TW 3 Noc przebierańców cz. 2 Pocięte serca

TW 2 Noc przebierańców cz. 1

 Postać: Socjopata

 Zdarzenie: Nigdy nie ufaj elektrykowi bez brwi

 Efekt: Zdefiniuj pojęcie piękna/brzydoty/życia/śmierci

 

 

 skuli się kajdankami

 klucz od nich

 utopili w studni

 na dnie znaleźli potwora

 przygarnęli go

 

 

  Sara Dorrter i Harry Brzeski poznali się pewnego, bardzo upalnego lata. Trawa pożółkła a kwiaty usychały od żaru, rozgrzanego, zawieszonego na bezchmurnym niebie słońca. Skwar smażył pełzające po gorących chodnikach owady. Woda w jeziorze wrzała. Dopiero nocą, chłód na szybach i snujący się między liśćmi drzew wiatr przynosiły ukojenie.

 

  Harry wraz z rodzicami wprowadził się do starej posiadłości ogrodzonej drewnianym płotem. Budynek od dawna stał pusty. Mimo niewygórowanej ceny nikt nie był zainteresowany jego kupnem. Spakowali się w cztery średniej wielkości walizki. Do tego wzięli rower i jeszcze kilka rzeczy, które luzem wrzucili do bagażnika. Starzy właściciele zostawili większość mebli. Dom niemal w idealnym stanie czekał na ich przyjazd.

  Zaraz naprzeciwko, po drugiej stronie ulicy znajdował się niebieski domek Sary. Nie był zbyt duży, może nie najmniejszy w okolicy, ale na pewno mniejszy od posiadłości państwa Brzeski. Przed wejściem stały ogrodowe krasnoludki, którymi czasami (mimo zakazu matki) bawiła się dziewczynka. Cztery z pięciu sztuk miały przyjazne twarze. Piąty, jedyny z mocno naciągniętą na uszy czerwoną czapką miał twarz przerażonego. Jego oczy i usta były szeroko otwarte. Jakby krzyczał. To właśnie tego krasnoludka dziewczynka lubiła najbardziej. Według niej, to on potrzebował najwięcej czułości.

  W oknach kwitły fioletowe storczyki.

 

  Sara dowiedziała się o przyjeździe nowych sąsiadów od pani Bunrin, miejscowej informatorki. Kobieta kilka lat temu w wypadku samochodowym straciła męża. Od tego czasu całkowicie poświęciła się osiedlowemu życiu. Organizowała podwieczorki dla najbliższych przyjaciół, na których opowiadała o swoich najnowszych odkryciach. O tym, że sąsiadka będąca na diecie, regularnie kupuje pudełko pączków w pobliskiej cukierni albo, że ogromny buldog Dolinów boi się kotów.

 

  Sara bardzo chciała poznać Harry’ego. Brakowało jej kogoś, z kim mogłaby się bawić. Biegać boso po trawie czy w upalne popołudnia sprzedawać zimną lemoniadę.

  Wołali na nią "Pomylona Sara". Wyśmiewali się z kwiecistych sukienek i wysokich podkolanówek, w które dziewczynka najchętniej ubierała się po szkole. Różniła się od rówieśników. Była naprawdę chudziutka i jako jedyna w klasie miała rude włosy. Brwi i rzęsy również były w kolorze ostrego pomarańczu. Nie akceptowali jej wyglądu, uważali go za śmieszy. Mimo szyderstw, jakie musiała wysłuchiwać każdego dnia, bardzo lubiła odcień swoich włosów. Sądziła, że jest wyjątkowy. Jednak oprócz niej, mało kto, a właściwie to nikt tak tego nie postrzegał.

  Aby nie przebywać w ciemności za długo tylko czasami mówiła "cześć" i "dzień dobry" i pytała "co słychać", "jak leci".

 

 

  — Dzień dobry — powiedziała widząc przechodzących za płotem państwa Dunkin.

  — Witaj, Saro.

  Państwo Dunkin mieszkali w tej okolicy od lat. Jedenastolatka bardzo lubiła ich i ich kota. Często zabierała go na kilka godzin do siebie. Traktowała jak kumpla, którego tak potrzebowała. Czytała mu bajki, głaskała, robiła kanapki z ogórkiem (przepadał za nimi). Pani Dunkin nie protestowała, wiedziała, że kocur jest w dobrych rękach. Była jedną z nielicznych osób, która nie uważała Sary za dziwadło. Uważała, że jest to po prostu mała dziewczynka, może nieco samotna, a przez to trochę zagubiona, ale wciąż pozostawała tylko dzieckiem.

  Kiedy wieczorem Sara przyprowadzała Rudzia (tak właśnie się nazywał, jego imię wzięło się od mocno pomarańczowego koloru sierści) pani Dunkin czekała na nich na werandzie. Na małym stoliku leżały świeżo upieczone rogaliki i mrożona herbata. Często dołączał do nich też pan Dunkin. Zazwyczaj miał przy sobie jakąś książkę. Od kiedy wrócił z misji w Iraku, dużo czytał. Uzbierał pokaźną kolekcję, którą chętnie dzielił się z sąsiadami. W książkach odnajdywał spokój. Sarze podarował egzemplarz z baśniami braci Grimm.

  Dziewczynka lubiła państwa Dunkin, była im wdzięczna za to, że poświęcają jej tyle uwagi, ale zawsze chciała mieć też przyjaciela w swoim wieku.

  Może właśnie dlatego, już, kiedy państwo Brzeski wypakowywali z samochodu walizki, Sara wraz z rodzicami przywitała ich koszem waniliowych ciasteczek.

  — Cześć, jestem Sara. — Wyciągnęła dłoń w stronę chłopca.

  — Cześć, jestem Harry. — Podał jej swoją.

 

  Zaprzyjaźnili się. Spędzali ze sobą mnóstwo czasu. Do szkoły jeździli rowerami, w szkole siedzieli w sąsiednich ławkach, a po szkole chodzili do knajpki i zamawiali frytki z coca colą.

  Bawili się w piratów. Wkładali stare, pozaciągane koszule i wytarte spodnie. Na głowach mieli kolorowe chusty. Sara czerwoną w motylki, a Harry fioletową w paski. Ze starej drewnianej szafy, którą znaleźli przy kontenerach, zrobili piracki statek. Pomalowali ją farbami, a z kawałka czarnego materiału uszyli flagę.

  Zakopali skrzynie. Włożyli do niej swoje "skarby". Sara schowała kosmyk włosów ulubionej lalki Barbie i bransoletkę z koralików, którą zrobiła na lekcji plastyki. Harry wygrzebany z kuchennej szafki nożyk do mięsa oraz samochodzik bez jednego kółka. Włożyli to, co było im najbliższe i w pewnym sensie to, za czym najbardziej by tęsknili. Włożyli zdjęcie zrobione w noc przebierańców.

 

  Noc przebierańców była już w mieście tradycją. Kojarzyła się z czasem piosenek, tańców i strasznych opowieści przy ognisku. Nie każdy mógł w niej uczestniczyć. Zabawa dotyczyła tylko dzieci. Każde musiało być przebrane. Musieli sami, bez pomocy rodziców, stworzyć swój kostium. Wszystkie zbierały się na polanie, którą rozświetlały zawieszone na drzewach lampiony. Grała muzyka. Na piknikowym stole leżały zrobione przez uczestników smakołyki. To właśnie tam, nocą, wybierano króla i królową przebierańców.

  Harry założył strój elektryka. Nie leżał idealnie, mimo że wcześniej został przez niego sporo zwężony. Do pasa miał przyczepioną małą latarkę, a po prawej stronie na koszuli, widniała plakietka z jego imieniem. Tuż przed wyjściem Harry postanowił podrasować kostium. Maszynką ojca wygolił sobie jedną brew.

  Sara oczarowana baśniami braci Grimm, które podarował jej zeszłego lata pan Dunkin, postanowiła przebrać się za Królewnę Śnieżkę. Bardzo długo wybierała suknię, w której zaprezentuje się na balu. W końcu zdecydowała się na prostą, białą. Ozdobiła ją kwiatami z bibuły. Na stopach miała szklane pantofelki. Nie należały do najwygodniejszych. Mimo bólu, jaki odczuwała, bardzo chciał pójść właśnie w nich. Włosy związała niebieską tasiemką.

 

  Harry, jak ty wyglądasz! — krzyknęła pani Dunkin, kiedy dostrzegła, że syn nie ma jednej brwi.

  — Bardzo ładnie — wtrąciła Sara. — Podoba mi się.

  — Cieszę się Saro. — Uśmiechnął się do niej.

  — Harry, chyba nie chcesz się tak pokazać ludziom? — Oburzyła się kobieta.

  — Pewno, że chcę.

  — Wyglądasz śmiesznie — dodała.

  — Chciałem żeby moje przebranie było ciekawsze. Zrobisz nam zdjęcie?

  — Chyba żartujesz! Wygoliłeś sobie brwi bez mojej zgody! Ostatnio robisz dziwne rzeczy, jak wrócisz z balu chcę z tobą porozmawiać.

  — Wygolił sobie tylko jedną brew — znów wtrąciła Sara.

  — Wiesz, że to bardzo nieładnie wchodzić komuś w słowo?

  — Pan Dunkin! — Zignorowała pytanie kobiety, kiedy dostrzegła przechodzącego obok sąsiada.

  — Poprosimy go aby zrobił nam zdjęcie — zaproponował Harry.

  — Tak, chodźmy — Złapała go za rękę.

 

  Uśmiech, dzieci!

 

  — O, patrzcie, przyszły te dwa rudzielce — rzucił chłopak, który jako pierwszy dostrzegł Sarę i Harry’ego.

  — Faktycznie. — Podszedł do nich Roben.

  — Odczep się od nas, Roben! — Szturchnęła go Sara.

  Roben był największym łobuziakiem w okolicy. Ale dzieciaki go szanowały, zwłaszcza na balu przebierańców, polana, na której się odbywał, należała do jego rodziny, dlatego uważali go za "przywódcę".

  — Czy ty nie masz jednej brwi? — Zaśmiał się widząc Harry'ego.

  — A ta co?! — zawołała znajoma ze szkoły.

  — Co? — zapytała oburzona.

  — Za kogo się przebrałaś?

  — Za Królewnę Śnieżkę.

  — Haha, ruda Królewna Śnieżka!

  — Ruda Królewna Śnieżka i elektryk bez jednej brwi! Proszę państwa oto król i królowa balu. — Roben obsypał ich sianem, którym wypełnione były stojące obok wiadra. Reszta dzieciaków złapała się za ręce tworząc krąg, pośrodku którego zamknęli Sarę i Harry'ego.

 

  Gwizdy.

  Piski.

  Śmiechy.

  Dzieci nuciły piosenkę.

  Król i królowa w podróż udali się. Król i królowa przebierańców. W maskach, nocą, ukradli księżyc. Król i królowa przebierańców.

  — Zwijamy się stąd? — Harry popatrzył na dziewczynę.

  Król i królowa w podróż udali się. Król i królowa przebierańców. Rządzić chcieli sprawiedliwie, tą krainą zrodzoną z mroków. Król i królowa przebierańców.

  — Chodźmy. — Podała mu dłoń.

  — Ej! — Ktoś złapał za nogawkę od spodni Harry'ego.

  — Zostaw! — Ktoś złapał za kosmyk rudych włosów Sary.

  Oboje przeczołgali się po trawie, tylko w ten sposób mogli opuścić tę zgraję.

 

  Sara i Harry pozostawali nierozłączni. Okna w ich pokojach były zbudowane tak, że jedno mogło przychodzić do drugiego. W nocy, kiedy wszyscy spali Harry zakradł się do Sary. Chowali się pod kocem. Opowiadał jej bajki. Jego historię potrafiły rozśmieszyć, sprawiały, że ciemność nie była już straszna. Ale też wzruszały. Kiedy mówił o wiernym psie, który nie opuścił swojego właściciela podczas strasznej śnieżycy, a zamarzł wraz z nim na śniegu.

  Akceptowali siebie. Akceptowali każde swoje dziwactwo. Chyba właśnie to sprawiało, że byli razem tak bardzo szczęśliwi.

  Ta relacja nie podobała się wszystkim. Państwo Brzeski chcieli ich rozdzielić. Dawali chłopcu długie szlabany, zabraniali kontaktów z Sarą. Sądzili, że w ten sposób Harry o niej zapomni. Nie udało im się. Tych swoje ciągnęło do siebie.

 

  — Tu ją zakopiemy. — Chłopiec wskazał na miejsce obok starego modrzewia.

  — Tak. — Włożyła skrzynkę do rozgrzebanej ziemi.

  — Nikt jej tutaj nie znajdzie.

  — Nikt z wyjątkiem nas. Zapamiętaj to miejsce. Za kilkadziesiąt lat wrócimy tutaj i odkopiemy nasz skarb.

  — Wiesz co?

  — Co? — zapytała.

  — Obiecajmy sobie coś.

  — Co takiego?

  — Że nigdy się nie rozstaniemy. Że nie ważne co by się działo, jak bardzo byłoby źle czy wspaniałe, nie porzucimy naszej przyjaźni.

  — Dobrze. — Uśmiechnęła się do niego.

 

 

 

 

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Mia123a
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 11

Opis:
Dodano: 2020-02-09 17:12:35
Komentarze.
Witamy nowy tekst!
Odpowiedz
~Mia123a 6 m.
Cześć, Treningu
Odpowiedz
Cześć Mia
Odpowiedz
~Adelajda 6 m.
"Brakowało jej kogoś z kim mogłaby się bawić." - Brakowało jej kogoś[,] z kim mogłaby się bawić.
"Mimo szyderstw jakie musiała wysłuchiwać każdego dnia" - Mimo szyderstw[,] jakie musiała wysłuchiwać każdego dnia
"Aby nie przebywać w ciemności za długo tylko czasami mówiła "cześć" i "dzień dobry" i pytała "co słychać" "jak leci" - to zdanie również do podglądu, nie wiem czy nie lepiej byłoby wymienić po dwukropku czy jak
"Jedynastolatka bardzo lubiła ich i ich kota." - Jedenastolatka
"Do szkoły jeździli rowerami, w szkole siedzieli w sąsiednich ławkach a po szkole chodzili do knajpki i zamawiali frytki z coca colą." - Do szkoły jeździli rowerami, w szkole siedzieli w sąsiednich ławkach[,] a po szkole chodzili do knajpki i zamawiali frytki z coca colą.
"Ze starej drewnianej szafy, którą znaleźli przy kontenerach zrobili piracki statek." - Ze starej drewnianej szafy, którą znaleźli przy kontenerach[,] zrobili piracki statek.
"Pomalowali ją farbami a z kawałka czarnego materiału uszyli flagę." - Pomalowali ją farbami[,] a z kawałka czarnego materiału uszyli flagę.
"Włożyli to co było im najbliższe, i w pewnym sensie to, za czym najbardziej by tęsknili." - Włożyli to[,] co było im najbliższe[zbędny przecinek, masz spójnik] i w pewnym sensie to, za czym najbardziej by tęsknili.
"Ale nie każdy mógł w niej uczestniczyć." - zaczęłabym zdanie po prostu od "Nie każdy mógł" unikniesz Ale na początku zdania
"Do pasa przyczepioną miał małą latarkę a po prawej stronie na koszuli widniała plakietka z jego imieniem." - zdecydowanie brakuje przecinka
"Mimo bólu jaki odczuwała, bardzo chciał pójść właśnie w nich. Włosy związała niebieską tasiemką." - tu również przecinek po bólu

To tylko niektóre brakujące przecinki, bo jest ich jeszcze do poprawy.
Również zjadły Cię troszkę powtórzenia np. tutaj "Jedynastolatka bardzo lubiła ich i ich kota." - x2 ich później w tym samym akapicie masz "Pani Dunkin nie protestowała, wiedziała, że ich kot jest w dobrych rękach." - również 'ich kot'

O ile łapię sens i całość zamyka się w klamrę, podoba mi się również jak wykreowałaś świat, to gdzieś ta drobnica wybiła się bokiem.
Ale liczę, że podreperujesz i będzie gites
Pozdrówki.





Odpowiedz
~Mia123a 6 m.
Witaj Adelajdo To co mogłam podreperowałam teraz, resztę ogarnę późnym wieczorkiem. Dziękuję Ci bardzo. Również pozdrawiam
Odpowiedz
Mia, wrzuć jeszcze link do wątku z linkami, nim wjadą tam wieczorne zestawy
Odpowiedz
~pkropka 6 m.
Hajo Mia,
"Dom niemal w idealnym stanie, czekała na ich przyjazd."- czekał
" Bawili się w piratów. Ubierali stare pozaciągane koszulę i wytarte spodnie." - koszule
" Zakopali skrzynie. Włożyli do niej swoje "skarby"" - skrzynię
"— Chyba żartujesz! Wygoliłeś sobie brwi bez mojej zgody! Ostatnio robisz dziwne rzeczy, jak wrócisz z balu chce z tobą porozmawiać." - chcę
"Reszta dzieciaków złapała się za ręce tworząc krąg, pośrodku którego zamknęli Sare i Harry'ego." - Sarę
" Oboje przeczołgali się po trawie, tylko w ten sposób mogli opuścić te zgraje." - tę zgraję

Zamiataj szybciutko, bo tekst jest super. Szkoda, żeby taka drobnica kuła w oczy
Czekam na drugą część, bo na razie zbudowałaś super klimat. Taki słodko-gorzki. Czytałam z przyjemnością
Odpowiedz
~Mia123a 6 m.
Pkropciu, zamiatam, zamiatam Z drugą częścią to nie wiem jsk będzie, niby jakiś tam pomysł nam, no... będę działać.
Dziękuję Ci pięknie za wizytkę
Odpowiedz
~Mia123a 6 m.
*mam
Odpowiedz
*Canulas 5 m.
Nie wiem jak tekst się skończy, bo dopiero zaczynam czytać, ale start masz fenomenalny, jeśli idzie o ten kilku-wers. Uwielbiam takie wstawki. Bardzo me guściwie.


"Piąty, jedyny z mocno naciągniętą na uszy czerwoną czapką miał twarz przerażoną." - zastanawia mnie ta przerażona twarz. Przerażająca - rozumiem. Wyglądał z twarzy na przerażonego - rozumiem. Jednak przerażona twarz jakoś mi nie gra.


"Sara dowiedziała się o przyjeździe nowych sąsiadów od pani Bunrin, miejscowej informatorki. Kilka lat temu w wypadku samochodowym straciła męża, od tego czasu całkowicie poświęciła się osiedlowemu życiu." - i ja tu nie wiem czy Sara straciła męża, czy ta sąsiadka.Jesli ta druga, to brakuje jakiegoś" która " czy cuś.


" Harry, jak ty wyglądasz! —krzyknęła pani Dunkin, kiedy dostrzegła, że syn nie ma jednej brwi." - brak kreski dialogowej, a po drugiej spacji.


"— Ej! — Ktoś złapał za nogawkę od spodni Harry'ego

— Zostaw! — Ktoś złapał za kosmyk rudych włosów Sary." - a z kolei to napowtórzenie bardzo mi się widzi, ale to dlatego, że jest zastowowane rozmyślnie, a nie przypadkowo.


No więc: lekkie, nieco, ale tylko nieco nostalgiczne.
Jest również troszkę sztampy. Może nie jako całość, ale w odgrzewanych rekwizytach.
Antagonista, największy łobuziak, na dodatek król pola, na szczęście pojawia się tylko epizodycznie i nie ma wielkiego wpływu na akcję. Jego chujowe zachowanie tylko umacja przyjaźń bohaterów. Bardzo fajna końcówka, choć ja dopisuję sobie we łbie kilkuzdaniowy epilog, że oni faktycznie powracają po pięćdziesięciu latach. Ewentualnie jedno z nich z urną pod pachą.
No i tyle. Wyrabiasz się troszkę językowo, ale takie słówka jak "się", "był", "miał" nadal dość często.
Pozdrox





Odpowiedz
~Mia123a 5 m.
Odgrzewane rekwizyty, noo, faktycznie
Ja wiem ze ten tekst jakoś nie powala, nie ma ładnych zdan, i w ogóle. Są za to powtórzenia, "był" pierduliard razy :/ No, ale i tak fajnie, że coś Ci się spodobało, tego kilku - wersa nie byłam pewna, i ogólnie triche se tu eksperymentowałam. Trochę musiałam, żeby ten tekst jakoś wyglądał. No nic, popoprowiam co tam mam poprawić. Dziękuję bardzo, Canu 😊
Odpowiedz
*Canulas 5 m.
Mia123a, bardzo, bardzo lubię takie wtręty, jak masz na początku. Zresztą w połowie noirów nimi klamruję. Nie wiem jak Ty, ale ja to robię ze strachu. Boję się takiego wierszo-tworu puścić samopas, więc je wprowadzam na obrzeża większych
Pozdrox.
Odpowiedz
~Manta 5 m.
Bardzo mi się podoba jak zbudowałaś klimat lubię takie historie, które wolno się rozwijają, mamy okazję poznać bohaterów, wczuć się w ich skórę.
Przeszkadzały mi tylko pomiędzy dialogami: "Uśmiech, dzieci!" i "Gwizdy. (...) Dzieci nuciły piosenkę". Mam wrażenie, że tam powinien być dłuższy opis tego co się dzieje wokół.
A poza tym bardzo fajnie się czyta
Odpowiedz
~Mia123a 5 m.
Hejka, Manta   Z tym opisem może i racja. Może powinien być. Ale zmieniać już (raczej) tego nie będę. A że poza tym czytało się fajnie to mnie cieszy. Dziękuję pięknie za wizytkę
Odpowiedz
^Halmar 5 m.
Czytałam, jak bym oglądała film. To na duży plus dla tej narracji.
Dobre wykorzystanie efektu.
Odpowiedz
~Mia123a 5 m.
Halmar, dziękuję bardzo Pozdrówka!
Odpowiedz
*Ritha 5 m.
Hello

Zdarzenie: Nigdy nie ufaj elektrykowi bez brwi. - wywal tę kropkę, żeby było estetyczniej (bo w innych wytycznych zestawu nie masz kropek)
"Sara bardzo chciała poznać Harry’ego. Brakowało jej kogoś, z kim mogłaby się bawić. Biegać boso po trawie czy w upalne popołudnia sprzedawać zimną lemoniadę" - już ją lubię
Literówek tym razem nie wyłapię, bo goni mnie czas, a widzę, że już Ci poczyścili.

"Sara i Harry pozostawali nierozłączni. Okna w ich pokojach były zbudowane tak, że jedno mogło przychodzić do drugiego. W nocy, kiedy wszyscy spali Harry zakradł się do Sary. Chowali się pod kocem. Opowiadał jej bajki. Jego historię potrafiły rozśmieszyć, sprawiały, że ciemność nie była już straszna. Ale też wzruszały" - jego historie wzruszały Sarę, a mnie wzruszył ten fragment

"Akceptowali siebie. Akceptowali każde swoje dziwactwo. Chyba właśnie to sprawiało, że byli razem tak bardzo szczęśliwi" - i to piękne

"Próbowali ich rozdzielić. Matka Harry’ego umawiała go na spotkania z innymi dziećmi. Chciała, aby ten zapomniał o Sarze. Z kolei rodzice dziewczynki, dawali jej długie szlabany. Zabraniali z nim kontaktu. Nie udało im się. Tych dwoje ciągnęło do siebie" - tutaj trochę takie wiesz, motywy lekko oklepane, no ale w historiach o miłości prawiących tak to już bywa.

Całość urocza. Nie wiem dlaczego nie wywołuje mojej radości, a wewnętrzny smutek. Może dlatego, że tak idealne układy nie mają lekko w tym świecie pełnym komplikacji. Zestaw solidnie wykorzystany. Widzę jedynkę w tytule, będzie kontynuacja?
Odpowiedz
~Mia123a 5 m.
Ritha, co do tego fragmentu, że próbowali ich rozdzielić, to muszę go jeszcze jakoś przerobić. No i tak, planuje kontynuację, może nie jest to jakieś wybitne opko ale chciałabym spróbować je pociągnąć. Dziękuję Ci bardzooo
Odpowiedz
~JamCi 5 m.
Ubierali stare pozaciągane koszule - ubierali się w... albo wkładali stare...
Jeju jakie ładne. Najpiękniejsza bajką jaką czytałam ostatnio. Zaraz bedę szła spać i tam mi będzie fajnie pójść z Twoimi miłymi myślami. Takie dobre słowo. I napisane tak, jak trzeba. Ciekawie, po dziecinnemu z marzeniem o idealnym świecie.

Odpowiedz
~Mia123a 5 m.
JamCi, ależ miły komentarz Dziękuję. Z tym ubieraniem zaraz poprawię. Pozdrawiam
Odpowiedz
~Agnieszka 5 m.
Witaj,

Początek zachęcający, taki sielski, prozaiczny, fajnie napisany.
Całość sprawia wrażenie uroczo - beztroskiej.
Bardzo zgrabnie rozkminiłaś zestaw.
Pozdrawiam
Odpowiedz
~Mia123a 5 m.
Aguś, dziękuję pięknie za wizytkę Również pozdrawiam
Odpowiedz
+berkas 5 m.
"Często dołączał do nich też pan Dunkin. Zazwyczaj miał przy sobie jakąś książkę. Od kiedy wrócił z misji w Iraku, często czytał." Często często

"Zakopali skrzynie. Włożyli do niej swoje "skarby". Sara schowała kosmyk włosów ulubionej lalki Barbie i bransoletkę z koralików, którą zrobiła na lekcji plastyki. Harry wygrzebany z kuchennej szafki nożyk do mięsa oraz samochodzik bez jednego kółka. Włożyli to, co było im najbliższe i w pewnym sensie to, za czym najbardziej by tęsknili. Włożyli zdjęcie zrobione w noc przebierańców." Tan fragment jest naprawdę cudowny.


"Do pasa przyczepioną miał małą latarkę" miał przyczepioną
"Sara czerwoną w motylki[,] a Harry fioletową w paski."

Lubię takie obyczajowe historie, przyjemnie poprowadziłaś narrację.
Odpowiedz
~Mia123a 5 m.
Hejka, Berkas. Tak se czytałam Twój komentarz przy śniadaniu🍉i no drugie "często" zmieniłam na "dużo" , "miał" przestawilam przed latarkę, przecinek wstawiałam. Fajno, żeś wpadł. Dzięki śliczne! 😉
Odpowiedz
+berkas 5 m.
Mia123a no i super
Odpowiedz
~Mia123a 5 m.
Oj "miał" przed "przyczepioną" 🙃 idę na kawę.
Odpowiedz
~JamCi 5 m.
Mia zajrzyj na maila. Buziaki.
Odpowiedz
~Mia123a 5 m.
JamCi, zajrzałam
Odpowiedz
~JamCi 5 m.
Mia123a cudownie :-)
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin