęgę i zwala na mnie całą robotę. Zamiast obrabiać tabelki w Excelu potrafił cały dzień oglądać filmiki na you tubie. Kiedy mu powiedziałem, że nie życzę sobie, aby na mnie całą robotę zrzucał, twierdził, że to on musi zasuwać, bo ja się opierdalam.

 W domu ciągle czyniliśmy sobie drobne nieuprzejmości i świństewka, znaliśmy swoje słabe punkty, więc wiedzieliśmy gdzie uderzyć, żeby zabolało.

 On chował do lodówki masło, a zostawiał żółty ser, żebym się potem wkurwiał przy smarowaniu, że masło twarde, a zapocony ser musiałem obkrajać, bo brzydziłem się much, które na nim siadały. Albo złośliwie zostawiał podniesioną deskę po wizycie w toalecie, albo nie odciągał zacinającej się spłuczki i woda się potem lała i nabijała licznik. Wiedział dobrze jak mnie wkurwiała nabijająca licznik spłuczka i twarde masło.

 Ja za to, zostawiałem w nieładzie swoje kapcie, zamiast ustawić je równo na baczność przy łóżku. Wiedziałem, że doprowadza go to do szału. Czasem poprawiał po mnie moje kapcie. Ustawiał je równo jeden obok drugiego, stykające się krawędziami, dokładnie w połowie dłuższej krawędzi łóżka, ale ja, kiedy nie widział, rozkopywałem je, z powrotem wtrącając w anarchistyczny nieład.

 Te złośliwości wykańczały nas obu. Kiedy rozrzucałem kapcie, serce mnie bolało, mnie również męczył potwornie kapciowy bałagan. Mój przeciwnik cierpiał katusze, kiedy cieknąca spłuczka nabijała licznik, a muchy srały na ser. Nienawidził tego równie mocno jak ja.

 

 Któregoś dnia mój sobowtór wyszedł jak zwykle do pracy. I już nie wrócił. Nie wiem, co się z nim stało. Może wyjechał gdzieś daleko, a może zginął w jakimś wypadku? Jeśli zginął w wypadku, to (w pewnym sensie) spełnił rolę do jakiej Pan Bóg powołał go do życia. Tak to wyglądało z mojego punktu widzenia. Ale patrząc na sprawę jego oczami, jeśli zginął, co mu dawało, że ja żyję? Czy z tego powodu czuł się bardziej żywy? Czy to, że po świecie błąkała się jego kopia zapasowa, było dla niego jakoś istotne? Nie żył przecież i moje istnienie nic tu nie zmieniało.

 

 Moje życie wróciło do normy. Wszystko stało się takie jak kiedyś. Czasem mam wrażenie, że to wszystko tylko przyśniło mi się i że nie było wcale sobowtóra, mojej kopii zapasowej. Znowu muszę chodzić do pracy codziennie i dwa razy częściej odbywać seksualne maratony z Lidką. Ale za to cała pensja znowu jest tylko dla mnie i stać mnie na lepszy alkohol. Tak jak to w życiu bywa, każda zmiana przynosi jakieś plusy i minusy. Może to wszystko to był tylko sen?

 

 Tylko skąd dwie pary kapci stojące na baczność przy łóżku?

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: !sensol
Kategoria: inne

Liczba wejść: 5

Opis:

Dodano: 2020-01-06 15:47:12
Komentarze.
~Angela 8 m.
"Kim jesteś i do robisz w moim domu?" - "co"
Fajne, po Twojemu zakręcone. Jak dla mnie trochę pod horror podchodzi, bo za nic bym swojej kopi pod jednym dachem nie zniosła.
Odpowiedz
!sensol 8 m.
dzięki za wizytę i namierzenie babola chyba nikt by się nie czuł ze swoją kopią dobrze. tak myślę
Odpowiedz
~Adelajda 8 m.
A już myślałam, że dowiem się co oznacza słynne "wus wus" I kapcie!
Pozytywnie zakręcone, ale jakby i trochę smutne. Przypomina mi jeden odcinek black mirror, chociaż może niesłusznie.
Pozdrówki.
Odpowiedz
!sensol 8 m.
dzięki za odwiedziny. wus wus
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin