nowa wersja
Bojąc się jutra 2
<
Bojąc się jutra
>

Bojąc się jutra

 DAWID

 

 Poklepałem dach mojego świeżo kupionego mercedesa. Wspaniałe cacko, idealne na trudny teren. Spojrzałem na brata, który właśnie skończył jakąś rozmowę telefoniczną, minę miał nietęgą.

 – Słuchaj, Mati…

 – Stary, nie mów tak do mnie. Nie jesteśmy już dziećmi – odpowiedział, krzywiąc się i poprawiając i tak rozczochrane włosy. Stylizował je na „dopiero wstałem z łóżka”. Taki wabik na kobiety.

 – A szkoda, chociaż wtedy można cię było jakoś ujarzmić. Teraz masz w dupie moje rady. – Włączyłem klimatyzację, ustawiłem temperaturę i powoli ruszyliśmy w drogę. – Słyszałem ostatnio o skrócie przez góry, spróbujemy go odnaleźć, udałoby się zaoszczędzić trochę czasu. – Zerknąłem, jak grzebie w kieszeni marynarki, pewnie w poszukiwaniu komórki.

 – Obyś wiedział, co robisz, mam jeszcze dzisiaj spotkanie biznesowe w rezydencji.

 Zapadło krępujące milczenie. Rezydencja… to była kość niezgody w naszej rodzinie. Postanowiłem po raz kolejny spróbować z nim poważnie pogadać.

 – Wiesz, że nie musisz być jak dziadek – stwierdziłem.

 – Błagam cię, nie mów mi, że znów zaczynasz z tą gadką. Po to mnie zabrałeś ze sobą? Żeby całą drogę prawić mi kazania?

 – Nie. Po prostu uważam, że nie powinieneś brać go za swój wzór. Prowadzimy razem biznes, otwieramy już siódmy hotel. Czysty, legalny zysk. Zostaw ten burdel. Kasy ci nie brakuje, więc po co to wszystko?

 – Eh… braciszku, nie tylko o kasę w życiu chodzi. Lubię dreszczyk emocji. Adrenalinę, kiedy krew szybciej krąży w żyłach. Lubię też kobiety.

 – Do tego nie potrzeba ci agencji towarzyskiej… Te wszystkie laski i tak lecą na twój wizerunek złego chłopca – odparowałem.

 Tylko nie wiedzą, że mój brat jest naprawdę zły, do szpiku kości. Dla niego liczy się dobry i ostry seks oraz duża kasa.

 – Wiesz, że on widział we mnie swojego następcę, nie mogę go zawieść.

 – O czym ty, do cholery, mówisz! – Wkurwiały mnie te jego teksty, tak samo jak on. Od pewnego czasu nie potrafiliśmy się dogadać.

 – To nie jest zwykły burdel – burknął. – Raczej ekskluzywny klub. Już od lat tak jest, że klienci są wyselekcjonowani, gra toczy się o wysoką stawkę. Mamy najlepsze i najładniejsze dziewczyny.

 – Tak, pamiętam, że dziadek dbał, aby wszystko było na najwyższym poziomie. Mawiał, że to nie rezydencja, to pieprzona oaza rozpusty.

 – Dokładnie, jest teraz moją oazą – dodał, zerkając w okno.

 – Nigdy mi się to nie podobało, rodzicom również.

 – Pieprzyć to! – wrzasnął.

 Nagle wpadłem w dziwny stan, jakbym cofnął się o parę lat wstecz. Doskonale pamiętałem kłótnie rodziców; nigdy nie zgadzali się z dziadkiem.

 Namawiał dziewczyny tak długo, aż przyszły pracować. Inne kupował od zadłużonych rodzin.

 

 Matej poszedł w jego ślady, wykorzystywał biedę, mamił pieniędzmi. Ludzie potrafili być okrutni, żeby tylko dostać trochę grosza. Sprzedawali własne córki, dziewczyny, żony. Żadnych skrupułów. Były też takie, którym nie wystarczał zwykły seks. Duszenie, bicie, grupowe orgie – wszystko to dostarczała rezydencja…

 – Wiesz, że mama jest załamana. Byłeś młody, dałeś się wciągnąć staremu kretynowi w tak brudne interesy. Ani ja, ani Aleks tego nie popieramy – stwierdziłem stanowczo.

 – Wiem. Znam wasze zdanie na ten temat. Klub jest tylko mój, nie kiwniecie nawet palcem, żeby rozszerzyć tę działalność. Kutafony… – Machnął dłonią.

 – Nieraz słyszałem od kierownika, że najpierw sprowadzasz te kobiety do apartamentów w naszym hotelu. Matej, mamy je po to, żeby tam nocować w razie potrzeby. Czasem, by popracować w spokoju. Nie, by przyprowadzać jakieś dziwki. Jeżeli podwinie ci się noga, nie licz na to, że ci pomożemy.

 – Jak to mówią: grunt to rodzinka – odgryzł się i roześmiał cynicznie, ale kontynuował: – Dawid, doskonale wiem, że masz wciąż do mnie żal o Sarę, nic nie poradzę, że była zwyczajnie…

 Nie dałem mu dokończyć, gwałtownie zahamowałem. Oczywiście, jechał bez zapiętych pasów, więc rzuciło nim do przodu jak szmacianą lalką. W ostatniej chwili zaparł się muskularnymi rękami o deskę rozdzielczą i krzyknął:

 – Kurwa, oszalałeś…! – Chciał coś dodać, ale widział, że jestem na granicy wybuchu. Ręce mi się trzęsły. Zjechałem na pobocze. Chwilę zajęło, nim się opanowałem.

 Matej wysiadł i, opierając się o samochód, zapalił papierosa. Podwinął rękawy czarnej koszuli, faktycznie robiło się coraz cieplej.

 Pierwsze dni września zaskoczyły wyjątkowymi upałami i dziś zapowiadało się na to samo. Kolejny raz wpisałem w GPS miejscowość, do której jechaliśmy. Jednak drogi na skróty przez las, gdzie właśnie się znajdowaliśmy, nie było. Wyszedłem do brata, milczał. Wiedziałem, że znów zamiecie sprawę pod dywan.

 – Sprawdziłem telefon, ten spec od reklamy wysłał SMS-a. Trzeba później do niego zadzwonić z wytycznymi odnośnie kampanii promującej to nowe SPA w stronach Koszyckich.

 – Okej – mruknął.

 – Wsiadaj, ruszamy dalej. Zaraz miniemy granicę, to już blisko.

 Energicznie przydeptał niedopałek swoim wypastowanym, świecącym butem i wsiadł z powrotem.

 – Interesuje cię cokolwiek co dotyczy firmy? – rzuciłem zirytowany. Brak jego zaangażowania coraz bardziej mi doskwierał.

 Przytaknął tylko, chwilę jechaliśmy w milczeniu. Znów odezwałem się pierwszy.

 – Musimy zostawić sprawę Sary za sobą. Nie jestem i chyba nigdy nie będę gotowy, żeby z tobą o tym pogadać. Nie wiem, czym się wtedy kierowałeś, ale nie wracajmy do tego. Mamy kontakt tylko dlatego, że rodzice o to prosili.

 – Jasne, starzy są najważniejsi – burknął.

 Wjechaliśmy właśnie na łąkę i stanęliśmy przy rozwidleniu. Żadnych znaków.

 – Zasrane zadupie! Mogliśmy jechać dłuższą trasą, to nie, zachciało ci się leśnych skrótów. Na pewno jedziemy dobrą drogą?

 Zupełnie nie wiedziałem, w którym kierunku mieliśmy się teraz udać. W oddali zauważyłem dom. Może tam zapytałbym o dalszą trasę. Wiedziałem, że bariera językowa nie będzie żadnym problemem. Mieszkaliśmy tak blisko granicy z Polską, że ludzie często posługiwali się słowackim.

 Nasza babka pochodziła z Zakopanego, więc znaliśmy polski doskonale.

 – Postaram się załatwić to szybko. Poczekaj. I ani mi się waż palić w aucie to świństwo – rzuciłem przez ramię i skierowałem się w stronę ganku, na którym dostrzegłem postać, chyba kobiecą.

 Zbliżyłem się. Tak, z pewnością była to kobieta, na moje oko całkiem niezła. Ciemnoblond włosy właśnie rozwiał jej wiatr. Próbowała je opanować, aż w końcu zostawiła w nieładzie jak po dobrym seksie. Takie uwielbiałem. Długość w sam raz, żeby móc wplatać w nie przedramię i przy nasadzie ciągnąć do tyłu. Idealna pozycja.

 Lekko przekrzywiła głowę, spojrzała podejrzliwie i zapytała:

 – Czy mogę w czymś pomóc?

 – Tak. Na imię mi Dawid Roszczenko. – Wyciągnąłem dłoń w jej kierunku.

 Schowała pędzel w tylną kieszeń, co dało mi możliwość sprawdzenia, czy ma na czym siedzieć.

 – Mia Sawicz – odparła i uścisnęła dłoń.

 Przechyliła się nieznacznie do przodu, miałem świetny widok na jej biust. Okrywał go tylko top i szelki dżinsowych ogrodniczek, które miała na sobie. Były krótkie, co zdecydowanie działało na wyobraźnię. Widziałem w myślach, jak te długie nogi oplatają mnie w pasie. Musiałem wyglądać, jakbym zatrzymał się tylko po to, żeby pogapić na jej zgrabne ciało, więc szybko zapytałem:

 – Zmierzam do Wojkowej, niestety GPS nawalił. Czy możesz powiedzieć, w którą stronę trzeba skręcić na rozdrożu?

 – Musi pan… znaczy: musisz pojechać prosto, tą drogą na zachód – wskazała ręką w lewo – jakieś dziesięć minut potem będzie rozwidlenie. Wtedy w prawo, a później będą już znaki, więc nie powinno być kłopotów.

 – Dzięki, ratujesz mi dzień – Uśmiechnąłem się.

 – Nie ma sprawy, cieszę się, że mogłam pomóc. – Odwzajemniła uśmiech, a w jej policzku ukazał się dołeczek. Tego się nie spodziewałem.

 Słodka i seksowna zarazem. Mieszanka wybuchowa.

  – Co malujesz? – Zapytałem zerkając na sztalugę, widniał na niej jeszcze nieskończony obraz.

 – Tę starą jabłoń, długo już tutaj nie postoi. – Ruchem głowy wskazała drzewo, które rosło niedaleko.

 – Od dawna masz taką pasję?

 – Odkąd pamiętam, jednak próbuję zrobić z tego moją pracę.

 – Myślę, że będzie to coś w moim guście, choć wolę bardziej mroczną tematykę – zagadnąłem, podwijając rękawy białej, lnianej koszuli.

 Zauważyłem, że zerkała na moją klatę, widoczną przez dwa rozpięte guziki.

 – Jestem w połowie, ciężko jeszcze powiedzieć, jak to będzie finalnie wyglądać. Nie lubię pokazywać moich prac przed ich skończeniem. – Nerwowo wytarła w spodnie palce ubrudzone czerwoną farbą. Chciałem wierzyć, że pod spodem nosiła majtki w takim samym kolorze.

 Trochę się zawstydziła.

 – Ja wolę Beksińskiego. Jest fascynujący, bardzo emocjonalny i szaleńczo niepokojący. Kilka jego prac wisi w moich hotelach – zacząłem.

 Jej oczy spojrzały na mnie z niesamowitą iskierką, wiedziałem, że trafiłem. Podobali jej się artyści, pasjonaci sztuki albo faceci z forsą. Byłem i jednym, i drugim. Kułem żelazo, póki gorące.

 – Może w ramach podziękowania za wskazówki odnośnie dojazdu dasz zaprosić się na kolację? Chętnie porozmawiam jeszcze o innych artystach, a może kiedyś zechcesz pokazać mi swoją skończoną pracę?

 – Zaskoczyłeś mnie tym zaproszeniem.

 – Lubię zaskakiwać. Więc jak będzie? – Posłałem jej jeden z tych chłopięcych, niby niewinnych uśmiechów.

 – Może zaczniemy od numeru telefonu?

 Z uczuciem małego zwycięstwa wymieniliśmy się numerami. Kiedy stała blisko, czułem jakieś przyciąganie. Cholera, tani banał. Zwyczajnie chciało mi się pieprzyć, już dawno nikt nie pobudził tak mojej fantazji. Ładna, zgrabna, do tego artystka – takie przeważnie są gorące w łóżku.

 – Zadzwonię, to dogadamy szczegóły, ale mam nadzieję, że nie robisz sobie ze mnie żartów i faktycznie dasz się gdzieś wyrwać. – Musiałem się upewnić, że jest zainteresowana.

 – Nie, z chęcią porozmawiam z kimś, kto lubi sztukę, brakuje mi tego.

 – Ile można czekać, co ty tu tyle czasu robisz, mapę rysujesz? – słowa padły nagle, a za moimi plecami pojawił się braciszek ze swoją niewyparzoną gębą.

 Widziałem moment, kiedy on też dostrzegł urodę Mii, odgadłem, że będzie próbować szczęścia. Nie spodobało mi się to.

 – A może chciałeś taki skarb zagarnąć tylko dla siebie? Miło mi poznać, jestem Matej, a ty? – Wyciągnął rękę w jej stronę.

 – Mia. – Uniosła brwi, kiedy ten napaleniec ucałował jej dłoń. Delikatnie się cofnęła.

 – Nie chciałem wam przerywać tej pasjonującej rozmowy, ale poczułem się troszkę osamotniony, tak czekając. Może zaproponujemy naszej nowo poznanej koleżance, by wybrała się z nami w dalszą podróż? Pomoże trafić na miejsce. Umilisz nam czas, kwiatuszku? – Matej gestem wskazał auto, które potrafiło zrobić wrażenie na kobietach.

 – Raczej nie – odpowiedziała bez wahania.

 – Spławiasz nas? Słuchaj, jesteś niczego sobie. Wiem… wy, kobiety, lubicie zgrywać niedostępne. Niestety czas nas goni, a szczerze powiem, że z chęcią zapoznałbym się z tobą bliżej.

 Z uśmiechem na twarzy dokładnie zmierzył ją wzrokiem. Krągłe, jędrne piersi aż prosiły się o to, by je uwolnić spod tych ubrań. Z boku można było zobaczyć nagi, płaski brzuszek.

 – Chyba się już pożegnamy, Mate,j a ty skończ. – Chciałem jak najszybciej przerwać tę rozmowę, za nim brat rozkręci się na dobre.

 – Dawid, kasa się jej przyda. Z takim ciałem i twarzą może naprawdę dobrze zarobić, a mnie bardzo przyda się ktoś taki. – Zwrócił się teraz do niej: – Jedź z nami, omówimy wszystkie szczegóły. Na pewno będziesz zadowolona. Lepszej propozycji w tej dziurze nie dostaniesz. Nie pozwólmy zmarnować takich ust. Niejeden dobrze zapłaci, by znaleźć się między twoimi zajebistymi nogami.

 Widziałem szok malujący się na jej twarzy. Atmosfera robiła się gęsta.

 – Wynoś się, natychmiast! Nie jestem jakąś tanią dziwką, która pozwoli na takie coś pod własnym domem. Oboje się wynoście! – wykrzyczała, chyba się trzęsła.

 – Przestań, Mati, przekraczasz granice, Mia nas już pożegnała. – Wycofałem się powoli, mając nadzieję, że to powstrzyma go od dalszej dyskusji. – Przepraszam cię najmocniej za niego, głupio wyszło. Powinien dostać w pysk, już spływamy. – Szarpnąłem tego idiotę za ramię i ruszyliśmy w stronę auta.

 Dziewczyna stała jeszcze chwilę z założonymi rękami, a potem szybko zaczęła zbierać swoją sztalugę.

 – Cholera, miała dobry tyłek, widziałeś? Kurwa, nie zostawię tak tego.

 – Co masz na myśli? – zapytałem lekko zirytowany.

 – Jakoś ją zwerbuję.

 – Jesteś idiotą – warknąłem.

 – Zawsze jest coś, czego chcą. Przeważnie więcej kasy, a za taką buźkę chętnie zapłacę więcej.

 – Ale cycki bez szału – dodałem z nadzieją, że może trochę zmniejszę jego niezdrowe zainteresowanie.

 – Jest świetna, nie ma co wybrzydzać – rzucił. Fakt, była.

 – Jesteś niemożliwy. – Uciąłem temat. – Ruszajmy, bo pieniądze same się nie zarobią.

 Spojrzałem we wsteczne lusterko, muszę ją przeprosić, nie chcę, by niesmak pozostał.

 

 

 MIA

 

 Po południowym wzburzeniu spowodowanym tą dziwną wizytą nie byłam w stanie malować dobrych parę godzin. Nie potrafiłam znaleźć sobie miejsca w domu. Chwilę spędziłam w sypialni, którą urządziłam po śmierci dziadków, jednak potrzebowałam czegoś bardziej intymnego, by przeanalizować to, co się wydarzyło. Nie wierzyłam, że ten arogancki dupek mógł mnie potraktować jak zwykłą panienkę do towarzystwa. Tacy właśnie są faceci z wyższych sfer – myślą, że jeśli mają pieniądze, mogą załatwić wszystko. Aż biło od nich bogactwo. Ubrania od projektantów. Najwyższej jakości markowe zegarki i, oczywiście, samochód. Wisienka na torcie.

 Fakt, musiałam przyznać, że gdyby nie pojawił się ten drugi, gotowa byłam umówić się z nowo poznanym facetem, jednak zdrowy rozsądek przemówił. Nie miałam nic do zaoferowania takiemu mężczyźnie. Sam sposób bycia zrobił na mnie piorunujące wrażenie; miał pewny, ale nienarzucający się, swobodny styl. Brązowe oczy Dawida były tajemnicze, hipnotyzowały. Nie do zapomnienia. Gdy się zjawił i zapytał o drogę, poczułam łaskotanie w brzuchu, nawet jego głos sprawiał przyjemność. Cholera! zachowuję się jak idiotka. Muszę wziąć się za pracę, a nie marzyć o kimś tak nieosiągalnym.

 

 Uwielbiałam przesiadywać w moim starym pokoju na poddaszu. Zrobiłam tam przechowalnie niesprzedanych obrazów. Jedne wisiały, inne tylko podpierały ściany. Na środku leżał materac, czasem nocowała u mnie Diana. Spałam wtedy tutaj, a ona w głównej sypialni, ale odkąd zaczęła spotykać się z Andriejem, coraz rzadziej się widywałyśmy.

 Małe okno wpuszczało niewiele światła, ale lubiłam czasem półmrok, zamontowałam małe lampki i przymocowałam tuż przy skosie, żeby dodać uroku.

 Moje sanktuarium.

 Burczenie w brzuchu w końcu skłoniło mnie do zejścia na dół, do kuchni. Wstawiłam wodę na herbatę i przygotowałam sobie tosty. Zjadłam ze świadomością, że nadszedł czas, by skupić się na zamówieniu. Nic nadzwyczajnego, ale byłam dumna, że mogę się sama utrzymać z tego, co kochałam robić.

 Kiedy siedziałam w swoim kąciku w salonie, przy płótnie i tworzyłam obraz, czas nie miał dla mnie znaczenia. Nie zwracałam uwagi, jak nieubłaganie ucieka. Z tego stanu wyrwał mnie dopiero dźwięk dzwoniącej komórki. Zerknęłam na wyświetlacz i nie mogłam uwierzyć, kto dzwoni.

 Przesunęłam zieloną słuchawkę w górę.

 – Halo?

 – Cześć, Mia. Z tej strony Dawid. – Usłyszałam pewny głos.

 – O, nie spodziewałam się, że zadzwonisz. Trafiliście do celu?

 – Bardzo dziękuję za pomoc, dojechaliśmy bez problemów.

 – Cieszę się. – Naprawdę tak było.

 – Mia…

 W słuchawce przez chwilę zapanowała cisza. W końcu powiedział:

 – Chciałem cię jeszcze raz przeprosić. Za mojego brata. Wiem, że jest zbyt bezpośredni, a czasem wręcz grubiański.

 – To, co mi zaproponował, było chore.

 – Wiem. Mam nadzieję, że szybko ochłonęłaś i miałaś jeszcze potem ochotę malować…? – zapytał. Wydawało mi się, że był tym szczerze zainteresowany.

 – Właśnie to robię. Dzięki temu, że zadzwoniłeś, oderwę się, chyba na dziś już wystarczy. – Odłożyłam pędzel i wytarłam dłonie w bawełnianą szmatkę.

 – Och, to dobrze, bo myślałem, że znów przeszkodziłem.

 – Bardzo mi miło, że o mnie pomyślałeś. Byłam przekonana, że już raczej nie zadzwonisz.

 – Przecież zgodziłaś się umówić ze mną. – Z tonu głosu wywnioskowałam, że był zdziwiony moją odpowiedzią.

 – Tak, ale, Dawid, nie sądzę, że to dobry pomysł – zawahałam się…

 – Hm, rozumiem. Nie mogę oczekiwać, że wyjdziesz gdzieś ze mną po tym, co miało miejsce. Nie jestem wiarygodny. Przecież mógłbym prowadzić biznes z moim bratem. Mia, ja próbuję go z tego wyciągnąć.

 Usłyszałam w słuchawce głęboki wdech. Taki, jaki bierze się przed skokiem na głęboką wodę.

 – Mieszkam w Lukov pri Bardejove od paru lat, kupiłem posiadłość. Chciałem być w pełni samodzielny. Do pracy w jednym z hoteli mam niecałe dziesięć minut. – Zaczął opowiadać.

 Rozsiadłam się więc wygodnie na sofie i podkurczyłam nogi. Słuchałam.

 – Matej odziedziczył spadek po dziadku, którego ja się wyrzekłem. Na takie tematy nie powinno się rozmawiać przez telefon, ale nie dajesz mi wyjścia. Nie chciałem nawet złotówki z tych brudnych pieniędzy. Nasz ojciec otworzył małe hotele, dobrze prosperowały. Kiedy już mogłem zająć się biznesem, dodałem SPA. Teraz to luksusowe miejsca, nie jakieś podrzędne zajazdy. Mamy najlepsze sale konferencyjne, obsługę na wysokim poziomie. Wprowadzamy właśnie ofertę Day SPA.

 – Jestem pod wrażeniem. Nadal pracujesz z tatą? – zapytałam.

 – Nie. Przeszedł już na zasłużoną emeryturę, razem z mamą wiele podróżują. Czasem bywają u mnie, zatrzymują się w domku dla gości.

 – Jesteś związany z rodzicami, to miło. Czy twój brat przysparza im dużo problemów?

 – Muszę przyznać, że jesteśmy rodzinni, może na takich nie wyglądamy. Zawsze trzymaliśmy się razem, aż do pewnego wydarzenia. Kiedyś ci opowiem. Wiesz, faktycznie najwięcej trosk mają z Matejem.

 – Myślisz, że uda wam się coś zdziałać w jego temacie?

 – Czasami wątpię – stwierdził po krótkim namyśle. – Jednak mama wierzy w jego dobre serce. Mia, naprawdę nie wiesz jak mi przykro, że musiałaś usłyszeć od niego coś takiego. Nie każ mnie za to. Niczego nie oczekuję, chciałbym móc po prostu czasem się spotkać i porozmawiać. Jesteś prześliczną dziewczyną, a do tego zaimponowałaś mi tym, że sama potrafisz się utrzymać, to rzadkie w tych czasach.

 – Jestem zwyczajna… – Nie mogłam dokończyć, bo od razu się wtrącił:

 – Moja droga, powiem prosto z mostu: spodobałaś mi się jak diabli, coraz bardziej dostrzegam twoje urocze wnętrze. Spuściłaś Mateja na drzewo, wielkie ukłony dla ciebie. Twoją atrakcyjność podkręca też fakt, że jesteś artystką. Nie chciałbym się z tobą spotkać, gdyby było inaczej. Więc co ty na to?

 – Dobrze. Myślę, że możemy spróbować – odpowiedziałam, chociaż sama nie byłam tego do końca pewna. Skierowałam się do kuchni, żeby zaparzyć sobie herbaty.

 – Uf, kamień spadł mi z serca. Już myślałem, że tego nie wywalczę. Uparciuch z ciebie.

 Zaśmiałam się w głos.

 – Piękny masz śmiech.

 – Dziękuję. Mój dziadek zawsze mawiał, że jestem uparta jak osioł. Chociażby padało i wiało, nie ruszę się, bo takie mam widzimisie…

 – Czyli znaleźlibyśmy wspólny temat do rozmów. Mieszkasz z nim?

 – Mieszkałam. Moi dziadkowie nie żyją.

 – Przykro mi to słyszeć, gdybym wiedział… choć przypuszczał, nie poruszałbym tego tematu.

 – Nic nie szkodzi. Taka kolej rzeczy, chociaż wolałabym, żeby ten dom nie był taki pusty. – Rozejrzałam się po ścianach, które malowałam sama, każda była innego koloru. W pastelowych delikatnych odcieniach.

 – U mnie w domu stale ktoś się kręci, ale są to bardzo zaufani ludzie. Muszę się takimi otaczać.

 – Rozumiem. Dawid, robię się już senna, a muszę iść jeszcze pod prysznic. Wybacz, ale będę kończyć.

 – Eh, jak na artystkę przystało, umiesz pobudzić wyobraźnię do pracy, mam nadzieję, że weźmiesz ten prysznic sama?

 Aż mnie zatkało.

 – Dobrze, uciekaj, nie chce być sprawcą twojego braku snu – dodał.

 – Dobrej nocy, dzięki za telefon.

 – Do usłyszenia. Mia, będę wyczekiwać spotkania, z chęcią przyjrzę się bliżej temu pieprzykowi na twoim policzku!

 Te ostatnie słowa wypowiedział ze śmiechem w głosie i się rozłączył.

 Zamknęłam oczy i przypomniałam sobie jego sylwetkę. Wysoki, o szerokich barkach, miał cudownie skrojone usta. A co najważniejsze – znał się na sztuce, malarstwie. Bardzo mi tym zaimponował, był… inny. Zabawne, że, gdy zaproponował mi wyjście, poczułam miłe łaskotanie w żołądku. Czy naprawdę jest mną zainteresowany?

 

 Dochodziła już prawie północ, gdy wyszłam spod prysznica. Ociekałam wodą na różowy pluszowy dywanik, który kupiła mi Diana. Chyba zbyt ją zaniedbywałam, będę musiała jutro do niej zadzwonić. Owinęłam się ręcznikiem i ruszyłam do pokoju. Usiadłam na łóżku w głównej sypialni i powoli zaczęłam rozczesywać mokre włosy. Telefon zawibrował, a na wyświetlaczu pojawiło się powiadomienie.

 

 00.07 Dawid

 Miłej nocy, moja droga. Mam nadzieję, że będzie Ci się dobrze spało mimo tych zawirowań w ciągu dnia.

 

 Ekscytujące, że prosta wiadomość potrafiła wzbudzić we mnie tyle entuzjazmu. Zgasiłam małą lampkę i wsunęłam się pod kołdrę. Postanowiłam odpisać.

 

 00.20 Mia

 Jeszcze raz dobranoc. Idź spać, nie chcę, byś przeze mnie był niewyspany.

 

 00.27 Dawid

 I tak będę. Myślę o Tobie.

 ***

 

 Poranki i wieczory zawsze wprowadzały mnie w melancholijny nastrój. Dodatkowo dziś w powietrzu unosił się zapach skoszonej trawy, uwielbiałam go. Kojarzył mi się z czasami, gdy dziadek opiekował się ogrodem.

 Stojąc w blasku słońca na małym ganku, popijałam zimną już kawę i rozmyślałam o tym, jak kochającym małżeństwem byli moi dziadkowie. Rodziców nie pamiętałam, bo zginęli w wypadku, kiedy miałam zaledwie dziesięć lat. Dlatego też nie doczekałam się rodzeństwa, a teraz, gdy odeszła i babcia, zostałam zupełnie sama na świecie.

 W powietrzu wyczuwałam zapach wczesnej jesieni, liście na drzewach powoli zmieniały kolor. Mieniły się niesamowitą gamą barw, były wspaniałą inspiracją. Miałam kilka wierzb, których korzenie przebijały się przez trawnik, i parę jabłoni już wysłużonych, ale nadal dawały piękne i soczyste owoce. Otaczały mnie góry, drzewa na ich zboczu wyglądały majestatycznie, to była moja samotnia, którą kochałam.

 Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk WhatsApp.

 

 10.40 Dawid

 Czy wczoraj zrobiłem na Tobie choć trochę pozytywne wrażenie?

 

 Niesamowicie miłe i niespodziewane, że taki mężczyzna jak on – przystojny, elegancki – zwrócił uwagę na taką dziewczynę jak ja. Nie miałam złudzeń; w blasku dnia, przy zwykłej codzienności wydawało się to wszystko znacznie mniej kolorowe niż wczoraj w nocy. Nie byłam żadną pięknością ani nie pochodziłam z żadnej bogatej rodziny. Po prostu przeciętna, mało interesująca osoba. Dlaczego więc do mnie napisał…?

 Powinnam zignorować tę wiadomość, ale aż świerzbiły mnie palce, by odpisać.

 

 10.50 Mia

 Skłamałabym, gdybym powiedziała, że NIE.

 

 10.52 Dawid

 Uff, cieszę się, że jesteś taka prawdomówna. Czy tylko mi się wydaje, czy faktycznie zgodziłaś się wyjść ze mną?

 

 11.00 Mia

 Dawidzie, w miarę możliwości staram się zawsze mówić prawdę. ;) Co do wyjścia, być może zgodziłam się pod wpływem chwili i szoku, że znasz co nieco sztukę. ;)

 

 11.04 Dawid

 Czyli nie przyśniło mi się! ;)

 

 11.05 Mia

 Śnisz o mnie? ;P

 

 11.07 Dawid

 Tak.

 

 Powinnam była usiąść do malowania albo zająć się czymś pożytecznym, a nie tylko śmiać się jak głupia do ekranu telefonu, ale za każdym razem, gdy słyszałam dźwięk WhatsApp, delikatnie ściskało mnie w żołądku. Wpadłam na pomysł i zmusiłam się, by upiec placek z jabłkami. Zajęłabym czymś dłonie i myśli, które niekontrolowanie coraz częściej odpływały w jedną stronę.

 

 14.20 Dawid

 Wystraszyła cię moja odpowiedź?

 

 14.30 Mia

 Nie. Lubię szczerość. Jestem tylko zaskoczona. Nie wiem, co mogłabym ci odpisać. Poza tym piekę ciasto.

 

 14.34 Dawid

 Mogłabyś napisać, że też ci się śnię. ;) Umiesz piec? Ostrzegam, uwielbiam szarlotkę z lodami!

 

 14.43 Dawid

 Kiedy dasz się gdzieś zaprosić?

 

 14.50 Mia

 Kurczę, właśnie u mnie dziś placek z jabłkami, ale nie mam lodów.

 

 15.00 Dawid

 Niebezpiecznie zbliżasz się do ideału mojej kobiety! Jutro? O dziewiętnastej?

 

 15.10 Mia

 Czy TY nie pracujesz? JA muszę trochę pomalować.

 

 15.15 Dawid

 Przywilej bycia swoim szefem. :D Właśnie wychodzę do domu. Spławiasz mnie? Mam nie przeszkadzać, rozumiem. Odezwę się później.

 

 15.20 Mia

 Zazdroszczę takiego szefa. ;) Moja aktualna szefowa to wena! Która gani mnie za lenistwo, odkąd Cię poznałam. Dobrze, jutro o dziewiętnastej.

 

 15.23 Dawid

 Już nie mogę się doczekać spotkania. ;)

 

 Usiadłam na stołku i zaczęłam wszystko przygotowywać. Wysłałam Dawidowi zdjęcie przygotowanych farb. Złapałam głęboki oddech; uwielbiałam oddawać się tej pasji – kiedy malowałam, wędrowałam do innego świata. Szalały we mnie różne emocje i zawsze mogłam dać im upust właśnie tak.

 ***

 

 W momencie, gdy już miałam się rozłączyć, Diana odebrała telefon.

 – W końcu się do ciebie dodzwoniłam – odpowiedziałam z udawanym wyrzutem.

 – Przepraszam, chodzę ostatnio totalnie rozkojarzona. Co tam słychać, jak malowanie? – spytała.

 – Dobrze, ale dzwonię w innej sprawie. Poznałam kogoś. – W słuchawce zapanowała absolutna cisza, aż nagle usłyszałam taki pisk, że wystraszyłam się o swoje bębenki.

 – To cudownie, Mia, tak, się cieszę! W końcu ktoś wpadł ci w oko. Opowiadaj, jaki jest?

 – Wydaje mi się, że ma artystyczną duszę, lubi malarstwo, więc mam o czym z nim rozmawiać.

 – Ty i te bzdury. Ja pytam, czy jest gorący. Przystojny? Robi ci się mokro na jego widok? – dopytywała z chichotem.

 – Jesteś niemożliwa… – roześmiałam się. – Tak, jest przystojny, męski i wydaję się bardzo spokojny. Chyba trochę starszy ode mnie, ale ma taki młodzieńczy uśmiech. I jest dobrze zbudowany. Widać, że ćwiczy. Ma ciemne włosy i piękne oczy, takie czekoladowe, z głębią.

 – O mamusiu, przestań, bo chyba rzucę Andreja i będę cię często odwiedzać – zapiszczała.

 Otworzyłam drzwi do małej garderoby, spoglądając na sukienki, po kolei odrzucałam każdą, która wydawała się nijaka.

 – Tylko mam problem. On jest bogaty, a ja, no wiesz...

 – Jesteś śliczna, chciałabym wyglądać jak ty. Do tego inteligentna, niczego ci nie brakuje. Bierz się za niego. Zawsze oceniasz się za surowo – odpowiedziała, a w te słyszałam jadące samochody.

 – Kiedy z nim rozmawiam, czuję motylki w brzuchu. Wiem, że to totalnie niepoważne, bo widziałam go tylko raz. Denerwuję się, przyjedzie dziś po mnie. Nie wiem, co założyć.

 – Bez dwóch zdań małą czarną! – wykrzyczała radośnie. – Pożyczałaś mi tę kieckę na ślub mojego kuzyna i gdyby nie ona, do dziś byłabym singielką. Przynosi szczęście.

 – Jak dobrze, że cię mam! – Przesuwałam energicznie wieszaki aż w końcu natrafiłam na tę jedną, oby właściwą.

 – Powiedz mi jak się nazywa, znajdę go w internecie.

 – Nie ma Facebooka, to znaczy ma, ale praktycznie pustego.

 – Cholercia, szkoda.

 – Uważaj, bo Andrej nie będzie zadowolony, przetrzepie ci dupę.

 – No, czasem, by nie zaszkodziło.

 – Wariatka! – Uwielbiałam jej energię.

 – Muszę kończyć, kochana. – sapnęła, w tle słyszałam, że ktoś ją woła. – Leć, szykuj się, maleńka! Zdzwonimy się, będę trzymać kciuki. Całuję! A, i koniecznie szpilki!

 – Całuję. – To było nasze standardowe pożegnanie.

 ***

 

 Byłam gotowa pół godziny przed czasem. Z nerwów zasychało mi w ustach, więc siedziałam na sofie, popijając wodę. Nerwowo stukałam obcasami o dębowy parkiet.

 Nawet na spotkaniach z potencjalnymi zleceniodawcami nie byłam tak zdenerwowana. Za radą Diany włożyłam sukienkę i nie wiedziałam, czy to nie był błąd. Długość miała przyzwoitą, sięgała mi do kolan. Jednak kopertowe rozcięcie, sprawiało, że odkrywała więcej, niż byłam gotowa pokazać. Do tego dochodził dekolt i tak cienkie ramiączka, że nie pozwalały założyć biustonosza. Czy zdążyłabym się przebrać? Wyjęłam z szafki długi szal w kolorze butów i stanęłam przed lustrem. Co, jeśli wygłupię się w restauracji? Przecież nie bywałam w takich miejscach, jakie pewnie odwiedzał właściciel ekskluzywnych hoteli.

 Z rozważań wyrwał mnie odgłos dzwonka. Nie czekając długo, ruszyłam, by otworzyć drzwi.

 Jakie było moje zdziwienie, gdy za nimi nie pojawił się Dawid, tylko jego brat.

 – Matej, co ty tutaj robisz? – zapytałam.

 – Oj, widzę, że nie mogłem lepiej trafić… – Zagwizdał pod nosem i zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów. Ciaśniej opatuliłam się szalem.

 – Czego chcesz? – odwarknęłam.

 – Spokojnie. Nie denerwuj się… Przejeżdżałem i pomyślałem, że wstąpię. Powinienem przeprosić za ostatnią sytuację.

 – Dziękuję. Przeprosiny przyjęte. Mam nadzieję, że to wszystko – odparłam oschle.

 – No cóż, zasłużyłem na takie traktowanie, przyznaję. Ale czy przyjmiesz chociaż ten kwiat?

 Zza pleców wyciągnął długą białą różę. Zrezygnowana wzięłam ją, a on złapał mnie za nadgarstek, szepcząc:

 – Mia, musisz rozważyć po dobroci moją propozycję.

 – Chyba oszalałeś – mój ton był coraz ostrzejszy. – Puść mnie natychmiast.

 Nie chciałam dać po sobie poznać, ale ze strachu aż przeszły mnie dreszcze. Na karku zrosił mi się pot. W Mateju było coś niepokojącego, władczego. Miał taki przenikliwy wzrok, mocno zarysowane kości policzkowe. Gdy tak stał przede mną z taką srogą miną, wiedziałam, że nie żartuje i zawsze dostaje to, czego chce.

 – Dysponuję środkami, o jakich nawet nie śniłaś, podaj sumę – zachęcał bez ogródek.

 Z impetem pchnęłam drzwi, jednak zdążył zablokować je swoim idealnie wypucowanym butem. Moja odmowa nie zrobiła na nim żadnego wrażenia.

 – Nie spławisz mnie tak łatwo, kwiatuszku, masz czas do jutra, żeby to przemyśleć, jeszcze raz. Później załatwimy to inaczej.

 – Wynoś się, moja odpowiedź zawsze będzie brzmieć: NIE! – wykrzyczałam, trzęsącymi dłońmi zamknęłam drzwi.

 Oddychałam głęboko. Wdech, wydech. To był jakiś chory żart, kiedy ten facet zamierzał odpuścić?! Rozbrzmiało „The Woods” od Hollow Coves, na stoliku wibrował mój telefon.

 Dawid.

 Wzięłam głęboki wdech i odebrałam.

 – Słucham – powiedziałam cicho.

 – Cześć, będę po ciebie za chwilę, poczekam przy aucie – odpowiedział zauważalnie radosnym głosem.

 – Dobrze. Już wychodzę… – Rozłączyłam się i przejrzałam w lustrze; moje oczy nadal były zbyt przerażone, by wmówić Dawidowi, że nic się nie stało…

  

 

30153 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~SylviaWyka
Kategoria: romans

Liczba wejść: 97

Opis:

Wrzucam kilka stron, nie mam bogatego warsztatu. Staram się pomału to ogarnąć, ale pisanie bardzo mnie satysfakcjonuje =)

Dodano: 2020-02-07 13:16:21
Komentarze.
*berkas 1 r.
"minę miał nie tęgą" nietęgą
" – Mia Sawicz" o jest i Mia
"Nerwowo wytarła w spodnie, ubrudzone palce od czerwonej farby." Nerwowo wytarła w spodnie, palce ubrudzone od - moim zdanie szyk tu nie gra.
"Ja, wolę Beksińskiego, jest fascynujący, bardzo emocjonalny i szaleńczo niepokojący." ten przecinek po ja jakoś mi nie pasuje.
" a może kiedyś zechcesz pokazać mi skończoną swoją pracę?" swoją skończoną pracę, może obyłoby się bez zaimka?
"– Zaskoczyłeś mnie, tym zaproszeniem." wydaje mi się, że bez przecinka
"co ty tu tyle czasu robisz, mapę rysujesz?¬ – Nagle " wkradł się niepotrzebnie myślnik po pytajniku.
"Nie potrafiłam znaleźć sobie miejsca w domu. Chwilę spędziłam w sypialni, którą urządziłam sobie po śmierci dziadków." sobie sobie na zaimki trzeba uważać mnożą się jak króliki, mówię to z własnego doświadczenia.
Lukov pri bardejove, ooo prawdziwa lokalizacja, wygooglałem sobie.
"Nasz ojciec otworzył małe hotele, dobrze prosperowały." które dobrze prosperowały, albo dobrze prosperujące.
"widzi mi się" widzimisię jako kaprys
"parę jabłoni już wysłużonych" wysłużone mi nie pasuje do drzewa
" ale [na] za każdym razem, gdy słyszę dźwięk wiadomości" bez na

Są tu osoby lepsze w szukaniu błędów i udzielaniu technicznych porad, być może przybędą. Czytało się spoko, lubię klimaty górskie. Planujesz wstawiać dalej, bo jestem ciekawy jak się potoczy historia.
Jak chcesz pracować nad warsztatem, to polecam udział w Treningu Wyobraźni.
Odpowiedz
O matko ! Ślicznie dziękuję, będę zwracała większą uwagę na te sprawy, które tutaj mi wypisałeś Czytałam już swój tekst dziesiątki razy, a i tak zawsze coś zostanie. Pomijając fakt, że pierwszy tekst napisałam tak naprawdę ciut ponad rok temu i był totalnym gównem, więc cieszy mnie, że jest progres.
Miejscowość wybrana z pełną świadomością, chodziło o lasy i małą populację.
Wyjaśnienie imienia Mia, jest również na dalszych stronach
Tak, chcę wstawić jeszcze troszkę, interesuje mnie opinia drastyczniejszych momentów, jak to zostanie odebrane.
Jeszcze raz dzięki !
Odpowiedz
*berkas 1 r.
berkas Mia to taka tutejsza spoko osoba to już nawyk jest Mia, to trzeba zwrócić na nią uwagę xd
Odpowiedz
berkas wus wus
Odpowiedz
anonim 1 r.
Mia tutejsza - jest taka (szalona) - git!, no też się po komentarzu, że o nią idzie a tu o inną.
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Kochana, bój się Boga, 30 tys. znaków, ciachnij to na połowę, a będzie większy ruch. No takie są realia internetowe (ludzie czytają w kolejkach, w autobusach itp.), że lepiej ciut mniejsze kąski, niż takie pajdy
Odpowiedz
Ritha Oczywiście dostosuję się i skrócę następny wpis.!
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Tzn. to już może zostaw, ale tak na przyszłość (według mnie) lepiej ciut ciut krótsze.
Odpowiedz
Tak, to na sto procent. Jeszcze przeczytać, jak pzreczytać, ale jeśli chcesz coś wyciąć, przekopiować, jakoś dokładniej obadać, za duża porcja. No ale zostaw

Odpowiedz
Canulas Nie spodziewałam się takiej dogłębnej analizy, jestem w szoku.
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Oki, czytam!

"– Wiesz, że nie musisz być jak dziadek. – Stwierdziłem" - to jest taki klasyczny błąd dialogowy, wyrażenie "stwierdziłem" odnosi się do mówienia, więc powinno być z małej, tym samym kropka przed nim wylatuje, czyli:
– Wiesz, że nie musisz być jak dziadek – stwierdziłem.

"– Nasz dziadek był nienormalny, że wciągnął młodego chłopaka w tak brudne interesy. Ani ja, ani Aleks nie popieramy tego. – Stwierdziłem stanowczo" - tutaj to samo, co wyżej
" – Mia Sawicz. – Odparła i uścisnęła ją, przerywając tym moje fantazje" - i tutaj

Tak czytam i powiem Ci, że pierwsza i najważniejsza sprawa, jaka mi się nasuwa - narracja. Masz lekką, płynną narrację, czyta się samo. Bardzo dobry znak. Ponadto wrzucasz nas in media res, a łatwo można się połapać we wszystkim. Ok, lecę dalej.

"Jakieś 10 minut potem będzie rozwidlenie wtedy w prawo" - dziesięć* (zdecydowanie słownie liczebniki)
" – Myślę, że będzie to coś w moim guście, choć wolę bardziej mroczną tematykę. – Zagadnąłem. Podwijając rękawy mojej białej lnianej koszuli" - tu też bez kropki na końcu wypowiedzi, zagadnąłem* z małej, potem zamiast kropki przecinek (drugie zdanie zaczyna się imiesłowem, dużo lepiej będzie połączyć) i ostatnia sprawa - "mojej" jest niepotrzebne, wiadomo, że jego, a zbędnych zaimków warto unikać, czyli mamy:
– Myślę, że będzie to coś w moim guście, choć wolę bardziej mroczną tematykę – zagadnąłem, podwijając rękawy białej, lnianej koszuli.

Ok, wklejam i czytam dalej.
Odpowiedz
Ritha Straszne dzięki za wszystkie rady, dla mnie takiego laika, to wręcz cudowności !! Nie spotkałam się dotąd nigdzie z takimi dokładnymi i pomocnymi jednocześnie wskazówkami. Będę wprowadzać zmiany w życie od teraz. Nie wiem co mam powiedzieć, taka pomoc jest dla mnie motorem do działania. !
Odpowiedz
Helloł

" Poklepałem dach mojego świeżo kupionego mercedesa, wspaniałe cacko. Idealne na trudny teren. Spojrzałem na mojego brata " - sam początek opka, a już Ci się gromadzą dookreślenia. W tym wypadku "mnie".

Uważam, że pierwsza rozmowa dotycząca rezydencji jest delikatnie prenensjonalna. Służy głównie oczom czytelnika. Nie czuję tu autentycznych emocji, gdyby naprawdę dwie strony próbowały jakoś wpłynąć na wzajemne postrzeganie danej sprawy. Do takich pogłębiających zabiegów nadają się różnorakie wtręty obserwacyjno-dialogowe. Do tego od razu zarysowują i definiują lepiej daną postać.

Oczywiście nie będę wyciągał wszystkiego, bo opko długie, tylko wyrywkowo.
Np: "Podwinął rękawy swojej czarnej koszuli, faktycznie robiło się coraz cieplej." - swojej" naprawdę zbędne. Tnij słowo-śmiecia. Zyska dynamika.

" – Wsiadaj, ruszamy dalej. Zaraz miniemy granice to już nie daleko. " - pilnuj ogonków, bo np. Tu wyglada jakby kilka tych granic mijali.

" Przydeptał niedopałek swoim wypastowanym butem i wsiadł z powrotem. Po chwili kontynuowałem; " - jak wyżej. "swoim" -out.

Poza tym możesz używać zabiegów animizacyjnych w opisie, wobec przedmiotów. Nawet dla zwykłego rozszerzenia pakietu środków pisarskich. Ten środek stylistyczny polega na chwilowym nadaniu przedmiotom martwym cech ludzkich. Można tego buta intencjonalnie uczłowieczyć, jak również wykorzystać sam moment na doopisanie, gdyż but jest pojęciem dość powszechnym.
Np: Wypastowany (czyli on, świadomy) pantofel (czyli; poprzez dobiór opisu obuwia rzucasz światło na człowieka, który go nosi. Od razu się pojawia elegant, ktoś dbający o szczegóły, pieczołowity.
Mozesz tu zawrzeć nić emocji, jeśli dookreślisz kontekst emocjonalny. Np: pieczołowicie lub z furią. Załóżmy, że Twego bohatera wyprowadzili z równowagi, więc masz tu przestrzeń, by to oddać.
Całość dla takiego obrotu spraw: Wypastowany mokasyn z furią zgasił życie w niedopałku Oczywiście, tutaj zrobiłem kiczowy przerost formy, równocześnie uczłowieczajac niedopałka, ale to tak, oo... można się bawić i bawić. Chodzi o środki jedynie.

Całego dziś nie ogarnę nawet w samym czytaniu, bo juz mi kuleje uwaga. Wrócę jutro. Natomiast życzyłbym sobie żywotniejszego dialogu. W sensie, zrównoważenia pewnego. U Ciebie dialogi idą dość po sznurku. Dla odbiorcy, dla mnie, są zbyt zrozumiałe. Nie ma przestrzeni takiej, że oni już znają sprawę i mogą się dogadywać półsłówkami, skrótami słownymi. Ty, chcąc by czytelnicy wiedzieli o co chodzi, wtłaczasz w bohaterów pełne, poprawne zdania. A widziałbym tu większy consensus, by to od intelektu czytelnika i jego skupienia wynikało czy wszystko wyłapie. Oczywiście bez przeginki w drugą stronę. Poza tym dialogi na co dzień bywają bardzo kolokwialne i tu też należy szukać złotego środka, by się nie okazało, że nagle Miodek gada z Panią od polskiego.


Tak masz:  – Musimy zostawić sprawę Sary za sobą. Nie jestem i chyba nigdy nie będę gotowy, żeby z tobą o tym rozmawiać. Nie wiem, czym kierowałeś się, kiedy sypiałeś z moją narzeczoną, ale nie chce do tego wracać. Mamy kontakt tylko, dlatego że rodzice o to prosili.
Np:  – Musimy dograć do końca sprawę Sary. Nie jestem i nie wiem czy będę miał cheć o tym gadać, ale raz na zawsze trzeba to załatwić. Nie interesują mnie wymówki czy zapewnienia. Mamy kontakt tylko dlatego, że nalegali starzy.
Oczywiście też kasztaństwo, na sztukę, ale... nie moje kredki. Tak tylko wrzucam, by coś zobrazować.

Interpuncji się nie tykam. Są tu tacy spece, że owineliby mnie 23 razy w temacie, więc może podejdą.


Garść refleksji na wysokości jednej trzeciej opka.

Jest lepiej niż myślałem.
Masz tu dobrze zbudowany dom, o prostych ścianach, drzwiach i oknach. Brakuje kilku obrazków, może jakiegoś kaktusa na parapecie, ale jak przyjdzie wiatr, dom twój przetrwa.
Naprawdę nie jest źle. Solidny budulec jest najważniejszy.
(sorry za błędy, to z pośpiechu, bo mam żarcie ciepłe)
Ciao.

Odpowiedz
Canulas Tobie również bardzo dziękuje, samo to, że poświęciliście czas na te moje wypociny, dla mnie znaczy ogromnie dużo. Postaram się powyrzucać zbędne słowa wedle sugestii. Niezmiernie pomocne to wszystko dla mnie, naprawdę jestem tak wdzięczna, może to będzie wyglądać na włażenie w dupę, ale to miód na moje serce, kiedy dostaje takie rady, a przy tym nie umniejsza ktoś wartości tekstu i nie wkłada w szufladkę, romans może być byle jaki. Generalnie wszystkie uwagi zrozumiałam i zgadzam się z nimi w stu procentach. Samej ciężko wyłapać takie błędy, kiedy ktoś wyraźnie wskaże, jest o niebo łatwiej. Od razu siadłabym do poprawek, jednak mam dwójkę brzdąców szalejących pod nogami, więc muszę czekać na czas drzemki lub nocny spokój.
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Doczytałam. No mam nadzieję, że mu jednak powie, a nie że to ukryje! Ten drugi typ jest jakimś nadętym, bezczelnym bucem. Wiesz co, masz tam troszkę takich typowych baboli, jakichś ogonków brakuje itp., ale wciągnęło mnie tak, że sobie dałam siana. Fajna, przyjemna narracja, Będę to śledzić
Odpowiedz
Ritha nie spojlerujemy, tak
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Ale przecież nic nie zdradziłam!
uuu rithosemityzm
Odpowiedz
*berkas 1 r.
Ostrożnie Ritho, bo dostaniesz w ucho.
Odpowiedz
W obronie tej ogromnej ilości tekstu napiszę, że chciałam jak najszybciej dojść do wartkiej akcji i zobaczyć czy faktycznie wzbudza emocje i jakie one są. Nie chciałam jednak wrzucać takiego kawałka ze środka niemającego w sumie sensu bez wcześniejszego przedstawienia fabuły, zarysu postaci. Dodatkowo każdemu z osobna i wszystkim na raz chce podziękować (Już setny raz) za tę pomoc, poświęcony czas i słowa, jakie od was dostałam. Nie mogę wyjść z podziwu gdzie wy się „ uchowaliście” w czasach tego obrzydliwego hejtu, kąśliwości i wiecznej drwiny.
Odpowiedz
Zacząłem czytać na komputerze. Skończyłem używając telefonu. Od przewijania uszkodziłem sobie kciuk. Czytając komentarze nadwyrężyłem drugi. Dla mojego zdrowia, proszę abyś dzieliła teksty na części
Odpowiedz
Ogonisko Biję się w pierś i przepraszam ! Dużo gadam mam tak od dziecka, dlatego rozwlekam wszelakie treści. Więcej już nie będę, obiecuję !
Odpowiedz
Ahoj, odkopuję po czasie ;D

Troszku rzuciło mi się w oczy kilka błędów, ale pewnie już dawno poprawiłaś to w oryginalnym pliku, to nie będę się czepiać dla zasady.

Zajrzę jeszcze, co dzieje się w dalszych rozdziałach. Cała historia dosyć... klasyczna, wpasowująca się w schemat. Ona piękna, acz niepewna siebie, on bajecznie bogaty i czarujący, a w tle śmiga gdzieś badass.
Sporo też ekspozycji - zwłaszcza w dialogach czy luźnych myślach bohaterów, ale to nic. Trzeba się i wyrobić, i ćwiczyć A jak są chęci, to i efekty przyjdą same
Odpowiedz
Hiraeth o witam w moich skromnych progach Początek jest tradycyjny ale ooj, wierz mi on nie jest taki czarujący ale to się gdzieś dopiero ujawnia w 5 chyba części.
Dziękuję za odwiedziny i garść info
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.