jasno ciemno
H.N. Hunley zatonął dziś nad ranem Liga TW - 01 — Heban — część 2

Pięćset mil do domu — część VII

 Link do części VI: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1821

 

 II

 Jimmy zdołał z siebie wyrzucić tylko to i zaniemógł. Natomiast chłopak, kiedy już zaczął, nie za bardzo chciał przestać.

 Opowiedział, jak to podróżowali w pięcioro, starym Camperem Forda. Z wujem Hilbertem i jego młodą żoną, cioteczką Hildą oraz siostrzyczką Isobel.

 Ukrop zapytał, kim była piąta osoba. W ogóle istniała, czy może chłopak jest tak niedouczony, że nie umie porachować do pięciu? Okazało się jednak, że potrafi.

  — Była jeszcze z nami prababka Ifa, ale jej pomysły nie pokrywały się z tym, co mówił wuj i ciotka kazała ją ubić.

 Nawet się nie zająknął, gdy o tym wspominał. Zupełnie, jakby zabicie człowieka było naturalnym elementem jego dzieciństwa.

 Chyba źle go oceniłem, pomyślał Merlin. Kto wie, może dzisiejsze wydarzenia za bardzo się w niego nie wryją. Może takie klimaty w tej rodzince, to nic nadzwyczajnego.

  — I co? — spytał, nieco zbity z pantałyku Ukrop. — Ubił ją?

 Dzieciak pokręcił głową.

  — Nie. Tylko jej kazał odjechać.

  — Jak to? — dopytał Wiwat, który do spółki z Polipem właśnie kończył przeciągać rannego pod ścianę stacji. Opadający pod skosem dach dawał wystarczająco dużo cienia, by można to nazwać w miarę znośnym pomysłem.

  — Co, jak to? Czego pan nie rozumie, panie Wiwat?

  — Noż kurwa, nie wytrzymam. — Ukrop rozdziawił gębę w czymś, co wedle niego było swoistym magnesem na panienki. — Synku, daj spokój. Gdyby ci skończył wymieniać, byłbyś starcem.

 Wiwat wziął się pod boki.

  — Ano wybacz, proszę, że nie jarzę. Przepraszam, że nie rozumiem, jak na takim zadupiu, gdzie wszystko jest w kutas daleko, jakiś facio oddaje starej rupiećce ostatni środek transportu? Ty pewnie widzisz sens w popierdalaniu przez pustynię na piechotę, ale ja jestem, kurwa, normalny.

  — Nie, nie. Wujek jej nie oddał samochodu. Babcia po prostu miała problem z nogami i nie chodziła. Poruszała się na takim wózku, co miał koła.

 Na szpetnej twarzy bandziora wyrósł uśmiech.

  — No i widzisz. Kolejna zagadka za nami. Wypieprzyć rupiecia z wozu na taki skwar i odjechać. Nieźle. Miał chłopina całkiem po kucu pomysł.

 Merlin zapytał, kiedy to dokładnie miało miejsce, zmuszając dzieciaka do rachowania na palcach.

  — Przed tym dniem, co był wczoraj. Jeszcze wtedy, jak słońce stało nisko.

  — Czyli, kurwa, przedwczoraj — skwitował Ukrop. — Przedwczoraj rano. Synku, wybacz, że pytam, ale ile ty tak właściwie masz lat? Z tuzinek już chyba pierdyknął?

 Chłopak powrócił do ponownego obliczania na palcach. Tylko tym razem trwało to nieco dłużej. Z wnętrza budynku wyłonił się Indianin i od razu było widać, że coś mu nie gra. Skinął głową i Merlin podszedł do niego.

  — Za jeden będę miał dziesięć. Teraz mam dziesięć, minus ten jeden właśnie.

  — Czyli dziewięć, nie? — skonstatował Wiwat nie bez wysiłku. — Bo jeśli tak, to jesteś w chu... w cholerę wyrośniętym gówniarzem. Mnie wyglądasz przynajmniej na jedenaście.

  — Na jedenaście, to ty Wiwat wyglądasz, ale jeśli o intelekt chodzi. Daj dzieciakowi spokój. Zobacz, jak dzielnie się trzyma. Na pewno lepiej niż Polip.

  — Toś mi bracie porównanie znalazł. Polip pojechał z nami tylko dlatego, bo szef uważa, że szóstka to dobra cyfra. Ale wisz co ja myślę, nie?

  — Pewnie to samo, co ja — odparł Ukrop. — Ale cicho, bo jeszcze coś usłyszy i będzie dym.

  — Mam to w diabelskim oku. Zawsze gadam, co myślę. Zresztą, co mi ta cipucha może zrobić? Zemdleje na mnie?

 Tymczasem Polip ciągle kucał przy Jimmym, ale tak naprawdę podsłuchiwał. Z tego, co już usłyszał, Saracen w środku znalazł od groma trupów. Wszystkie zaszlachtowane niczym prosięta w rzeźni albo starte na przecholerną miazgę.

 Jednak najgorsze w tym wszystkim było to, że jeśli stan B.J'a nie ulegnie poprawie, niewykluczone, że trzeba będzie odpocząc przez jakiś czas. W obliczu tego, wyzwiska tamtych prostaków stały mu kantem zaś to, że go uważali za cieniasa, hmm... To nawet lepiej. Jak już się sytuacja uspokoi, przypomni się obu parówom. Zobaczymy, czy będą wtedy tacy mądrzy. Tymczasem dalej opatrywał Jimmy'ego, próbując wyłapać jak najwięcej z toczącej się właśnie rozmowy. I o ile z tym, co mówił szef, nie miał większych kłopotów, to mongoidalne sapanie Saracena było piekielnie trudne do odgadnięcia. Jednak główny zamysł jego jęków zdołał chyba wyłapać. Niestety. Z tego, co zrozumiał, naprawdę nie wyglądało to dobrze.

 

 Link do części VIII: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1890

4505 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne
Fatal error: Cannot redeclare getRealIPAddr() (previously declared in /profiles/f/fi/fil/filipzkonopi/t3kstura.eu/head.php:160) in /profiles/f/fi/fil/filipzkonopi/t3kstura.eu/licznikWejsc.php on line 22