Pięćset mil do domu — część XIX Pięćset mil do domu — część XVIII

Kikuty radości, okruchy uśmiechów

 Link do B.Noir 08: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2189

 

 Trening Wyobraźni [TW#03]

 Człowiek: Starzec

 Miejsce: Dziupla

 Zdarzenie: Boogeyman/Upiór

 Gatunek literacki: Romans

 Brudne Noir 09/23

 

 

 

 *

 Tego ranka mężczyzna ujrzał w lesie dwie drogi. Poszedł mniej uczęszczaną.

  Cała reszta wzięła się z tego, że ją wybrał.

 

 *

 Starcem można zostać na dwa sposoby. Starzeć może się opakowanie, jak i człowiek w środku. Edanowi metrykalnie daleko było do starca, jednak kumulacja zdarzeń, uczyniła zeń zewłok. Od tego czasu opuszczał wzrok, by nie widzieć swego odbicia w lustrze.

 Jego ex psycholog, dr. Gaira, nazywała taki stan rzeczy represją, co miało oznaczać "wyparcie". Edan jednak nie patrzył w lustra, gdyż nie chciał w nich widzieć swych wpół umarłych oczu.

 Bo tak było.

 We wnętrzu jego kanciastej, nie do końca uformowanej czaszki, zieloną iskrą ćmił słabnący wzrok.

 

 *

 Edan był Walijczykiem i mieszkał w Walii.

 Wcześniej, przed przeprowadzeniem się do leśnego domku, pracował na obrzeżach Parku Narodowego. Nigdy jednak się tam do końca nie wpasował.

 Wychodził w miasto z innymi.

 Grał z nimi w karty.

 Pił.

 I zazwyczaj pomiędzy trzecią, niekiedy piątą szklaneczką, cumy człowieczeństwa poluźniały więzy. Edan wygarniał wtedy kamratom, krzycząc, że w ludziach najbardziej razi go płytkość. Rozmiar ohydy wprost proporcjonalny do dźwięczności śmiechu.

 Oni w odwecie nazywali go Starcem.

 Dochodziło do szarpań i rozdzierania rękawów bawełnianych koszul. Niekiedy ciemna plama krwi przyozdobiła temu czy tamtemu podkoszulek.

 Kiedyś podczas jednej z takich nocy użył ciężkiego młotka, całe szczęście obleczonego w kauczukową odlewę wygłuszającą.

 Po tym wieczorze odszedł.

 — Kataklizm, to ludzka horda — szeptał do siebie, gdy wciąż pijany wtaczał się na przystanek, z życiem upchniętym w dwóch napęczniałych torbach. — Ludzie, to samo zło.

 

 *

 Przez jakiś czas mieszkali w dużym domu po rodzicach, który wymagał jeszcze większego remontu. Okolice zalewały nieustanne deszcze i woda w końcu obeszła nieszczelności w dachu, czyniąc coraz większe spustoszenia. Niemal codzienny, porywisty wiatr obłupał resztki białej farby, ukazując koszmar pogniłego drewna. Grzyb się panoszył, a deski skrzypiały nawet pod naporem chodu psa. Elektryka była w agonalnym stanie.

 Żyli we troje, ale kiedy siostra dostała nagle padaczki u szczytu kręconych schodów, zostali tylko we dwóch.

 On i Chaps.

 Edan nigdy nie zadał sobie pytania, czy przyczyną niefortunnego wypadku naprawdę była choroba. Nie szukał śladów pośpiechu, mogących sugerować, że młodsza o trzy lata Ailla zaplanowała ucieczkę. Nie zrozumiał przekazu płynącego ze spakowanej torby, która została na piętrze, tuż przy schodach.

 

 *

 W kościele nie wytrwał długo, bo szept wzmożony akustyką wnętrza go przerażał. Stojąc nad grobem i spoglądając na trumnę, usiłował złapać trochę światła w złożone do modlitwy dłonie. Niczego jednak nie poczuł, a słońce szybko okrył całun burzowych chmur. Końcowa część ceremonii pożegnalnej odbyła się już w strugach ulewnego deszczu.

 Tego dnia, drogi Edana oraz Boga się rozeszły.

 

 *

 Od tego zdarzenia trochę mu się w głowie pomieszało.

 Chodził w butach upaćkanych ziemią z grobu siostry. Im bliżej wrót agonii, tym czując się samotniej. Miał twardy sen. Budził się, kiedy już przysychały ślady łez po ciężkiej miłości, choć z tego nieleczonego pomieszania, czasem już nie wiedział, za czym tęskni.

 Po jednej wyjątkowo trudnej nocy lepką od potu dłonią napisał ogłoszenie na zatłuszczonej resztce śniadaniowego papieru. Następnie, wciąż drżąc, wyszedł wpół nagi i przybił papier do drzewa.

 "Zamienię pełną głowę, na głowę bez snów" – głosiły koślawe słowa.

 Edan wrócił do podupadłego domu i żył dalej. Błąkał się nieświadomie, bez narzekania. Szybko także zrozumiał, że płacz oraz złość są naturalnymi odcieniami odległości.

 Świat wokół niego, mając za nic zagubienie mężczyzny, nie wytracał się z codziennego rytmu i przez jakiś czas nie wydarzyło się nic, co warto by tu przytoczyć.

 Może poza jednym.

 Niekarmiony pies odszedł.

 

 *

 Chadzając na leśny cmentarz, wyczuwał czyjąś obecność.

 Czym bliżej grobów, tym trel ptaków stawał się coraz bardziej zachowawczy. Taki, jaki może być, by w razie kłopotów móc pierzchnąć na wyższe gałęzie. Niepokojący, jak znalezienie dziecięcego bucika zaplątanego w sznurek od latawca.

 Edan zawsze przed wejściem przejeżdżał patykiem po lastrice najbliższego grobu, aby to, co tu się zagnieździło, mogło się ocknąć i uciec. Następnie siadał i płakał, pakując w swe wnętrze kolejne porcje zmarszczek.

 Siadał i opowiadał. Przepraszał za to, że był dłonią, co nie umiała jej złapać. Robił z butelek po alkoholu i ciosanych gałązek świerku półminutowe znicze.

 Po jakimś czasie wiatr odłupał datę jej narodzin, a trzon krzyża oblał polewą chwastów. Wnętrza butelek wypełniła gęsta, pajęcza nić.

 

 *

 Któregoś razu, kiedy jesień już pędziła światem, Edan szedł zapytać Aillę, kto go teraz pożegna. Zataczał się z tym pytaniem całą drogę, czując, że przynajmniej brodę już dawno powinien przyciąć.

 Trup gęsto się słał w opadłych liściach, kiedy, wsparty o drzewo, łapał oddech. Łapał oddech, upijał łyk i znów szedł. Zwłoki stulecia, co wciąż nie umiały odejść.

 Bladosina mgła sunęła niczym kobra, otulając wszystko dookoła. Deszcz siąpił. Drogę wytyczały umęczone stopy. Podmokły grunt zdradliwie kąsał podeszwy wyślizganych butów.

 W którymś momencie usłyszał coś w ciemności. Księżyc właśnie opływał blaskiem górski stok, więc skierował w tamtą stronę wzrok.

 Nic.

 Tylko gęstwina krzewów i posępna dzikość okraszona ciszą.

 Nic.

 Wrzosowiska i grabarze.

 Nic.

 I wtedy przez chwilę ją dostrzegł, niknącą w kniejach. Widział, jak idzie w odmęty mroku niczym wnętrze cembrowanej studni przynależnej do głębi. I kiedy tylko popatrzył, źrenice przeobraziły się w kształt płomienia świecy.

  Nim zniknęła w bezświecie, obdarzyła go wzrokiem czerni, w której pobłyskiwały kamienie jaspisu. Czuł, że tak uwiedziony, nabiera szlifu idioty.

 Potem odeszła w mrok.

 Edan natomiast sprowadzony silnym zawrotem głowy siadł pod drzewem. Następnie zatopił gardziel w bardzo solidnym łyku. Ostatnią jego myślą było, że smak radości niepowleczonej bólem jest niewiele wart.

 Usnął pod dziuplą drzewa.

 Gwiazdy świeciły śmiercią, tak bardzo bez celu.

 

 *

 Rankiem się zbudził i ruszył za swym potworem.

 Las wydawał się żółty z opadłych liści. Oczy pilnie wyszukiwały furtki, mogącej kryć się w plątaninie krzewów. Intensywna woń pobudzona całonocnym deszczem uwrażliwiała nozdrza na otoczenie.

  Edan mamił się fałszem, obudowując pamięć w niepewność, jednak kiedy dotarł do rozdroży, ujrzał dwie różne drogi. Szersza, znajoma, prowadziła na dobrze znany cmentarz. Mniejsza i bardziej kręta, gdzieś. Jeszcze wtedy nie wiedział, że do miejsca, gdzie biesy i wilkołaki mają się radośnie.

 

 *

 Odnalazł ją nad samym okiem stawu, gdzie obmywała z ziemi długie ręce. Smolne symbole narodzin oraz śmierci. Ubrana w powłóczystą, jednoczęściową szatę w kolorze angielskiej sadzy, najciemniejszej z matowych czerni. Bez zaskoczenia odwróciła ku niemu głowę, ukazując uczernione zęby. Jaspisowe błyski w oczach zastąpił blady odcień morskiej wody. Smukła sylwetka obleczona mleczno-białą skórą i czarne włosy, opadające kaskadami do ramion.

 Korona kwiatu szaleństwa.

 Postawa upiorzycy sugerowała, że jego obecność jest bluźnierczym nietaktem. Że nie powinien tu być i na nią patrzeć. A jeśli już, to nie tak.

 — Czuję się tak ciężko, jakbym miał pod opieką swój prywatny wszechświat. Nie mam już siły. Patrząc na piękne dla ogółu rzeczy, muszę wmawiać sobie dla nich podziw.

 Odparła głosem najzupełniej zwyczajnym, mówiąc, że ta kraina jest jedynie z pozoru. I nie warto zaglądać jej przez ramię.

 Dodał, że sam nie wie czemu, ale wymieniłby Boga na posłuch jej kroków. Zaoponowała, rzucając niepewnie, że dzieli ich szyba czasu i odgradza mech, a trwała bliskość, prędzej czy później, zawsze powoduje szkody. Na to już nie znalazł odpowiedzi.

 I nic się nie wydarzyło.

 Tylko dzień się skończył.

 

 *

 Chodził do niej, płonąc nie w stopniach Celsjusza i nie Fahrenheita. Przemierzając leśną oczerninę, odczuwał ten mityczny stan, kiedy naprawdę można żyć powietrzem przez kilka dni.

 Gdy się nie zjawiała lub spóźniała, umierał oblepiony migotliwym blaskiem być może też zmarłych gwiazd. Często tak wysiadywał na przyrzecznym głazie czy powalonym przez wichurę pniu. Spoglądając w niebo, miał pewność, że kosmos jest nieprzebraną kopalnią atramentu.

 Czasem się podkradała, próbując nagłym wyjściem wzbudzić w nim cząstkę strachu. Nie udało się nigdy. Zapewne w myśl tego, że człowieka znajdującego się już tak daleko od brzegu, jedyne co może przerazić, to tylko szansa ratunku.

 Wymieniali jedną, góra dwie grzeczności, by kilka chwil później zjawa niczym mineralna wełna kształtowała się pod dotykiem jego zaniedbanych dłoni.

 — Moje jest twoim — mówił.

 — Piękno jest piętnem — słyszał.

 

 *

 Innym razem mu rzekła, że poznali się w noc wyjących psów, połączeni łańcuchami opętania. Że, zaśnij ze mną, oznacza to samo, co zgaśnij. Że wkrótce trzeba to przerwać, bo najlepsi i najgorsi nigdy nie zostają do końca.

 Leżeli wtedy u niego w jednym z nielicznych pokoi, które jeszcze się do czegokolwiek nadawały. Brud i syf panoszyły się wszędzie, ale ostatnią cząstką mocy zdołał wyizolować jedno pomieszczenie na parterze. Niezmącona żadnym światłem głębia nocy czyniła je nawet przyjaznym.

 — Tak bardzo nie ma racji, kto zawsze ma rację — rzucił, wstając. Zatrzymała go.

 — Mieszkasz w mych oczach, Edan, ale...

 — Ale co?

  Być może gdyby nie ciemność, dostrzegłby wahanie na jej trupiej twarzy.

 — Zaśnij ze mną i zgaśnij — powtórzyła. — Nie ma już czasu. Muszę to wiedzieć teraz.

 — Czas bez ciebie był tak straszny, że moja dusza dyndała na pasku zegarka. Zgadzam się ugorze. Zgadzam się upiornico. Zgadzam się wiedźmo z gór.

 Edan nic nie poczuł.

 Upadł tam, gdzie kochał.

 

 Link do B.Noir 10:

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: romans

Liczba wejść: 9

Opis:

Stare noir na TW

Dodano: 2020-03-10 20:56:56
Komentarze.
~JamCi 7 m.
Przyjdę rano Canu, bo myśli przelatują przez wielkie dziury w mózgu.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
JamCi, pewno. Na spokojnie.
Odpowiedz
~JamCi 7 m.
Canulas nie chcę przez dziury przepuścić. Chcę przez mózg. Może do rana odrośnie...
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
JamCi - okejox, madam Motors. Wyśpij się i wróć świeża.
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Boogeyman/Upiór xd

Tego ranka mężczyzna ujrzał w lesie dwie drogi. Poszedł mniej uczęszczaną.
Cała reszta wzięła się z tego, że ją wybrał. - ładne

Pamiętam to! Też kwekałeś, a Nmp napisała, ze mało kozackie. No obadajmy. Aż sama jestem ciekawa po takim czasie.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Ritha - nieee, NMP się nabijała, bo w opisie było: Mityczny stan jednoorożca i mówiła, że srogo jojczyńskie aka davidowe

Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Canulas aaaa, o lol, moze
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Edan jednak nie patrzył w lustra, gdyż nie chciał w nich widzieć swych wpół umarłych oczu. - to ładne
Rozmiar ohydy wprost proporcjonalny do dźwięczności śmiechu. - i to
szeptał do siebie, gdy wciąż pijany wtaczał się na przystanek, z życiem upchniętym w dwóch napęczniałych torbach. - i TO!
Okolice zalewały nieustanne deszcze i woda w końcu obeszła nieszczelności w dachu, czyniąc coraz większe spustoszenia.
Taaaa. Jak, hm, jakby chyba widzę więcej niż przy pierwszym czytaniu.

Świetny akapit z pogrzebem i świetna puenta:
Tego dnia, drogi Edana oraz Boga się rozeszły.

Po jednej wyjątkowo trudnej nocy lepką od potu dłonią napisał ogłoszenie na zatłuszczonej resztce śniadaniowego papieru. Następnie, wciąż drżąc, wyszedł wpół nagi i przybił papier do drzewa.
"Zamienię pełną głowę, na głowę bez snów" – głosiły koślawe słowa. - to, dzizas


wklejam i jadę dalej (na razie świetne)
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Zwłoki stulecia, co wciąż nie umiały odejść. - to
Gwiazdy świeciły śmiercią, tak bardzo bez celu. - i to
Korona kwiatu szaleństwa. - i to
Postawa upiorzycy sugerowała, że jego obecność jest bluźnierczym nietaktem. - to też fajne

— Czuję się tak ciężko, jakbym miał pod opieką swój prywatny wszechświat. Nie mam już siły. Patrząc na piękne dla ogółu rzeczy, muszę wmawiać sobie dla nich podziw. - to tez mi się podoba, bardzo klimatyczne i bardzo klimatyczna i nostalgiczna całość

Czytam teraz Pentagram i tam była taka scena, ze Hole zrozpaczony smiercia przyjaciółki poszedł pijany i walił w drzwi swiadka, który miał mu cos potwierdzic i odmówił zeznan, dobijał sie tak, ze sie az zakrwawił, rozwalił szybe i wzieli go na dołek. Przychodzi jego szef, a Hole siedzi z głową w dłoniach. Pusta prycza obok. Szef sie pyta - czemu nie spisz,a Hole - nie chce, zeby mi się coś śniło.
Bardzo podobne skojarzenia mam z tym bohaterem tutaj.

Dodał, że sam nie wie czemu, ale wymieniłby Boga na posłych jej kroków. - i to
Zapewne w myśl tego, że człowieka znajdującego się już tak daleko od brzegu, jedyne co może przerazić, to tylko szansa ratunku. - i to
Innym razem mu rzekła, że poznali się w noc wyjących psów, połączeni łańcuchami opętania. - i to, ten rodzaj upiornej romantycznosci, wobec której nie mozna przejsc nieporuszonym

I cały tekst taki jest - upiornie romantyczny. Bardzo mi sie podoba.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Ritha - o kurdex. Jak zobaczyłem długi koment, myśłałem, że opór błedów, a tu ooo
Dziękuję pięknie.

JamCi Motors się zapowiadała na - UWAGA - rano!!!! Więc albo zapomniała, albo ma geny nietoperza i odwrotnie postzrega dobę.
No chyba, że po prostu nie miała czasu, a na pitololo messengerowym, to tak przypadkiem 5h
Urwiska jedna.
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
duzo lepszy Noir niz mess do czytusiania, fajnie sobie odswiezac takie perełki

Odpowiedz
~JamCi 7 m.
Canulas żmiija
Odpowiedz
~alfonsyna 7 m.
"zostali tylko we dwoje" - a tak się chciałam przypieprzyć do czegoś, więc jeśli Chaps był płci męskiej, to powinno tu być "we dwóch";
"że jego młodsza o trzy lata Ailla" - to "jego" tu niezbyt pasuje;
"Edan szedł zapytać Aille" - Aillę;
"wymieniłby Boga na posłych jej kroków" - nie miał być "posłuch"?
"wzbudzić nim cząstkę strachu" - zjadłeś tam "w" - "w nim";
Jak zobaczyłam, że romans, to tak trochę miałam niechęci, ale, ale - to na szczęście był taki romans, który lubię - upiorny romans, kojarzący mi się z literaturą lat 20. i 30. XX wieku, gdzie miłość traktowało się z jakimś takim nabożeństwem, delikatnością, to wszystko było takie eteryczne, ulotne i prawdziwie romantyczne. Podoba mi się taki sposób potraktowania tematu.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
alfonsyna o kurdeee, sporo bobków. Nareperuję wieczorną porą jutrzejszego dnia.
Ukłonias, miss Alf
Odpowiedz
^Halmar 7 m.
Znużył mnie ten tekst, tyle tu ludzkiego brudu i beznadziei... Zdecydowanie nie jest to lektura dla typów depresyjnych.
Dostrzegłam kilka przecinków nie na swoich miejscach oraz "litery jej narodzin", co z nagrobka odpadły. No, nie litery, liczby raczej, a właściwie data narodzin
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Halmar - jak go poprawiałem niedawno, tez mnie troszkę, no... jakoś tak nie szarpał, więc rozumiem. Teraz zawijam sie w kłębowisko szmat, zwane barłogiem, ale jak się zbudzę i wykonam najpilniejsze potrzeby, niechybnie poprawię. Dziękuję za kolejne kilka minut życia.

Odpowiedz
~Adelajda 7 m.
Tego też nie czytałam, miło przeczytać coś starego, a zarazem nowego. Rzeczywiście taki upiorny romans, niektóre zdania bardzo w mój gust. Końcówka również świetna
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Adelajda - dziękuję pięknie
Odpowiedz
~JamCi 7 m.
Byłam tylko nie skomenciłam, bo mie jakieś dupki przerwały :-) byłam pewna że skomenciłam :-)

Odpowiedz
~JamCi 7 m.
ale wymieniłby Boga na posłych jej kroków - na co?
Dla mnie mnóstwo skarbów. Tak dużo, że nie wyjmę żadnego.
Przyjdę sobie kiedyś po cichutku, żeby się pobawić kazdym słowem, ale już bez śladu.
Ano czasem to co jest dla jednych nadzieją - dla drugich rozpaczą i otchłanią. A to, co otchłanią - czasem dla kogoś zbawieniem. Dla tego bez nadziei. Odwróciło się. Rozumiem.

Odpowiedz
*Canulas 7 m.
JamCi - oj, właśnie poprawiam. Dziękson
Odpowiedz
~Pasja 7 m.

Witam
Canulas ciekawy dialog pomiędzy wnętrzem a zewnętrzem. Rozmowa człowieka pokaleczonego przez życie.
Starzeć może się opakowanie, jak i człowiek w środku - nie ponoć środek pozostaje taki sam w uczuciu. Nie pomarszczy serca, bo nie umie... ... hermetyczne wnętrze, dopóki nie zostanie zakażone zewnętrzem. Mocno osadzona miłość na podwalinach i nic jej nie zburzy? - a tęsknotą? Potrafi zatrzasnąć powietrze.
Odnalezienie dziecięcego bucika zaplątanego w sznurek od latawca jest metaforą jego smutku i właśnie tęsknoty. Do tej pory prowadził hulaszczy tryb życia, by po uderzeniu młotem, zostać eremitą szukającym tego co odeszło.
Dwie drogi krzyżują się ze sobą; do celu i bez celu. Którą wybrać? Bo to, co zostało to okruchy. Pozostałości fantomowe, które bolą; choć ich nie ma. Starość i młodość połączona za szybko i za szybko kończy się ten mezalians.
— Kataklizm, to ludzka horda — szeptał do siebie, gdy wciąż pijany wtaczał się na przystanek, z życiem upchniętym w dwóch napęczniałych torbach. — Ludzie, to samo zło... za mocne, za biedne, by pokonać bogactwo innych ludzi.
Tego dnia, drogi Edana oraz Boga się rozeszły... ludzie odchodzą od Boga, ale nie od wiary. Gdzieś obok ona drzemie.
... odcieniami odległości... emocje należy wyrzucać z siebie, ale nie ma na to lekarstwa, by się uzdrowić. Dusimy w sobie wiele.
Następnie siadał i płakał, pakując w swe wnętrze kolejne porcje zmarszczek... młodość ulewała słabość i przechodziła w stan osamotnienia i czekania na wybawienie. Wnętrze powoli jednak kurczyło się jak zakalec.
Gwiazdy świeciły śmiercią tak bardzo bez celu... ona i tak znajdzie drogę, nawet w ciemności.
Uszyłeś romans na miarę taką, ile wystarczyło materii. Romans braterskiej miłości? Czy romans ze swoją śmiercią?
Że, zaśnij ze mną, oznacza to samo, co zgaśnij... wzruszyłeś na końcu... Upadł tam, gdzie kochał.
Pozdrawiam serdecznie


Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Kurde. Musiałem półtora raza przeczytać komentarz.
Dziękuję pięknie, miss Pasją.
Radym&kontemtym.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin