jasno ciemno
TW#2 Imperatyw Deprecatio - TW II

TW#1 Surogat

 Postać: Pan w płaszczu

 Zdarzenie: Cały czas pada śnieg

 Efekt: Tekst w oparciu o ostatni zapamiętany sen

 Gatunek: Proza poetycka

 

 Zima przyszła nagle. Ukradła gwiazdy, księżyc i słońce, rozwlekła czas po horyzont, aż sparciał jak stara guma. Świat zmienił się w lodowatą pustynię – na dworze bezustannie szalała zadymka, wiatr wdzierał się przez szpary w oknach i przejmująco świszczał w kominie, siejąc skry. Mróz skuł lodem szyby i nastała ciemność.

 Jednej z niekończących się, nieznośnie mrocznych nocy, moja wierna towarzyszka melancholia odeszła, pozostawiając po sobie jedynie wspomnienie iluzji bezpieczeństwa, jaką dawała jej obecność. Wraz z nią zniknęła bariera wyznaczająca nieprzekraczalne granice od śmiertelnej broni ludzkiego jadu: szykan, obmowy i zawiści. Obnażona brutalnym zaskoczeniem i porzucona przez jedynego sojusznika, utkwiłam w pułapce wśród miłych sępów, z dala od bezpiecznego gruntu.

 Depresja chwyciła mnie w swoje szczęki i przeżuwała jak pół kajzerki na śniadanie. Nie było już ratunku.

 

 Niepokój się nie myli. Z lodowatą precyzją dawkuje wspomnienia, każe tym najmroźniejszym trwać bez końca, inne pozostawia nieuchwytnymi; zabiera każdy detal poza mgnieniem zapachu i dźwięku, umieszczając je jak ziarnko piasku w jątrzącej się ranie.

 Na pocieszenie pozostał mi tylko suchy smutek, który obracałam na języku jak zwietrzałą piankę Haribo. Godzinami wpatrywałam się w wiszący nad łóżkiem zaklinacz snów – różaniec z lnianego sznurka – to znów na stertę śmieci, rozsypane na biurku ołówki i niedoczytane nowele Caldwell’a.

 Dręczyła mnie bezsenność – największy wróg w depresji. Ogłupiały umysł niestrudzenie snuł fantastyczne wizje na jawie. Rozmawiałam z odbiciem w lustrze, przekonana, że ktoś rzuca na mnie klątwy. Pozbawia palców i upycha we mnie lepką maź codzienności. Sępy, przybywajcie! Rozszarpujcie moje ciało! Wchłaniajcie moją ektoplazmę! Szybciej, dokładniej! Tylko nie zwracajcie, bo tego nigdy nie wybaczę. Najlepiej jeszcze oblizujcie wargi i proście o dokładkę!

 

 W końcu permanentny stan przygnębienia wezwał mnie na czerwony dywanik w swoim gabinecie. Na głowę za karę nałożono mi garnek i bito drewnianą pałką z przyssawkami. Wpadłam w wariacki dół: przypadkowe bary, bezimienne twarze, wulgarne śmiechy, lubieżne łapska, WC-seks, kolejka za metrem i ekspres. Benzo, ketrel, alko, mdma. Pamiętam, że tańczyłam czardasza, a wódka była bardzo słona i ktoś straszył mnie policją.

 I nagle, w jednej chwili, czar melanżu prysł i wokół znowu była noc. Płatki śniegu zdawały się wirować i napierać ze wszystkich stron, a przeszywający chłód kąsał ciało niczym rój os. Taksówkarz nie chciał mnie zabrać, bo byłam zakrwawiona i zarzygana. Zapomniałam, jak nazywa się ulica, na której mieszkam. Zgubiłam się we własnym mieście, gdzieś zapodziałam dane personalne, jacyś dobrzy ludzie okradli mnie i zgwałcili, a potem jechałam uberem z kierowcą, który był wcięty nie mniej niż ja. Na pamiątkę na tylnym siedzeniu zostawiłam mu lizaka o smaku jabłkowym.

 

 Przechodząc przez pasy, potknęłam się o śnieg, omal nie wpadając pod samochód. Zaległam w zaspie jak w bezpiecznym kokonie.

 A wtedy szur-szur – zjawił się on. Mroczny anioł, śmierci posłaniec. W długim płaszczu z piór.

 Ogólna delikatność rysów, oprawa oczu, uczesanie i kształt ust tchnęły androgyniczną nieokreślonością, jednak nie dałam się zwieść – miał spojrzenie niebezpiecznego łowcy.

 

 Wyciągnął do mnie rękę:

 – Wstań!

 – Nie! Czego chcesz? Zostaw mnie. Idź precz! Chcę spać! Nie weźmiesz mnie. Prędzej wyrzucę na śmietnik swoją żałosną powłokę. O Boże... To naprawdę koniec? Nic mi już nie pomoże?

 Drwiący uśmiech zakiełkował na jego szarej, wilczej twarzy, kryształowo puste oczy odbijały oblicza dawno zanegowanych prawd, a nozdrza rozdęły się, drapieżnie węsząc.

 – Nie masz wyjścia.

 – Złudzenie wolnego wyboru: umrzeć teraz czy za chwilę – mały dylemat pośród śniegu i niewydeptanych chodników – pomyślałam, patrząc na dziwoląga z poziomu parteru.

 Przypadki nie istnieją. Każda ścieżka jest z góry określona. Wszystko dzieje się wtedy, gdy musi. We właściwym miejscu. Tak jakby świat był wielkim dywanem utkanym z nieskończonej liczby nitek. Kto wie, ilu ludzi splotło w nierozerwalny supeł moją historię z własną, ilu cudzych losów doświadczyłam w przeświadczeniu, że należą do mnie?

 A jeśli ja to nie ja? Niech będzie. Niech się dzieje to, co ma. Żadnej opcji nie zmienię, chociaż to całkiem niebezpieczna gra.

 

 Wyciągnęłam ku niemu dłonie, a gdy ich dotknął, poczułam radosną lekkość, euforię; rozbita warga przestała krwawić, ciało zapomniało o bólu. Rozgrzesz mnie, o cudna istoto!

 Unosiliśmy się coraz wyżej i wyżej, tam gdzie życie tętni na wielu poziomach, gdzie podchmurny rój przędzie swe kokony, nieziemskie istoty grają niekończący się koncert na zorzach polarnych, a powietrze rozbłyska feerią barw i dźwięków. Tak daleko stąd nienawistne słowa. Został tylko szczery uśmiech i dziecięca melodia. Ta iluzja idealności, czas ulotny, naiwny. Pogrzebany, bo niepraktyczny, a dziś pożądany znów.

 Gdzieś tam w dole mrok, brud, nienawiść, strach, a we mnie spokój i jasność.

 – Pierzasty panie, pozwól mi zostać, nie odsyłaj mnie już.

 

 Szur-szur – opadł w dół płaszcz z piór, zawirował na wietrze i znikł.

 

 – Obudź się. To tylko sen.

5300 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ^Halmar
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 35

Opis:

Tagi:

Dodano: 2020-01-20 17:00:29
Komentarze.
Witamy nowy tekst!
Odpowiedz
Mnóstwo emocji, stanów z pogranicza snu i jawy. Depresja, bezsenność, strach. Dość przygnębiający tekst. Ale zawiera również perełki, które można wyszczególnić. Jeżeli to rzeczywiście w oparciu o własny sen, to naprawdę pokręcone masz sny, bez obrazy oczywiście. Ja prawie wcale nie pamiętam własnych snów, ostatni sen pamiętam, ale to nie tak, że śniłam go niedawno.
Ciekawie, ciekawie 🙂
Odpowiedz
!sensol 1 r.
przypadkowe bary, bezimienne twarze, wulgarne śmiechy, lubieżne łapska, WC-seks, kolejka za metrem i ekspres. Benzo, ketrel, alko, mdma. Pamiętam, że tańczyłam czardasza, a wódka była bardzo słona i ktoś straszył mnie policją. - super fragment, szczególnie wc-seks - to mi się podoba. trochę ten sen na końcu odpłynął, ale jest DOBRZE
Odpowiedz
" A wtedy szur-szur – zjawił się on. Mroczny anioł, śmierci posłaniec. W długim płaszczu z piór." - z jakiegoś powodu ten fragment najbardziej przypadł mi do gustu. Bardzo mi się całość podobała, choć zwykle nie jestem targetem dla prozy poetyckiej. Widać, że przemyślane od początku do końca i styl wysokich lotów. Bęłęd żadnych nie zauważyłem. Na razie w moim TOP3 tej edycji.
Odpowiedz
błędów* i zapomniałem dodać, że w trakcie czytania doznałem inspiracji na mój następny tekst. Dzięki!

Odpowiedz
^Halmar 1 r.
Dla każdego twórcy, dużego i małego, akt tworzenia to rodzaj katharsis. To, co nam w duszy brzęczy i zgrzyta wkładamy w nasze twórcze płody, lepimy je z bolączek i radostek.

@Adelajda - ja mam sny fabularne, niewiele trzeba, żeby je przekuć na prozę. To pewnie kwestia substancji psychoaktywnych.

@Sensol - a dzięki! Czasem coś mi się uda napisać, choć teraz to już z rzadka coś tak wesołego jak niniejsza historia

@Basileus - brak błędów nie jest gwarancją sukcesu, ale skoro jako niemiłośnik prozy poetyckiej przebrnąłeś, a nawet bezbolesnie, znaczy że mogę odetchnąć

Dziękuję Wam za dobre słowo!

Odpowiedz
~JamCi 1 r.
Lód skuł lodem szyby i nastała ciemność - błąd argumentacji idem per idem, może mróz skuł odem lepiej?
Dręczyła mnie bezsenność – największy wróg depresji - hmmmm... może największy wróg w depresji? Bo tak to nielogiczne trochę
Mroczny anioł, śmierci posłaniec. W długim płaszczu z piór. - połaczyłabym.
nozdrza - nosdrza
Ał, bolesne zakończenie.
Dobre, takie faktycznie oniryczne a jednocześnie bardzo zakorzenione w Twoim przezywaniu. Trochę się czuję, jakbym wlazła nieproszona do jakiegoś intymnego miejsca. No ale sama wpuściłaś. Zapamiętam go.
Nie znam się ale możliwe że brak paru przecinków.


Odpowiedz
~JamCi 1 r.
a jednak nozdrza :-)
Odpowiedz
^Halmar 1 r.
Dzięki, JamCi za wylapanie oczywistych lapsusów. Przecinki są tam, gdzie powinny IMO, ale jak ktoś wskaże konkretny przykład, mogę się pokusić o dyskusję :P
Co do *nosdrzy* - myślę, że nosorożec powinien się nimi pysznić

Odpowiedz
*Ritha 1 r.
" Na pamiątkę na tylnym siedzeniu zostawiłam mu lizaka o smaku jabłkowym" - to
"Tak jakby świat był wielkim dywanem utkanym z nieskończonej liczby nitek. Kto wie, ilu ludzi splotło w nierozerwalny supeł moją historię z własną" - to
I dużo więcej.

"A jeśli ja to nie ja?" - o proszę, mamy wspólnego znajomego, Twoje demony, moje demony

Uwielbiam takie teksty, poetycko-oniryczne (o dziwo, bo poezja w większości po mnie spływa, proza poetycka już nie, bardzo nie, może to też taki dywan, wersy w wierszach to jedynie nitki, utkane w dywan prozy dopiero nabierają wyrazu, for mła ofkors), depresyjne-melancholiczno-buntownicze, ładny dobór słów, podoba się.

Pozdrawiam

Odpowiedz
Ładnie utkany dywan snu, koszmaru ale gdzie on jest tu i teraz w czasie rzeczywistym czy na jawie? Koszmar rzeczywistości jawi się jako obrazy z snu. Te porównanie do dywanu podoba mi się i opis wiliczanka brudnego obrazu, czuć smutek i marność świata przedstawionego, obrazy nie szokują, tylko przesuwają się kolejno po kadrze beznamiętnie, bohaterka sama tonie w tym szkaradnym świecie, sama do niego należy, a jednak gdzieś w tym upadku szuka ucieczki do idylli, wytchnienia i krainy spokoju, ucieczka w sen, który przynosi chwilowy spokój.
Odpowiedz
Podoba mi się bo jest szeks i emdiemej. A na serio to mocne. Ale przy tym jakoś się płynie czytając. Ja albo snów nie pamiętam, albo mam koszmary, które chcę jak najszybciej wyrzucić ze łba
Odpowiedz
Przybyłem, przeczytalem, podziwiałem...
Drobniusieńkie detale, o których już nie pamiętam... no, może upodobanie do "lodowatych..." i "to", ale w pierwszym, jestem gotów uznać swoje zboczenie, w drugim przypadku przymknąć oko i... o czym, to ja mówiłem?!
"Mroczny anioł, śmierci posłaniec." - bardzo udane, a za mało wyeksponowane. Zamieniłbym kolejność zdań i wers temu osobny poświęcił.
No, takie tam moje gadanie...

Odpowiedz
Czuć pierwiastek odautorski, choć nie wiem czy to dobrze. Znaczy, dla tekstu na pewno, tyle że tak nie pisze osoba, która wyczytała o takich rzeczach z książki. Pod dnem jest dno, zwane drugim dnem, a jeszcze niżej nieskrępowany teatr. Byłem tam dzięki Tobie.
Pięknie.
Odpowiedz
Pięknie utkana historia. Brudna, a jednocześnie oczarowująca. Nie wiadomo co snem, co jawą, a co koszmarem codzienności
Odpowiedz
*berkas 1 r.
Dla mnie ciężki tekst, sporo czasu zajęło mi odpowiednie wczucie się, ale potem pokopał. "A wtedy szur-szur – zjawił się on. Mroczny anioł, śmierci posłaniec." no tym fragmencikiem mnie masz.
Odpowiedz
^Halmar 1 r.
Och. Nie spodziewałam się, że będzie tylu amatorów na mój tekst. W sumie nie wiem, co powiedzieć, więc może "dziękuję"?

@Ritha - Twoje komentarze zawsze dodają mi wiary i poprawiają nastrój. Masz Ty, kobieto, zdrowie, że tak wszystko czytasz i dla każdego tekstu znajdziesz garść dobrych słów...

@entropia - Twój komentarz sprawił mi frajdę.Idealnie wczułaś się w przekaz.

@jagodolas - ale faktem jest, że ten tekst powstał na kanwie snu. Jednego z tych, które chce się wyrzucić jak najszybciej ze łba. Dzięki.

@Akwamen - a dziękuję, pomyślę. Trafna uwaga. Masz tu motyla ode mnie Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

@Canu - noż, jak można by było nie wyczuć odautorskiego pierwiastka? Dno goni dno, taka matrioszka denna, baba w babie.Fenkju wery macz.

@pkropka - największym koszmarem jest codzienność. Jak w "Dniu Świstaka". Klisza goni kliszę.

@+Berkasiński+ - a ja się cieszę, że Cię chwyciłam szur-szuraniem
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin