Liga TW - 01 — Heban — część 1 Pięćset mil do domu — część IV

Pięćset mil do domu — część V

 Link do części IV: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1748

 

 V

 Później, po całym zdarzeniu, nikt nie pamiętał, kto je właściwie rozpoczął. Myśleli i kombinowali, ale zgodności nie było. Każdy zapamiętał to inaczej. Ukrop był pewny, że on pierwszy wystrzelił, wywalając w plecach potwora ogromną dziurę. Nie zabijając, o nie. Po prostu, robiąc w nim dziurę.

 Wiwat miał inne zdanie.

  — Kiedy ty ładowałeś w porcięta, ja go zrobiłem na sito — wygłosił z dumą, udając, że nierealność wydarzeń nie odcisnęła na nim żadnego piętna. Bujda na wątłych resorach. Cały się trząsł.

  — Nie trafiłbyś nawet w pustynię, narkomanie — odparł Ukrop, który z kolei wcale nie tłumił nerwów. — W tym ścierwie są moje kule.

 "Obaj kłamiecie" – chciałby powiedzieć Polip, lecz nie mógł, bo tak naprawdę nie zapamiętał niczego. Ciągle rozmyślał o tym, jak niewiele brakowało, by to on teraz leżał nieprzytomny, a nie Jimmy. Cała pula szczęścia i przypadku zaklęta w odległości jednego jarda.

 Boże, gdyby stał tylko jeden malutki kroczek po prawej stronie, jemu by łeb rozpieprzyło. Zatrważające jak czasami ważny jest zwykły fart.

 Saracen obejmował chłopaka, próbując mu jednocześnie zasłonić oczy. Dzieciak był jednak żywotny i ciągle się z tych pieszczot wyślizgiwał. Wyglądało to na swój sposób komicznie i surrealnie. Zupełnie jak pastisz rodzicielskich czułości zmieszany z duszeniem od tyłu. Raz wielka łapa przesłaniała chłopakowi widok, a chwilę później ten się wyswobadzał, oglądając całe pobojowisko.

 Merlin przeczuwał, że to, co przed chwilą zaszło, zostanie z dzieciakiem do śmierci, ryjąc kryjówkę w głowie i zamieszkując w niej na resztę pieprzonych dni. Nawet kiedy smarkacz będzie już tak stetryczały czy spruty, że nie skojarzy swego własnego imienia, wydarzenia chwil, jakie się przed minutą rozegrały, będzie mógł opisać szczegółowo. I to przez pryzmat każdego ze znanych zmysłów. Zbyt pojebana akcja, by zapomnieć.

 Stał więc czarodziej, chłonąc to przedstawienie i zastanawiając się, co dalej. Odcięte łapy maszkary ciągle łaziły po piachu, fascynując i przerażając zarazem, a bezgłowym, poszatkowanym korpusem, co kilkanaście cholernych sekund wstrząsał skurcz. Nie mając na to najmniejszego pomysłu, zafrasowany wódz powiódł wzrokiem po innych.

 

 VI

 Polip wyglądał, jakby go przed sekundą postrzelił bazyli wzrok, zamieniając w kawałek skamieliny. Nic tylko stał i kręcił przecząco głową. Robił to jednak nieznacznie. Jakby ze strachu przed tym, że gdy będzie zachowywał się zbyt głośno, maszkara go usłyszy i jakoś się zdoła poskładać. Po tym, co tu zaszło przed paroma zaledwie sekundami, Merlin takiej możliwości nie odrzucał. Chuj jeden wie, czym to w ogóle było i jakie mogło posiadać moce. Tak. Nie inaczej. Jakie mogło posiadać, cholerne, moce. Zawahał się, czy nie dać Polipowi chwili, by ten się z tematem oswoił. Uznał jednak, że gówno ta chwila da.

  — Eee, dziki wilku! — zawołał. — Jak z tobą jest?

 Zupełnie nic to nie wniosło. Polip stał i z każdą kolejną minutą purpurowiał. Jedna z odciętych łap wdrapała się jakoś na korpus i tam zastygła. Po chwili długie paluchy zaczęły bębnić o ciało, wystukując jakiś pieprzony rytm. Polip wykrzywił usta do tego stopnia, że sam przypominał potworka. Oczy zwężone, usta ponad dwukrotnie rozszerzone, ze spuchniętego kinola wyciekał śluz.

  — Polip, do kurwy nędzy. Ogarnij się!

  — Jak? — odparł tamten, nie odrywając wzroku od tego, nieumiejącego się pogodzić z prawami śmierci, ścierwa. Obok jego nóg leżał skulony B.J. w pozycji psa, którego ktoś wypierdzielił z pędzącego pełną mocą samochodu. Z głowy wyciekała mu krew, niemal natychmiast wsiąkając w gorący piach. Polip nawet nie zauważył, że w niej stoi.

  — Kurwa! Jak cię tak hipnotyzuje, to nie patrz. Nie wiem, zajmij się czymś, czy coś? Zobacz, jak ma się Jimmy!

  — Ciebie to nic nie rusza?

 Merlin chciał odpowiedzieć, że rusza. Rusza jak chuj. Zaniechał jednak dalszej konwersacji. Polip najwyraźniej potrzebował kilku chwil, by wszystko samemu poskładać i żadna gadka-szmatka nie miała na razie sensu. Zostawił go więc w spokoju, szukając szczęścia gdzie indziej. Wpierw spojrzał na Indianina, który w końcu poradził sobie z dzieciakiem i z tym samym obojętnym wyrazem twarzy czekał, co będzie dalej. Chociaż jeden przytomny.

 Kłótnia Wiwata z Ukropem także utknęła w martwym punkcie i teraz obaj skupiali wzrok na poczwarze, a raczej na jej ciągle spacerujących resztkach. Ukrop podchwycił wzrok szefa.

  — Wielki wodzu — zagaił. — Jakieś pomysły?

  — Najpierw zobacz, co z Jimmym, a potem odmul Polipa. Stoimy jak prostytutki zaskoczone ogromnością kutasa. W takiej hipnozie byle pizda skosi nas jedną serią.

  — Nie zamuliło mnie — odparł Polip zupełnie bez przekonania. — Po prostu nie kojarzę, co się dzieje.

  — Nie ty jeden, kwiatuszku. Sam łamię sobie beret, aby cokolwiek połapać i jak na razie nic z tego. Nic a nic. Nawet najmniejszego zaczepienia. W każdym razie, takie stanie w transie gówno da.

  — Ale widziałeś, jak go odjebałem? — spróbował Ukrop. — Jak wypieprzyłem w nim osiem cholernych dziur? Widziałeś to wodzu, nie?

  — Taaa, jasne. Przecudnie. Znowu się licytujesz? Wezwij se i na świadka samą świętą panienkę na białym koniu, ale rzeczywistości nie zakrzywisz. Pogódźże się z tym wreszcie i przestań gadać głupoty. Kto rozumny, widział przecież, jak było. Ja broń w dłoni, a ty kaban w galotach. Toć to proste, jak cztery zmnożyć przez dwa.

 Ukrop szczerze się zaśmiał.

  — Jedyne, w czym jesteś szybki, to we wstrzykiwaniu heroiny. Jak narkomaństwo będzie na olimpiadzie, będziesz musiał wynająć jakiś garaż, żeby gdzieś pokitrać odznaczenia.

  — Ściągnij lepiej rękawiczkę, niedojebku, bo żonce jest za gorąco. Szefie, wyjaśnij, jak było i miejmy to już za sobą. Powiedz głupkowi, kto rozpierniczył paskudę.

  — Ano właśnie, wodzu. Powiedz, kto.

 Czarodziej nie był pewien, który wypalił pierwszy, ale wiedział, że żaden z nich nie odpuści. To nic, że byli ścigani przez większość zakapiorów Arizony, a jeden z ich kumpli leżał z pękniętą czaszką i być może trzeba będzie kopać dół. W tej chwili nie miało znaczenia, że wiozą kasę mogącą przyprawić o najprawdziwszy ból głowy. I to skradzioną komuś, kogo miejscowe męty nazywają starszym kuzynem diabła. Nic to. Szczeniackie spory znowu doszły do głosu.

 Zaczerpnął zatem powietrza, by obu przygłupom wygarnąć. Krzyknąć, że chuj go obchodzi, który wystrzelił pierwszy, skoro strzały nie wyrządziły żadnej szkody i dopiero maczeta Saracena doprowadziła sprawy do porządku. Że jeśli się natychmiast nie uspokoją i nie zaprzestaną tych durnych, gówniarskich gierek, obu ich tu na miejscu zakatrupi.

 Miał zamiar, gdyby któryś z nich rozwarł jeszcze mordę w tej durnej sprzeczce, podnieść jedną z pełzających po piachu łap i podejść do delikwenta. A jeśli będzie mało, umorusa im ryje w tej żółtej cieczy, którą monstrum krwawiło. Może to ich obudzi. A jeśli nie, miej ich Boże w opiece. T-Rex i całe jego zastępy nie będą dla nich większym utrapieniem od tego, co też im zrobi. Nierealność wydarzeń nierealnością, ale dość już tego pieprzonego waflowania, bo naprawdę się to zaraz skończy źle. Dość już cholernych kpin i tych wszystkich licealnych przepychanek. Zaczerpnął nawet powietrza, jednak kiedy ubierał myśli w słowa, usłyszał to:

  — Kanati musi trup, wy głupie, wy. A takoż, Selu. Malsum mówi, błąd. Kanati, błąd. Selu i strączek fasoli. Pierwsza gwiazda, błąd. Wy takoż, błąd.

 Wtedy zrozumiał, że to będzie bardzo niezwykły dzień.

 

 Link do części VI: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1821

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 18

Opis:

Dodano: 2020-01-22 21:19:06
Komentarze.
~JamCi 9 m.
Jakieś strasznie surrealistyczne w stosunku do dotychczasowych. Trochę jak telewizorek w telewizorku. Czekam na resztę, żeby się znowu jakoś urealnić. Chyba, ze tam będzie jeszcze mniej.
Odpowiedz
*Canulas 9 m.
tak się zanosi
Odpowiedz
~marok 9 m.
A mnie tam się podobało bardzo. A i tej surrealistyczności za bardzo nie uświadczyłem, może jestem ślepy. Ostatnie zdanie nieco smuci, ale i daje jakąś tam nadzieję
Odpowiedz
~JamCi 9 m.
Mnie też się podobało. A nie napisałam? Oj.
Odpowiedz
~alfonsyna 9 m.
"nikt nie pamiętał, kto rozpoczął pierwszy" - wydaje mi się, że tu wyszło nieco masło maślane, w sensie "rozpoczął pierwszy" - skoro rozpoczął, to wiadomo, że był pierwszy, więc "pierwszy" już jest tu zbędne, zwłaszcza, że potem się to słowo jeszcze kawałek dalej pojawia;
"Nie zabijając. O nie." - chyba bym to połączyła w jedno zdanie, "Nie zabijając, o nie.", ale to nie nalegam, wedle Twego uznania;
"zafrasowany wódz, powiódł wzrokiem po innych" - przecinek zbędny;
"Chuj jeden wie, czym to w ogóle było ani jakie mogło posiadać moce" - tu bym dała "i" zamiast "ani", bo "ani" jest jednak zaprzeczeniem, a zaprzeczenie psuje tu sens;
"Jak narkomaństwo będzie na olimpiadzie, będziesz musiał wynająć jakiś garaż, żeby gdzieś pokitrać odznaczenia" - nooo ciekawa by to była olimpiada, ciekawa D
Tak po prawdzie to coraz lepiej się bawię przy tym, naprawdę. Trochę się zaśmiewam, trochę rozkminiam całą akcję, coraz bardziej im kibicuję i wyczekuję kolejnych niespodziewanek. I te pełzające łapska - okropne i obiecujące zarazem.
Odpowiedz
*Ritha 9 m.
"— Nie trafiłbyś nawet w pustynię" xd (boskie)
"Cała pula szczęścia i przypadku zaklęta w odległości jednego jarda" - ładne

Wątpliwości osobno:
"Obaj kłamiecie, chciałby powiedzieć Polip, lecz nie mógł, bo tak naprawdę nie zapamiętał niczego" - nie wiem czy "Obaj kłamiecie" jako potencjalna wypowiedź (czy też myśl) nie powinna być jakoś wyeksponowana (cudzysłowem tudzież następującą po niej półpauzą, ale nooo, sama nie wiem, przemyśl)

"Boże, gdyby tylko stał jeden malutki kroczek po prawej stronie, jemu by łeb rozpieprzyło" - wydaje mi się, ze zmiana szyku drugiej części zdania, wzmocniłaby przekaz, obadaj: "Boże, gdyby tylko stał jeden malutki kroczek po prawej stronie, jemu rozpieprzyło by łeb".

"Nie mając na to najmniejszego pomysłu, zafrasowany wódz, powiódł wzrokiem po innych" - wyrzuciłabym drugi przecinek

Wiesz co mnie wkurwia, wkurwiło w zasadzie (czas przeszły), teraz jak tak przeczytałam pierwsze akapity i kapnęłam się, że lecisz dalej i odświeżyłam w głowie, jak zakończyła się poprzednia część – otóż ominąłeś całą akcję, o której snujesz niemalże pieśni w narracji przed i po, a sama akcja cyk, ni ma. Jak ta słynna walka Gołoty, co trwała tyle, że jak ktoś wyszedł do kibla tuż przed, to nim zdążył się odlać, już było po ptokach. Oczywiście to już nie jest do zmiany, ale no, zbyt perfekcyjne przykładasz nóż do czytelniczej grdyki, by omijać clue akcji. Zbyt dobrze kadrujesz, zbyt duży talent masz w łapkach, by – muszę to powiedzieć – iść na łatwiznę. Choć rozumiem, że taki był zamysł, na ten przeskok, ale noo, dwa zdania choć – rozbryzg żeby choć nakreślić w głowach. Tak se właśnie myślę, na przyszłość ofkors. Wklejam i za chwilę czytam kolejne akapita.


Odpowiedz
*Ritha 9 m.
Czytam dalej, zerknęłam na komentarz Alf, czy się nie dubluje i podbijam wątpliwość tutaj:
"Chuj jeden wie, czym to w ogóle było ani jakie mogło posiadać moce" - miałam pisać, że prawdopodobnie brakuje przecinka, ale Alf ma rację, "i" byłoby o niebo lepsze

" Polip wyglądał, jakby go przed chwilą postrzelił bazyli wzrok (...)
Zawahał się, czy nie dać Polipowi chwili, by ten się z tematem oswoił. Uznał jednak, że gówno ta chwila da.
(...) Polip stał i z każdą kolejną chwilą purpurowiał. (...) Po chwili długie paluchy zaczęły bębnić o ciało" - masz tu 5 x "chwila" w różnych konfiguracjach (pierwsza może zostać, bo potem jest spora połać tekstu, ale pozostałe cztery są dość blisko siebie)

"Oczy zwężone, usta ponad dwukrotnie rozszerzone. Ze spuchniętego kinola wyciekał śluz" - obadaj czy nie zrobić z tego jednego zdania, byłaby magiczna trójca

"— Najpierw zobacz, co z Jimmym, a potem odmul Polipa. Stoimy jak prostytutki zaskoczone ogromnością kutasa. W takiej hipnozie byle pizda skosi nas jedną serią" (co prawda nie ma takiego słowa jak "ogromność", "wielkość" jak już, ale w dialogu można chyba wybaczyć)
" — Ściągnij lepiej rękawiczkę, niedojebku, bo żonce jest za gorąco" xd (same takie jakieś mnie śmieszą dziwaczne xd)

"Nierealność wydarzeń nierealnością, ale dość już tego pieprzonego waflowania, bo naprawdę się to wszystko skończy źle. Dość już cholernych kpin i tych wszystkich licealnych przepychanek" – wszystko/wszystkich

"Kanati, błąd. Selu i strączek fasoli" xd

Ok, namarudziałam się, o loboga, ale pssst uwielbiam te serię tę narrację i wsio. Po prostu szukałam, co by tu pomóc.
Pozdrawiam!


Odpowiedz
*Ritha 9 m.
A! Bardzo obrazowo ten korpus drgający i łażące odcięte łapy, maluje się w wyobraźni
Odpowiedz
*Canulas 9 m.
Jezuuu. Dziękuję Alfonsyna & Ritha. Nooo, jest nad czym siedzieć. Jest o czym myśleć. Prawdopodobnie jeszcze się dokomwntarzuje, ale to w momencie, w którym już będę uskuteczniał poprawki, czyli w niedzielę. Dziękuję pannom za wnikliwe wgryzy.
Odpowiedz
*Canulas 9 m.
Drogie panie pragnę tylko nadmienić, że co mogłem, poprawiłem. Nie, żeby znowu super ach, ale podziałałem. Dziękuję.
Odpowiedz
*berkas 6 m.
intrygujące, tego się nie spodziewałem. Kategoria inne dobrze tu pasuje
Odpowiedz
Okej, jestem po 4 i 5 części.
Bardzo spodobał mi się ten wątek z chłopcem i tym psycholkiem xd I to jego gadanie typu "Kanati musi trup, wy głupie, wy. A takoż, Selu. Malsum mówi, błąd. Kanati, błąd. Selu i strączek fasoli " - Złoto.
Było też dużo świetnych i mega śmiesznych fragmentów, przy których naprawdę głośno się zaśmiałam, ale widzę, że większość już wypisana w innych komentach
Odpowiedz
*Canulas 5 m.
Dziękuję miss Anio Em.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin