TW 04 — Na łuk owcy Heban — część 4

Pięćset mil do domu — część XVII

 Link do części XVI: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2247

 

 IX

 Spiczasty Łeb podszedł i fuknął w jego kierunku. Fuknięcie nie było zrozumiałe, lecz wyrażało pretensję. I tu pojawił się problem, bo gdyby Saracen montował kiedyś CV, raczej by nie napisał: spokojny-zrównoważony. Spiczasty Łeb znowu fuknął z pretensją i łeb zleciał.

 

 X

 Szli poboczem dopiero od pięciu minut, a Polip już zdążył się dowiedzieć, że dziewczynka ma na imię Thelma. Jej dwie ukochane koleżanki to Ritha i Susan, ale Susan przez "Z" (choć jej, kurwa, tłumaczył, że nie ma Susan przez "Z"). Chomik "Piłeczka" zginął, skacząc ze stołu, bo (pomimo swego imienia) wcale się nie odbijał. A siostrzeniec Robby, odkąd pojechał na wieś i niechcący napił się środka przeznaczonego do dezynfekcji turystycznych toalet (schodzi wszystko i gładko – oznajmiał łagodny, reklamowy głos jedynego pasma radiowego, jakie na tym zadupiu odbierało) niedosłyszał, niedowidział i czegoś tam jeszcze nie robił.

 Właśnie mu zaczynała opowiadać o swej kolekcji plastikowych figurek przedstawiających zabójców, którzy odcisnęli swe piętno w popkulturze, kiedy łagodnie, acz stanowczo wszedł jej w słowo.

 — Weź już lepiej przytul wargi do siebie.

 — Że zrobić mam co?

 Nie szukał draki. Był obolały, pobity i wykończony. Nie chciał rozmawiać. Nie chciał się dowiadywać.

 — Ty mnie chyba nie lubisz, co? — skwitowała, akcentując końcówkę tak sycząco, jakby mu chciała tym "co" przypierdolić. Sam nie wiedział, czy skryła za tym pretensję, czy to tylko w nim znowu się coś odłamało. Westchnął i rzucił okiem. Ewidentnie oczekiwała odpowiedzi.

 — Nie no, lubię, dziewczynko. Nawet, powiedzmy, ubóstwiam. Jak w tym kawale o Bogu i lekarzu.

 Było cholernie duszno. Noga i plecy bolały. Żebra miał zbite, a w gnacie tylko dwie kule. Do tego brak kilku zębów i zero wody.

 — Nie rozumiem kawałów. Zwłaszcza o Bogu. W naszej rodzinie się z Niego nie żartowało. Ale jeśli nawiązuje do tego, jak mnie ubóstwiasz, chętnie usłyszę.

 — Prosty, niemądry żart. Nie ma tematu, dziewczynko. Powiedz lepiej, czy długo jeszcze będziesz tak za mną szła?

 — Teraz to serio chcę wiedzieć.

 Spojrzał na nią, uśmiechniętą, trzepoczącą rzęsami. Stali w czerwieni słońca i strzaskany kark niemal nie odbierał jej uroku. Co najwyżej dodawał nieco groteski. Nie rzucała cienia. On tak.

 — Przychodzi Bóg do lekarza, a lekarza też nie ma — wygłosił, patrząc małej w oczy. — Jeśli nie popieprzyłem, tak to właśnie leciało. A teraz chodź albo zostań. Ja idę.

 Ruszył. Ona została. Zrobił piętnaście kroków i się zatrzymał. Zatrzymał, lecz nie odwrócił. Stał więc tak w słońcu i czekał aż zabłąkana dusza sama podejmie decyzję. Stał w tym skwarze i kwitł.

 Ale świat nie. Świat się nie zatrzymywał.

 

 XI

 Wszystko się kompletnie pojebało. Nie wiedział, że go odnajdą. Nie liczył na to. Cieszył go jednak ich widok. Radował się niezmiernie, że tu są i nadstawiają dla niego swoje karki.

 Na pytania, w jaki sposób ich znaleźli, będzie czas później. Teraz należy czym prędzej stąd wypierniczać. Bixa nie widział, za to Ukropa i Merlina jak najbardziej.

 — Weeźcee dzieyczykę — wybełkotał i padł.

 Wcześniej, kiedy ich ciął, poczuł, że przynajmniej jedno z tych stworzeń go trafiło. Adrenalina mocno trzymała w ryzach i nie mógł wiedzieć jak bardzo. Olał więc ranę i nakurwiał im po łbach. Ucinał łapy i przebijał kadłuby. Raz za razem. Do końca.

 W bitewnym szale łatwo zbagatelizować poszarpaną szyję. Czuł, że to nie zwykłe zadrapanie, lecz sprawę olał. Teraz wszystko wróciło. Upomniało się. Czasem zwycięstwo to tylko mniejsza porażka.

 — Zabuuszcee, Seuu — powtórzył. Znowu bełkot. Po wcześniejszej magii nie został nawet szron. Wyparowała.

 — Nie pierdol, tylko się dźwigaj! — wrzasnął Ukrop, wyciągając rękę. Jego lojalność była na swój sposób zaskakująca.

 — Weeźciiiee i poiiiuuciie, co z Biximm?

 Znali go długo. Zrozumieli.

 — Przestraszył się i dał dyla. Wiwat za nim pobiegł. Pompuj się w stawach, ty czerwona pierdoło. Wypadamy stąd.

 Merlin podniósł dziewczynkę. Była lekka jakby ze styropianu i jakaś dziwnie drewniana. Nie miękka, nie twarda, nawet nie ugniatalna. Gdy go objęła za szyję, poczuł, jakby mu ktoś założył rowerowe koło. Przytulenie o łokciach w kącie prostym jest bardzo przerażające. Do tego emanował od niej spokój, ale na pewno nie ciepło. Miała otwarte oczy, lecz nie obnosiła się mocno ze świadomością.

 — Too niiie bya jeoo baciiaa, tyoo Gaee. Szaaama. Miaa szarą makhee i…

 — Stul pochwę, wodzu. Opowiesz już na słoneczku.

 Latarka dawała silne strumieniowe światło, jednak przez konieczność dźwigania dziecka było ono nazbyt rozstrzelane. Indianin jeszcze zabrzdąkał i zjechał w niebyt. Nieprzytomnego ciągnie się pięć razy ciężej niż powłóczącego nogami. Nie minęło pół minuty, by Ukrop poczuł panikę.

 — Merlin, wódz mi, kurwa, odjechał! Co mam robić?

 Czarodziej postawił dziecko. Następnie kucnął i trzymając je za rączkę, zaczął się przeciskać przez zwężenie. Gdzieś dalej (choć nie wiadomo jak "dalej", bo górskie trzewia mają specyficzną akustykę) coś wrzasnęło. Nie był to jednak wrzask z gatunku: "błagalny". Dużo prędzej wyrażający wkurwienie.

 — Ja pierdolę, Merlin. Ta pizda waży pół tony.

 Doleciał go głos herszta, który niestety sprzęgł się z kolejnym wyciem. Głośniejszym i dużo bliższym.

 — Co, kurwa? — pisnął. — Merlin, proszę cię, powtórz. Co mam robić?

 Nic. Cisza. Czarodziej pewnie spierdzielił. Cholerny pies. Nawiał z małą, a oni są jak to mięso. Jebać to. O nie. Na pewno tak się nie stanie.

 Położył Indianina na ziemi. Miękko. Spokojnie. Cicho. Następnie się odwrócił, robiąc krok.

 — Wyjdziecie razem albo nie wyjdzie żaden — zawyrokował Merlin. Wycelowana w stronę mężczyzny broń nie pozostawiała pola do negocjacji. Ponownie coś zawyło wewnątrz gór. Być może bliżej. Ukrop objął leżącego pod pachami i zaczął ciągnąć do wyjścia. Merlin szedł dwa kroki przed nimi, świecąc latarką jedną i popychając przed siebie dziewczynkę, drugą ręką. Wycofywali się.

 

 Link do części XVIII: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2293

 

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 7

Opis:

Dodano: 2020-03-07 20:45:04
Komentarze.
~JamCi 7 m.
Czytam wrócę :-)
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Gitesson.
Odpowiedz
~JamCi 7 m.
Stał więc tak w słońcu i czekał aż zabłąkana dusza sama podejmie decyzję. - cudoooo
Przytulenie o łokciach w kącie prostym jest bardzo przerażające - bezz "bardzo". Niepotrzebne jak dla mnie.

a oni są jak te mięso - to
nie pozostawiała pola pod negocjacje - do negocjacji
Noooo... Szaleństwo. Coś dla mnie. Dooobre.


Odpowiedz
*Canulas 7 m.
JamCi - bardzo dziękuje. Już poprawiam.
Odpowiedz
~alfonsyna 7 m.
Oprócz tego, co wyłapała JamCi, dorzucę:
"czym szybciej stąd wypierniczać" - ja bym dała "czym prędzej", ale nie twierdzę, że to błąd;
"było one nazbyt rozstrzelane" - ono, bo to chodzi o światło;
Nooo, były oczywiście perełki, były jak najbardziej, choćby to: "Miała otwarte oczy, lecz nie obnosiła się mocno ze świadomością" i wiele innych. I Thelma bez wątpienia ma swój urok, fajnego chomika i koleżanki. Podobało mi się. Jestem ukontentowana.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
alfonsyna - dziękuję za wizytex. Już poprawiam
Odpowiedz
~marok 7 m.
Bardzo fajne. W ogóle mi się ta długość podoba. Idealna akurat, niby się mówi, że jak coś dobrego, to długość nie ma znaczenia, ale ja tam swoje wiem. Nie męczy i nie dłuży się. Dialogi super. Czekam na więcej
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
marok - od 2 do 4. Tak widzę optymalną długość dla wrzutek, ale czasem ciężko pzreciąć.

Odpowiedz
~JamCi 7 m.
Ale świat nie. Świat się nie zatrzymywał. - to je super, jak mogłam przegapić?

Odpowiedz
*Canulas 7 m.
JamCi - ooo, dowizyta
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
"Spiczasty Łeb podszedł i fuknął w jego kierunku. Fuknięcie nie było zrozumiałe, lecz wyrażało pretensję. I tu pojawił się problem, bo gdyby Saracen montował kiedyś CV, raczej by nie napisał: spokojny-zrównoważony. Spiczasty Łeb znowu fuknął z pretensją i łeb zleciał" xd fajny fragment

Ritha i Susan xd nie pamiętałam tego

"schodzi wszystko i gładko – oznajmiał łagodny, reklamowy głos jedynego pasma radiowego, jaki na tym zadupiu odbierało" - jakie* + przecinek po całym nawiasie

"Pompuj się w stawach, ty czerwona pierdoło. Wypadamy stąd" - hahaha, pompuj się w stawach xd boskie
"Nie miękka, nie twarda, nawet nie ugniatalna" - i to super

"Gdy go objęła za szyję, poczuł, jakby mu kto założył rowerowe koło" - obadaj czy nie ktoś*

"Położył Indianina na ziemi. Miękko. Spokojnie" - i to git

Kurde, jednak nie wszystko pamiętam Trochę odkrywam na nowo
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Ritha melduję posłusznie, że właśnie biorę się za wyreperowywywywywanie.
Dziękuję, pokłon tak głeboki zarazem składając, że aż we wdechu nabrania pozyzkuję posmak syntetycznego plastiku, wprost z lidlowego crocsa
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Wow, oby Cię nie postrzykło!
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Ritha chyba nie
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin