Pięćset mil do domu — część IX Liga TW#02 — Do krwi w zębach (część II)

Elizjum spalonej ziemi

 T.W. — STARE#01

 Postać: Torturowany szpieg

 Zdarzenie: Pożar na osiedlu

 Gatunek: Opowiadanie drogi

 

 Link do B. Noir 04: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1871

 Proza Poetycka

 Brudne Noir

 

 Ok. Pozwoliłem sobie nieco popłynąć w archaizacji, jak i w sumie ogólnie nieco odbiłem od głównych założeń. No cóż. Tak mnie po prostu pasowało. Przyjmę krytykę za niedopełnienie nakreślonych wytycznych. Chuj tam. Czasem tak jest, że warto iść pod prąd.

 

 Przy tym: https://www.youtube.com/watch?v=pS-gbqbVd8c — w zapętleniu

 

 "Hell is empty and all the devils are here"

 (Piekło jest puste, a wszystkie diabły są tutaj).

 — William Shakespeare

 

 

 *Elizjum spalonej ziemi

 

 

 — przelotny człowieku

 poczęty z wyrazu przerażonej twarzy

 oszlifowany wielogodzinnym zapierdolem w pracy

 uwięziony w ślepym pędzie na poranny pociąg

 trwasz w ułudzie

 nafaszerowanej kolorowym jutrem

 które nie istniało i nie zaistnieje

 ale to nieważne

 niedługo przypadek

 pościele ci nocą —

 

 *

 Strażnik przystanął naprzeciw krat celi. Poświecił łojową pastuchą. Świeca grubości końskiego kopyta oblała półkolem przestrzeń. Szczury nie drgnęły. Muchy nie wzleciały.

 W wiecznej pustce zimny płomień przypominał blask śniegowy, który nie zdołał umknąć uwadze księżyca. Pistacjowy roztop w objęciach swojej własnej śmierci. Uroboros spętany w czterech porach roku.

 — Dziesiąty rok mija, gdzie zwycięstwo twoje?

 Napotkawszy pokulony wzrok, oprawca uznał, że więzień odnalazł przytułek w sumieniu. Że jego uśmiech jest uśmiechem zgasłym. Stał więc triumfalnie, urzekając własne oczy umęczonym ciałem skazanego. Samowładza pokrwawionych dłoni: klucze, pałka, kajdany.

 Mylił się. Mylili się wszyscy.

 I tak to trwało. Upływały lata. Strażnicy odchodzili, przychodzili nowi. Szczurzyce rodziły mioty wściekłych szczurów. Topniały decybele krzyku u oprawców, ponieważ nikomu nie chciało się krzyczeć. Pasja, poczucie misji, cel – wszystko zaczęło umierać. Wytracać własną spiralność. Tortury stały się przykrym obowiązkiem wkalkulowanym w regulamin zatrudnienia. Powtarzalność zdominowała świat więźnia, a zadawany ból obrósł w rutynę.

 I tylko płynęły lata.

 

 *

 — Dwudziesty rok mija, gdzie zwycięstwo twoje? — zapytał kolejny strażnik bez zbędnego animuszu w głosie. Nie widząc więźnia, obświecił przestrzeń, krzywiąc twarz na widok piramidy szczurów, które niemal skryły leżącego. Pomyślał, że przecież nic to. Objedzą go do kości jak co noc, a rano znowu tu będzie. Zaistnieje w nieuchwytnej chwili. Boso, w łachmanach i z bąblami na kikutach stóp. Porozrywany pasami, pocięty, stokrotnie spalony na popiół i tysiąckrotnie utopiony w urynowym wiadrze. Będzie leżał w barłogu, oblepiony lepkością własnego gnijącego mięsa, nadgryzany przez ogromne szczury. Będzie gnił toczony ropiejącymi ranami, w których muszyce – larwy wędrujące, złożą swe potomstwo. Tak samo, jak w kącikach popękanych ust.

 Nadzorca wyszedł.

 W oślepłych od ciemności oczach przykutego pobłyskiwał ognik zielonego szału.

 

 *

 Nim skazańcowi zadano ponownie pytanie, gdzieś w świecie, na zewnątrz, ktoś szykował zagłady straż przednią. Silosy bomb szczelnie wypełniały przestrzeń magazynów od własnego nadmiaru rozpychając ściany. Nocy ciemność wisiała dużo niżej, jakby pomiędzy niebem a ziemskim padołem rozciągnięto brezent, w ten zaś naleciały litry zgniłej wody. Wody brudnej, wręcz czarnej, jeszcze z opiatami przycmentarnej ziemi. I tylko zostało wyglądać na żywioł biblijny. Taki co nad sobą tylko nie jest Panem.

 "Zło furią zwyciężaj" – wypalono na każdej głowicy.

 

 *

 — Trzydziesty rok mija, gdzie zwycięstwo twoje? — spytał kolejny, pełnym pychy głosem. Wierzył w kraty, świst bata i to, że pod ciężarem zjaw ławka nie popęka. Oczekiwał przecież ciszy jak ci wszyscy przed nim. Jednak tej nocy śmiech więźnia był radością u schyłku więdnięcia. Zapowiedzią nadchodzącej burzy.

 — W bojaźni surowej nad wielkością świata, nie wiesz coś utracił i czym jest utrata. Niebianka zlatując, cieszy wasze plemię. Nic, że was roztrzaska. Nic, że was pogrzebie.

 Oprawca pękł w sobie jak naczynie z gliny.

 — Jesteś wariat! — krzyczał. — Zwyczajny szaleniec!

 Pobiegł, a strzępy krzyku odbijał pogłos ciemni korytarza. Pobiegł, zostawiając pustkę własnych kroków. Pobiegł się ratować.

 Lecz już wyschła Lete.

 I wtedy Ereb upadł.

 

 *

 Na zewnątrz wszystko płonęło. Paliły się domy. Drzewa pełzały podpierane na kikutach zwęglonych gałęzi. Z wulkanów wystrzelały ogniste omrocza i każdym stokiem spłynął pogrzmot burzy, mieląc pył ulewny. Morza wypełniły zatopione statki umarłego ognia.

 Jedni krzyżowali deski, aby mieć swój totem. Inni próbowali uchodzić na koniach, ale zajechanych zwierząt nie płoszyły już nawet pioruny. Większość upadła w żegnalnych objęciach i leżała teraz pod wspólnym deszczem ognistych odłamków. Nad niedobitkami kołowały czarne ręce zadymionych wichrów. Po umarłych polach płynął poszum samych słów ostatnich. Wkrótce odspołeczniały narody i odczłowieczały miasta. A zarówno ludzie jak zwierzęta, poznikały niczym polne kwiaty ścięte ostrzem kosy.

 

 *

 Przyszli do niego raz jeszcze, głowy nieśli w dole. A był to czas, kiedy nikt nie pragnął już nieśmiertelności. Świat, w którym powisłe żuchwy kalekich wampirów same kłapały, by je wyciągnąć na słoneczne światło, lecz nie było komu.

 — Pomiłuj — poprosił pierwszy.

 — Czyś ty sam sobie celem do kochania? — spytał drugi.

 — Ulituj się — załkał ostatni.

 — Pierwej zapytajcie! — odparł więzień, dźwiękiem w głosie liry Orfeusza. — Zapytaj, trójgłowa bestio!

 — Czterdziesty rok mija, gdzie zwycięstwo twoje?

 

 *

 To opowiadanie drogi.

 Drogi czterdziestu lat więźnia.

 

 

 

 Osiadła mgła i zsiniała dal.

 Życie przystanęło w umarłym bezruchu.

 Pierzaste wzory czarnych ptaków chmar.

 Wiatry nie szczędzą ziemi tego puchu.

 

 Omdlałe kaczki pomierają w lodzie.

 Żywot im kończy zimowy oblodzeń.

 Utonęły serca. Nikt nie spojrzy w dół.

 Nie rzuci chleba, bo też zmarł przechodzień.

 

 Hausty powietrza odmierzaj ostrożnie.

 Jakby ci było najstraszniejszym wrogiem.

 Dni przyszłych oczekuj niezwykle boleśnie.

 Żyć już nie umiesz, lecz oddychać możesz.

 

 *Elizjum – w mitologii greckiej część Hadesu – podziemnego świata, przeznaczona dla dusz dobrych ludzi. Raj w Hadesie. Przedstawiana również jako kraina na zachodnich krańcach świata – miejsce wiecznej szczęśliwości oraz wiecznej wiosny.

 

 Link do B.Noir 06: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1964

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 24

Opis:

Kolejny noir

Dodano: 2020-02-10 21:57:22
Komentarze.
~marok 8 m.
Ten zachód to najlepszy już wtedy był. Ciekawe
Odpowiedz
*Canulas 8 m.
Marok, no gdzie jak gdzie, ale pod noirem, to Cię Cię-Ciebie nie spodziewałem. Taka gęstość, hmmm.
No nic, każda wizyta bardzo miła. Ta miła + zaskakująca.
Odpowiedz
~alfonsyna 8 m.
Tak mam wrażenie, jakbym czytała już, szczególnie to "gdzie zwycięstwo twoje" mi w pamięci zostało, więc widocznie czytałam. Akurat armagedon pogodowy mi się zrobił, świetnie do nastroju w tekście pasuje, jakichś błędów czy innych niezręczności nie widzę, dla mnie to trochę jak historia świata i wszystkich ludzi, ich potknięć, ich nieszczęść, ich samotności. Taka refleksja, nie mylić z refluksją, na dobry początek dnia.
Odpowiedz
*Canulas 8 m.
alfonsyna, jeśli taki odbiór "Twej", to mnie aż radości wicher zewsząd opląsawia, gdyż właśnie celowałem w egzystencjalny całokształt, kompletnie nie wybiórczo i bezpodziałowo.
Super. Dzięki za kopa w trudy dnia.
Obradośniałem na licu 🤠

Pozdrox
Odpowiedz
~alfonsyna 8 m.
Canulas, o kurde, udało mi się poprawnie odczytać zamysł czyli nie jest ze mną tak źle! Też się zatem raduję.
Odpowiedz
*Canulas 8 m.
alfonsyna, noo jakieś tam clue tak. Choć to nie jest (albo nie miał być) tekst jednointerpretowalny. Natomiast faktycznie chciałem trochę pomatkować czy poojcować całoglobowo, więc taki odbiór autentycznie mnie cieszy.
Odpowiedz
*Ritha 8 m.
Nabrałam powietrza, nim skoczyłam na główkę Obiecałam sobie tym razem nie kopiować (bo to bez sensu przerzucać połowę), wyciągnę tylko minimalnie (bo mnie strasznie kusi):
"Nocy ciemność wisiała dużo niżej, jakby pomiędzy niebem a ziemskim padołem rozciągnięto brezent, w ten zaś naleciały litry zgniłej wody" - to, bardzo plastyczne

"— W bojaźni surowej nad wielkością świata, nie wiesz coś utracił i czym jest utrata. Niebianka zlatując, cieszy wasze plemię. Nic, że was roztrzaska. Nic, że was pogrzebie" - to też mi się podoba, kompletnie nie potrafiłabym w takim narzeczu tkać, ma głębię

"Świat, w którym powisłe żuchwy kalekich wampirów same kłapały, by je wyciągnąć na słoneczne światło, lecz nie było komu" - to (!!!)

"Żyć już nie umiesz, lecz oddychać możesz" - i to

Całość jest wysokich lotów, wiadomo. Technicznie nie wyłapałam żadnych zgrzytów. Klimat demoniczny, okutany w pustkę (wśród innych istnień), przemijanie, słownictwo kompatybilne, sposób wypowiedzi itp. Czytając wczoraj Pięćset, przedwczoraj Do krwi w zębach i dziś Elizjum stwierdzam (po raz kolejny), że naprawdę jesteś elastyczny.
Saluti!
Odpowiedz
*Canulas 8 m.
Ritha, heh, elastyczność to też rozmienianie sie na drogne, ale yebać. Tak mi graj (albo w to). Dziękuję - kłaniam się.
Korona virus może wybić 60% ludzkości, piękne bezkresy, byłyby po 23 latach od wygaszenia
Odpowiedz
*Ritha 8 m.
Aż sie zalogowałam! jakie rozmienianie? czo?! jaki wirus? przeczytalam 800 stron Bastionu (od sześćsetnej strony wciąga xd), autentycznie boje się tej chinskiej zarazy, paśc od grypy to tak jak wpaśc pod kola malucha i zginąć. Komentarz był na slabym prądzie pisany, Noir jest zacny, nie szukaj dziur w monolicie
Odpowiedz
*Canulas 8 m.
Ritha, nie no, łeb mam tera ukierunkowany w taki deseń, więc tak odpryskuję, to tu, to tam. Nie pynkaj na robocie.
Odpowiedz
*Ritha 8 m.
Ach! ok
Odpowiedz
~Adelajda 8 m.
Pamiętam. Dla mnie dość hermetyczny tekst, miałam wtedy trochę problem, aby nie potraktować go powierzchownie. Dzisiaj wracam i cieszę się, że nieco inaczej mogę spojrzeć na ten tekst. Szczególnie początek i fragment o przelotnym człowieku, już samo to wzbudza we mnie coś na kształt smutku.
Odpowiedz
*Canulas 8 m.
Adelajda, nooo, na pewno nie najbardziej hermetyczny z tej gałęzi, ale to chyba subiektywne, więc może.
Ja się cieszę, że dzięki Tobie mogłem Borszewicza odkryć, więc ten, więc, no.
Odpowiedz
~Pasja 8 m.
Rozpocząłeś cytatem z Burzy... uwolnienie ducha a zarazem zła. Wyspa staje się piekłem. Elezjum to kraj wiecznego spokoju i pośmiertnej szczęśliwości. Tutaj ciemny, Zachód Słońca. Świat zza krat pozostaje bez zmian. Cztery dekady obcowania ze szczurami wyzwala w czlowieku wewnętrzny dialog ze sobą. Wykluczony ze społeczeństwa nie ma powrotu na drogę, jest już spalonym cieniem. Nawet ślady zatarte w myślach. Noc ucisza dzień i odwrotnie. Bo sen wcale tutaj nie koi ran? A może bohater potrafi tak usnąć, aby śnić o raju. Wiara tutaj jest samounicestwieniem się, przecież nie wierzy. Religia zawsze budziła i budzi kontrowersje. Mnoży pewne złogi zła i pogrążą niepewność.
~Pistacjowy roztop w objęciach swojej własnej śmierci. Uroboros spętany w czterech porach roku... Uraboros mityczna wizja odnowienia, cyklicznej regeneracji natury. Metafora węża gryzącego swój własny ogon. Trwa walka z samym sobą i jedność stawania i przemijania. A przecież tutaj jest zawsze ciemno... Ereb... zachód.
Uwięziony, przykuty do swojej samotności, do swojego wewnętrznego ja wymyśla lecz nic nie może zrobić. Pogrążą się w swoim niebycie. Nie zna już dobra, staje się złem... "Zło furią zwyciężaj" – wypalono na każdej głowicy.
~Czterdziesty rok mija, gdzie zwycięstwo twoje?... Wypalono w nim muzykę, czy potrafi tam być żywym? Zwycięstwo czy upadek?
Ciekawe studium dobra i zla. Czy droga w miejscu może być drogą do szczęścia?
Pozdrawiam

Odpowiedz
*Canulas 8 m.
Pasja, hmmm, więc no, chyba się Ciebie boję 😮

Wiadomym, że pomimo prób universalności, chciałem jednak, by cały ten wszechświat można było umieścić w człowieku i do niego odnieść. Na różnych płaszczyznach "rozpadu" powiedzmy.
Dziękuję pięknie, tak za samą wizytę, co i szczegółowy filtr.
Pozdrox

Odpowiedz
~Pasja 8 m.
Canulas no trochę się wzdrygnęłam tą bojaźnią. Czy aż tak?

Miłej niedzieli
Odpowiedz
*Canulas 8 m.
Pasja, znaczy, że sporo celnych spostrzeżeń zawarłaś. Wiesz... dajemy sygnały, ale jednocześnie jak coś trafia w tarczę powyżej ósemki, to... 😉... niepokojące
Odpowiedz
~alka666 7 m.
Spętanie wolności, myśli, rozsądku okowami lat niewoli jest jak wyrzut sumienia - powracający do oprawcy - tkwiący w splątaniu Uroborosa, który gryząc swój ogon nie ma początku ni końca. To destrukcja i jednocześnie odradzanie się - tutaj: przez czterdzieści lat, jak i całą wieczność skazańca.
Powtarzalność i w nią wpisane zmęczenie materiału. Monotonia jest wrogiem myśli twórczej, służy rozleniwieniu i utracie czujności. Przez to wymiar tortur słabnie, stają się obowiązkową rutyną.
Po klęsce tłum nie zmądrzeje. Nadal będzie marzyć o potędze i nieśmiertelności. Bestia - błąd w rachunkach. Sądzono inaczej, a wyszło - jak zwykle.

Skazaniec przywodzi mi na myśl kilka porównań, jednak najmocniejsze skojarzenie to Cyncynat z powieści Nabokova.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
alka666, nie czytałem wspomnianej knigi. W zasadzie to z kanonem jestem na mocnym deficycie. Wciąż gonię, wciąż dużo przede mną. Niestety syndrom "od jutra" trafia i pod strzechę książkową. Mam silne postanowienie poprawy w tym zakresie i na razie tyle.
Interpretacja ciekawa, na tyle, na ile ją dziś rozumiem. Jak odhaczę sen, to se jeszcze ze dwa, trzy razy przeczytam.
Dziękuję za wizytę, nawet jesli wynikła z reklamy
Odpowiedz
~alka666 7 m.
Canulas Gdyby nie reklama, nie trafiłabym na tekst. A warto było.

I jeszcze cały czas przetrawiam - liczba czterdzieści: jak 40 dni potopu, 40 dni postu, 40 lat wędrówki Izraelitów do Ziemi Obiecanej itd. - na razie tyle z Biblii

Nabokov "Zaproszenie na egzekucję"
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
alka666, pisarz znany. Dopiszę do swej paragoniej listy. Taa, 40-stek od groma. Okrągła liczba
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin