Fosa Powieki

TW#4 – Dom na polanie

 Postać: Bramkarz w klubie

 Zdarzenie: Wszystko się zmieniło

 Efekt: Niechaj w tekście zaistnieje zbliżenie lub pocałunek z zarysowaną sferą emocjonalną innej płci i z innej niż Twoja perspektywy.

 

 W sypialni panuje przyjemny chłód letniej nocy. Zasłona lekko powiewa to ukazując, to zasłaniając ciemny prostokąt ze srebrną broszką wpiętą w nocne niebo. Łagodny szelest liści miesza się z piskami myszy, przemykającymi po poszyciu w poszukiwaniu jedzenia. Puszczyk bacznie obserwuje poruszenie, jednocześnie przygląda się łasicy, podchodzącej zbyt blisko jego gałęzi. Nastroszył pióra, po czym przeciągle zahukał, dla pewności kilka razy, by odstraszyć konkurentkę. W oddali słychać wycie samotnego wilka. Sarny zastygły. Nasłuchują albo liczą w ciszy, jaka odległość dzieli je od drapieżnika.

 Przejmujący skowyt obudził Igora. Uniósł głowę i spojrzał na pogrążoną w głębokim śnie kobietę. Jej naga skóra wydała mu się trupio blada w poświacie księżyca. Przysunął się bliżej i uniósł rękę, by położyć dłoń na jej udzie. Skóra kusiła wspomnieniem wieczornego seksu, kiedy smakował ją, penetrując łapczywie ustami wzniesienia i krągłości. Rozpalone ciało łatwo poddało się długim i niespiesznym pieszczotom, aż z ust kobiety wydobył się jęk rozkoszy. Wtedy wszedł w nią stanowczo, a jej ciało przyjęło go ekstatycznym uniesieniem. Przez chwilę zapragnął wrócić do tamtej chwili, być w wilgotnym wnętrzu, poczuć ciepło i ruch bioder kochanki.

 Wycie wilka rozległo się bliżej domu. Tym razem odpowiedziały mu podobne głosy z daleka. Igor wstaje, podchodzi do okna, spogląda na ciemne wierzchołki drzew. Jest cicho, jakby wszystko zamarło w oczekiwaniu na coś, co nieuchronnie zbliża się, zwiastując zło.

 – Nie śpisz? Wracaj do łóżka – szepnęła rozbudzona Iga.

 – Wilki podchodzą. Wezmę Gastona do domu.

 Wychodzi na dwór. Okrąża dom, jednocześnie zamykając okiennice. Drewniane ściany budynku mają wypalone znaki. Zdaje się, że pochodzenia słowiańskiego. Między nimi przewijają się postaci. Jakaś kobieta z upiornymi psami, stary, jakby cały z gałązek dziad, mężczyzna z głową wilka na tle księżyca, inny – z głową bawołu albo czegoś podobnego. Są też młode kobiety, dzieci i bliżej nieokreślone stwory. Igor kupił chatkę od starszego człowieka, który przeprowadzał się do rodziny. Sprzedawał dom w pośpiechu, więc trafiła się okazja za niewielkie pieniądze. Odludne miejsce było potrzebne Igorowi, by zmienić otoczenie, zniknąć znajomym z oczu. Jeśli wilki dopadną sarnę w pobliżu domu, może być jatka. Lepiej tego nie oglądać. Od samych odgłosów walki z ofiarą włos jeży się na głowie. Po kilku miesiącach spędzonych na odludziu, w życiu mężczyzny wszystko się zmieniło.

 *

 Wyżeł ma swoją historię. Znaleziono go sponiewieranego, ze zdartą skórą na grzbiecie i prawym boku. Walczył z większym od siebie zwierzęciem, może z człowiekiem, a potem w lecznicy – o życie. Weterynarz, który usypiał przyniesionego przez Igora wiekowego owczarka niemieckiego z paraliżem tylnych łap, zaprowadził go do klatek i wskazał wylęknionego psa z głębokimi ranami.

 – Wyliże się?

 – Może tak, może nie. Ale za tydzień wpadnij. Nie chcę, by trafił do schroniska albo jakiegoś pojeba z lunetą i tłumikiem na zwierza. Weźmiesz go do siebie i zajmiesz się nim najlepiej jak potrafisz. Już zawsze będzie się bał.

 – Czego? Hałasu, wystrzałów?

 – Wszystkiego. Rany są nie tylko widoczne na ciele. Ktoś złamał jego psychikę.

 Marka poznał w nocnym klubie. Dorabiał jako bramkarz do marnej wypłaty asystenta lecznicy dla zwierząt. Nosił ksywkę Wet. Zdarzało się, że razem wpuszczali małolatów do klubu, za drobiazgi i przysługi. Marek lubił brunetki z ciałem, nie lubił kościstych. Kiedy taką wypatrzył w kolejce, robiło się z tego przedstawienie. Spacerował wzdłuż kolejki, mrugał do niej okiem, ustawiał i wyrzucał podpitych albo awanturujących się szczawików. Naprężał bicepsy. Potem porywał panienkę za róg, zadzierał jej sukienkę, opierał o ścianę klubu, zsuwał swoje spodnie i grzmocił ją, aż panienka piszczała. Z początku Igor myślał, że Wet krzywdzi te małolaty, ale one do niego wracały, czasami same właziły w zaułek, ciągnąc go za koszulkę. Za dnia empatyczny weterynarz, ratujący każde stworzenie, nocą – bramkarz posuwający panienki. Kiedy Igor kupił pierwszego Malucha, pojechali razem na wycieczkę. Mało brakowało, by wylądowali w rowie. Wtedy poszła linka od rozrusznika. Marek poszukał kij, otworzył klapę od silnika i zaczął majstrować wewnątrz badylem. Silnik zaskoczył, a kij wylądował na tylnym siedzeniu Fiacika, jako nieodłączny element wyposażenia. Potem pojechali zrobić sobie dziary. Wówczas nie było zaplecza, ani maszynerii. Koleś potraktował ich kolką. Z czasem dało się to naprawić u profesjonalnego tatuażysty.

 *

 Pies wita Igora radośnie, podchodzi ostrożnie, zachowując uległą postawę. Mężczyzna przywołuje go do siebie, głaszcze i poklepuje. Mimo to zwierzę jest przerażone odgłosami wydobywającymi się z ciemności. Igor łagodnie zachęca psa, by wszedł do domu i znalazł sobie wygodne miejsce do spania. Sprawdza zamek u drzwi, dodatkowo rygluje mosiężną zasuwą. Słyszał kilka opowieści o tutejszych wilkach, ich sile i mądrości. Pojawiają się znienacka i całą watahą okrążają okolicę. Prawdą jest, że nie atakują ludzi, nawet do zwierząt hodowlanych nie podchodzą. Mają lasy pełne pożywienia, ale nigdy nie wiadomo, co takiemu przyjdzie do dzikiego łba. Kilka razy widziano ich cienie, ukradkiem przemykające skrajem lasu. To wystarczy, by wzbudzić panikę wśród mieszkańców okolicznych domów i gospodarstw.

 – Włącz lampkę, Iga. Przez zamknięte okiennice ciemno tu jak w czarnej dupie.

 – Wracasz do łóżka, czy resztę nocy spędzisz na dole?

 – Włącz, kurwa, tę cholerną lampę – w ciemności mężczyzna obija się o meble, dając upust przekleństwom.

 Słaby blask lampki postawionej przy balustradzie schodów prowadzących na piętro, daje niewiele światła, jednak zarysy mebli majaczą wyraźniej, niż w zupełnej ciemności. Przez szpary w okiennicach prześwituje księżyc. Igor usiadł na kanapie i włączył telewizor. Przegląda programy i znudzony nocnym repertuarem rozrywkowym, uruchamia laptop. Od niechcenia czyta wiadomości ze świata: kłótnie polityków, głód na wschodzie, wojna na południu, kataklizmy na zachodzie i tylko północ, prócz kilku zamieszek, pogrążona w spokoju. Już miał zamknąć urządzenie, gdy w oczy rzucił się komunikat krajowy:

 

 "Dzisiejszej nocy doszło do dziwnych zachowań zwierząt na terenach leśnych całego kraju. Łagodne i trzymające się z dala od ludzkich osad, zaczęły podchodzić do domów. Widziano je na ulicach wsi, miasteczek, jak i dużych miast. Zalecane jest niezbliżanie się do zwierząt, gdyż mogą być chore lub agresywne. Państwowy Instytut Weterynaryjny będzie badał, co może mieć wpływ na zachowanie zwierząt, po odstrzale prewencyjnym. Nie wyklucza się, że to wścieklizna na szerszą skalę. Do tego czasu zaleca się pozostanie w domach".

 

 Zamyka laptop i patrzy w kierunku zabezpieczonych drzwi. Metalowy rygiel jest na swoim miejscu. Wstaje i zakłada na haki drewnianą belkę z wypalonymi wizerunkami bogów słowiańskich. Teraz taran byłby potrzebny, by dostać się z zewnątrz do środka. Siada na kanapie i nasłuchuje odgłosów nocy. Świat jakby zamarł i zapomniał o szmerze wiatru, plusku deszczu, czy chociaż głuchym pierdnięciu, by człowiek czuł się normalnie na tym zadupiu, zapomnianym chyba przez wszystkich bogów i diabłów. Cisza sączy się uparcie przez drewniane szczeliny i tylko słaby chrobot kilku korników rozchodzi się jako dowód na istnienie życia. Pies śpi w schowku na miotły.

 – Iga? Śpisz? – Brak odpowiedzi. – Nie wygłupiaj się.

 Zdejmuje latarkę z haka na ścianie, zapala i wchodzi na schody prowadzące do sypialni. Drzwi do pokoju są lekko uchylone, coś je blokuje. Zagląda ostrożnie w szczelinę, oświetlając przy tym podłogę. Widzi tylko drobną dłoń Igi z pomalowanymi paznokciami. Ostrożnie napiera na drzwi, ale stawiają opór. Schyla się i próbuje usunąć przeszkodę, sięga głębiej, by wybadać ułożenie Igi. Jak się tam znalazła? Dlaczego leży na podłodze a nie w łóżku? Nie ma na sobie skrawka materiału, więc nie ma za co chwycić, by odciągnąć ją od drzwi. Jego ręka ześlizguje się przy każdej próbie odsunięcia ciała. Po chwili cofa dłoń i widzi na niej krew. Wstaje i z całej siły popycha drzwi, jednocześnie słyszy ciche mlaśnięcie. Odklejane od stężałej kałuży krwi ciało, przetacza się na bok. Światło latarki pada na ciemną postać pochyloną nad plamą rozlaną na podłodze. Fioletowy język stwora zlizuje krzepnącą juchę, wydając pomruki zadowolenia. Igi głowa i gardło są umazane czerwienią. Burgund – to dobra nazwa dla określenia gatunku wina, które pili jesienią wprost z butelki, nad stawem pełnym zatopionych gwiazd. I dla krwi... Przy szyi inny stwór wbija się zębami w otwartą ranę i łapczywie pije już stygnącą posokę.

 Igora przeszył dreszcz. Zmaterializowały się wszelkie strachy z dawnych opowieści, którymi raczyły go ciotki w dzieciństwie. Strzyga z podwójnym rzędem zębów i wampir. Upiory ani myślą odstąpić od ofiary. Nie zwracają uwagi na mężczyznę nawet wtedy, gdy ten sięga w stronę komody, gdzie leżą zapalniczka i ciężka popielnica. Chwyta naczynie i rzuca w stronę strzygi, łapie zapalniczkę i zapala ją przy oczach wampira. Warczenie, syk i wściekły ryk wydobywają się z gardeł intruzów. Wampir jest napity, więc pełznie w stronę otwartego okna. Chce wydostać się na zewnątrz. Strzyga rzuca się w stronę Igora. Atak jest szybki i celnie wymierzony w gardło. Mężczyzna w ostatniej chwili chwyta za drzwi i zasłania się, uderza nimi upiora w łeb. Stwór upadając zdążył jeszcze wbić wszystkie zębiska w łydkę człowieka. Chwilę trwa szarpanina, zanim Igorowi udaje się oswobodzić. Zatrzaskuje drzwi, chociaż doskonale zdaje sobie sprawę, że to nie powstrzyma bestii przed kolejnym atakiem. Spogląda na nogę, której spory kawał mięsa został w pysku potwory. Kuśtyka w stronę schodów, chcąc dopaść do belki ryglującej drzwi wejściowe. Strzyga rozbija drzwi od sypialni i kieruje się w stronę schodów. Igor jest już przy belce i chwilę się z nią mocuje, próbując zdjąć z haków. Nim stwór zeskoczył na dół, trzyma ją już pewnie w rękach. Przesuwa dłońmi wzdłuż rysunków wypalonych w drewnie, bezwiednie mamrocząc pod nosem zaklęcia mocy. Potwora podchodzi powoli, kłapie ostrymi zębami. Jej szpony są tak długie, że z łatwością tnie dywan na strzępy. Demon to krwiożercza strzyga, uzbrojona i przystosowana do walki z większymi od siebie, stworzona by rozrywać ofiarę na strzępy, żywić się jej mięsem i kośćmi, nie zostawiając po uczcie ani śladu. Człowiek – bezbronny, słaby, powolny, zdolny do paraliżującego strachu lub ucieczki w obliczu potwornego niebezpieczeństwa.

 Bestia rzuca się na ofiarę i wyrywa z jej brzucha wnętrzności. Odskakuje, wywlekając flaki na zewnątrz. Patrzy z ciekawością w oczy ofiary, przekrzywiając łeb na boki. Staje teraz w rozkroku i tnie łapą zbrojną w pazury gardło leżącej postaci. Wygląda teraz jak strzęp ciała, obdarte, zakrwawione, z wyszarpanymi wnętrznościami. Wszędzie krew.

 – Kochanie, czy jeszcze bawisz się z tą maskotką? Może obudzić Gastona, niech dokończy?

 U szczytu schodów stoi Iga. Na jej ustach widnieje drwiący uśmieszek. Rany głowy i szyi są jeszcze widoczne. Na jej zawołanie, brzmiące jak gwizd połączony z charczeniem, wychodzi z ukrycia upiorny pies. Jest czarny, jego oczy świecą w ciemności. Zbliża się do leżącego na podłodze ciała i rozszarpuje, rozwlekając wściekle jego resztki po pokoju. Przygląda się temu niedźwiedź stojący na tylnych łapach. Po chwili zmienia się w Igora, który otwiera drzwi na zewnątrz. Pies kończy swoje dzieło i wywleka zezwłok przed dom.

 – Gdzie jest reszta twoich kundli? Są teraz potrzebne. - Borowy nie ukrywa rozdrażnienia.

 – No wiesz, zapewne bawią się w lesie – odpowiada Południca – lubią sobie pohasać przy pełni księżyca. Zachowują się jak szczeniaki. W końcu należy im się odpoczynek po ciężkiej pracy w samo południe, na polu.

 – Czy te durne upiory nigdy nie nauczą się omijać mojego domu? Ile ich jeszcze muszę wytłuc, by się przekonały, że to nie jest ich teren? Mało im widoku polany? Nie czują, nie widzą swoich pobratymców?

 – Nie przesadzaj, trochę gimnastyki nam się należy. Psy wracają.

 Upiorne wycie rozległo się bliżej polany. Spomiędzy drzew wolno wyłaniają się sylwetki czarnych psów. Podchodzą do kobiety i otaczają ochronnym kordonem. Południca uśmiecha się, a upiorne bestie zmienią się w wyżły. Okolicę zalegają kawałki rozkładających się ciał. Leżą ku przestrodze, chociaż niewiele to daje.

 Księżyc oświetla polanę i drewniany dom, otoczone gęstym lasem. Między drzewami panuje mrok, niczym wyrzut sumienia potępionych dusz, sponiewieranych za życia, za występki haniebne i wiarę nie w ten krzyż, który im siłą na barki zrzucano. Wodniki, utopce, rusałki, wszelkie licha, zmory, upiory i demony czekają na zbłąkanych i zagubionych, by wciągnąć ich głębiej w leśne ostępy, bagniska i stawy bez dna. Wampiry i strzygi bliżej ruin starego zamczyska czatują na turystów, którzy nie zdążyli przed zmrokiem wrócić do hotelu. Rozbijają namioty w pobliżu rumowiska, nie wiedząc, co ich czeka nocą.

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~alka666
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 1

Opis:
Dodano: 2020-03-08 19:14:18
Komentarze.
Witamy nowy tekst.
Proszę o wklejenie w wątku TW linki.
Odpowiedz
~alka666 5 m.
Zrobione.
Odpowiedz
*Ritha 5 m.
"U szczytu schodów stoi Iga. Na jej ustach widnieje drwiący uśmieszek. Rany głowy i szyi są jeszcze widoczne" - dobry moment
Łaał, świetnie piszesz. Świetna narracja, przemyślana historia. Trochę się pogubiłam pod koniec, tematyka nie do końca moja , może przez to. Bo nie czaję, czy ta kobieta w końcu żyję czy nie?
Odpowiedz
~alka666 5 m.
Ritha Dziękuję. To bardzo istotna dla mnie uwaga.
Stąd moje niezadowolenie na pitoleniu w sobotę. Myślę, że jeszcze powinnam wrócić do tekstu, by uzupełnić ten wątek, bardziej zespolić świat upiorów i demonów, spleść go z życiem ziemskim, wierzeniami Słowian - takie kosmetyczne poprawki. Dlatego mój płacz nad rozpadającym się Brucknerem w pitoleniu.

Pierwszy raz w życiu pisałam sceny erotyczne, jeśli to można tak nazwać... Nie czytam romansów, więc nie wiem jak to się opisuje
Odpowiedz
*Ritha 5 m.
alka666 nie czytałam pitolenia w sobotę (a przynajmniej tego jakoś nie wychwyciłam). sceny erotyczne bardzo fajne, ze smakiem

Odpowiedz
~alka666 5 m.
Ritha Nie wiem, czy zaspokoiłam Efekt?
Odpowiedz
*Ritha 5 m.
alka666 jak najbardziej!
Odpowiedz
~Manta 5 m.
Hej Alka666
To, co chyba najbardziej mi zgrzyta to to, że używasz różnych czasów i nie dostrzegłam w tym konsekwencji. Przykłady z pierwszego akapitu:
"W sypialni panuje"
"Przejmujący skowyt obudził Igora. Uniósł głowę i spojrzał na pogrążoną w głębokim śnie kobietę."
"Igor wstaje, podchodzi do okna"
Ten fragment z bramkarzem w klubie jest fajny. Dobrze mi się go czytało, ale nie pasuje do całości Tak, jakby był na siłę dodany.
"– Włącz, kurwa, tę cholerną lampę – w ciemności mężczyzna obija się o meble, dając upust przekleństwom." - lampę. - W ciemności...
Moment kiedy pojawia się strzyga - mi stanęło serce. Wprowadziłaś w mroczny klimat. Natomiast nie wiem kim jest Borowy i Południca? Mam wrażenie, że te postacie pojawiają się znikąd. Tutaj chyba się zgubiłam.
Myślę, że ten tekst i Twój pomysł ma potencjał
Odpowiedz
~alka666 5 m.
Manta Dzięki.
Borowy i Południca cały czas tam byli. Na tym polega moc demonów i upiorów
Ritha poruszyła częściowo problem. Będę wracać do wątku Borowego i Południcy, by przybliżyć relacje ludzi z demonologią słowiańską.

Bramkarz nie był na siłę dodany. Między tym wątkiem, a zdarzeniem w chacie musi być kosmetyczna poprawka o pojawieniu się demonów. Obawiałam się, że nie zdążę zakończyć na czas.
Czasy postaram się poprawić. Nie ukrywam - to mój największy problem.

Jeśli jeszcze coś się nasunie, proszę dać cynka
Odpowiedz
*Canulas 5 m.
"Wycie wilka rozległo się bliżej domu. Tym razem odpowiedziały mu podobne głosy z daleka. Igor wstaje, podchodzi do okna, spogląda na ciemne wierzchołki drzew." - czasy. "Rizległo" i "wstaje" nie grają w tej samej lidze czasowej.


"Nie śpisz? Wracaj do łóżka – szepnęła rozbudzona Iga.

– Wilki podchodzą. Wezmę Gastona do domu." - i dalej też. Nawet na tak małej przestrzeni masz niestabilność czasów narracyjnych.


Albo:
"Nie śpisz? Wracaj do łóżka – szepnęła rozbudzona Iga.

– Wilki podchodsiły. Chciała wziąć Gastona do domu."


Albo:

"Nie śpisz? Wracaj do łóżka – szepcze rozbudzona Iga.

– Wilki podchodzą. Wezmę Gastona do domu."

Szczerze, bardziej by mi tu leżał teraźniejszy.

Ok
Wysyłam to i czytam dalej




Odpowiedz
~alka666 5 m.
Canulas Dzięki.

Każda uwaga na wagę złota! Zamysł z czasami: domek to czas teraźniejszy, wspomnienia - cz. przeszły.
Kiedy spieszę się, czasy mi się mieszają. Mam tak od zawsze.
Cierpliwie zniosę każdą połajankę
Odpowiedz
~Adelajda 5 m.
Słowiańskie demony i inne upiory. Ciekawe to wszystko i takie inne 😁 Całość fajnie rozwinięta.
Pozdrawiam.
Odpowiedz
~alka666 5 m.
Adelajda Dziękuję.
Bardzo lubię te klimaty. Młodość spędziłam na Manitou Grahama Mastertona Mamy swoją demonologię, można z niej czerpać pomysły.
Odpowiedz
*Canulas 5 m.
"Marek poszukał kij" - kija?

Ok.

Bardzo fajna tematyka. Świat nas przezwyczaił, że nimy najlepsze hamerykańskie, ale chujosław prawda. Dobry folk, słowiańskie ziemie, wierzenia dawne, wszystko to wdzięczne tematy dla tekstów z gatunku okołogrozopodobnych.

Widać, że się nie spieszysz. Że dogrywasz, dopieszczasz, obserwujesz. Że po prostu odnajdujesz się w temacie. Nakleślasz zgrabne tło. Nie tak gęste jak np. Lovecraft, ale też nie tak lekkie jak np Ketchum.

Jedno co zgrzyta - i Ty już wiesz, co to będzie - czasy.

W takim tekście, w sensie tekście, w który się włożyło tyle pracy, naprawdę trzeba to dograć. Jak uporządkujesz narrację, śmiało możesz próbować wysyłać.

Jeszcze z tymi czasami jest tak:
Nie to, że nie można w obrębie opka mieć kilku czasów. Z reguły jednak zmiana narracyjna czemuś służy.
Leci np. preludium opisujące przeszłość do jakiegoś ważnego momentu, ale jak już doleci to dalej teraźniejszy.
W sensie - musi to wynikać z premedytacji. U Ciebie chwilowo nie wynika.

No i tyle.

Dobry tekst z jednym, ale istotnym, zgrzytem (choć gwoli ścisłości, głównie na początku).

W każdym razie bardzo szanuję za ogrom włożonej pracy.
Odpowiedz
~alka666 5 m.
Canulas Dzięki.
Postaram się jeszcze popracować nad czasami i w ogóle samym tekstem. Chcę płynnie przejść ze wspomnień w chatę na polanie. W tych wspomnieniach powinno być zaznaczone - skąd Borowy i Południca pojawiają się pod koniec opowiadania? W jaki sposób doszło do tego? Dla niektórych to może nie być jasne. Ale spieszyłam się. Pisanie na czas to rezygnacja z pewnych rozwiązań.
Odpowiedz
*Canulas 5 m.
alka666 - dlatego jest rozwiązanie. Ja stosuję i nikt się nie przypierdala. Piszesz pierwszą część w wymaganym czasie, a reszta se już dłubiesz w wolnym. Zauważ, że na tle innych konkursóa/inicjatyw TW nie jest mocno restrykcyjne. DOwolny gatunek, długość. Efekt obligatoryjny. Nikt Cię nie pogryzie jak przetniesz tekst. Ja tak robię i ooo.
Polecam. Canulardo.
Odpowiedz
~alka666 5 m.
Canulas Racja
Dobrze, że TW nie jest konkursem. Przynajmniej tak tego nie odbieram. Dobrze się bawię.
Konkursów unikam jak ognia. Zbyt wielu znam jurorów...
Odpowiedz
*Canulas 5 m.
alka666 - niee, to bardziej cykliczna zabawa.
Ps. puściłem Ci wieść na messenger
Odpowiedz
~pkropka 5 m.
Pięknie dopracowane powiadanie. Porównanie krwi i wina boskie. Mlaśnięcie ci się udało
Drobnica:
"Chce wydostać się na zewnątrz. Strzyga rzuca się w stronę Igora. Atak jest szybki i celnie wymierzony w gardło. Mężczyzna w ostatniej chwili chwyta za drzwi i zasłania się, uderza nimi upiora w łeb. Stwór upadając zdążył jeszcze wbić wszystkie zębiska w łydkę człowieka" - zdążył nie pasuje czasem
"Staje teraz w rozkroku i tnie łapą zbrojną w pazury gardło leżącej postaci. Wygląda teraz jak strzęp ciała, obdarte, zakrwawione, z wyszarpanymi wnętrznościami" - 2x teraz

Odpowiedz
~alka666 5 m.
pkropka Dzięki.
Z czasami już tak mam - mieszają się. Ale wdzięczna jestem za każde zwrócenie uwagi. Będę poprawiać.
Odpowiedz
!sensol 5 m.
fajnie piszesz (dobry warsztat). szkoda, że o upiorach i strzygach. początek mnie zaciekawił, potem zrobiło się strasznie ale czekałem na jakiś zwrot akcji, na coś co odwróci całą sytuację. a tu nic...
Odpowiedz
~alka666 5 m.
sensol Dziękuję.
Ależ nic się nikomu nie stało! Bohaterowie żyją. Nie jestem G.R.R. Martin, by wybijać swoich bohaterów
A strasznie miało być.
Odpowiedz
Ciekawe, dobrze rozplanowane i oryginalne opowiadanie Momentami trochę mroczne. Podobało mi się, pozdrawiam
Odpowiedz
~alka666 5 m.
aniamarzycielka Dziękuję. Lubię pisać mrocznie. To mój świat W nim najlepiej się czuję
Odpowiedz
~DarkStone 5 m.
Trochę się pogubiłam, ale ogólnie moje klimaty. Z ciekawością zajrzę w kolejne Twoje opowiadania.
Odpowiedz
~alka666 5 m.
DarkStone Dziękuję.
Odpowiedz
~alfonsyna 5 m.
"Łagodny szelest liści miesza się z piskami myszy, przemykającymi po poszyciu" - "przemykających", bo w tamtej wersji to brzmi, jakby to piski przemykały, a nie myszy;
"Spogląda na nogę, której spory kawał mięsa został w pysku potwory" - nie miało być "potwora"? No i raczej wyrzuciłabym "mięsa", bo tylko zaburza sens i logikę zdania - łatwo się domyślić, w czym rzecz, gdy wspomni się o nodze;
"upiorne bestie zmienią się w wyżły" - zmieniają;
"Wampiry i strzygi bliżej ruin starego zamczyska czatują na turystów, którzy nie zdążyli przed zmrokiem wrócić do hotelu. Rozbijają namioty w pobliżu rumowiska, nie wiedząc, co ich czeka nocą" - przypuszczam, że rozbijanie namiotów tyczy się wspomnianych turystów, a nie wampirów, jeśli tak, to warto byłoby jakoś te zdania inaczej rozplanować albo sklecić w jedno, bo taki zapis myli podmioty;
Czasem trochę nienaturalne stylistycznie zdania tworzysz, np. "Igi głowa i gardło są umazane czerwienią" - ja bym dała "Głowa i gardło Igi są umazane czerwienią". No i przede wszystkim te czasy - to pomieszanie dosłownie masakruje dobry tekst. Naturalnym odruchem chyba każdego jest pisanie w czasie przeszłym, co bierze się zapewne też z tego, że większość tekstów, które się czyta jest w czasie przeszłym. Zatem jeśli już się chce pokombinować i popełnić coś w czasie teraźniejszym trzeba się przez cały czas skupiać i hamować te naturalne odruchy, żeby to miało ręce i nogi. Też zdarzyło mi się pisać tekst w czasie teraźniejszym i wiem, że trudno się przestawić. Czasem nie warto kombinować na siłę - jeśli śpieszysz się z pisaniem albo wiesz, że możesz nie mieć czasu na porządną korektę, może lepiej odpuścić ten teraźniejszy i ułatwić sobie zadanie. To tak na przyszłość, bo naprawdę ten chaos nie ułatwia wczucia się w opowiadanie, a szkoda.
Spojrzałam na komentarze i widzę, że nie tylko ja się pogubiłam w końcówce. Dla mnie jest tam chaos - zbyt niejasno zostało to opisane - Ty wiesz, co miałaś w głowie, czytelnik nie, więc musisz jednak spojrzeć na tekst z perspektywy kogoś, kto nie czyta Ci w myślach i nie rozszyfruje zbyt niejasnych przesłanek. Ja nie załapałam np. czy to Iga była południcą? Czy borowy zmienił się w Igora czy od początku był Igorem? Jeśli tak, to po co ze sobą walczyli? Trochę słowiańskiej mitologii ogarniam, bo mnie interesuje, więc lubię te klimaty, ale ta końcówka, jak mówię, zbyt dużo mi pomieszała w głowie. Z jednej strony fajnie, jak jest jakaś nie do końca rozwikłana tajemnica, ale musi ona być podana odpowiednio, więc i przesłanki powinny być wystarczająco jasne, by każdy je odczytał i nie pozostał z poczuciem niezrozumienia, tylko z fajnym zaintrygowaniem.
Ogółem - klimat mi się podobał, ale musisz ogarnąć te czasy, no i to zakończenie zbyt, dla mnie, chaotyczne. Pomysł fajny, więc trzeba tylko dopracować i mogłoby być świetne. Pozdrawiam.
Odpowiedz
~alka666 5 m.
alfonsyna Dziękuję za cenne uwagi. Są dla mnie bardzo ważne.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin