Pięćset mil do domu — część XV Holocaust świata baśni

Pięćset mil do domu — część XIV

 Link do części XIII: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2161

 

 IV

 Nie szli długo. Minutę. Najwyżej dwie. Później korytarz rozpołowił się na dwoje.

 — Lewa ręka od serca — szepnął Bix. — Tak zawsze mówiła babcia.

 — A prawą się wal... — (kurwa, to jeszcze dziecko). — No to chodźmy lewą.

 

 

 V

 Do podobnych wyborów zmuszeni byli jeszcze kilkukrotnie. Szli "na czuja", za mapę mając jedynie nasilający się lub słabnący śpiew. Swoiste ciepło-zimno zaklęte w kobiecym głosie, który mógłby ukruszyć serce pokryte lodem. To wyświechtane, naiwne, wręcz infantylne, ale w taki sposób Indianin do tego podchodził. Tak to odbierał. Nigdy nie był typem romantyka, a odkąd dostał rurką w dzban, już w ogóle. Jak miał ciśnienie na babę, to za nią płacił i tak przez lata leciało, ale zachwycać się śpiewem czy kolorami?

 Teraz gdy szli w ciemności, czerwonoskóry rozumiał, jak dużo dzieciak mu oddał. Świat odbierany przez pryzmat zdrowego mózgu ma wręcz nieskończoną paletę barw. Na tak wiele różnych sposobów można przeżywać zwyczajną, niepozorną sytuację. Choćby ten śpiew.

 Kolejne rozwidlenie. Znowu, jak babcia mówiła. W prawą stronę.

 W tak zgęstniałej ciemności mężczyzna nie miał prawa dostrzec wyraźnie twarzy chłopca, ale wychwytywał radość w jego głosie za każdym razem, gdy dokonywali wyboru dalszej drogi. Czuł targane nim emocje. To, jak malec się cieszył, że jest częścią zespołu. Że jest kimś ważnym i decyduje, którędy dalej pójdą.

 Nie wszystkie wybory okazywały się dobre. Raz czy dwa doszli do ślepej ściany. Do końca drogi. Gdy tak się działo, chłopczyk rzucał małe, zdawkowe: "sorry" a Indianin odpowiadał: "nie ma sprawy". A kiedy już dokonali takiego (z pozoru normalnego, lecz tak naprawdę niemal mistycznego) aktu wymiany zdań, odwracali się i szli po prostu dalej. Spokojnie. Majestatycznie. Mały chłopiec i duży. Splecione dłonie. Ciepło bijące ze ścian, miarowe uderzenia w bębny oraz śpiew.

 — Dlaczego musieliśmy go przenieść?

 Czasem tak się działo. Chłopiec coś sobie myślał. Myślał w sobie. W chłopcu. Potem, jak już umyślił, pytał. Wyrwany kontekst mógł być jedną z cech, po której, jeśli dorośnie, będzie rozpoznawany.

 — Hmm?

 — Tego drzewa, co go zabiłeś, Saracen?

 — Tego o skórze-korze?

 — No.

 Indianin wiedział, o kogo się rozchodzi, ale pragnął zwykłej wymiany zdań. Nawet głupiej. Wciąż w jakiś sposób kwitł. Przemiana, metamorfoza czy co takiego działo się w jego głowie, ciągle jeszcze nie osiągnęło apogeum. Wciąż rosło, zalewając mężczyznę masą wspomnień, feeriami barw i pełną gamą zapachów. Imiona, nazwiska, miejsca. Znaki szczególne czy inne drobne pierdoły. Wszystko wraz.

 Dlatego właśnie się cieszył, że dzieciak zadaje pytania. Że tu jest. Sam, tylko ze sobą, mógłby tego tematu nie przerobić.

 — W ogóle, co to za zdanie? — szepnął, przeciągając niemożliwie każde ze słów. Chciał wydłużyć rozmowę. Wyhodować dla niej zawczasu dalsze alternatywy. Cokolwiek.

 Chłopak chwycił przynętę.

 — Co to za jakie zdanie? Nie rozumiem.

 Musieli się nachylić. Tunel przeszedł w zwężenie do tego stopnia, że przez moment trzeba było iść bokiem. Po chwili jednak wszystko wróciło do normy.

 — Powiedziałeś: "tego drzewa, co go zabiłeś". Jakoś dziwnie mi brzmi.

 Bogowie na śniadych bizonach, co to gnacie przez cztery strony świata. Sześć godzin temu płynął mi pot po plecach, kiedy tylko wymawiałem spółgłoski. Teraz zabawiam się w dyrektora szkoły. Polip by się ucieszył.

 Następny zakręt półkolem, ostry spadek w dół i znowu alternatywa. Niby obie drogi prowadzące podobnie, bo rozdzielone jedynie cienką ścianką, ale jednak.

 — Nie wiem, co brzmi niedobrze. Po prostu, czemu musieliśmy go schować?

 — Rusz głową, to zrozumiesz.

 — Dalej nie wiem.

 — Nie tak. Metaforycznie.

 Kolejne nowe słowo. Następny wybór od serca. Prawo babki. Tak od dzisiaj będzie. Śpiew odległy jak wcześniej, ale bębny i grzechotka już głośniej. Dosadniej i wyraziściej.

 Złapał się na tym, że dzieciak ciągle czeka na odpowiedź. Na odpowiedź albo na wyjaśnienie. Znów zrobiło się węziej.

 — Ja też mam do ciebie pytanie, Bix — szepnął, przechodząc w kucki. Klap, klap, klap. Wędrówka w stylu kaczuszki, a i tak się mieści ledwie, ledwie. Nawet malec przykucnął. Do tego, tym razem, dłużej. Oddech zwężony. Płuca jak posklejane.

 W końcu jednak wszystko wróciło do normy i ponowił.

 — Jest tu ciemno, nie? Ale nie tak, bardzo, bardzo ciemno. W sensie nie wiem, jak ty uważasz, ale po mojemu, to nie powinniśmy tu widzieć nawet na cal. Co rusz powinniśmy sobie rozwalać nosy o ściany albo iść z rękoma wyciągniętymi przed siebie jak jakieś duchy. No, ewentualnie ja powinienem coś tam może dostrzec, tak na jard. Ale ty? Wiem, że jesteś w porządku, ale po mojemu, to powinieneś się odbijać od tych ścian. Tymczasem ja widzę prawie tak dobrze, jak w nocy. Na trzy, cztery jardy nawet. Ciemno, bo ciemno, ale kształty dostrzegam. Nie kumam jednak, czemu tobie nic nie sprawia trudności.

 Chłopak się zapowietrzył jakby przed dłuższą przemową. Nim jednak zdołał wygłosić choćby słowo, obaj usłyszeli dźwięk. Pojedynczy, skrzypiący i donośny. Dochodził tuż zza zakrętu. Przywodził na myśl próbę otwarcia drzwi, które osiadły i teraz, przy szarpnięciu, rysują glebę. Są takie znaki, które w każdym jednym języku są identyczne, więc gdy Saracen położył palec na ustach, chłopak pokiwał głową. Wolno się wycofali. Następnie odczekali dłuższą chwilę. Dźwięk rozbrzmiał ponownie. Pojedynczy, pierdzielony, skrzyp.

 Wcześniej sobie nieco folgowali, wychodząc w wymianie zdań często powyżej szeptu. Tym razem jednak każdy z nich się pilnował.

 — Dobra, posłuchaj! Idę i zaraz wracam. Czekaj tu!

 — Już ci mówiłem, Saracen, że...

 Motocyklista szarpnął mocno chłopczykiem. Przykucnął, by ich twarze były na jednym poziomie. Czasem tak jest, że liczy się wyraz twarzy. Może paść i pół miliarda słów. Bez desperacji w obliczu niczego nie utargujesz.

 — Całą drogę traktuję cię jak równego. Bo ci ufam. To teraz ty zaufaj, kurwa, mi!

 Jeszcze zdanie nie dobrzmiało dobrze kropką, a Saracen wiedział, że rzucony wulgaryzm był niepotrzebny. Miał zaakcentować jego determinację, a bardziej obnażył desperację. Trudno. To jak ze wzrokiem. Co się zobaczyło, to się nie odzobaczy. Z małymi zbrodniami na koncie da się żyć.

 Chłopczyk coś odpowiedział, ale jego przestraszony głos utonął pod naporem kolejnego skrzypnięcia. Mężczyzna poprosił szeptem o powtórzenie.

 — Powiedziałem, że dobra — powtórzył malec, wyswobadzając się z jego golemich łap. — Zaczekam tu. Tylko się nie daj...

 Indianin szorstką dłonią nie pozwolił mu skończyć. Następnie szepnął, by ten nie gadał głupot, bo się jeszcze ziszczą. W ostatniej części swego wywodu dodał, że od teraz mają wspólne hasło, słowo klucz. I jeśli tylko chłopiec je usłyszy, ma natychmiast wiać. A słowem tym będzie...

 Mały przykopał mu w kostkę.

  — Nie gadaj głupot, Saracen. Bo się zeszczą.

 Ten kiwnął głową.

 I poszedł.

 

 Link do części XV: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2231

 

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 8

Opis:

Dodano: 2020-03-01 18:17:37
Komentarze.
~JamCi 7 m.
Z małymi zbrodniami na koncie da się żyć. To najbardziej.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
JamCi
Taaa, gitess, żeś na bieżąco
Odpowiedz
~alka666 7 m.
Czy forma papierowa całości jest dostępna? Nie lubię czytać w kompie, bo wszystko mnie rozprasza, a tu dłuższy, ciekawy tekst.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
alka666, plany są, żeby była w tym roku. Rozumiem awers do czytania na kompie, choć sam nie przejawiam. Z seriami bardziej mam tak, że jak mi jakaś ucieknie (aka: Krajew) ciężko gonić. Sam nigdy nie miałem jakiegoś Kindla i nie planuję. Etap tej części to powiedzmy 45% całości.
Odpowiedz
~alka666 7 m.
Canulas Mam tablet, ale nie lubię w nim czytać. Za dużo pracuję przy kompie, wydłubuję liczby, wodząc nosem przy monitorze jak kret.
Opowiadania piszę w notesach, piórem. Potem przepisuję do Worda. Oprócz obecnego TW.
Książki czytam chętnie i w dużej ilości - kilka, kilkanaście naraz. W zależności do czego je wykorzystuję. Jeśli jakaś mnie mocno wciągnie, inne porzucam, ale potem wracam do nich.
Mam ochotę przeczytać "Pięćset mil..." w całości na papierze.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
alka666, jako że w przynajmniej 23% składam się z niespełnionych planów, a mój asekuracyjny mantro-czar brzmi: "od jutra" (występuje mutacja: "od poniedziałku"nie mogę obiecać, że taka możliwość zaistnieje. Oczywiście będę do niej dążył, ale moje dobre chęci są składowym budulcem pod podłogi w piekle, więc, no... zobaczymy
Odpowiedz
~alka666 7 m.
Canulas Rozumiem. Będę cierpliwie czekać. I wybacz, jeśli będę upierdliwie pytać od czasu do czasu
Odpowiedz
~JamCi 7 m.
Tyż chce papirzane.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
JamCi - Plan jest taki, żeby w tym roku poszło Pińcet i może Rura do tego (w sumie uniwerdum niby zbieżne)
Może też noiry.
Dziwadełka z Rithą
I 2 antologie.

Ale jak wyjdzie -zobaczymy

Odpowiedz
~alfonsyna 7 m.
"Chłopiec coś sobie myślał. Myślał w sobie. W chłopcu. Potem, jak już umyślił, pytał" - ale to super świetna sekwencja, bardzo lubię. W ogóle ta para bohaterów razem mi przypada do gustu coraz mocniej - ta ich relacja ma swój urok. Jest taka naturalnie urocza, w jakiś sposób się uzupełniają, choć pewnie nikt by nie podejrzewał, że tak może być. Aż się pod koniec zmartwiłam, że zaraz się zadzieje coś, co mi się nie spodoba - i to też jest dobra oznaka, bo mam już do nich wyrobione pewne przywiązanie, także tego... nie zamorduj mi ich ani nic takiego. Przynajmniej przez jakiś czas jeszcze. 
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
alfonsyna, może mi wadliwieje pamięciowa skrzynka, ale czy to przypadkiem nie Ty coś wspominałaś, że happy-endy be, a fatal-error multi mogiła cacy?

No i dziękuję za wizytę. (Tak, odpisuję od razu. Nie będe nagle udawał, że mnie nie ma).
Może nie no-life, ale semi no-life
Odpowiedz
~alfonsyna 7 m.
Canulas, tak, jestem przeciwna happy endom w ogólności - kocham destrukcję i takie tam, sama swoich bohaterów to bym z upodobaniem wymordowała wszystkich, ale wówczas by nic nie zostało już. Niemniej, już mi się tu włączył pewien sentyment, w związku z którym bym tę dwójkę chciała jednak jak najdłużej razem widzieć i to też ma pewną wartość dodaną - im bardziej się przywiążę, tym mocniej później odczuję ten niezaistniały happy end. Taki trochę masochizm czytelniczy.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Czyli dobrze pamiętałem, bo tak miałem pewność na 80%. Będzie jak będzie. Niestety (ub stety), ale raczej nie, se umyśliłem, żeby stworzyć fikcyjny pęd, poprzez troszkę częstsze dodawanie teraz opka. Zejdę o dzień lud do dnia nawet. Wiem, że wszyscy z... czwórki chyba odbiorców mają zapięte harmonogramy w żyćkach, ale tak żem se umyślił. Gdybym jednak przeginał, proszę alfonsynę, JamCińską, Rihą., Maroka (lub ewentualnie jakiegoś zameblościankowca o alert korekcyjny. Wtedy rozmyślę nad przybastowaniem.
Dziękować.
Odpowiedz
~JamCi 7 m.
Canulas szpoko, najwyżej nadążę w masie po tygodniu :-)
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
JamCi, heh, dobre i to, cho celowałem w wywołanie pędu u odbiorców, a nie ich niewolnicze zagonienie 🤔
Odpowiedz
~JamCi 7 m.
Canulas niii... Niewolnika nie będzie. Radość tak, nawet w pędzie.
Odpowiedz
~alfonsyna 7 m.
Dobra, no to challenge accepted.
Odpowiedz
~marok 7 m.
Jestem na bieżąco i ciągle się podoba. Dobrze, że część krótsza. Wziąłem na raz i wszystko gites.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Ej, ale Ty wiesz, że jak coś nie halo czy coś, to można - nawet wypada - narzekać?
Odpowiedz
~marok 7 m.
Canulas wiem, ale nie mam nic do zarzucenia. Nie będę bawił się w szukanie na siłę minusów. Jak czytam i nic nie zgrzyta - mówię, że dobrze
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
oki-doki

Odpowiedz
*Ritha 7 m.
"— Lewa ręka od serca — szepnął Bix. — Tak zawsze mówiła babcia.
— A prawą się wal... — (kurwa, to jeszcze dziecko). — No to chodźmy lewą" xd no wieta co!

"Kolejny wybór. Znowu, jak babcia mówiła. W prawą stronę.
W tak zgęstniałej ciemności mężczyzna nie miał prawa dostrzec wyraźnie twarzy chłopca, ale wychwytywał radość w jego głosie za każdym razem, gdy dokonywali wyboru dalszej drogi" - tutaj takie troszkę czepialstwo z mojej strony, bo w zasadzie mi to nie przeszkadza, ale jako że nie znajduję innych błędów to taki ćwierć-zarzut, a mianowicie, do meritum po tym przydługawym wprowadzeniu - powtórzenie wybór/wyboru

Patrz:
Gdy tak się działo, chłopczyk rzucał małe, zdawkowe: "sorry" a Indianin odpowiadał: "Nie ma sprawy".
W jednym nawiasie wypowiedź masz z małej, w drugim z dużej. Ujednoliciłabym.

"Chłopiec coś sobie myślał. Myślał w sobie. W chłopcu"

"Wyrwany kontekst mógł być jedną z cech, po której, jeśli dorośnie, będzie rozpoznawany" - sporo tych przecinków, ten tu:"po której, jeśli dorośnie", wiem ze wtrącenie, ale jeśli miałabym ciachać to tego

Wklejam i jadę dalej.
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
"Chciał wydłużyć rozmowę. Wyhodować dla niej zawczasu dalsze alternatywy. Cokolwiek" - #złoto
"— Powiedziałeś. "Tego drzewa, co go zabiłeś". Jakoś dziwnie mi brzmi" - czy po "Powiedziałeś" nie powinien być dwukropek?
Jeszcze tam wcześniej jest takie:
"Musieli się nachylić. W sensie Indianin musiał" - nie wiem czy to pierwsze zdanie nie jest zbędne, w sensie - rozumiem zamysł, ale jakoś tak mi się tu minimalistyczna natura uruchomiła przy tym zdaniu, luźna sugestia, pod rozwagę

"— Ja też mam do ciebie pytanie, Bix — szepnął, przechodząc w kucki. Klap, klap, klap. Wędrówka w stylu kaczuszki, a i tak się mieści ledwie, ledwie. Nawet malec przykucnął. Do tego, tym razem, dłużej. Oddech zwężony. Płuca jak posklejane" - to fajne

"Czasem tak jest, że liczy się wyraz twarzy. Może paść i pół miliarda słów. Bez desperacji w obliczu niczego nie utargujesz" - to tez mi się podoba

Lubię i Bixa i Saracena
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Ritha, ło babeńczyk. Jessu. Dziękować, ale no, jutra popołudniem późnym się odniesę i ponaprawiam. Tera zmarłem
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Tak, tak
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Wpadam tylko poinformować, że wszystko sumiennie ponawyprawiałem. Cieszę się, że podążasz. Zara walnę kawkę i złapię pęd.
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Canulas gitessss
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Ritha - piję kawę, pierwszą dziś, bo pierwsza dobrze wchodzi. Kończę i fruuu, pisać, pisać, pisać
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Can trzymam kciukulce!
I przesyłam enerdżi, duuuużo enerdżi, enerdżiii enerdżżiii en-en-en.....iiiiii....
*echo odbijajace sie od kazdej ze ścian*
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
🤯
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
er...dżiiii
ii...
iiii...

Idę na deszcz 🙄 ciao, signore Canulardo
Salute!
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin