Pięćset mil do domu — część XIII Pięćset mil do domu — część XII

— W balecie zimowych noży: Czasy łotrów, czasy ciemnych bram

 Link do B.Noir 07: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1997

 

 Brudne Noir 08

 

 Stare TW.

 TW 2.0. #02.

 Postać: Nimfomanka

 Miejsce: Piracka łajba

 Zdarzenie: Komputerowy program do tworzenia świata

 Emocje: Podejrzliwość/Trauma*

 

 *(Niestety wydźwięk tekstu raczej nijak się będzie miał do wylosowanych emocji więc, jako że są one jedynie "opcjonalią", pozwolę sobie tym razem z nich nie skorzystać. Tekst widzi mi się spójniejszy bez usilnego ukierunkowywania).

 

 

 # Gdzie jesteście, moje piękne czasy ciemnych bram?

 

 "— I jak zrobimy tym razem? Ubierzemy plastikowe manekiny w maski naszych twarzy, wymyślimy im imiona i napiszemy historię?

 Kiedy pamięciowa eteria spogląda na mnie, jej niebieskie oczy przenikają brudem białej ściany. Stojący tuż obok piecyk opala mi rękę na granicy akceptowalnego progu czuciowego. Normalnie bym go oddalił, ale dziś pozostawiam, jak jest. Dziś mogę zabić, umrzeć lub nic nie zrobić. Dziś najlepszym, co mi się przytrafiło, było bezkonfliktowe przetransportowanie mnie do domu. Dzisiaj widzę Brutusów. Dzisiaj również mam nóż.

 — Nie. Tym razem "my", to musimy być po prostu "my!"

 — Ryzykowne.

 — Wiem, ale...

 — Ale...?

 Wypijam jebaną kawę na dwa łyki. Czemu jebaną? Bo w takim stanie wszystko jest "jebane" lub "pierdolone". Uśmiech roztapia plastik, ale do ujarzmienia stali nadaje się tylko nienawiść i bezlitosność. Afirmuję się więc pochodnymi odczuciami, żeby zyskać kilka kolejnych (...) kalendarzowych.

 — Ukryję nas — wyjaśniam zjawie przy drzwiach. — Ukryję nas w nas. Ukryję nas przed nami.

 — Czyli nie będziesz mówił do mnie, tylko on będzie mówił do niej, tak? Dobrze rozumuję?

 Zmieniam temat, pytając, czy wie, że Autagonistofilia jest dewiacją seksualną, której głównym bodźcem jest sceniczność? Nie daje się jednak zwieść. A nie mam już kawy, herbaty, bodźców do odczuwania lęku ani społecznych hamulców.

 Nie mam nic.

 — Umarłaś — rzucam. — Nie możesz rozumować. Ale tak... To dużo bardziej bezpieczne. Ludzie są głupi, ale bywają instynktownie przenikliwi.

 — Ostatnie pytanie — mruczy, płynąc ku oknu. — Ile zostało?

 Wyjaśniam, że ponad siedemset.

 — A zastanawiasz się nad tym...

 — To już następne, zjawo. Zaczynajmy!"

 

 

 # Dzisiaj mam siłę wrócić. Dzisiaj nawet nie przywiążę nici do nadgarstka.

 

 W asyście pohukiwania przedwojennych zwrotnic jechali windą na dach. Na czwartym ktoś wsiadł. Zamilkli. On krwawe dłonie ukrył w kieszeniach kurtki. Ona bezceremonialnie przykleiła gumę na środku lustra i wyzywającym spojrzeniem błękitnych oczu odszukała zakłopotanie pasażera. Ten tylko pokręcił głową. Wysiadł dwa piętra wyżej, odprowadzony asystą jej chichotów. Dopiero kiedy drzwi się zasunęły, chłopak zabrał kciuk ze srebrnej kulki uwalniającej ostrze sprężynowca.

 — Po co? — zapytał.

 Nawinęła na palec kosmyk nieudolnie utlenionych włosów.

 — Fobofilia, nekrosadyzm, symforofilia — wyliczyła na palcach. Pokrytą krwią dłoń obsiadł brokat z pomalowanych paznokci.

 — Po co? — powtórzył. — Po co, ty pusta kurwo? Mało ci?

 Rozstawiła prowokująco nogi. Nylon podartej rajstopy zatańczył u jej łydki niczym wąż. Chłopak skupił wzrok na tym zjawisku, uważając, że musiało się to wydarzyć, kiedy...

 Dojechali.

 — Prawem wilka — odparła twardym, rzadko kiedy używanym, głosem. — Pierdolimy się?

 Uderzył jej głową w lustro. Poprawił w twarz, szarpiąc przy tym za włosy. Chichot tylko się wzmógł. Piracka łajba osiadała, zatapiana w paroksyzmach bólu i nieujarzmionej rozkoszy.

 Na próbujących dostać się do bloku policjantów szczekał pies.

 

 Kilkanaście minut później, w asyście kosmatej nocy, przystanęli na krawędzi dachu. Było zimno od wiatru i kłamliwie od bliskości nieba. Osiadłe na nadlewkach z lepiku krople deszczu odbijały resztki życia eterycznym blaskiem. Gdyby pobrać księżycowi DNA, mogłoby tak wyglądać.

 Cała ta magia i oni. Dwoje akrobatów intelektu, próbujących wciąż osiodłać dal.

 — Kurewsko wysoko, skarbie? Kurewsko pięknie? Dziesiąte piętro to cztery sekundy lotu, nie?

 — Jedenaste. I nie cmokaj gumą, bo cię zabiję!

 Nie używał słowa "zabiję" na pokuszenie czy dla uzyskania poklasku lub zastraszenia. Nawet jeśli pytała, czy by zabił, odpowiadał, że by nie oszczędził. Wyjęła miętówkę z ust. Następnie ściągnęła kurtkę i wyrzuciła przed siebie. Robiła to samo z butami, kiedy spytał.

 — Co?

 Wyjaśnił, że blok ma oczywiście dziesięć pięter, ale ewakuacyjne schody dodają wysokości jeszcze jedno. Nie skwitowała tego lakonicznym "No i?", wiedząc, że On nie nawykł do tolerowania ignorancji. I, mimo że za kilka chwil miała sfrunąć niczym płatek przedwczorajszej róży, umiała przyznać przed sobą, że nadal nad nią panuje w stu procentach. Fascynujące, że można odczuwać przed kimś tak wielki lęk, by zdołał on zagłuszyć nawet kroki zbliżającej się nieuchronnie śmierci.

 — Opowiedz jeszcze o kolorze moich oczu — poprosiła. — Ten jeden, ostatni raz. Coś z zaborami było?

 Uśmiechnął się na tę porcję słodko-niebezpiecznej ignorancji. Skołtuniałe włosy, zbyt duży sweter, bosa twarz, ubrana jedynie w krwawe odciski jego dłoni i napuchniętą od uderzeń wargę. Małe szaleństwo wiatru. Lizak z żyletką w środku.

 — Błękit Turnbulla, czasem nazywany również Pruskim. Jedno z najpiękniejszych we wszechświecie oszustw naszego wzroku.

 Czytając z mimiki rozmarzonej twarzy, widoczne było, że chciała pociągnąć temat, lecz kiedy spojrzał, zamilkła. Blondyn przystanął za nią. Serce jej oszalało na myśl o tym, że jest jego kaprysem. Jeśli tylko wyprostuje ręce, śmierć ją odnajdzie w piątej sekundzie od teraz.

 — Jesteśmy na jedenastym piętrze, ma milady. A w scrabblach słowo upadek ma jedenaście punktów. Oczywiście, jeśli nie złapiesz premii.

 Oparła o niego głowę.

 — To piękne. Lubię takie trudne... wiesz.

 — Żyjemy jedynie w symulacji, mała. W komputerowym świecie stworzonym przez Boga Ojca – Programistę. Ewentualnie nas, przed nami. Oczywiście nie da rady objąć tego słowem, nie uciekając się do drastycznych przeskalowań czy infantylnych analogii, ale żyjemy w symulacji. W świecie gry. Mówiłem ci o teorii Gygesa? O tym, jak znalazł pierścień dający najprawdziwszą niewidzialność?

 — Chyba. — Próbowała odwrócić twarz w jego stronę, lecz twardym chwytem za barki nie pozwolił. Pięć sekund lotu. Płomienie wiatru wygryzające się w przerażone oczy. Czy to już? Lecę?

 — Pamiętasz coś więcej?

 Przeszperała w pamięci, zaznaczając niematerialną v-ką wszystkie wzmianki o simach. Było tego dużo, lecz wszystko w osnowie niepamięciowej mgły.

 — Coś z moralnością? — wymamrotała głosem zawierającym podprogowe "czy mamy na to, kurwa, jeszcze czas?" — Ale teraz już nie pamiętam. Grunt, że możemy robić, co tylko chcemy. Cała ta gadka, to jedynie kolorowy papierek na użytek naszych anomalii. Nie muszę kupować idei inkwizycyjnej, by czerpać rozkosz ze spalanych czarownic, nie?

  Na jego chłopięcej twarzy wykwitł bezczelny uśmiech. Lubił ją zmuszać do ujawniania pokładów inteligencji. Pomimo tego, że, nie wiedzieć czemu ubzdurała sobie odgrywać rolę tępej, usłużnej suki.

 — Nieważne — zawyrokował, przecinając kabel doprowadzający dalsze spekulacje. — Ty czy ja?

 — Krótkie mam i chyba...

 — Ty czy ja?!

 Wyszeptała odpowiedź.

 

 

 On – Tęsknię do czasów łotrów. Do czasów ciemnych bram.

 

 W odwróconej perspektywie

 odmarłem.

 Czując niestosowność

 twej modlitwy za mnie.

 ja – worek kości.

 ja – chmura myśli.

 

 Od trzymania się za ręce

 potraciliśmy resztki

 papilarnych linii.

 Dwie osoby.

 Ty i ja.

 Selekcja Arki Noego

 

 Napiszemy na kolanie program

 i stworzymy świat,

 gdzie baletnice będą chude w biodrach,

 a złodzieje pozdrowią się gestem

 czy skinieniem głowy.

 

 A potem poranimy, zabijemy księżyc,

 wyjąc.

 Jego krew gorąca pomiesza się z piaskiem.

 Byk nie będzie bykiem, a skorpion skorpionem.

 Czyści i brudni. Dziś pod szyldem: "wszyscy".

 Utoniemy w ogniu.

 

 Nie chcą krzepnąć trupy naszych spotkań.

 Taśmy walkmana, krainy wyobraźni.

 ja – bez dorobku.

 ja – bez perspektyw.

 

 To trochę źle, że cię

 nie ma.

 To trochę źle, bo nie zapisałem

 twej roboczej wersji.

 To trochę źle, że

 tęcza nie jest tak piękna

 w czarno-białym filmie.

 

 

 

 Ona – Nie wołaj!

 

 Znów śnił mi się trupiej.

 Lub znów mu się śniłam.

 

 Pochodzimy z pędu.

 I pęd nas zakończy.

 

 Jakże niebezpiecznie

 wciąż poszerzać horyzonty upojenia bólem.

 To już się dzieje.

 Każdy, kogo mijasz, ma przy sobie broń.

 

 Bo wszystko już było, będzie lub jest.

 Nasz byt jest kulisty. I oby był jednym.

 Nie wołaj!

 

 Pięknie zwilżyć usta i raczyć się drinkiem

 wódki z zimną colą.

 Ale jeszcze piękniej, choć dużo posępniej,

 wypić drinka wódki

 z bakterią E.coli.

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: proza_poetycka

Liczba wejść: 7

Opis:

Dodano: 2020-02-25 19:23:32
Komentarze.
~alka666 7 m.
W końcu trafiłam na Twoją poezję.
Nie jestem profesjonalistą, ale ten raczej nadaje się na eksport, moim skromnym zdaniem.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
alka666, hmm. Tylko nie wiem czy opinia doczyczy samej "okołowierszowej" końcówki, czy tekstu jako takiego. Jeśli całości, to noirów mam kilka. Natomiast jeśli widzisz poezję w oderwaniu zapisu wierszowego i wstawieniu jako osobny twór, to nie planuję rozdzielam.
Dzienkson za wizytację
Odpowiedz
~alka666 7 m.
Canulas Pisząc o "poezji" miałam na myśli końcówkę. Nie myślę o rozdzielaniu tekstu, a raczej o tym, że jednak wierszujesz kiedy potrzebujesz. I moim zdaniem wychodzi to całkiem ciekawie.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
alka666, kiedy potrzebuję, fakt. To raczej forma asekuracji. Jeśli już chcę już coś w ten deseń dziabnąć, reguły obtaczam tekstem, bo jednak samopas puszczając czułbym (czuję najczęście) dyskomfort jakościowy. Nooo, takie tam auto-demony.
Dziękuję za comentario.
Odpowiedz
~Ogonisko 7 m.
Gdybym zajmował sie profesjonalnie batożeniem, to takie teksty zabierał bym do pracy zamiast kanapek. Z pewnością, po takim śniadaniu w pracy, miałbym od groma sił na resztę dnia.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Ogonisko nooo, Ty masz enigmatyczne komentarze. Z logiki wnioskuję, że tekst rozbudził w Tobie kreatywne pokłady agresji.
Odpowiedz
~alfonsyna 7 m.
"wyzywającym spojrzeniem błękitnych oczy" - pewnie miało być "oczu"
Matko, ja dziś na noc sam ciężki kaliber sobie biorę, a i to do lekkich nie należy, choć nie wiem do końca... bo był w tym jakiś rodzaj lekkości słowa, zrozumienia bez słów. Naturalna kolej rzeczy, jak już się nie walczy ani z sobą, ani z życiem tylko się rzuca z rozpędu w otchłań. Może czasem tak właśnie być musi. Jakoś lubię takie obrazki, destrukcyjne w sposób wręcz naturalny. Mimo mocnego ładunku, jakieś emocjonalnie spokojne. Albo może ja to tylko tak widzę czy odbieram, no ale lubię tak czy inaczej.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
alfonsyna - kurcze, jeszcze jakaś literówka jest?
Aaaa, zaraz zmienię.
Miło mnie, że siadło. Dziękuję za refleksje.
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
I tutaj!

Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Ritha przybież
(emotka Boska)
Odpowiedz
~jotka 7 m.
Czytane, znane. Ale wciąż wywołuje te same emocje.
Sama nie potrafię, wiec cenię u innych mocną, męska narrację i językowy minimalizm, gdzie każde słowo ma swoją wagę. To Twój duży plus.
Umiejętnie zarzucasz haczyk, aura tajemnicy, krańcowych czynów wisi w powietrzu.
Na każdym kroku czuć napięcie między bohaterami. Niewiarygodnie oddajesz emocje, wydaje mi się niemożliwym napisać je w taki sposób, nie będąc samemu w sytuacji.
Ten lekki chaos i poszarpane zdania nadają dynamizmu. To wszystko żyje, a ja czuję się jakbym siedziała tam na dachu i przyglądała się wszystkiemu.
I jeszcze ta scenka w windzie. Nie lubię rozmemłanych relacji, prostych, różowo-słodkich, więc to idealnie w mój gust. Co prawda może nie chciałabym dostać w łeb jak pani, ale jako fikcja cudo. Ona jest taka uroczo głupia ❤️
Nie będę cytować, ale... Ale wyjmę tylko to:
"Cała ta magia i oni. Dwoje akrobatów intelektu, próbujących wciąż osiodłać dal."

Odpowiedz
~jotka 7 m.

Piętrze zamiast dachu*
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
jotka, kurde, to bardzo fajny, miły komentarz, bo jak wczoraj spojrzałem na tekst, to miałem małe wątpiwości. Zwłaszcza do wierszopodobnej końcówki. No ale miło bardzo.
Dziękuję.
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
— I jak zrobimy tym razem? Ubierzemy plastikowe manekiny w maski naszych twarzy, wymyślimy im imiona i napiszemy historię? Ź

"Uśmiech roztapia plastik, ale do ujarzmienia stali nadaje się tylko nienawiść i bezlitosność. Afirmuję się więc pochodnymi odczuciami, żeby zyskać kilka kolejnych (...) kalendarzowych.
— Ukryję nas — wyjaśniam zjawie przy drzwiach. — Ukryję nas w nas. Ukryję nas przed nami.
— Czyli nie będziesz mówił do mnie, tylko on będzie mówił do niej, tak? Dobrze rozumuję?
Zmieniam temat, pytając, czy wie, że Autagonistofilia jest dewiacją seksualną, której głównym bodźcem jest sceniczność? Nie daje się jednak zwieść. A nie mam już kawy, herbaty, bodźców do odczuwania lęku ani społecznych hamulców.
Nie mam nic.
— Umarłaś — rzucam" - to całe, absolutnie całe

Miałam czytać Pięćset, ale Żółci ludzie znostalgizowali mój nastrój na tyle, że wybrałam Balet.
Czasem mam ochotę zinterpretować tu i ówdzie. Ale nie chcę. Interpretacja zawsze była dla mnie poniekąd ingerencją. Nie lubię ingerować, lubię obserwować

"Było zimno od wiatru i kłamliwie od bliskości nieba" - to
Lubię tego Noira.

Wyjaśnił, że blok ma oczywiście dziesięć pięter, ale ewakuacyjne schody dodają wysokości jeszcze jedno. Nie skwitowała tego lakonicznym "No i" - czy nie powinno być:
Wyjaśnił, że blok ma oczywiście dziesięć pięter, ale ewakuacyjne schody dodają wysokości jeszcze jedno. Nie skwitowała tego lakonicznym "No i?"

Przerwali mi, wrócę.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Ritha - tak, poprawię
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
" Uśmiechnął się na tę porcję słodko-niebezpiecznej ignorancji. Skołtuniałe włosy, zbyt duży sweter, bosa twarz, ubrana jedynie w krwawe odciski jego dłoni i napuchniętą od uderzeń wargę. Małe szaleństwo wiatru. Lizak z żyletką w środku.
— Błękit Turnbulla, czasem nazywany również Pruskim. Jedno z najpiękniejszych we wszechświecie oszustw naszego wzroku" - i to

"Serce jej oszalało na myśl o tym, że jest jego kaprysem" - to również

"Cała ta gadka, to jedynie kolorowy papierek na użytek naszych anomalii. Nie muszę kupować idei inkwizycyjnej, by czerpać rozkosz ze spalanych czarownic, nie?" - i to (!)

Trochę się czuję oderwana od rzeczywistości przez dzisiejsze lektury, możliwe, że się rozbujam na tyle, że popiszę.

"— Nieważne — zawyrokował, przecinając kabel doprowadzający dalsze spekulacje" - to

"Od trzymania się za ręce
potraciliśmy resztki
papilarnych linii" - i to


"To trochę źle, że cię
nie ma.
To trochę źle, bo nie zapisałem
twej roboczej wersji.
To trochę źle, że
tęcza nie jest tak piękna
w czarno-białym filmie" - to!!!

Ktoś mógłby powiedzieć - już to czytałaś, już to kopiowałaś, powtarzasz się. Niechaj mówi. Jeśli będę chcieć to zrobię to jeszcze 23 razy. Otóż to.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Ritha, nie no, kurdex. Dzięki za następną porcję mobilizującego pnundu. Aż się chce dalej pisać, czy - jak kiedyś pięknie ujął spirytyska - naprawdę warto.

Pozdrawiam serdecznie.
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Can, warto, warto+
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Ritha 🤠
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
🙂🙃
Odpowiedz
~Adelajda 7 m.
Okazuje się, że tego nie czytałam, bądź nie pamiętam. Can, Ty miałeś takie opowiadanie, ciężko mi opisać, nie pamiętam nawet czy to Twoje, coś o martwych kotkach? Czy to u Ciebie czytałam. Coś chyba w klimacie zimy.
A jeśli chodzi o opowiadanie, to fragment w którym stoją na dachu przywiódł mi wydarzenie z tamtego roku, jak chłopak skoczył z któregoś piętra i bardzo często tam tędy przechodzę i nie widzę już tylko bloku, to nie jest już tylko blok.
Ale całość znakomita.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Adelajda - zima i martwe kotki. Kurde blaszka. Pamniętam trzy opka z zimą u siebie, ale... a coś więcej pamiętata, użytkowniczko Adelajdo? Trząchnijta no śródmózgowiem.

Aaaa i dziekuję za: "znakomita". Splotłam łapki na plecach, spuściłem wzrok, a nóżką tak filuternie przed sobą kręcę, jakbym kopał dołek
Odpowiedz
~Adelajda 7 m.
Był jakiś facet i babeczka i chyba on ją odwiedzał, opiekował się nią czy coś, a ona fiksowała powoli, a może to nie Twoje i Ci wmawiam teraz 🙄😦
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Adelajda, jessuu, nie wim
Odpowiedz
~Adelajda 7 m.
Pewnie mi się coś przyśniło, albo to u kogoś innego czytałam 🙄 Na pewno tego nie napisałeś 😆 Ta kobieta była chyba stara, on jej pomagał, któregoś dnia w domu poczuł smród i szukał przyczyny. Dobra, nieważne, zgonmy to na zmęczenie.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Adelajda, wiesz... ja, hmm, mam kilkaset potworkopowiadań, więc kurde... Ale nie kojarzę. Zara podamy wieść na forum. Podniesiem larum, może się jaki gad czy gadzina wychyly
Odpowiedz
~jagodolas 7 m.
Adelajda to chyba Canylasa, tam głowy kotów, tak? akurat ten jteks mi się wtlrył
Odpowiedz
~Adelajda 7 m.
jagodolas tak, czyli jednak nie zwariowałam 😆
Odpowiedz
~Adelajda 7 m.
jagodolas mój bohater 😄
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Adelajda - zobacz Zimowe Zbiory
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
I jak, to to?
Odpowiedz
~pkropka 6 m.
Wróciłam. Głównie dlatego, że odnalazła mnie piosenka, która za każdym razem przywołuje ten tekst:
https://www.youtube.com/watch?v=CxQeXltiI0o&list=LLIf5dy1VyxixybPiosTkLkg&index=11

Wciąż jest świetny. Chyba nigdy nie przestanie.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
pkropka o kurdex, dzięki za odkopanie, miss pkropku
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin