Wszystkiego dobrego, dziewczyny!
jasno ciemno
TW #3 Wiwisekcja kary
<
TW #02 Pierwszy człowiek na Marsie
>

[Baśka epizod: 3] Bohaterska akcja

 Nie do końca ufała swoim zmysłom, gdy znajdowała się w upojnym stanie po tak zwanym, spożyciu. Tym bardziej, że z głośników, od kilku chwil, dobiegały do niej dziwne nawoływania. Nie do końca rozumiejąc, komu i o co chodzi, postanowiła w sposób stanowczy uciszyć te dźwięki.

 — A weź spływaj! — wypaliła więc w odpowiedzi i czknęła obleśnie, zwalając się jednocześnie na swój już nieco rozklekotany fotel kapitański.

 Dowódca potężnej jednostki wojskowej, Admirał Czarnecki, niezbyt skutecznie kryjąc zaskoczenie, ponownie wydał rozkaz wywołania transportowca Przedsiębiorstwa Wydobywczego Barbary Szczepanowskiej. "Może coś źle zrozumiała lub niedosłyszała?" — Przeleciało mu przez myśl, gdyż nie nawykł do tonu, w jakim została udzielona odpowiedź.

 — Tu Statek Wojenny Maczuga. Powtarzam: Statek Wojenny Maczuga. Do transportowca Przedsiębiorstwa Wydobywczego… . Admirał Czarnecki żąda rozmowy z dowódcą jednostki.

 Ledwo przytomna Baśka wybełkotała do głośnika:

 — Ale, że kto? — Po czym łyknęła krztynę bimbru, aby, w jej mniemaniu, nieco wyostrzyć sobie słuch.

 — Powtarzam: Dowódca statku żąda rozmowy z dowódcą tej jednostki! — Oficer łącznościowy wyraźnie starał się nie stracić cierpliwości. Baśka na chwilę oprzytomniała, ale po kilku sekundach znów odzyskała dawny animusz. Zrobiła zamach ręką, jakby odganiała natrętną muchę, po czym pochyliła się do przodu i już miała coś odpowiedzieć, gdy nagle zachwiała się i przywaliła głową w blat panelu sterowniczego.

 — Kurwa! — wymskło się jej wprost do mikrofonu. Na chwilę znieruchomiała, po czym beknęła okropnie i wyczerpana takim nagłym zwrotem akcji, opadła na fotel, by po chwili ostatecznie zapaść w pijacką drzemkę.

 

 Kilku chwilową niezręczną ciszę, jaka zapadła na mostku kapitańskim Statku Wojennego, przerwał nieśmiało oficer łącznościowy:

 — Może mają jakąś awarię?

 Jednak nikt nie odniósł się do tych słów i niezręczna cisza trwała nadal. Admirał, znany ze swojej wyjątkowej cierpliwości, nawet nie drgnął. Postał chwilę nieruchomo, zamknął oczy, wziął głęboki oddech, po czym wydał rozkaz przejęcia całej załogi transportowca Przedsiębiorstwa Wydobywczego Barbary Szczepanowskiej.

 

 "Przejęcie całej załogi trwało dwie minuty, bo i całą załogę stanowiła jedna osoba, to jest pani Barbara Szczepanowska. Niestety, stan upojenia alkoholowego przejętego dowódcy transportowca Przedsiębiorstwa Wydobywczego…, sprawił, iż kontakt z nim zdołano nawiązać dopiero po upływie doby..." — Brzmiał zapis w raporcie.

 

 — Nigdy więcej, nigdy więcej, nigdy… — mamrotała cały czas pod nosem, zataczając się lekko i pocierając obolałą głowę. Stąpając ostrożnie, tuż za plecami prowadzącego ją żołnierza, czyniła nieudolne wysiłki zmierzające do poruszania się w linii prostej. Wejście na mostek kapitański nieco ją zdezorientowało. Prowadzący ją mundurowy zatrzymał się tuż za śluzą wejściową pomieszczenia i zasalutował. Baśka, do reszty skupiona na utrzymaniu swojego ciała w pozycji pionowej, nie zdołała wyhamować i z impetem wylądowała na jego plecach. Zaskoczony żołnierz zachwiał się i wygiął niebezpiecznie do przodu, ale ostatecznie zdołał utrzymać równowagę i powrócił do poprzedniej pozycji. Wystraszona kobieta rozejrzała się wkoło, w nadziei, iż to jej niefortunne wejście pozostanie niezauważone. Niestety, szusując wzrokiem po rozległej kabinie, napotkała kilkadziesiąt wlepionych w siebie par oczu. Co najmniej kilku oficerów sprawiało wrażenie wyraźnie zainteresowanych jej przybyciem. Niektórzy nawet do tego stopnia, że oderwali się od swoich zajęć i zgromadzili wokół biurka, przy którym rozkazano jej usiąść.

 

 Baśka siadała powoli, rozglądając się bacznie w koło i jednocześnie tracąc połowę swojej pewności siebie. Myślała intensywnie, czego widomym znakiem było zmarszczone czoło. Cała ta sytuacja była dla niej nieco zaskakująca.

 "W co ja się kurwa, wplątałam?" — zastanawiała się, skrobiąc nerwowo ręką po nodze. Tymczasem po drugiej stronie biurka usiadł jeden z oficerów i zaczął wertować przyniesione ze sobą zapiski. Baśka przełknęła głośno ślinę. Ponieważ w jej mniemaniu cisza nienaturalnie się przedłużała, postanowiła nieco ją rozładować:

 — A tym razem, to za co dostanę ten mandacik? Bo chyba nie za te kilka wyeksploatowanych planetek. Mam pozwolenie na działalność wydobywczą…

 — Wyeksploatowanych? — Oficer wszedł jej w słowo i spojrzał na nią badawczo — Przecież rozwaliła je pani dokumentnie.

 — Tak, właśnie. — Broniła się dzielnie. — Bo wie pan, ja testuję nowe rozwiązania wydobywcze, mogące mieć zastosowanie w górnictwie kosmicznym. Konkurencja i postęp technologiczny wymuszają na mnie takie działania. — Stwierdziła dobitnie, czkając na koniec. Oficer prowadzący przesłuchanie spojrzał na nią z politowaniem.

 — Dobrze, przejdę więc od razu do konkretów. Jak się pani udało wytropić ten statek?

 — Eee… wytropić? — zająknęła się, nic nie rozumiejąc. Postanowiła jednak brnąć dalej. — No wiecie panowie, mam radary, różne czujniki i pełno innych diabelstw na swoim transportowcu. No użyłam ich i wytropiłam. Ale właściwie o co chodzi? — Rozejrzała się niepewnie.

 — Więc kiedy się pani zorientowała, że cel, który dosięgły pani torpedy, to statek tej obcej cywilizacji?

 — Ah tak, cóż… — Baśka plątała się w zeznaniach. Oficer pozostawał jednak nieugięty:

 — Miała pani w ogóle tego świadomość?

 — No, no wie pan… Cóż — jęczała, a jej ciało oblewały siódme poty. Kac stawał się nie do zniesienia. Spojrzała na przesłuchującego ją młodego człowieka w sposób wymowny, ale nie dostrzegłszy wyrazu zrozumienia na jego twarzy, wypaliła zaczepnie. — A nie zaproponował mi pan jeszcze nic do picia.

 W całym pomieszczeniu ponownie zaległa cisza, a na twarzach niektórych z przysłuchujących się osób, można było dostrzec konsternację pomieszaną z osłupieniem. Admirał, który stał z boku, wziął ponownie głęboki oddech, ale nadal pozostawał niewzruszony. Tymczasem oficer prowadzący rozmowę, spuścił głowę w geście rezygnacji, po czym jednak zebrał w sobie resztki cierpliwości, powoli podszedł do dystrybutora i nalał wody do pokaźnego kubka. Baśka aż się cała trzęsła, tak łapczywie opróżniała naczynie. Czknęła, zostawiając sobie łyka na koniec, po czym, już w znacznie lepszym nastroju, zaczęła beztrosko:

 — Więc w sumie, można powiedzieć, dobrze się stało, że uwaliłam ten ich ufoludkowy statek, tak? — wyrzuciła z siebie, znów czkając. Otarła rękawem usta i ciągnęła dalej. — Bo o ile sobie przypominam, to sprawiał wrażenie okopconej planetoidy. Wiecie panowie — nakręciła się, przypominając sobie tamtą sytuację — siedzę sobie w kabinie, relaksuję podniebienie. A tu mi jakaś skała tzn. ufoludkowy najeźdźca pcha się na cel. W tej sytuacji, sami panowie rozumieją — rozejrzała się po pokoju, bezskutecznie szukając u obecnych w nim oficerów zrozumienia — to ja musiałam jakoś stanowczo zareagować! Taki okopcony statek, to sami panowie rozumieją. Niebezpieczny był jak byk! A że tam czaili się jacyś wojowniczy kosmici? — zrobiła wymowną pauzę — W sumie można by rzec, że się broniłam. — Zakończyła triumfalnie swoją wypowiedź, po czym głośno dokończyła picie wody, czkając okropnie na koniec. Nieco osłupiały oficer spojrzał na Admirała, po czym zamknął dokumentację i nie zadał więcej ani jednego pytania. Zdecydowano, że do czasu wyjaśnienia tej sprawy, pani Szczepanowska pozostanie na pokładzie statku wojennego. Póki co, odprowadzono ją do tymczasowej kwatery, w której legła na wyrku i natychmiast zasnęła.

 

 

7501 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Agnieszka
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 23

Opis:

Dodano: 2020-02-20 16:58:16
Komentarze.
Hejson

" — Ale, że kto? — Po czym łyknęła krztynę bimbru, aby, w jej mniemaniu, nieco wyostrzyć sobie słuch. – ten zapis wydaje mi sie neico nieszczęśliwy przez pryzmat: sobie słuch.
Może odpersonalnić, co wyeliminuje powyższe.
" — Ale, że kto? — Po czym łyknęła krztynę bimbru, co miało, w jej mniemaniu, nieco wyostrzyć słuch."

"Wejście na mostek kapitański nieco ją zdezorientowało. Prowadzący ją mundurowy zatrzymał się tuż za śluzą wejściową pomieszczenia i zasalutował. " - może w ramach cięć, pierwsze "ją" w piździeć? Żeby nie było zgrzytu po usunięcieu, możesz ze słowa zdezorienowało oberwać "z".
Wejście na mostek kapitański nieco dezorientowało. Prowadzący ją mundurowy zatrzymał się tuż za śluzą wejściową pomieszczenia i zasalutował.
A jak tak Ci nie gra, możesz przenieść dookreślenie personalne na koniec zdania, co też wyeliminuje dookreślenie.
"Wejście na mostek kapitański nieco zdezorientowało kobietę. Prowadzący ją mundurowy zatrzymał się tuż za śluzą wejściową pomieszczenia i zasalutował. " - noo, takie ooo

Taaak, pamiętam, pamiętam. Tutaj mamy ukłon dla starego dobrego kina Sci-Fi. Wręcz widzę kauczukowe kombinezony kozmitów, statek z krepiny i efekty za pińdziesiunt złotych. Aaaahhh, klasyka.
Odpowiedz
Canulas Bardzo Ci dziękuję za cenne uwagi oczywiście wszystko poprawię, jak tylko dopadnę kompa (na telefonie nie śmiem grzebać w tym opku).
Pozdrowionka )
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.