Żółci ludzie Heban — część 3

Pięćset mil do domu — część XI

 Link do części X: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2007

 

 

 — Trzysta dwadzieścia banknotów studolarowych

 

 I

 Polip siedział przy oknie, jedząc z nerwów stare, zleżałe chipsy i obserwował. Szybko też doszedł do porozumienia z samym sobą, ustalając, że jeśli tylko zobaczy na drodze maleńkie światło, choćby pojedynczy reflektor, od razu uderza w długą. Sorry, B.J. Jimmy. Taki świat. Nie każdy rodzi się Gandhim.

 Zgromadzone tu dziadostwo sugerowało, że na swój przyczółek wybrał zaplecze kuchni. Wiszące szafki, wiszące łyżki, wiszący krzyż. Gary stojące na kuchni. Gary w wiszących (umownie gustownych) szafkach. Gary piętrzące się w zlewie. Dosłownie, jakby biesiadowało tu trzydzieści osób i każdy z tej trzydziestki lubił zjeść.

 Polip, a w zasadzie Aleksander Polipczuk, nie był idiotą. No, przynajmniej się za takiego nie uważał. Dawniej, jeszcze przed karierą drogowego banity, dużo czytał, sądząc, że receptą na urzeczywistnienie amerykańskiego snu o bogactwie jest wiedza w różnych dziedzinach oraz od groma szczęścia i dopiero pierwszy rok po przyjeździe pomógł mu te poglądy zrewidować. Pokazać, że wiedza owszem, znaczenie ma, ale tylko w asyście ze skurwysyństwem i bardzo bliskich relacjach z bezdusznością. Zestawie cech, których nigdy nie nabył. Postaw, których się do końca nie nauczył.

 Ale tym razem było już zbyt poważnie i mimo że naprawdę Jimmy'ego lubił, to sorry. Jedno małe światełko, kochany bracie i pływasz w tym szambie sam.

 — To nie jest strach, a jeśli już, to nie tylko — szepnął do siebie głosem, z którego (jeśli nie jesteś zaprawionym w bojach starym lingwistą) nigdy byś nie wykumał, że nie jest stąd. Nie miałbyś prawa skojarzyć, że przybył z mroźnego i odległego miejsca, w którym nawet oddychanie jest na kartki. Z kraju, w którym siły specjalne nie pierdolą się z terrorystami, niezależnie od tego, czy ci trzymają przed sobą tarcze złożone z dzieci. — To po prostu jedynie kalkulacja — dokończył zdanie i wstał. Następnie przemaszerował wzdłuż szafek, prostując kości. Potem ponownie usiadł. — To zwykły osąd, chłopie. Nic więcej. Oparte na logice przypuszczenie.

 Nieczęsto rozmawiał ze sobą inaczej niźli w myślach, wciąż niedowierzając, że w tym kraju ma do małych dziwactw pełne prawo. A jeśli nawet ktoś go uzna za wariata, nie będzie się to wiązało z wrzuceniem do ciasnego, zimnego pokoju i pozostawieniem na trzy miesiące samemu sobie. Dosłownie niczym źle zaadresowany list, trafiający do skrzynki pustego domu. Tak, jak kurwa mać kiedyś...

 Dał więc upust słowom, przepraszając Jimmy'ego, jak tylko umiał. Mówiąc, że gdyby musiał nagle wiać, to niech kumpel przynajmniej spróbuje zrozumieć jego intencje. W zbiorowym grobie każdy sobie, nie?

 Jimmy nie udzielił zbyt konstruktywnej odpowiedzi, bo od feralnego zderzenia z lecącym młotkiem funkcjonował tylko na dwóch płaszczyznach. Śpiącej lub majacząco-bełkotliwej. W tej chwili była ta druga.

 — Bleegut gluudomm — skwitował, wypluwając na jasną terakotę strumyczek śliny. — Boologg, gallun bllot.

 Polip nie miał wątpliwości co do słów.

 — Cieszę się, że mnie rozumiesz, koleżko. To naprawdę bardzo dużo dla mnie znaczy. Ale spójrz na to wszystko z innej strony. Dla ciebie to tylko sekunda, nie? Łup i koniec. Żabka dostała kijkiem w zielony łeb i z miejsca przestała pływać. Nie musiała brać udziału w tym, co było potem. Słuchać wynaturzeń krzywo obciętej głowy. Rozmawiać z nią. Chryste, przecież to...

 Migające od strony drogi światło nie dało mu skończyć myśli. Serce podjechało pod sam przełyk, utrudniając i tak kiepski dech.

 W pierwszej sekundzie miał ochotę zerwać się z tego niewygodnego, plastikowego w cztery pizdy krzesełka i wybiec w noc, jednak w ogóle nie pamiętał, że ma nogi. Wlepił więc tylko twarz w szybę i obserwował. Nic.

 Ukryty pod czaszką logiczny obrońca szepnął, że nie ma co siać paniki. Że to tylko zbyt nisko lecąca gwiazda lub księżycowe światło odbijające się od potrzaskanej butelki. Zamiast obsrywać majty, należy się lepiej przypatrzeć. Nic na hurra.

 Logika chwilowo zwyciężyła i Polip pozostał na miejscu. Spiął się jednak cały w oczekiwaniu, wiedząc, że jakby co, poza robiącą całkiem spore dziury bronią palną ma jeszcze w odwodzie motocykl. Zatankowany pod sam cholerny korek i lśniący jak wilczy ząb.

 — Bluuuhggta, maalmsuumm ohrra Kanhaaati i Ueeellu — wygłosił ranny, czym niemal nie położył Polipa trupem. Motocyklista chciał go opieprzyć, ale nie mógł wydobyć z siebie głosu. Odczekał więc chwilę, wracając do mantry sprzed lat.

 

 Zero okien, cztery ściany.

 Znów byłem przesłuchiwany.

 Znów pytali, ilu was?

 Znowu mi napluli w twarz.

 ...

 Znowu mnie straszyli śmiercią,

 herbatę mieszając z rtęcią.

 Znów poczułem śmierci woń.

 Szufladą strzaskana dłoń.

 ...

 Znów paznokcie mi wyrwali.

 Wódką z solą polewali,

 krzycząc, że przyznać się czas.

 Skancerowali mi twarz.

 ...

 Oblewali wrzącą wodą,

 porównując matkę z trzodą.

 Kpili i wściekali się,

 ale nie złamali mnie.

 

 Kiedyś wierszyk był dłuższy, ale... No właśnie – zastanowił się Polip. – Ale co? Chyba po prostu przestał już być potrzebny. Wraz z przybyciem do tego cudnego świata, jego dawna mantra, coś, co pozwoliło mu przetrwać cztery najtrudniejsze miesiące w całym życiu, zestarzała się, zatarła i w końcu zdechła. Tak samo, jak większość wspomnień z minionych lat.

 Światło znowu rozbłysło, ale tym razem Polip był zbyt zamyślony, by je dostrzec. Kiedy ponownie zerknął w kierunku okna, zastał noc.

 — Byluha blooh, kahaatii. Blloh, seeloou. — Nie dawał za wygraną B.J. Jimmy, machając głową na boki. Spełniające funkcję bandaży ręczniki ześlizgnęły się, ukazując krwawe wgniecenia w czaszce. Do tego ranny zaczął cały się trząść, jakby go właśnie dmuchał demon padaczki.

 Polip ukląkł przy kumplu, próbując zatamować krwawienie. Szło opornie, bo tamten ciągle się rzucał, uderzając głową o posadzkę i rozpryskując wszędzie cholerną krew. Ciemność spłynęła ponownie pożółkłym światłem. Ktoś lub coś nadchodziło.

 — Jimmy! — wykrzyknął Polip i przyładował leżącemu z liścia. — Ogarnijże kurwa się!

 Tymczasem rannemu oczy zaszły bielą, kręgosłup wygiął się w łuk, którego nie powstydziłby się sam Rudolf Nuriejew.* Dosłownie, jakby Jimmy był głównym kaskaderem w Egzorcyście.

 — Jezus Maria, B.J., uspokój się! Zaraz ci gnaty polecą!

 — Bluughaa gaa. Kahaati ugh! Seeuullu ugh! Matssumaa gaha.

 Polip wyciągnął z kieszeni stos banknotów.

 — Posłuchaj! Uspokój się! Merlin dał mi do przetrzymania twoją działkę. Twoje pieniądze! Trzydzieści dwa żywe klocki! Słyszysz mnie! Mam tu twoją caluteńką kapustę. Chcesz przeliczyć?

 Wtedy B.J, najzwyczajniej w całym cholernym świecie, dźwignął się z gleby i wstał. Tak po prostu.

 To nic, że był pogięty, niczym trzydziestoznakowy chiński wyraz, a głowę miał tak poskręcaną, że mógł z łatwością obadać swą własną dupę. Po prostu wstał.

 — Kanuaati tup — wyjęczał głosem mielonego pod kombajnem królika. — Yyy seuuu, tup. Daah matssumma yh ymhe matssumma. Tup.

 Polip wyciągnął spluwę i przyłożył nieszczęśnikowi do głowy. Do pojedynczego, zbliżającego się światła dołączyły następne. Mężczyzna stał jednak tyłem. Nie widział ich.

 — Dość pierdolenia, Jimmy — powiedział cicho, jakby pewnością w głosie chciał uzmysłowić koledze, że żarty dobiegły końca. Że cokolwiek odpierdala za teatr, ma natychmiast przestać się wydurniać, zanim jego głowa nie przyozdobi ścian. Wtedy właśnie usłyszał za sobą warkot i zrozumiał, że to nie fatamorgana. To nie jeden z tych psychodelicznych odlotów, jakie miewał, kiedy jeszcze żył w zgodzie z psychotropami ani tym bardziej żaden, cholerny sen. To wszystko działo się tu i teraz. Trzeba stąd wypierniczać póki czas.

 — W ihme matssumma, bhy urzeeh. Haa matssum yh ihme matssum — wystękał Jimmy Bon Jovi, odgradzając go od jedynego wyjścia. Nie wiedzieć kiedy i skąd, w uniesionej dłoni trzymał młot.

 

 * Rudolf Nuriejew – Jeden z najsłynniejszych tancerzy baletowych XX wieku.

 

 Link do części XII: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2128

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 14

Opis:

Dodano: 2020-02-21 20:25:16
Komentarze.
~marok 8 m.
ha, teraz na bieżąco jestem, ha!
Odpowiedz
~marok 8 m.
'Polip, a w zasadzie Aleksander Polipczuk, nie był idiotą.' -

Nooo, tym razem podobało mi jeszcze bardziej niż poprzednio. Dzień średniawy, ale jestem bardzo zadowolony. Dobrze że się nawróciłem, jest co czytać
Odpowiedz
*Canulas 8 m.
Dziękować, Marok
Odpowiedz
~alfonsyna 8 m.
"banknotów stu dolarowych" - może się mylę, ale czy to nie powinno być razem - "studolarowych"?
W ogóle jaki zwrot akcji na koniec - uwielbiam.
Już się zaczynałam martwić, że mam zaległości, a tu szybko z tym tematem poszło. Czuję się usatysfakcjonowana w stopniu co najmniej satysfakcjonującym.
Odpowiedz
*Canulas 8 m.
alfonsyna, tak, kurde, studolarowych. Nie wiem jak to się uchowało. Już reperejszyn czynię.
Odpowiedz
*Ritha 8 m.
Tutaj cwałuję nieporadnie Docwałuję niebawem

Odpowiedz
*Canulas 8 m.
Ritha na spokojnie. uspokuj "oko"
Odpowiedz
*Ritha 8 m.

Odpowiedz
*Ritha 7 m.
"Zgromadzone tu dziadostwo sugerowało, że na swój przyczółek wybrał zaplecze kuchni. Wiszące szafki, wiszące łyżki, wiszący krzyż. Gary stojące na kuchni. Gary w wiszących (umownie gustownych) szafkach. Gary piętrzące się w zlewie. Dosłownie, jakby biesiadowało tu trzydzieści osób i każdy z tej trzydziestki lubił zjeść" - świetna konstrukcja

"Dosłownie niczym źle zaadresowany list, trafiający do skrzynki pustego domu" - to jest świetne
"W zbiorowym grobie każdy sobie, nie?" - i to
"Jimmy nie udzielił zbyt konstruktywnej odpowiedzi, bo od feralnego zderzenia z lecącym młotkiem funkcjonował tylko na dwóch płaszczyznach. Śpiącej lub majacząco-bełkotliwej" - i to
Mantra też fajna.

"— Posłuchaj! Uspokój się! Merlin dał mi do przetrzymania twoją działkę. Twoje pieniądze! Trzydzieści dwa żywe klocki! Słyszysz mnie!" - czy "Słyszysz mnie" nie jest pytaniem?

"— Kanuaati tup — wyjęczał głosem mielonego pod kombajnem królika" - Jezu xd porównanie złoto

No i bajabongo.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Ritha ostatnio jestem ulomny z tym co jest pytaniem, co stwierdzeniem. Znaczy nie, że ostatnio. Ogólnie. Się wgryzę na przerwie, ale już tera podziękował.
Dopisujemy do przydatności.
Analiza teksta.
Odpowiedz
*Ritha 7 m.

Odpowiedz
~JamCi 7 m.
No faktycznie. :-) ale szło se przyprotezowac :-) nie było dziury.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
JamCi czyli część niepotrzebna
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
😁
Odpowiedz
~JamCi 7 m.
Canulas nie, wprowadzająca do dalszych wydarzeń.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin