TW #1 — Rysunek życia — mruczanka TW #23 — Rysunek życia — zanim ugnę kolano

Rysunek życia — Baletnica

 Siedział na dachu biurowca, paląc papierosa. Dym niespiesznie płynął w górę, leniwie wirując i rozpływając się w powietrzu. Obserwował go, wsłuchany w szum ulicy, ledwo dosłyszalny na wysokości.

 Błogą samotność rozdarł Wierzej, wypadając z klatki schodowej, jakby usiadł na jeżu. „Pewnie zaraz zacznie opowiadać o piątkowych podbojach” – pomyślał, czując żółć podchodzącą do gardła. Kolega z kadr był, mówiąc delikatnie, bardzo towarzyski. Chociaż Antek uważał go za nieznośnego i wulgarnego już w liceum. Co piątek starał się wyciągnąć każdego na imprezę, gdzie szybko porzucał towarzystwo, żeby wrócić z nową lalunią uczepioną umięśnionego ramienia. Później przez cały tydzień wyłuskiwał osoby, które odpuściły sobie wątpliwą przyjemność i ze szczegółami opowiadał o najnowszym podboju.

 Szczególnie upodobał sobie Antka, biorąc jego milczenie za zainteresowanie.

 — Siema stary — wykrzyknął zdecydowanie zbyt głośno, po czym mocno klepnął go w plecy. — Znowu cię nie było. Żałuj.

 Chłopak uścisnął wyciągniętą dłoń, szykując się na potok słów. Wbił wzrok w barierkę, choć wiedział, że nie zniechęci kolegi.

 — Nie zgadniesz kogo spotkałem. — Nastąpiła chwila dramatycznej ciszy. — Magdę!

 Wzdrygnął się na wspomnienie imienia nieśmiałej, choć bardzo sympatycznej koleżanki. W szkole zawsze nosiła grube okulary, nijakie ubrania, a mysie włosy wiązała w ciasny kucyk. Uczyła się dobrze i zawsze można było liczyć na jej pomoc. Wciąż utrzymywali luźny kontakt, od czasu do czasu wymieniając się mailami.

 — Laska się z niej zrobiła, mówię ci. — Rozmarzony oblizał usta, kontynuując opowieść. — Nigdy bym nie zgadł, że kiedyś prześpię się z nudziarą.

 — Ciężko uwierzyć, że taka dziewczyna przespałaby się z tobą — nie wytrzymał.

 Wierzej wziął uwagę za dobry żart i roześmiał się serdecznie. Otarł łzę z kącika oka, po czym sprawił, że świat stanął w miejscu.

 — Była pijana. Nie stawiała oporu. — Samochody ucichły, chmury zatrzymały się i tylko dym z papierosa zawieszonego nieruchomo w powietrzu wciąż piął się w górę, żeby zniknąć. — Nie patrz tak na mnie, było zajebiście.

 — Zgwałciłeś ją?

 — Nie nazwałbym tak tego. Mówiłem, nie stawiała oporu.

 — To nie znaczy, że wyraziła zgodę.

 — Ale ty jesteś pruderyjny, weź się ogarnij. Leżała na plecach, z rozrzuconymi nogami. Spódniczka lekko jej się podwinęła, zachęcając, żeby dotknąć gładkiego uda. — Anton nie potrafił mu przerwać. Bezsilnie zaciskał pięści wiedząc, że znajdzie na ciele nowy tatuaż. — Usiadłem obok i pogładziłem jej nogę, wędrując wyżej i wyżej. Nie protestowała, myślałem, że ma chęć na więcej i tylko udaje sen, żeby mnie nie wystraszyć. Była przyjemnie wilgotna w środku, wsunąłem się bez problemu. Dokładnie czułem jak jest luźna i zrelaksowana. Obudziła się dopiero po kilku pchnięciach kiedy już zasmakowałem i mi się spodobało. Zacisnęła się i czułem wszystko jeszcze dokładniej. Zasłoniłem jej usta i wpatrywałem głęboko w szeroko otwarte oczy. Były takie piękne, jak u niewinnego kociaka. Nigdy nie szczytowałem tak intensywnie.

 Anton z trudem słuchał historii. Powstrzymywał się od reakcji. Wiedział, że musi zacząć działać, a to działanie wymagało, żeby nie popełnił żadnego błędu. „Przede wszystkim cierpliwość i spokój” – powtarzał sobie.

 

 Tatuaż znalazł jeszcze w pracy. Mył ręce, kiedy w lustrze zauważył cień wystający spod lewego rękawa koszuli. Na wewnętrznej stronie ramienia zastygła naga baletnica, zamrożona w tańcu. Piękna, smukła, wydawała się pełna siły lecz smutna.

 Wiedział, że historia Wierzeja jest prawdziwa, mimo to umówił się z Madzią na kawę. Chciał zobaczyć na własne oczy jak się czuje i ofiarować wsparcie.

 Niechętnie przystała na propozycję.

 

 Spotkali się w parku. Dziewczyna miała na sobie workowaty, szary sweter, długie włosy związała luźno na karku. Faktycznie wyładniała, dziecięce rysy zaostrzyły się, stały bardziej kobiece. Szła obejmując się ramionami, podkrążone, duże oczy z niepokojem obserwowały świat. Skojarzyła mu się z wystraszonym wróbelkiem.

 Długo rozmawiali o niczym, oswajali ze swoją obecnością. Kiedy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, okrywając świat złotymi promieniami, a cienie znacznie się wydłużyły, postanowił poruszyć temat, który skłonił go do spotkania.

 — Wiedziałaś, że pracuję z Wierzejem? — zapytał patrząc jej w oczy i szukając jakiejkolwiek oznaki nienawiści.

 Kiwnęła głową na potwierdzenie, spuszczając wzrok na ciasno splecione palce, spoczywające na kolanach.

 — Wiem co ci zrobił. Zapłaci za to. — Chciał żeby wiedziała. Będzie czekać długo, ale się doczeka i będzie wiedziała, że zapłacił za nią i wszystkie inne, które kiedykolwiek skrzywdził, lub skrzywdzi do tego czasu.

 Zwróciła ku niemu oczy pełne łez, szepcząc bezdźwięczne „dziękuję”. Wzdrygnęła się, lecz pozwoliła złapać za rękę. Chciał przekazać jej całą swoją siłę, aby mogła wyrwać się z celi, w której zamknął ją pijany idiota, dla którego chwila przyjemności była warta więcej, niż jej zaufanie do drugiego człowieka.

 Rozstali się dopiero po zmroku, kiedy osiągnął drugi cel spotkania – Magda roześmiała się. Piękny uśmiech co prawda zgasł po chwili, lecz dla Antka znaczył więcej, niż wszystko, co zamierzał poświęcić.

 

 Po powrocie do domu napisał wypowiedzenie z pracy, opatrzone datą wysuniętą w przód o trzy miesiące. W tym czasie utrzymywał prawie niezmienione stosunki z Wierzejem, z tą różnicą, że dwa razy wyszedł z nim na imprezę. Gdyby mógł, chodziłby na każdą, żeby go pilnować, lecz mogłoby to wydać się podejrzane.

 Po odejściu z pracy wyjechał na roczny staż do Włoch i zerwał wszystkie kontakty. Tylko z Magdą pisał regularnie.

 

 Kolejny rok wymagał od niego dużo cierpliwości. Wrócił do rodzinnego miasta, znalazł nowe zajęcie. Czasem mijał na ulicy kolegów z dawnej pracy, zamieniając kilka serdecznych słów. Dał się wyciągnąć na urodziny koleżanki z finansów, w trakcie której obserwował Wierzeja znikającego z jakąś panną w ubikacji. Rozmawiał z nim, kiedy wyszedł dopinając spodnie. Nie dał po sobie poznać, co myśli.

 Miesiąc później dostał cynk od Magdy, że zameldował się w nowo otwartym klubie w centrum miasta. Czym prędzej wsiadł w samochód. Zaparkował tak, żeby widzieć wyjście i czekał w ciemnościach.

 

 Spokój rozdarły na dwoje otwarte drzwi, wypuszczając na zewnątrz głośną muzykę i kolorowe światła. Na zewnątrz wytoczył się wysoki mięśniak, odcinając gwar. Jego twarz rozświetliła zapalniczka, którą zbliżył do papierosa. Anton nie miał pewności, wysiadł i niepostrzeżenie podszedł do znajomego.

 — Co za niespodzianka — wykrzyknął, zamykając go w serdecznym uścisku. — Dawno się nie widzieliśmy.

 Wierzej szybko zamaskował zaskoczenie, odsłaniając w uśmiechu śnieżnobiałe zęby.

 — Co za zbieg okoliczności. Właśnie wyszedłem, potrzebowałem chwili wytchnienia.

 — Co powiesz, żeby odpuścić sobie resztę nocy i pójść na drinka ze starym kolegą?

 Ku zaskoczeniu Antka, zgodził się. Po chwili spaceru znaleźli starą kamienicę, której drzwi zostały wyrwane z zawiasów. Wspięli się schodami na dach z widokiem na zapuszczone podwórko. Wiatr poruszał liśćmi samotnego drzewa, w którego pniu pokolenia dzieciaków wycinały swoje inicjały, jedyna latarnia co chwilę gasła zmęczona staniem na straży nocy. Obserwował szerokie plecy kolegi, wyciągając zza paska długi nóż, kupiony specjalnie na tę okazję. Wybrał go z wystawy i dotykał tylko przez materiał, w który był owinięty.

 Z całej siły wbił go od góry, obok łopatki. Spodziewał się, że cisza zostanie ponownie zakłócona, lecz nic takiego się nie stało. Wierzej opadł na kolana, zwracając twarz ku rozgwieżdżonemu niebu. Po policzkach toczyły się łzy.

 — Nie spodziewałem się, że jesteś aż tak cierpliwy. Kazałeś mi długo czekać.

 Zaskoczony zamarł w pół kroku.

 — Spodziewałeś się kary?

 — Przecież wiem, że zawsze lubiłeś Magdę. Myślałem, że pobijesz mnie jeszcze na dachu firmy, dopiero później, kiedy zachowywałeś się bardziej przyjaźnie, zacząłem się zastanawiać. Przypomniałem sobie wszystkie dziwne sytuacje, które działy się wokół ciebie… A później uznałem, że zasługuję na to, co mnie czeka.

 Plama krwi rozlewała się po błękitnej koszuli. Wierzej oddychał coraz ciężej, kiedy Anton odkładając nóż zastanawiał się, czy dobrze czyni.

 — Na co czekasz?

 Spojrzał na baletnicę. Planował tę noc zupełnie inaczej. Chciał go związać, zakneblować i torturować. Bić i kopać nie patrząc w co trafia. Wyładować całą nienawiść, którą pieczołowicie pielęgnował. W imię sprawiedliwości.

 — Czy uważasz, że żal za grzechy zmniejsza ich ciężar? — zapytał mimowolnie.

 — Absolutnie nie.

 Trwali w ciszy, obserwując chmury płynące po niebie, każdy zatopiony we własnych myślach. Odszedł dopiero, kiedy na horyzoncie zaczęły pojawiać się pierwsze promienie słońca.

 Baletnica miała teraz na sobie piękną sukienkę, a na jej twarzy zagościł uśmiech.

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~pkropka
Kategoria: horror

Liczba wejść: 2

Opis: Wstęp i wyjaśnienie postaci: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1673 Mam nadzieję, że da się czytać i bez niego.
Dodano: 2020-01-13 19:43:32
Komentarze.
+fanthomas 6 m.
A już myślałem że jakiś rysunek +18 wrzuciłaś
Odpowiedz
!sensol 6 m.
"Kiedy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, okrywając świat złotymi promieniami, z cienie znacznie się wydłużyły, postanowił poruszyć temat, który skłonił go do spotkania." z cienie - powinno byc "cienie". fajnie piszesz, nie potykam się o zdania, w dziury nie wpadam. natomiast sama historia wydaje mi się dosyć nieprawdopodobna. ale to własciwie nie musi być zarzutem. w końcu to horror.
Odpowiedz
~alfonsyna 6 m.
Drobiazgi:
"oswajali (się) ze swoją obecnością. Kiedy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, okrywając świat złotymi promieniami, z cienie znacznie się wydłużyły" - i jeszcze "a" zamiast "z", literówka
Tutaj wszedł fajny zwrot akcji, ale bardzo logicznie uwarunkowany. Zdziwiłam się też nieco tym przejawem cierpliwości Antona, bo niezbyt było dla mnie jasne, co chciał osiągnąć - gdyby nie chciał, by Wierzej krzywdził więcej kobiet, chyba starałby się powstrzymać go jak najszybciej, może chciał mu dać czas, a może planował jakąś wyrafinowaną zemstę, z której ostatecznie nie wyszło to, co chciał. A może robił to nieco asekuracyjnie, żeby nie roztaczać wokół siebie podejrzeń? Co by nie mówić - podoba mi się cały zamysł tego opowiadania, więc zapewne będę śledzić nadal, jeżeli coś dalej się pokaże.
Odpowiedz
~pkropka 6 m.
Kurczę, zawsze coś jeszcze wskoczy. Dzięki za wyłapanie
@Sensol - niezmiernie mi miło. No tutaj prawdopodobnie nie będzie już z samego założenia tatuaży, więc mogę szaleć
@Alfonsyna - dobrze kombinujesz z asekuracją, taki był mój zamiar. Myślę, że będę ciągnąć dalej, ale na pewno nie regularnie.
@Fanthomas - no wiesz co? Ja nie umiem takich rzeczy rysować :p

Dzięki, kochani
Odpowiedz
+berkas 6 m.
Już myślałem, że rysujesz.
Odpowiedz
~pkropka 6 m.
Chyba chybiłam z tytułem
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Cholera te kawałki są coraz ciekawsze, choć tak, wiem, czytałem już. Może po prostu bardziej rozumiem, trudno wyczuć. Kojarzy mi się trochę z (w zasadzie jedynie opartym o rozmowę) filmem Tape. Jakościowo, dla mnie, bez zarzutów.
Odpowiedz
~pkropka 6 m.
O, nie jestem pewna czy oglądałam. Nawet jeżeli tak, to z chęcią sobie przypomnę. Dzięki
I dzięki za ślad
Odpowiedz
~Heparyna 6 m.
Bardzo ładne, zgrabnie napisane.
Zastanawiam się tylko, czy ktoś pokroju Wierzeja wypowiadałby się w taki sposób, tak ładnie i składnie. Rzadko jacy ludzie tak budują zdania, i nie wiem - czy tacy.
Dobre zamknięcie.
Odpowiedz
~pkropka 6 m.
Dziękuję pięknie za odwiedziny, Heparyno
Co do wypowiedzi... Wydaje mi się, że nie ma przeciwwskazań, ale podumam jeszcze.
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
"Siedział na dachu biurowca, paląc papierosa" - dobry start, tak po prostu

"Siedział na dachu biurowca, paląc papierosa. Dym niespiesznie płynął w górę, leniwie wirując i rozpływając się w powietrzu. Obserwował go, wsłuchany w szum ulicy, ledwo dosłyszalny na wysokości" - w ostatnim zdaniu uciekają podmioty, przyjrzyj się, pierwsze zdanie jest o bohaterze opka, w kolejnym podmiotem jest dym, a w trzecim wracasz do bohatera, po czym w końcówce zdania nagle podmiotem staje się uliczny szum, trochę po omacku z pozycji czytelnika trzeba to wyłapać, obadaj czy coś nie zmienić

"Błogą samotność rozdarł Wierzej, wypadając z klatki schodowej, jakby usiadł na jeżu. „Pewnie zaraz zacznie opowiadać o piątkowych podbojach” – pomyślał, czując żółć podchodzącą do gardła" - kto pomyślał? Ten, kto siedział na dachu? Chyba tak, ale moim zdaniem musisz zaakcentować podmiot (że to Antek) gdzieś już na samym początku opowiadania, bo przy tej konstrukcji trochę to się sypie z kolejnymi zdaniami

"Kolega z kadr był, mówiąc delikatnie, bardzo towarzyski. Chociaż Antek uważał go za nieznośnego i wulgarnego już w liceum" - obadaj czy nie zrobić z tego jednego zdania

"Chociaż Antek uważał go za nieznośnego i wulgarnego już w liceum. Co piątek starał się wyciągnąć każdego na imprezę, gdzie szybko porzucał towarzystwo, żeby wrócić z nową lalunią uczepioną umięśnionego ramienia" - tu też nie wiadomo kto w drugim zdaniu, czy Antek czy Wierzej, tzn. łatwo się domyślić, no ale jednak nadal po omacku (może: Tamten co piątek(...), bo znowuż powtarzanie imienia też nie polepszy).


No a potem już bajka, treść wciąga, pamiętam to opowiadanie, mocne.

Odpowiedz
~pkropka 6 m.
Oooo... Dałaś mi trudny orzech do zgryzienia. Faktycznie coś naplątałam, przy spokojniejszej głowie będę reperować.
Dzięki za pochylenie się nad tekstem
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin