jasno ciemno
Miasteczko (cz. II) TW #2 – Mojra (2/2)

TW #3 – Miasteczko (cz. I*)

 Postać: Nieistniejący

 Zdarzenie: Tylko sztuczne kwiaty nie umierają

 Efekt: Niech dwie osoby podadzą po zdaniu z książki, którą właśnie otworzą, na jej podstawie należy napisać tekst.

 Straże zostały dziś wzmocnione.

 Hedwiga płakała za Mikołajem.

 

 _____________

 

 Dziś wpadliśmy na pomysł, żeby obstawić wartownikami wszystkie wjazdówki do miasta. Coś na kształt ochotniczej straży. Wciąż nie mamy policji. Nie mamy sądów. Nie mamy lekarzy. Nie mamy niczego, co miałyby fundament na budulcu trwalszym niż prowizorka. Hedwiga płakała wczoraj za Mikołajem. Wszystkie kobiety płaczą za dziećmi. Za mężami, za matkami, za ludźmi. Ludźmi, którzy tworzyli tamten świat. Świat, który składał się z dziś, z wczoraj, z jutro. Nieistniejący. Byliśmy zbyt mali, tak bardzo nic nieznaczący, że to aż groteskowe. Jak rodzaj czcionki, a nie sens słów. Smutno mi, gdy tak myślę. Iga powiedziała, że nie jest nastolatką, ani niedojrzałą jednostką, której imponuje odurzenie lub stos przytłaczających problemów na karku w pakiecie z kreacją pseudotwardej. Ona po prostu chcę się czuć dobrze. Nic więcej nie musi mieć. Nikim więcej nie musi być. Niczego więcej nie potrzebuje. Uderzyły mnie te słowa. Nie wiem, dlaczego tak to ujęła. Tyle na dziś. Napisałbym datę, ale... musiałbym ją wymyślić.

 Terry.

 

 Wypracował w sobie pewną rutynę. Nie wiedział w zasadzie po co, ale gdzieś w głębi czuł, że jakaś część jego potrzebuje takiej namiastki bezpieczeństwa. Czegoś stałego, przewidywalnego, powtarzalnego. Pił kawę, pisał krótką notatkę, trochę czytał (przyniósł kilka powieści z biblioteki), pastował buty i wychodził do niej. Trzy tygodnie temu przybył do tego miasta – jedynej ludzkiej ostoi w promieniu kilkuset mil, które przebył wraz z grupką obcych osób, nie napotykając po drodze żadnych innych zamieszkałych przez zdrowych ludzi miejsc. Maski spalili przy wjeździe. Ona już tutaj była. Wyrzucała zwiędłe kwiaty na prowizoryczny kompostownik. Całe naręcza badyli. Uśmiechnęła się do przybyszy, w tym do niego. A może tylko do niego. Chciał tak myśleć.

 — Zwiędły? — rzucił wesoło. Zbyt wesoło jak na tysiące ludzkich istnień, które zgasły w ostatnich miesiącach.

 — Tylko sztuczne nie umierają — odparła, krzyżując z nim wzrok, przenikliwe, bławatkowe spojrzenie, okraszone tańczącą w kącikach ust namiastką uśmiechu, po czym zniknęła za drzwiami.

 Wiedział, że gdy tylko gdzieś się zamelinuje, od razu wróci w to miejsce. Zapamiętał je dobrze – rozłożysty klon-kolos, piaszczysta droga, szkielet kiosku na rogu i szyld apteki naprzeciwko. Została z niej jedynie witryna, resztę splądrowano. Wrócił tam jeszcze tego samego popołudnia. Cóż lepszego miał do roboty? Wszystko w tych dniach było takie zatrzymane. Czas stracił swoje pierwotne właściwości, uplastycznił się, przestał mieć znaczenie. Nikt już nie mówił, że to pieniądz, bo nikt ich nie potrzebował. Wszystko chwilowo zawisło pomiędzy zgliszczami tego, co było a embrionem jutra. Być może nawet nie zalążkiem, kiełkiem, ziarnem. Trudno nadać materialne cechy nadziei, w ślad za którą nie idzie wiara, czy choćby wizja. Terry miał więc czas i mógł z nim robić, co tylko chciał.

 

 Teraz odwiedzał ją każdego dnia. Otworzyła się przed nim co nieco, opowiedziała o Mikołaju i innych bliskich. I o tym, że musiała się czymś zająć. Musiała się uratować, zanim ze smutku, pustki i tęsknoty postrada zmysły. Pewnego dnia odnalazła tę kwiaciarnię. Pomyślała, że tutaj też wszystko umarło. Że tutaj też nie ma nic. Wykreślone niewidocznym znakiem X, tak jak Bóg niewidoczną ręką wykreślił ich. Wróciła do domu, który osiedliła i cały wieczór rozmyślała. Czuła obecność Boga bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Może przez tę ciszę i pustkę. Nazajutrz wstała z pomysłem, który w razie porażki doprowadziłby ją do łez. Była zupełnie rozchwiana. Wsiadła na rower i poszukała sklepu ogrodniczego. Znalazła w niecały kwadrans. Na miejscu wybiła szybę i wzięła tyle sadzonek i nasion, ile zdołała zmieścić w koszyku. W mieście osiedliło się może z dwieście osób. Każdy brał, skąd chciał i co chciał.

 Zasadziła więc tyle kwiatów, ile zdołała i pielęgnowała je tak, jak umiała. Od rana do nocy zajmowała się tylko tym. Wstawała wcześnie, kładła się późno, zasypiała od razu, nie śniło jej się nic. Lubiła być zmęczona, nie myśleć, nie mieć sił na wspomnienia, analizy, zmartwienia. Potem pojawił się ten facet i pomyślała, że przybywa tam coraz więcej ludzi, wciąż nie ma służb, a samotna kobieta to łatwy łup. Trudno poczuć miłość, gdy serce wypełnione żałobą po brzeg. Łatwo, gdy nigdy nie kończy się noc.

 — Masz imię jak ta sowa w tej starej książce dla dzieci.

 — Moja mama była fanką. To głupie, że dała mi imię ptaka. Nie znoszę go, mów Hed albo Iga.

 — Ok.

 — Dlaczego nie umarliśmy?

 Zastanowił się przez chwilę.

 — Po prostu nam się udało.

 Rozmyślała, czy uda im się zacząć żyć na nowo. Wciąż mieli wodę, prąd, nawet gaz. Nie było listonoszy i tych wszystkich instytucji, ale z końcem lipca zjawił się ksiądz. Odtąd codziennie o osiemnastej odprawiał mszę. Frekwencja zadziwiła nie tylko jego, ale i samych mieszkańców. Ulice pustoszały. Wszyscy modlili się gorliwie. Po jednej z takich mszy Iga zaprosiła Terry'ego na kolację. Spontanicznie. Nie przemyślała tego, nie zaplanowała, po prostu odruchowo potrzebowała, by był. Chciała, żeby przyszedł i żeby był. Wiedziała, że będą się kochać. Wiedziała, że na to cierpliwie czekał i ona, podskórnie, też. Sąsiedzi szeptali modlitwę do Najświętszej Panienki. Hedwiga szeptała również. Potem całą drogę szli w milczeniu, ich palce wczepiały się w siebie. Ugotowała makaron, mówiąc, że nie ma zwierząt i jak tak dalej pójdzie, staną się miastem wegan. Zaśmiał się, mimo że lubił mięso. Zapomniała już, jak to jest być z mężczyzną.

 Było dobrze.

 Nazajutrz pierwszy raz od dawna miała ochotę zostać w domu, ale musiała podlać kwiaty, przypilnować ich. Wypili kawę. Zakochała się.

 On wrócił do siebie – poczytać, napisać notatkę, wypastować buty, ponownie wyjść.

 

 Dziwny jest ten świat. Emocje nigdy się nie uplastycznią jak czas. Nigdy nie przestaną mieć znaczenia. Miłość zawsze będzie niepokojąco wiercić w brzuchu, a zazdrość zaciskać dłoń w pięść. Uczucia zupełnie odwrotnie niż kwiaty, umierają tylko sztuczne. Poznałem sporo nowych osób. Człowiek jest istotą stadną. Nawet kiedy wszyscy wokół doprowadzają go do szału, do szczęścia potrzebuje interakcji. Społeczeństwa. Choćby namiastki relacji. Potrzebuje, żeby ktoś był. Iga nie wie, ale przy północnej wjazdówce doszło wczoraj do strzelaniny. Przybył człowiek, który nie wyglądał na zdrowego. Być może źle go oceniono. Dziś wzmocniliśmy straże. Nie możemy pozwolić, żeby ułuda bezpieczeństwa, którą zaczęliśmy tu czuć, prysnęła przez jakiś głupi błąd, niedopatrzenie czy zaniedbanie. Będę dyżurował przez trzy dni i trzy noce w tygodniu. Bardzo chce mi się żyć.

 Terry.

 

 

 Link do cz. II: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2093

6924 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 43

Opis:

*Część wyczerpuje zestaw, być może będzie kontynuacja, być może nie. Całość mocno inspirowana "Bastionem" Kinga.

Dodano: 2020-02-17 22:30:03
Komentarze.
*Canulas 11 m.
Oj, nie mam już uwagi i mocy, ale piękne wejście tak po cichu. Popołudniowym jutrem przybędę. Cieszę się, że jest
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
Zapraszam
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Ritha, zdublowało Ci się
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Ritha, potroiło Ci się
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
Nie sądzę
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Ritha, hmmm. Widzę Twój tekst trzy razy, więc... więc sądzę.
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
aaaaa, tekst, myślałam, ze komentarz, aaaaaa
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
yep
Odpowiedz
~entropia 11 m.
Teraz to widzę, ale zdobyłam się na Maroka. Po dwóch kawach przyjdę.
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
entropia zapraszam
Odpowiedz
Witamy nowy tekst!
Odpowiedz
~entropia 11 m.
To bardzo ładne i mnie uderzyło te zestawienie kwiatów i uczyć, prawdziwych żywych i tych sztucznych martwych — „Uczucia zupełnie odwrotnie niż kwiaty, umierają tylko sztuczne. " Cykl zniszczonego obrazu, samotności i odrodzenia, nadziei i miłości, i wszystko byłoby dobrze, idylla kwitła, gdyby niespodziewane pojawienie się "intruza" ryzyka choroby i zburzenia znów odbudowanego świata. Fajny pomysł z tą kradzieżą na własny interes, w które włożyła serce. Jak się chce, zawsze można pokonać pozorną niemoc i rozpacz, dzięki pracy zagłuszyła ból straty.
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
Nom, tak żem to utkała, dziękuję za ślad obecności
Odpowiedz
~entropia 11 m.
Ritha "Trudno poczuć miłość, gdy serce wypełnione żałobą po brzeg. Łatwo, gdy nigdy nie kończy się noc.", "Ich palce wczepiały się w siebie" i to! Klimat postapo...
Odpowiedz
Nie, żeby specjalnie, ale widzę, że ja w swoim idę bardzo podobną drogą... więc tym bardziej jestem na tak!
W ogóle jakoś lubię takie historie, niby normalne życie, ale w nienormalnym świecie, gdzie to, co kiedyś wydawało się takie proste i oczywiste urasta to rangi jakiegoś rodzaju walki, zmagania. I właśnie tak o tym piszesz - nie wszystko może być kolorowe jak dawniej, ale żyć jakoś trzeba i szukać małych przyjemności, które popchną to życie do przodu.
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
Alf, ja wiem, że postapo to piąty raz odgrzewany kotlet, ale motyw pewnego rodzaju survivalu (czasem nawet chociażby wewnętrznego) zawsze mnie przyciągał i tak już pewnie będzie. Dziękuję za wizytację
Czekam na Twoje opo zatem!
Odpowiedz
Ritha, postapo ma swój urok i potencjał, bo istnieje nieskończoność możliwości na koniec świata i to, co będzie lub nie będzie potem, więc zawsze jeszcze coś do odkrycia jest.
Cholera wie czy prędzej skończę się ja czy moje opo, bo mnie jakiś koronawirus próbuje chyba zamordować, ale jeszcze, teoretycznie, czas jest.
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
Trzymam kciuki Nie daj się chinckiej zarazie!
Odpowiedz
~Adelajda 11 m.
Świetne! Wyczuwam klimat Cmyka, ale chyba to taki bardziej dojrzały tekst, bardziej wyrafinowany biorąc pod uwagę wartość pochyłego tekstu. No i już lubię, bo jedna z bohaterek ma pierdolca na punkcie kfiotków, jak ja!

"Lubiła być zmęczona, nie myśleć, nie mieć sił na wspomnienia, analizy, zmartwienia." - błogostan, gdy nic już nie wiesz

Czekam na więcej


Odpowiedz
*Ritha 11 m.
Adelajda, dziękuję pięknie, głupie uczucie - ja u Was ostatnio marudziłam, a Wy tera u mnie słodzicie no trudno, przyjmę na klatę skutki uboczne przesadnej szczerości (a raczej bycia coraz bardziej wybredną - nie zjem jajecka bo nie łołupane). Cieszę się, że siadło opo, nie ukrywam Tak, będzie motyw kwiatowy w tle jak widać
Odpowiedz
*Canulas 11 m.

Heloł.

No obadajmy.

Zaczyna się tak, że no... liźnięcie CMYKA. W sensie, z rozmachem pod serię.

"Świat, który składał się z dziś, wczoraj, jutro. " - tutaj mi zgrzyta melodyka i to, tak Ci powiem, grubo. Do wczoraj i jutra dodałbym również "z" lub jakoś usunął pierwsze. No ale raczej po prostu bym dodał.
"Świat, który składał się z dziś, z wczoraj, z jutro. " - Nawet środkowe "wczoraj" tak nie potrzebuje tego "z", jak potrzebuje "jutro". Tak widzę. Tak zostawiam.

"Jak rodzaj czcionki, a nie sens słów. Smutno mi, gdy tak myślę. Iga powiedziała, że nie jest nastolatką, ani niedojrzałą jednostką, której imponuje odurzenie lub stos przytłaczających problemów na karku w pakiecie z kreacją pseudotwardej. " - to jest bardzo ciekawe dla mnie, bo... To jest zjebisty zapis, ale wiem, że już tego nie oddam w słowach zachwytu, bo zanim napisałem ten komentarz, dostrzegłem coś, co jest zajebistrze po dziesęciokroć, jeśli pod kątem klimatu, dramatu i ogólnej zajebistości spojrzeć. Mianowicie:

"Napisałbym datę, ale... musiałbym ją wymyślić." - to zdanie urzeka podobnie jak tytuł opka Maroka "Migawki bez wzoru". A dla mnie to jeden z najlepszych tytułów i kandydat do... kurwa, nie wiem, ale kandydat.
Świetnie oddana dziecięcość, bezradność, małość. Noo – zaebyste.

" — Zwiędły? — rzucił wesoło. Zbyt wesoło jak na tysiące ludzkich istnień, które zgasły w ostatnich miesiącach." - jeee-banaa, no. Kurde. Ić dalej w to. Chuj na razie z innymi tematami. Moze sie dziać. Kolejny kamień serio-wynglowy może powstać.

"Pomyślała, że tutaj też wszystko umarło. Że tutaj też już nie ma nic." - również bym się zastanowił nad eliminacją "już". Tyle że to jedynie poprzez czucie melodyki, która nie musi być zbieżna z Twoją.

"Nie było listonoszy i tych wszystkich instytucji, ale końcem lipca zjawił się ksiądz." - zjadło "z".

I prześwietna końcówka pochyłym pismem. Dobra klamra.
Wiem, że to pisał gość, więc tak zostaw, ale gdybyś to podawała odnarracyjnie, to chyba lepiej "Nawet jak wszyscy wokół doprowadzają go do szału, do szczęścia potrzebuje interakcji."
"Nawet kiedy wszyscy wokół doprowadzają go do szału, do szczęścia potrzebuje interakcji." - tak logiczniej. No ale to pisze człwoiek, ma swe naleciałości, więc ok.

Tekst chowa fajerwerki. Wygląda na to, że może być próbą spotkania dwóch Ciebie, gdzie Cmykowa akcja napotka szereg rozważań egzystencjalnych, charakterystycznych dla "Cięższych tekstów".
Widać, że nie planujesz tego na tekturowy odpierdol. Ładnie i spokojnie kopiesz fundamenty.
Ciekawym każdego z kolejnych zdań.

Odpowiedz
*Ritha 11 m.
Can, już się odnoszę, na wstępie dziękując za rozwarstwienie i pochylenie się.
"z dziś, z wczoraj, z jutro" - dopisane wedle wskazówek, "już" usunięte i tam w końcówce tez zmienione słówko, wszystkie rady wydały mi się zasadne, natomiast tutaj w jednej sugestii nie mogę się połapać, mianowicie:
"Nie było listonoszy i tych wszystkich instytucji, ale końcem lipca zjawił się ksiądz." - zjadło "z" - gdzie to "z" zjadło? "z* końcem lipca" (?) być może

"Ciekawym każdego z kolejnych zdań" - wow, umiesz dobrać słowa tak, by człek poczuł własne skrzydła Dziękuję piękne. Byłam ciekawa, jak zawsze, co powiesz. Jestem zadowolona a tego tekstu. Nie wiem jak będzie on wyglądał dalej, ale na pewno będę go pisać, bo sprawia mi to radość wielka, niespodziewaną.
Dzięki raz jeszcze. Mordka mi się cieszy.
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Ritha, tak, o takie brak "z" chodziło. Fajno, że fajno. Walcz.
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
Can, ok, dopisałam zatem Bedę walczyć
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Ritha, baja. Zrób tak, że jak ktoś będzie się pytał drugiego czy czytał Bastion, a tamten odpyta, co to, to ten pierwszy mu powie: coś w podobie do "Miasteczka"
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
Can a wodę w wino próbowałeś?
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
czyt. przeceniasz mnie, znam swoje miejsce w szeregu
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Ritha, nieee.
Ma być coś w stylu.
- stoję w korku.
- a duży ten korek, pani Ritho?
- a nie wiem, pierwsza stoję
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
: )))
Odpowiedz
~marok 11 m.
Przywędrowałem. Pod tą lawiną tego bloku komentatorskiego napiszę, że po pierwsze: Tytuł jakoś mi baaardzo pasuje i się podoba. Po drugie: opowiadanie też mi się bardzo podoba, a jak czytam je wieczorem to jeszcze bardziej. Zacząłem czytać rano, ale wtedy coś mnie wzywało i musiałem uciec. Jak będzie kontynuacja, to nie pogardzę. Na początku wyczułem trochę tego Kinga. Very good
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
marok fajnie, że przywędrowałeś Cóż Cię wzywało rano? Pognałeś aby za potrzebą? xd
Fajnie, Marok, cieszę się, że Ci się podoba A jak Ci się kiedyś coś nie spodoba, to też napisz (wspominam o tym, bo coraz Cię więcej w komentarzach, więc skoro wyruszasz na te wody niezbadane, to uczciwość jest sterem zawsze).
Pozdrawiam
Odpowiedz
~marok 11 m.
Ritha, to jest akurat ściśle tajne.
Nie mogę powiedzieć że mi się nie podobało, bo bym skłamał, a więc skoro mam być szczery muszę powiedzieć, że mi się podobało baaardzo
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
marok logiczne! mądrego dobrze posłuchać
Odpowiedz
Ritho, coraz bardziej stajesz się moją ulubienicą ♥️
Wszyscy wyżej wypisali już w komentarzach wszystko, co istotne, więc ja dopiszę tylko, że do tej pory jakoś szczególnie nie przepadałam za post apo, a Twoje mi się podoba - możliwe,że dlatego,że nie ma typowego klimatu, wielkiej akcji tworzenia nowego świata, liderów i ich popleczników, ale wszystko rodzi się od nowa tak samo z siebie, tak naturalnie. Ludzie otrząsnęli się, skupili się w miasteczku i zaczynają żyć, zaczynają zapominać o tym,co odeszli tak po prostu, bez celebracji. A wszystko podane Twoim pięknym stylem. Pisz kontynuację, czekam.
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
DarkStone helloł, dzieki piekne, milo mi slyszeć, to juz nie pierwsze moje proby postapo, chyba lubię ten gatunek Nie mam juz dzis pradu komentarzowego, ale dziekuje pieknie za motywujące slowa
Odpowiedz
Ritha,
a ja chyba po objechaniu Borda w drugą skrajność popadłam, bo choćbym chciała,to nic krytycznego mi nie wychodzi😂😂😂
No nie mam się po prostu do czego przyczepić.
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
Dostosowywujesz się po prostu do panujących warunków
Odpowiedz
Ritha,
Możliwe, chociaż nie do końca, jakby było coś nie tak, coś by mi nie pasowało, to też bym napisala
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
DarkStone no i słusznie!
Odpowiedz
~jotka 11 m.
Tak sobie myślę, że jednocześnie nie cierpię i uwielbiam twoją twórczość w takich klimatach krańcowych, ostatecznych.
Nie cierpię, bo twoje umiejętności konstruowania fabuły i przewidywania przyszłych wydarzeń, a także wczuwanie się w emocje bohatera, przy jednoczesnym (!) okraszeniu tekstu taką lekką metaforyzacją wzbudzają u mnie nieco takiej zwyczajnej, ludzkiej, małostkowej zazdrości. Uwielbiam zaś, bo mimo wszystko te historie czytają się same. Czy to Cmyk, którego trochę łyknęłam, czy ten tutaj. Bardzo dobrze też, że nie dajesz wszystkiego na raz, a rozbijasz na części bo w małych porcjach, którymi można się delektować, są idealne.

A teraz o samym tekście. Czytało się gładko, bo nie zapychasz niepotrzebnymi opisami. Ktoś wcześniej zwrócił uwagę, że narracja jest konsekwentna, nie ma nagłego przyśpieszenia, wszystko rozwija się ładnie, stopniowo i ja się z tym zgadzam. Twoim niewątpliwym atutem jest też operowanie bardzo krótkim zdaniami, w zasadzie nawet równoważniki, które robią niesamowity klimat. Zamykasz w kilku słowach coś, co inni rozwlekają na pół tekstu. Dobitnie. Bez wyjaśnienia. Dajmy np. to:

"Nazajutrz pierwszy raz od dawna miała ochotę zostać w domu, ale musiała podlać kwiaty, przypilnować ich. Wypili kawę. Zakochała się."


Podoba mi się. Jest w tym jakaś delikatność. Może to te kwiaty. A może kolacja? Nie wiem, ale wzięło mnie to rozczuliło
5
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
jotka dziękuję pięknie, nie masz czego zazdrościć, ponieważ w niczym nie jesteś gorsza, masz swój, coraz wyrazistszy styl i swoją drogę, ale rozumiem, bo ja też czytając dobre teksty np. u Cana mam tak, że sobie myślę, no skubany, chciałabym tak umieć, zazdro, a przecież życzę mu jak najlepiej. Dzięki za motywacyjnego kopa, równoważniki zdań lubię bardzo, lubię szukać sedna, nie zawsze to wychodzi (!), tutaj chyba się udało
Pozdrawiam

Odpowiedz
~jotka 11 m.
Ritha
Wciąż szukam, ale jakaś zmiana jest na pewno. Od zachłyśnięcia się poezją i bogatymi tekstami bez dialogów do bardziej skrótowego pisania.
Pozdrawiam też
Odpowiedz
~pkropka 11 m.
łooo. Niby zamknięta całość, wyjaśniłaś tyle ile potrzeba i nie czuję niedosytu. Ala jak pociągniesz dalej, to będę przeszczęśliwa.
Chyba skończyła mi się moc komentarzowa, bo z chęcią wyciągnęłabym więcej, ale nie umiem. Grunt, że tekst miodzio.
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
pkropka dziękuję
Odpowiedz
Hej,
Oooo no Pani, bardzo na tak.
To jesteś ty i twoje pisanie. Taaaa, majstersztyk
Pozdrowionka
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
Agnieszka dziękuję!

"To jesteś ty i twoje pisanie"
Odpowiedz
Kurczę ten tekst na początku kursywą cholernie mi podszedł, przez dobór słów i jakąś taką melodię. Bardzo zachęcił do zanurzenia się w tekst. A jest on spokojnie smutny jeśli mogę tak powiedzieć, i przez to wciągający. Jakaś mądrość tu zawarta, mądrość dojrzałych, może nWet starszych ludzi co dużo przeszli. Bardzo ja się utożsamiam z takim przesłaniem, pełnym dostojnego spokoju i umiaru w wyrazie. Mega text.
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
jagodolas woow, dziękuję bardzo mi miło, Jago
Odpowiedz
*berkas 11 m.
Ciekawie pokazałaś poszukiwanie spokoju w sytuacji beznadziejnej. Organizowanie życia, mimo że przypuszczam jest to spokój ulotny. Okaże się w kolejnej części, dokąd radośnie się udam.
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
berkas hejo, dzięki za wizytacje!
Odpowiedz
*Manta 11 m.
"Dziwny jest ten świat. Emocje nigdy się nie uplastycznią jak czas." Coś pięknego jest w tym, że pewne rzeczy są ponadczasowe i uniwersalne. Twoje opowiadanie intrygujące jest, bo właśnie takie struny porusza
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
Manta dziękuje
Odpowiedz
!Szudracz 10 m.
Czy "Miasteczko" jest kontynacją "Cmyka"?
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Szudracz na to wygląda
Odpowiedz
Ritha Nieźle, będę miała co czytać. 😁
Odpowiedz
*Ritha 9 m.
Szudracz zapraszam
Odpowiedz
Czytałam tą część już dawno, a śladu po sobie nie widzę. Dziwne.
Lecę dalej.
Odpowiedz
*Ritha 9 m.
Szudracz to tera jest ślad
Odpowiedz
Przywędrowałam poczytać coś dobrego, skłaniającego do myślenia i się nie zawiodłam. Świetny tekst, WSPANIALE, że jest kolejna część. Lubię u ciebie tę formę pamiętnika, notatnika. Dobrze to siada.
Odpowiedz
*Ritha 8 m.
SylviaWyka dziękować!
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin