Historia Samanthy — część I Szeligowska 32

Bez trzymanki

 Cykl: Stare Jednostrzały Grozy

 

 

  — Wyszłam tylko na chwilę — powiedziała eskortującemu ją mężczyźnie. — Góra na dwie minuty. Nie mam pojęcia, jak to się mogło stać. Jak moja córeczka mogła... Ona miała tylko siedem lat.

 I bum. Pęczniejący od początku purchel pękł, znajdując ujście w spazmatycznym szlochu. Oficer pokiwał pojednawczo głową i pomógł jej zająć miejsce pasażera. Następnie zatrzasnął drzwi i wsiadł sam. Wcześniej jednak omiótł wzrokiem miejsce zbrodni jeszcze raz.

 Bo to musiała być zbrodnia, a nie żaden wypadek, jak próbowała mu wmówić matka dziecka. Choć trza jej przyznać, miała zdolności aktorskie. No, ale cóż. Smarki, łzy i szaleństwo na niewiele się zdadzą, kiedy w końcu dojdzie do procesu. Skoro nawet on czuł, że kobieta kłamie, żaden sąd nie powinien dać się nabrać. Choć z drugiej strony w tym kraju? Czort ich wie. Nie takich już wypuszczali.

 (...i właśnie wtedy zaświtała mu w głowie pewna myśl...)

 To, co grzebało zatrzymaną w jego oczach, to... – myśli mu się splątały. Musiał zacząć rozmyślanie jeszcze raz.

 Wyjechali z osiedla i skierowali się na jedną z głównych dróg. Zanim jednak do tego doszło, szarobury kot przeciął im drogę, zmuszając oficera do natychmiastowego i ostrego hamowania. A potem do wygłoszenia odpędzającej złe uroki formułki.

 — Oj niedobrze, oj nie dobrze. A kysz. — Siedem razy z rzędu.

 Następnie po ośmiokrotnym ucałowaniu medalionu z głową psa i sześciokrotnym wzniesieniu rąk, bez przeszkód wyjechali na główną. Wtedy oficer zapytał:

 — Zabiła je, czy nie? Co o tym myślisz?

 Jak z powyższego można przypuszczać, nie kierował pytania do zatrzymanej. Spoglądał za to na wymalowany niebieskim tuszem własny kciuk. Kobieta uniosła wzrok. Dostrzegł to.

 — Co, laluniu morderco? Co się lampisz?

 W sekundę przestała płakać, choć wzrok miała dalej nieprzytomny. Za chwilę pewnie zacznie szarpać za klamkę i uderzać buciorami o szybę. O tak. Za każdym razem tak samo.

 Jechali mostem, bo tylko ta droga dawała teraz szansę na szybką jazdę. A prędkość była w tym momencie najważniejsza. W korku jej krzyki mogłyby ściągnąć jakiegoś domorosłego bohaterka z wozu obok. Nie mówiąc o tym, że z sunącego w żółwim tempie auta łatwiej zwiać.

 — Hallooo? — zaintonował wysoko do własnej pięści — Kapitan Crackers do matki ziemi puszczalskiej. Ładunek w drodze. Powtarzam, ładunek w drodze.

 Chyba była na prochach, bo już powinna skumać, że coś tu nie gra. Powinna napierniczać piąstkami w pleksę niczym Małgosia w drzwi piernikowej chatki. Trza jej jeszcze przykręcić trochę śrubkę. Najlepiej do samej dupy.

 — Nie wiem, czy wiesz suko, ale cię zabiję. Wyjmę nożem oczy, pochwycę za szyję. — zaczął udawać rapera, wystukując pięścią rytm o deskę rozdzielczą, co rusz zerkając we wsteczne lusterko. — Odetnę ci stopy moim wielkim nożem. Nie rzucaj się dziwko, nic ci nie pomoże. — Nic. Zero jakiejkolwiek reakcji. — Ej, no. Nie umie się pani bawić?

 — Czego pan chce ode mnie?

 Nareszcie, pomyślał. W końcu oprzytomniała. No to dalej z tematem. Siuuup.

 — Zabiłaś własną córkę, co? — Odwrócił głowę i wskazał oskarżycielko,, pomalowanym na czerwono palcem. —Własną, cholercia, córeczkę? Wyrzuciłaś ją z czwartego piętra jak... — Podrapał się po owrzodziałej skroni, rozszarpując jeden z krwawniczych guzków. — Jak jakiegoś rupiecia.

 Teraz powinien rozpocząć się cyrk z krzykiem i zaprzeczeniem. Zatrzymana wpadnie w panikę i będzie prosić na wszyekie świętości, by ją wypuścił. Będzie błagać i przysięgać na przemian.

 — Z piątego piętra — odparła bez drżenia w głosie. — Cisnęłam Sandrą jak kartonem po mleku. Stałam i patrzyłam, jak mała leci i leci, by na końcu rozbryznąć się o asfalt. Nie ma co tu ukrywać. Jestem winna.

 To było coś nowego i zupełnie nieoczekiwanego. Z jednej strony, przyznanie do winy, ale z drugiej... Czuł zapach słonego potu i parcie na cewkę moczową, a niewiadomego pochodzenia strach utrudniał koncentrację. Ktoś zatrąbił, ale zignorował ten fakt i pełen najgorszych przeczuć spojrzał we wsteczne lusterko jeszcze raz.

 Jej twarz, Chryste w niebiosach. Jej twarz najzwyczajniej falowała. Mutowała w coś niedającego się jednoznacznie określić. Włosy na białych guzach pełne żył. Oczy poniżej nosa. Szeroko rozwarta gardziel, pełna kłów. Niedorzeczność popychała abstrakcję.

 — Co się dzieje? — zapytał. — Co to wszystko ma znaczyć? To jakiś żart?

 Miast odpowiedzi dwie długie łapy zakończone krzywymi pazurami, roztrzaskały plastikową szybę. W chwilę później spoczęły na jego szyi.

 — Oj niedobrze, oj niedobrze. A kysz. — wyszeptał przed rozszarpaniem.

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: horror

Liczba wejść: 6

Opis:

Dodano: 2019-08-25 23:06:00
Komentarze.
*Canulas 1 r.
Proszę Łita, obiecany staroć.
Odpowiedz
@nuncjusz 1 r.
Ryta ma Cie chyba w dupalu
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Nie mam, pamiętam, pamiętam.
Pisanie z Canulardo pochłania mi czas na czytanie Canulardo, myślę, że Can wybaczy

Odpowiedz
*Ritha 1 r.
I teraz sytuacja wygląda tak:
a) Ritha prosi o staroć
b) Canulardo na prośbę wrzuca staroć
c) mija tydzień, Ritha nie czyta
d) Nuncjusz mówi - heh, ma Cię we zadzie
e) przychodzi Ritha (głupia cipa notabene jak wynika z tej historii) i się tłumaczy, mydli oczy, pisze bzdury, nie czytając dalej
Wnioski z tej wyliczanki powodują, że ja tera nie wiem co począć, by się wybielić. zatańczę, zaśpiewam może.

Ale! Ale to wszystko wynika z tego, że ja Canularda nie czytam na sztukę, tylko muszę mieć prąd we łbie. Ooooo. Proszę się ode mła odtentegować!
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
No więc uroczyście przystępuję do czytania.

„Choć trza jej przyznać, miała zdolności aktorskie” – dałabym trzeba* (w dialogu ok, ale to narracja i rozumiem, że nastawiona również na kolokwializmy, ale tu mi zgrzytnęło)

‘Zanim jednak do tego doszło, szarobury kot przeciął im drogę, zmuszając oficera do natychmiastowego i ostrego hamowania. A potem do wygłoszenia odpędzającej złe uroki formułki” – znaczy, ze musiał to odczynić *.*

„— Oj niedobrze, oj nie dobrze. A kysz. — Siedem razy z rzędu” – hm, jedno masz zapisane łącznie, drugie oddzielnie

Hm, jego odczynianie jest bardziej zaawansowane niż moje jednak Poza tym gada z kciukiem. Lubię takie wariactwa i takich wariatów w opkach.

„Chyba była na prochach, bo już powinna skumać, że coś tu nie gra. Powinna napierniczać piąstkami w pleksę niczym Małgosia w drzwi piernikowej chatki. Trza jej jeszcze przykręcić trochę śrubkę. Najlepiej do samej dupy” – nooo, dużo Canularda w Canulardzie, odwołania do bajek są jakąś tam setną częścią Twojego stylu również, ps. Tu też masz „trza”, już sama nie wiem, może zostaw

„— Nie wiem, czy wiesz suko, ale cię zabiję. Wyjmę nożem oczy, pochwycę za szyję. — zaczął udawać rapera” – bez kropki na końcu wypowiedzi
„Odwrócił głowę i wskazał oskarżycielko,, pomalowanym na czerwono palcem” – przecinki out

Podobają mi się te wstawki, typu: „Teraz powinien rozpocząć się cyrk z krzykiem i zaprzeczeniem” – jego oczekiwania/przewidywania vs rzeczywistość. Tylko, że coś idzie nie po jego myśli, coś go… zaskakuje. A mianowicie bierność, stagnacja, brak histerii i to, że właśnie nic się nie dzieje. A czemu? A temu:
„— Z piątego piętra — odparła bez drżenia w głosie. — Cisnęłam Sandrą jak kartonem po mleku”
Bo ona jest większym świrem od niego Dobry pomysł.
Końcówka przypomina mi takie jedno opowiadanie z jakiegoś zbioru (Królestwa spokoju najpewniej), gdzie się ktoś zamieniał w Wilkołaka. Tak, jest coś podobnego. Tam pamiętam taki moment – samochód zatrzymany na środku ulicy, w którym ktoś się chował i coś z taką mutacją właśnie, nieważne, ale mi to opko tamtą scenę przypomniało.
Czego mogłabym się przyczepić w tym starociu. Nie wiem, nie widzę niczego takiego, jest fajny pomysł i fajne wykonanie, przekonuje mnie ta historia. Jest tu tez coś, z czym teraz masz problem, a wtedy może nie miałeś (?) Otóż jest to zaklamrowany jednostrzał. Nie wstęp do historii, a spójna, zamknięta historia. Czyli umiesz też w ten sposób.
Tak dużo o Canulardo można z tych staroci wyczytać
Pozdrówki

Odpowiedz
*Canulas 1 r.
I dalej nie wiem czy przeczytane
Odpowiedz
*Canulas 1 r.
Aaa, bo tu od góry idzie. To już wiem
Odpowiedz
*Canulas 1 r.
I dalej nie wiem czy przeczytane
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin