Szeligowska 32 Mała Sue ucieka z domu (3z4)

Mała Sue ucieka z domu (4z4)

 Nadeszli nad samym ranem. W czasie, kiedy sen jest najtwardszy.

 Wdarli się w pięciu czy sześciu, krzycząc i pomstując na wszystkich. Nawet na samych siebie. Nieszczęsna garstka potworów, sfrustrowana swoją własną przeciętnością. Wściekła na otaczający ich świat.

 Zamroczeni, ledwie trzymający się na nogach, prostacy, nieumiejący zadbać o swoich bliskich, ale dostatecznie silni, by zadać ból. Dostatecznie mocni, by móc ferować wyroki. By przekuwać chore myśli w czyn.

 Wściekle, czerwone twarze, osadzone na niemalże byczych karkach. Masywne ramiona i smród niedomytych ciał. Drelichy ubłocone po pas. Żądza mordu płynąca z napuchłych oczu. Drżące z przepicia dłonie, ściskające widły i siekiery.

 Odegrać się za zły los lub za zwykłą powtarzalność dnia. Wszystko już jedno za co. Byleby dać upust temu wszystkiemu. Przekazać dalej. Móc zapomnieć, choćby na pewien czas.

 (...prawie koniec...)

 

 Seans dobiegł końca. Na planszy pojawiła się biel, rażąc w oczy i wybudzając większość z odrętwienia. W miejsce niedawnych wrzasków popłynął szum. Ktoś rozpoczął odłączanie głośników. Mijały długie minuty, ale nikt nie odważył się mówić. Każdy to przeżywał jeszcze raz. Obrazy we własnej głowie i w zgodzie z własnym sumieniem. Na najbardziej osobistej z płaszczyzn.

 Przewodniczący wstrzymał palenie świec, wiedząc, że w zaciemnieniu łatwiej okazuje się odczucia. Łatwiej się współczuje i łka.

 A potem, cóż?

 Ostatni punkt programu dobiegł końca i zwierzęta rozpoczęły głosowanie. Po raz pierwszy w swej historii jednomyślnie.

 

 Tej nocy wioskę spowijała gęsta mgła. Choć była charakterystyczna dla regionu i w zupełnej zgodności z porą roku, dla watahy miała iście magiczny wymiar. Nieomal Boski. Utwierdzała Rahabita w przekonaniu, że wczoraj wybrali dobrze i w absolutnej zgodzie z Bóstwami Krwi. Ponadto pani nieba im sprzyjała, gasząc gwiazdy, a północny wiatr tłumił zapachy stada, pozwalając im pozostać ukrytymi.

 Stare górskie sępy miały rację, rokując watasze zwycięstwo. Choć wciąż trzeba było zachować czujność i mieć baczenie na wszystko.

 „Od wybrańca do przegrańca jeden sus” – zwykła mawiać Farheta, kiedy Rahabit był zaledwie szczenięciem. – „Jeden chybiony osąd, czy też nazbyt rozdmuchane ego, mogą z łatwością sprowadzić na ciebie klęskę. Na ciebie oraz na stado. Nie każę ci się wahać, Rahabicie. Nigdy jednak nie czuj się tak pewnie, aby nie mieć czasu na ponowne przemyślenie sytuacji, choćby wydawała ci się czysta, jak śnieżny płat. Nigdy nie odmawiaj sobie cudu, jakim jest możliwość ponownego rozpatrzenia danej sprawy. Nigdy nie działaj pochopnie, a poprowadzisz watahę ku wspaniałości. Do miejsca, gdzie wnyki nie istnieją, a głód jest jedynie wspomnieniem. Gdzie już nie trzeba się lękać huku strzelb”.

 Teraz właśnie tak było zaś słowa matki – wilczycy miały proroczą moc. Działo się to dzisiaj, tym właśnie miejscu. I w odróżnieniu od snów, było realne.

 To właśnie on, Rahabit Szary, został wybrany, aby stanąć na czele stada, które zada ludziom pierwszy cios. To on, przy odrobinie szczęścia, wyrówna rachunki z tymi, którzy tak bestialsko się obeszli z małą Sue. Z tymi, którzy uśmiercili ją z nudów. W myśl zasady: Krzywdzę, ponieważ mogę.

 Nie wolno zatem popełnić żadnego błędu. Nie dziś. Nie w noc, kiedy w końcu zapłacą. Jeżeli wszystko idzie zgodnie z planem, gdzieś tam, Gwarhul – Żelazne Kopyto już czeka na nasze wycie, aby ruszyć od południowej strony. To samo z Kerhalem – Ostrym Dziobem i Waremirem – Pierzastym.

 Wszystko jest podporządkowane pod nas i dlatego nie wolno jest nam zawieść. Nie wolno nam dać plamy. I to już nie tylko ze względu na los tych świnek, które ludzie tak bestialsko zadźgali, tylko po to, by poprawić sobie humor. Nie wolno nam zawieść, by pomścić wszystkie zwierzęta zamęczone w ciągu wielu lat. Za przerabiane na krwawą papkę krowy i kozią krew spływającą do wiader. Za zamęczanie nadludzką pracą konie i pompowane do rozdęcia gęsi. Za odstrzeliwanie lisów, topienie maleńkich kotów oraz niewolnicze traktowanie psów. Za urzynanie głów i obdzieranie ze skór. Za sadyzm i za nieludzkość.

 Rahabita nakręciły własne myśli do tego stopnia, że nie zauważył, iż wszyscy wokół stanęli. Już chciał zrugać podwładnych za opieszałość, kiedy zrozumiał, że właśnie dotarli na skraj wioski i przed nimi rozpościera się chata. Ot, parterowa rudera, obwarowana jedynie koślawym płotem. Tylko czemu wszyscy się przyglądają? Czemu stanęli? Czy kiedy w końcu jesteśmy, w serca mych poddanych wsiąka strach?

 Ale nie. Nie było widać u nich strachu.

 Więc to jest to miejsce – pomyślał wilk. – To tutaj wszystko się zaczęło. Tutaj one cierpiały, by zostać, koniec końców, zaszlachtowane. I to z najniższych możliwych pobudek. Dla rozrywki.

 Kiedy przywódca stada kontemplował, wydarzyło się coś niezwykłego. Coś zgoła nieoczekiwanego. Coś, co zaważyło na wszystkim.

 Oto bowiem z chaty ktoś się wytoczył, a następnie podrałował wężowym ślizgiem, by runąć ostatecznie wzdłuż płotu. Potem zaś, już na klęczkach, wsadził sobie paluchy we własną gardziel i zaczął wydawać odgłosy, jakby chciał zwymiotować wnętrzności.

 Zdawało się to zgoła niewiarygodne, ale jegomość nie dostrzegł, że nie jest sam. Ciągle się krztusił i pluł, nie mając bladego pojęcia, jak wiele par żółtych ślepi na nim spoczywa, tłumiąc w sobie nienawiść. Jak pazury wysuwają się z łap, jak ścieka ślina.

 W końcu pijak usnął, nie zauważając niczego niezwykłego. Nic a nic.

 Wilk postanowił, że zaczną właśnie od niego.

 

 

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 6

Opis:

Dodano: 2019-07-09 19:14:00
Komentarze.
Potem doczytam świnkę, bo wciąga.
Odpowiedz
*Canulas 1 r.
Heh, dopszzz. Dzięki ogólnie za ugawę nad klasyką. Ciao.
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
„Nieszczęsna garstka potworów, sfrustrowana swoją własną przeciętnością” – to fajne

Cały opis oprawców w pierwszym – nazwijmy to – akapicie jest świetny.

„Odegrać się za zły los lub za zwykłą powtarzalność dnia” – i to

„dla watahy miała iście magiczny wymiar. Nieomal Boski” – boski* chyba z małej

„To on, przy odrobinie szczęścia, wyrówna rachunki z tymi, którzy tak bestialsko się obeszli z małą Sue. Z tymi, którzy uśmiercili ją z nudów. W myśl zasady: Krzywdzę, ponieważ mogę” – nie wierzę

Kurde, ta wataha zwierząt na końcu, mam przed oczami opowiadanie zamykające Królestwo spokoju. Jest jakiś wspólny mianownik.

Ok, o całości.
Pierwsze dwie części przeurocze i mega emocjonalne. A potem, mam wrażenie, że uciekasz od głównej osi fabuły i rozumiem, że to świadomy wybór, bo można było zamknąć to w trzech częściach, przedstawiając w trzeciej jej ucieczkę (Boże, liczyłam na happy and, naprawdę i nawet myślałam, że przez nieuwagę (biorę poprawkę na to, że opko jest pisane dawno temu) zaspoilerowałeś w tytule), albo pokazując scenę końca jej trudnego żwota (to rozwaliłoby system, możliwe, że bym zapłakała klawiaturę, więc chwała Bogu, że jednak obeszło się bez bestialstw).
To zakończenie tutaj jest (tylko szczerze zawsze) moim zdaniem asekuracyjne. Wziąłeś jeńców. Świnka poległa (nie na naszych oczach, więc oszczędziłeś sobie przedzierania się przez trudne sceny), ale serwujesz swego rodzaju pokrzepienie w postaci planowanej zemsty. Większa ulga byłaby, gdyby jednak zwiała, więc wybrałeś hm, kompromis.
Nie jest dobry kompromis w literaturze. Najbardziej zapamiętam dwie pierwsze części za piękne, wzruszające i urocze stworzenie świnkowego uniwersum.
Teraz techniczna strona – bez zarzutu w zasadzie. Narracja jest mega płynna, dialogi są naturalne (mój utarty zwrot, ale naprawdę nie każdy umie w naturalne dialogi), a postaci stworzone charakternie i wiarygodnie. Kolejny plus za imię świnki – Sue – zapada w pamięć i pasuje.
Chyba tykle. Kontentam, że mogłam przeczytać nieznane opko o świnkach.





Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Jeszcze jest taka sprawa, że ja też często urywam opowiadania w niedopowiedzeniach więc nie powinnam się czepiać
Odpowiedz
Że dawno napisane, to nie wiem dlaczemu miałoby być gorsze, chyba zły kierunek (źle określony) na postrzeganie,że tak.
Utwór po prostu z innego jest okresu działalności autora, czy coś tam jakoś, by to określić.
Nie stwierdzam by był słaby, raczej jest cholernie dobry.
Żeby nie spojlerować - tytuł z deka myli, ale zagranie to chyba nawet słuszne, bo daje zaskok, czytelnik nie przewiduje.
Minimalnie trąca Orwellem (odczucie moje) - bardziej mściwe na końcu - względnie raczej mocne.

Odpowiedz
*Canulas 1 r.
Fajnie, że Orwelem, tytuł myli celowo.
Dzięki piękne Yanko
Odpowiedz
~Adelajda 1 r.
Tak, zdecydowanie mała Sue zapada w pamięć i choć koniec jest bez happy endu, to chyba trzeba zrozumieć, że świnka jest tu jedną z wielu ofiar. Pole interpretacyjne jest szerokie, w pewnych momentach miałam skojarzenia z wojną. Bardzo fajna antropomorfizacja.
Tekst został w głowie.
Odpowiedz
*Canulas 1 r.
Ło kurde, portal rośnie w siłę. Fajnie, masz taki odbiór. Miło.
Dzięki serdecznie, Adelajda.
Odpowiedz
~Adelajda 1 r.
Nucjusz stworzył coś naprawdę fajnego i realnego (ukłon w jego stronę). Póki co podoba mi się tu bardzo i co ważniejsze nie odczuwam wstrętu jak ostatnim czasem do opowI.
Odpowiedz
*Canulas 1 r.
Tak, całkiem tu zaczyna być ok. Napływa spoko ludzi. Wpadają teksty. Fajny "dizajn". Nooo, rokuje, rokuje.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin