Implozja %Land of Hatifnats%

TW#1 Surogat

 Postać: Pan w płaszczu

 Zdarzenie: Cały czas pada śnieg

 Efekt: Tekst w oparciu o ostatni zapamiętany sen

 Gatunek: Proza poetycka

 

 Zima przyszła nagle. Ukradła gwiazdy, księżyc i słońce, rozwlekła czas po horyzont, aż sparciał jak stara guma. Świat zmienił się w lodowatą pustynię – na dworze bezustannie szalała zadymka, wiatr wdzierał się przez szpary w oknach i przejmująco świszczał w kominie, siejąc skry. Mróz skuł lodem szyby i nastała ciemność.

 Jednej z niekończących się, nieznośnie mrocznych nocy, moja wierna towarzyszka melancholia odeszła, pozostawiając po sobie jedynie wspomnienie iluzji bezpieczeństwa, jaką dawała jej obecność. Wraz z nią zniknęła bariera wyznaczająca nieprzekraczalne granice od śmiertelnej broni ludzkiego jadu: szykan, obmowy i zawiści. Obnażona brutalnym zaskoczeniem i porzucona przez jedynego sojusznika, utkwiłam w pułapce wśród miłych sępów, z dala od bezpiecznego gruntu.

 Depresja chwyciła mnie w swoje szczęki i przeżuwała jak pół kajzerki na śniadanie. Nie było już ratunku.

 

 Niepokój się nie myli. Z lodowatą precyzją dawkuje wspomnienia, każe tym najmroźniejszym trwać bez końca, inne pozostawia nieuchwytnymi; zabiera każdy detal poza mgnieniem zapachu i dźwięku, umieszczając je jak ziarnko piasku w jątrzącej się ranie.

 Na pocieszenie pozostał mi tylko suchy smutek, który obracałam na języku jak zwietrzałą piankę Haribo. Godzinami wpatrywałam się w wiszący nad łóżkiem zaklinacz snów – różaniec z lnianego sznurka – to znów na stertę śmieci, rozsypane na biurku ołówki i niedoczytane nowele Caldwell’a.

 Dręczyła mnie bezsenność – największy wróg w depresji. Ogłupiały umysł niestrudzenie snuł fantastyczne wizje na jawie. Rozmawiałam z odbiciem w lustrze, przekonana, że ktoś rzuca na mnie klątwy. Pozbawia palców i upycha we mnie lepką maź codzienności. Sępy, przybywajcie! Rozszarpujcie moje ciało! Wchłaniajcie moją ektoplazmę! Szybciej, dokładniej! Tylko nie zwracajcie, bo tego nigdy nie wybaczę. Najlepiej jeszcze oblizujcie wargi i proście o dokładkę!

 

 W końcu permanentny stan przygnębienia wezwał mnie na czerwony dywanik w swoim gabinecie. Na głowę za karę nałożono mi garnek i bito drewnianą pałką z przyssawkami. Wpadłam w wariacki dół: przypadkowe bary, bezimienne twarze, wulgarne śmiechy, lubieżne łapska, WC-seks, kolejka za metrem i ekspres. Benzo, ketrel, alko, mdma. Pamiętam, że tańczyłam czardasza, a wódka była bardzo słona i ktoś straszył mnie policją.

 I nagle, w jednej chwili, czar melanżu prysł i wokół znowu była noc. Płatki śniegu zdawały się wirować i napierać ze wszystkich stron, a przeszywający chłód kąsał ciało niczym rój os. Taksówkarz nie chciał mnie zabrać, bo byłam zakrwawiona i zarzygana. Zapomniałam, jak nazywa się ulica, na której mieszkam. Zgubiłam się we własnym mieście, gdzieś zapodziałam dane personalne, jacyś dobrzy ludzie okradli mnie i zgwałcili, a potem jechałam uberem z kierowcą, który był wcięty nie mniej niż ja. Na pamiątkę na tylnym siedzeniu zostawiłam mu lizaka o smaku jabłkowym.

 

 Przechodząc przez pasy, potknęłam się o śnieg, omal nie wpadając pod samochód. Zaległam w zaspie jak w bezpiecznym kokonie.

 A wtedy szur-szur – zjawił się on. Mroczny anioł, śmierci posłaniec. W długim płaszczu z piór.

 Ogólna delikatność rysów, oprawa oczu, uczesanie i kształt ust tchnęły androgyniczną nieokreślonością, jednak nie dałam się zwieść – miał spojrzenie niebezpiecznego łowcy.

 

 Wyciągnął do mnie rękę:

 – Wstań!

 – Nie! Czego chcesz? Zostaw mnie. Idź precz! Chcę spać! Nie weźmiesz mnie. Prędzej wyrzucę na śmietnik swoją żałosną powłokę. O Boże... To naprawdę koniec? Nic mi już nie pomoże?

 Drwiący uśmiech zakiełkował na jego szarej, wilczej twarzy, kryształowo puste oczy odbijały oblicza dawno zanegowanych prawd, a nozdrza rozdęły się, drapieżnie węsząc.

 – Nie masz wyjścia.

 – Złudzenie wolnego wyboru: umrzeć teraz czy za chwilę – mały dylemat pośród śniegu i niewydeptanych chodników – pomyślałam, patrząc na dziwoląga z poziomu parteru.

 Przypadki nie istnieją. Każda ścieżka jest z góry określona. Wszystko dzieje się wtedy, gdy musi. We właściwym miejscu. Tak jakby świat był wielkim dywanem utkanym z nieskończonej liczby nitek. Kto wie, ilu ludzi splotło w nierozerwalny supeł moją historię z własną, ilu cudzych losów doświadczyłam w przeświadczeniu, że należą do mnie?

 A jeśli ja to nie ja? Niech będzie. Niech się dzieje to, co ma. Żadnej opcji nie zmienię, chociaż to całkiem niebezpieczna gra.

 

 Wyciągnęłam ku niemu dłonie, a gdy ich dotknął, poczułam radosną lekkość, euforię; rozbita warga przestała krwawić, ciało zapomniało o bólu. Rozgrzesz mnie, o cudna istoto!

 Unosiliśmy się coraz wyżej i wyżej, tam gdzie życie tętni na wielu poziomach, gdzie podchmurny rój przędzie swe kokony, nieziemskie istoty grają niekończący się koncert na zorzach polarnych, a powietrze rozbłyska feerią barw i dźwięków. Tak daleko stąd nienawistne słowa. Został tylko szczery uśmiech i dziecięca melodia. Ta iluzja idealności, czas ulotny, naiwny. Pogrzebany, bo niepraktyczny, a dziś pożądany znów.

 Gdzieś tam w dole mrok, brud, nienawiść, strach, a we mnie spokój i jasność.

 – Pierzasty panie, pozwól mi zostać, nie odsyłaj mnie już.

 

 Szur-szur – opadł w dół płaszcz z piór, zawirował na wietrze i znikł.

 

 – Obudź się. To tylko sen.

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ^Halmar
Kategoria: trening-wyobrazni
Opis:
Dodano: 2020-01-20 17:00:29
Komentarze.
Witamy nowy tekst!
Odpowiedz
~Adelajda 4 m.
Mnóstwo emocji, stanów z pogranicza snu i jawy. Depresja, bezsenność, strach. Dość przygnębiający tekst. Ale zawiera również perełki, które można wyszczególnić. Jeżeli to rzeczywiście w oparciu o własny sen, to naprawdę pokręcone masz sny, bez obrazy oczywiście. Ja prawie wcale nie pamiętam własnych snów, ostatni sen pamiętam, ale to nie tak, że śniłam go niedawno.
Ciekawie, ciekawie 🙂
Odpowiedz
~sensol 4 m.
przypadkowe bary, bezimienne twarze, wulgarne śmiechy, lubieżne łapska, WC-seks, kolejka za metrem i ekspres. Benzo, ketrel, alko, mdma. Pamiętam, że tańczyłam czardasza, a wódka była bardzo słona i ktoś straszył mnie policją. - super fragment, szczególnie wc-seks - to mi się podoba. trochę ten sen na końcu odpłynął, ale jest DOBRZE
Odpowiedz
~Basileus 4 m.
" A wtedy szur-szur – zjawił się on. Mroczny anioł, śmierci posłaniec. W długim płaszczu z piór." - z jakiegoś powodu ten fragment najbardziej przypadł mi do gustu. Bardzo mi się całość podobała, choć zwykle nie jestem targetem dla prozy poetyckiej. Widać, że przemyślane od początku do końca i styl wysokich lotów. Bęłęd żadnych nie zauważyłem. Na razie w moim TOP3 tej edycji.
Odpowiedz
~Basileus 4 m.
błędów* i zapomniałem dodać, że w trakcie czytania doznałem inspiracji na mój następny tekst. Dzięki!

Odpowiedz
^Halmar 4 m.
Dla każdego twórcy, dużego i małego, akt tworzenia to rodzaj katharsis. To, co nam w duszy brzęczy i zgrzyta wkładamy w nasze twórcze płody, lepimy je z bolączek i radostek.

@Adelajda - ja mam sny fabularne, niewiele trzeba, żeby je przekuć na prozę. To pewnie kwestia substancji psychoaktywnych.

@Sensol - a dzięki! Czasem coś mi się uda napisać, choć teraz to już z rzadka coś tak wesołego jak niniejsza historia

@Basileus - brak błędów nie jest gwarancją sukcesu, ale skoro jako niemiłośnik prozy poetyckiej przebrnąłeś, a nawet bezbolesnie, znaczy że mogę odetchnąć

Dziękuję Wam za dobre słowo!

Odpowiedz
~JamCi 4 m.
Lód skuł lodem szyby i nastała ciemność - błąd argumentacji idem per idem, może mróz skuł odem lepiej?
Dręczyła mnie bezsenność – największy wróg depresji - hmmmm... może największy wróg w depresji? Bo tak to nielogiczne trochę
Mroczny anioł, śmierci posłaniec. W długim płaszczu z piór. - połaczyłabym.
nozdrza - nosdrza
Ał, bolesne zakończenie.
Dobre, takie faktycznie oniryczne a jednocześnie bardzo zakorzenione w Twoim przezywaniu. Trochę się czuję, jakbym wlazła nieproszona do jakiegoś intymnego miejsca. No ale sama wpuściłaś. Zapamiętam go.
Nie znam się ale możliwe że brak paru przecinków.


Odpowiedz
~JamCi 4 m.
a jednak nozdrza :-)
Odpowiedz
^Halmar 4 m.
Dzięki, JamCi za wylapanie oczywistych lapsusów. Przecinki są tam, gdzie powinny IMO, ale jak ktoś wskaże konkretny przykład, mogę się pokusić o dyskusję :P
Co do *nosdrzy* - myślę, że nosorożec powinien się nimi pysznić

Odpowiedz
*Ritha 4 m.
" Na pamiątkę na tylnym siedzeniu zostawiłam mu lizaka o smaku jabłkowym" - to
"Tak jakby świat był wielkim dywanem utkanym z nieskończonej liczby nitek. Kto wie, ilu ludzi splotło w nierozerwalny supeł moją historię z własną" - to
I dużo więcej.

"A jeśli ja to nie ja?" - o proszę, mamy wspólnego znajomego, Twoje demony, moje demony

Uwielbiam takie teksty, poetycko-oniryczne (o dziwo, bo poezja w większości po mnie spływa, proza poetycka już nie, bardzo nie, może to też taki dywan, wersy w wierszach to jedynie nitki, utkane w dywan prozy dopiero nabierają wyrazu, for mła ofkors), depresyjne-melancholiczno-buntownicze, ładny dobór słów, podoba się.

Pozdrawiam

Odpowiedz
~entropia 4 m.
Ładnie utkany dywan snu, koszmaru ale gdzie on jest tu i teraz w czasie rzeczywistym czy na jawie? Koszmar rzeczywistości jawi się jako obrazy z snu. Te porównanie do dywanu podoba mi się i opis wiliczanka brudnego obrazu, czuć smutek i marność świata przedstawionego, obrazy nie szokują, tylko przesuwają się kolejno po kadrze beznamiętnie, bohaterka sama tonie w tym szkaradnym świecie, sama do niego należy, a jednak gdzieś w tym upadku szuka ucieczki do idylli, wytchnienia i krainy spokoju, ucieczka w sen, który przynosi chwilowy spokój.
Odpowiedz
~jagodolas 4 m.
Podoba mi się bo jest szeks i emdiemej. A na serio to mocne. Ale przy tym jakoś się płynie czytając. Ja albo snów nie pamiętam, albo mam koszmary, które chcę jak najszybciej wyrzucić ze łba
Odpowiedz
~Akwamen 4 m.
Przybyłem, przeczytalem, podziwiałem...
Drobniusieńkie detale, o których już nie pamiętam... no, może upodobanie do "lodowatych..." i "to", ale w pierwszym, jestem gotów uznać swoje zboczenie, w drugim przypadku przymknąć oko i... o czym, to ja mówiłem?!
"Mroczny anioł, śmierci posłaniec." - bardzo udane, a za mało wyeksponowane. Zamieniłbym kolejność zdań i wers temu osobny poświęcił.
No, takie tam moje gadanie...

Odpowiedz
*Canulas 4 m.
Czuć pierwiastek odautorski, choć nie wiem czy to dobrze. Znaczy, dla tekstu na pewno, tyle że tak nie pisze osoba, która wyczytała o takich rzeczach z książki. Pod dnem jest dno, zwane drugim dnem, a jeszcze niżej nieskrępowany teatr. Byłem tam dzięki Tobie.
Pięknie.
Odpowiedz
~pkropka 4 m.
Pięknie utkana historia. Brudna, a jednocześnie oczarowująca. Nie wiadomo co snem, co jawą, a co koszmarem codzienności
Odpowiedz
+berkas 3 m.
Dla mnie ciężki tekst, sporo czasu zajęło mi odpowiednie wczucie się, ale potem pokopał. "A wtedy szur-szur – zjawił się on. Mroczny anioł, śmierci posłaniec." no tym fragmencikiem mnie masz.
Odpowiedz
^Halmar 3 m.
Och. Nie spodziewałam się, że będzie tylu amatorów na mój tekst. W sumie nie wiem, co powiedzieć, więc może "dziękuję"?

@Ritha - Twoje komentarze zawsze dodają mi wiary i poprawiają nastrój. Masz Ty, kobieto, zdrowie, że tak wszystko czytasz i dla każdego tekstu znajdziesz garść dobrych słów...

@entropia - Twój komentarz sprawił mi frajdę.Idealnie wczułaś się w przekaz.

@jagodolas - ale faktem jest, że ten tekst powstał na kanwie snu. Jednego z tych, które chce się wyrzucić jak najszybciej ze łba. Dzięki.

@Akwamen - a dziękuję, pomyślę. Trafna uwaga. Masz tu motyla ode mnie Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

@Canu - noż, jak można by było nie wyczuć odautorskiego pierwiastka? Dno goni dno, taka matrioszka denna, baba w babie.Fenkju wery macz.

@pkropka - największym koszmarem jest codzienność. Jak w "Dniu Świstaka". Klisza goni kliszę.

@+Berkasiński+ - a ja się cieszę, że Cię chwyciłam szur-szuraniem
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin