Heban — część 4 Pięćset mil do domu — część XV

Pięćset mil do domu — część XVI

 Link do części XV: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2231

 

 VIII

 Na filmach, gdy się wybudzasz, w pierwszej chwili kamera ukazuje twój rozmazany, z wolna łapiący ostrość wzrok. Efekt częsty, tani w obejściu i mający się do rzeczywistości, jak mąż i żona z jeżem i szczotą od kibla. Głowa bolała i wydawała się cięższa, niż zazwyczaj, ale sam wzrok w moment nabrał ostrości.

 — I co się tak gapisz, Alex? Dziewczynki z dziurą w brzuchu nie widziałeś?

 Zamknął oczy. Zliczył do kilkunastu. Potem otworzył ponownie, ale ostrożnie.

 — To nic nie da, Alex. Ja nie zniknę. Stoję tu już na tyle długo, by znać na pamięć melodię twego chrapania. Trzy donośne, mosiężnie brzmiące chrapy. Po nich ciche parsknięcie. Następnie, poczekaj, wiem. Seria bąbelków wypuszczanych przez nos.

 Zaśmiała się, przekrzywiając twarz, jakby chwilę temu spadła z konia, wpadając karkiem prosto pod koła karety. Poszukał rękoma spluwy przy swoim pasie.

 Była.

 — Powinieneś coś zrobić z tym chrapaniem. Bo ja wiem? Zbadać się albo coś. Poleciłabym ci swego ojca, ale jeśli ktoś cię pierdoli, odkąd tylko twoja noga jest grubsza od jego ręki, to raczej nie chcesz go komukolwiek polecać. Nie uważasz?

 Wstał. O Matyldo. Plecy do solidnej renowacji. Ból w krzyżu, udach i kostce. Spękane od słońca wargi oraz ogólne potłuczenia od upadku. Nic dziwnego, że mu odpierdala coraz bardziej.

 — Marnie wyglądasz, Alex — oceniła, zupełnie bez troski w głosie. Przeciwnie. Każde ze zdań zdawało się brzmieć ironicznie. Prześmiewczo wręcz. Małe czarne oczy bez tęczówek, przypominały postać z dawnej bajki, za której czytanie swemu dziecku dostał kiedyś liścia od Katriny. Dobrego strzała z otwartej, po którym aż zatoczył się na kuchnię.

 Przeszedł obok. Przystanął. Graty są, ale motocykl już nigdzie nie pojedzie. Wygrzebał manierkę. Upił. Potem stanął tuż obok tego czegoś i rozpiął suwak spodni. Wstrzymywany od dawna mocz wystrzelił złocistą strugą.

 Ulżyło.

 — Nie krępujesz się.

 Dokończył. Strząsnął. Potem schował fujarę. Następnie przyjrzał się zwidzie. Złote włosy opadały na twarz z obu stron, tworząc nietypowy obraz wykrojonego serduszka. Biała, długa sukienka, czerwona tylko w jednym punkcie – pośrodku brzucha. Szyja nabrzmiała, sina w pistacjowym kolorze. Sandały na gołych stopach.

 — Jeszcze mnie nie pojebało aż tak, żeby się krępować przed krzakiem.

 Klasnęła dłońmi o uda. Mdło. Jakby zza szyby. Stłumiony dźwięk doleciał do niego z opóźnieniem.

 — To dobre, Alex. Uważasz, że jestem krzakiem?

 Ból w karku ustąpił do tego stopnia, że motocyklista mógł już patrzeć na boki. Uda, to prawdopodobnie tylko zwykłe zakwasy. Plecy? Chuj na razie z plecami.

 — Więc naprawdę uważasz, że jestem krzakiem? — Nie dawała za wygraną bezczelna fatamorgana. — Naprawdę?

 Jej wysoki, piskliwy głosik srogo wkurwiał. Do tego, kiedy Polip nachylił się po resztę bibelotów, odezwało się żebro.

 — Naprawdę — burknął, dochodząc do przykrego wniosku, że nawet z magią zaklętą w jego dłoniach, bez dobrze oświetlonego warsztatu i pełnej paki narzędzi, dwukołowiec jest nie do odratowania. Z żalem w serduchu zebrał resztę klamotów.

 — Naprawdę, krzakiem? — usłyszał.

 — Naprawdę. I jako taki, ciesz się, że na ciebie nie naszczałem. Nie wiem, zniknij. Odpierdol się albo coś.

 Ponownie klasnęła o uda. Sekunda minęła i dźwięk dopiero nadleciał.

 — Nie wiesz, że się nie przeklina do dziewczynek?

 Odwrócił głowę. Popatrzył. Mogła mieć od lat siedmiu do jedenastu. Coś mu śmignęło pod czaszką.

 — Jesteś Selu? — zapytał. — Siostra Bixa?

 Dziewczynka miała bardzo mały nos. Wręcz maleńki. Tak, że nie wyobrażał sobie okularów, które mógłby utrzymać. Tylko że okularów nie nosiła, więc jeden chuj.

 — Nie — odparła po dłuższej chwili przetrawiania usłyszanej rewelacji. Potem się roześmiała. Wysoko i nieszczęśliwie. Podobno skorpiony w momencie zagrożenia przed ogniem potrafią popełnić rozmyślne działanie samobójcze, wbijając sobie kolec we własne ciało. Jeśli były tu jakieś, to po tak brzmiącym śmiechu w promieniu pięćdziesięciu jardów powinno być czyściusieńko.

 Skończyła ten pokaz udawanej radości, w momencie, w którym pytał, czy skończyła.

 — No dobra. Jeśli nie jesteś Selu, to spierdalaj. Mam inne rzeczy na głowie, niż gadanie z czymś, co wytworzył obrzęknięty mózg.

 Ruszył poboczem drogi. Ona niestety za nim.

 — Przecież gadanie ze sobą, to dla ciebie nic nowego, Alex.

 Nie odpowiedział. Dogoniła go. Miał ją po prawej stronie. Przyspieszył kroku, o ile pozwalała zwichnięta kostka. Ona zaczęła drobić, by mu dorównać. Było to cholernie upierdliwe. Wytrzymał pięćdziesiąt jardów.

 — No i teraz co? Będziesz tak za mną szła?

 Wzruszyła ramionami. Z bliska dostrzegł, że i dłonie ma sine. Na małym palcu lewej tkwił pierścionek o niebieskim oczku i wartości nieprzekraczającej pięciu centów. Nie zrobiło mu się smutno, ale ciśnienie o kilka stopni zeszło.

 — Mam różne sprawy na głowie, więc może sobie gdzieś pójdź.

 Popatrzyła w każdą z czterech pustych stron świata.

 — Nie wiem gdzie. Zresztą, co mi do tego? Przyjebałaś się do mnie jak wyrzucony z samochodu kundelek.

 — Kundelka też byś odtrącił?

 Odwrócił się bokiem. Upił łyk wody. Rzucił dziesięć przekleństw we własnej głowie. Znowu upił łyk wody. Odwrócił się do niej przodem.

 — Kundelek, droga panno, byłby żywy. Prawdziwy. Jak stoisz pod słońce, widzę za tobą krzaki. To się jakoś nie wpasowuje w materialność.

 Wzięła ręce pod boki. Tupnęła nóżką. Z bezdeni czarnych oczu wypłynęła łza.

 — A weź ty się Alex, odpierdol — rzuciła znad skraju płaczu. — Weź ty… idź ty... idź sobie.

 Teraz ona stanęła do niego tyłem.

 — Dobra, przepraszam. Już?

 Nic. Tylko dolatujące z opóźnieniem, pociągnięcia nosem. Dwie minuty stania w bezruchu i oczekiwania na to, aż wytwór jego wyobraźni w końcu się uspokoi. Dwie minuty, po których nie nastąpiła w tej materii żadna zmiana.

 — Długo będziesz się boczyć?

 Cisza.

 — Ej — ponowił. — Pytałem, czy długo jeszcze…

 — Do samej śmierci — syknęła. — A nie, czekaj. Ona już nastąpiła, więc pewnie dłużej.

 Upił łyk. Splunął. Słońce stało wysoko. Zbyt wysoko, by uspokajanie preriowego krzaka wpasowywało się w kanon przemyślanego pomysłu. Do tego jedna blada chmurka w samym narożniku nieboskłonu. W takim piecu z ciała schodzi pół galona w godzinę. I to tylko, jeśli śpisz.

 — To może przestań się w końcu mazać i pogadajmy?

 Cisza.

 — Słyszysz, co mówię, dziewczynko?

 Cisza.

 — Kurwa go w dupę…

 — Słyszę!

 Wypuścił powietrze. Upił. W manierce pusto.

 — No więc? — spróbował ponownie. — Pogadamy?

 Cisza.

 — Dziewczyno! Do jasnej ku…

 — Chcesz rozmawiać z duchem?! — wykrzyknęła. — Z projekcją? Z czymś, co istnieje tylko wewnątrz twej głowy?

 — Posłuchaj, ja… — zaczął, kładąc jej dłoń na ramieniu. Przeleciała na wylot. — Noż, do chuja jasnego! — rzucił i ruszył przed siebie. Po chwili, z charakterystycznym opóźnieniem, dobiegł go odgłos sandałów uderzających o udeptany piach.

 

 Link do części XVII: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2271

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 13

Opis:

Dodano: 2020-03-04 20:38:22
Komentarze.
~JamCi 7 m.
Jeszcze mnie nie pojebało, aż tak - bez przecinka tu
Nie wiem, gdzie - przecinek potrzebny? Nie wiem.
W takim piecu, z ciała schodzi pół galona w godzinę - potrzebny tu? Nie wiem. Jakby co to chętnie się nauczę.
Treść, sens zajebiste. Magia i tylko magia. Kocham to.

Odpowiedz
*Canulas 7 m.
JamCi - właśnie kiedyć, na początku, co gadaliśmy z Rithą, że moze Ci sie spodobać od momentu dziewczynki, to chodziło o nią.
Przecinnki ponaprawiałem z marszu. Dziękuję.
Odpowiedz
~JamCi 7 m.
Canulas yyyy ale ja nie wiem czy słusznie mi nie pasuje. Może źle. Często tak mam.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
JamCi - jest git!
Odpowiedz
~marok 7 m.
"Na filmach, gdy się wybudzasz, w pierwszej chwili kamera ukazuje twój rozmazany, z wolna łapiący ostrość wzrok. Efekt częsty, tani w obejściu i mający się do rzeczywistości, jak mąż i żona z jeżem i szczotą od kibla." - zacne.

Nooo, kurde ta część mega jest. Normalnie płynąłem po niej, ale tak, jakoś inaczej, lepiej. Końcówka też baardzo dobra, ale to i tak wszystko jest bardzo dobre.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Miło mnie, kawalerze
Cwałujesz godnie
Dziękować
Odpowiedz
~alfonsyna 7 m.
"Następnie przyjrzał się zwidzie" - nie wiem czy to nie miało być "zwidowi", bo chyba nie ma żeńskiej wersji "zwidu";
Mam lekkie wtf, może temu, że godzina mało sprzyjająca i właściwie to w ogóle się takiego obrotu spraw nie spodziewałam. Ale to dobrze, tak mnie można zaskakiwać, jest to dość osobliwie fascynujące. Dobre czytadło wieczorne, bardzo dobre.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
alfonsyna, o kurde, nie ma. No to może, że to niby takie słowotwórcze, ekspresyjna wolność, wyjście poza schematyczność i nieszablonowość... eee, nie, przerobię na "zjewie". Taaa, tako poczynię.

Rozumiem, że istnieje wtf, ale to znowu dlatego, że części są pocięte na potrzeby t3. Normalnie byłyby rozplanowne trochę inaczej.

Pozdrokietek.
Odpowiedz
~alfonsyna 7 m.
Canulas no niby brzmi całkiem ładnie, więc jako słowotwórcze i ekspresyjne by się sprawdziło, ale zjawa też jest spoko.
Najważniejsze, że nadążam z tematem, skoro się nie gubię, to jest wszystko git.
Pozdro.
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Łooo, tu już mnie nie było! Tyle zaległości! biere się do czytusiania. Oby było dużo WIWACIKA! Bo ostatnio było go bardzo MALUTKO!
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
"— Wiec naprawdę uważasz, że jestem krzakiem?" - Więc*
"I to tylko wtedy, jeśli śpisz" - to już takie bardzo finezyjne czepialstwo, ale nie pasuje mi układ "wtedy, jeśli", może:
"I to tylko wtedy, gdy śpisz"
lub
"I to tylko wtedy, kiedy śpisz"
lub
"I to tylko jeśli śpisz"
Obadaj swoim oczęciem.

Ok, mamy Thelmę. No i super, że jest, bo punktuje przy niej Polip. Myślę sobie, że pisząc pierwsze części miałeś chyba wizję Merlina jako mocnej postaci, a potem Polip, Seracen i Wiwat zaczęli go coraz bardziej przyćmiewać. No i dobrze. Żywe opku.

Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Ritha oba błędy również własnie poprawiam. Przychylam się do: I to tylko jeśli śpisz.
Dziękować.
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Superro.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin