Wideo Lekcja z historii Pierwsza klasa liceum Tragedia!!! Koronawirus, a może wojna bez użycia broni?

„Zemsta jest rozkoszą nie tylko Bogów"

 „Zemsta jest rozkoszą nie tylko Bogów"

 Część I

 

 Drogi czytelniku, jeśli znalazłeś mój dziennik i go przeczytasz, dowiesz się być może jak pierwszy, dlaczego nasz świat umarł i kto był temu winien. Tak, wiem, kim był człowiek, który doprowadził do katastrofy, przy której taka choćby druga wojna była niczym więcej jak małą kłótnią w rodzinie.

 Znam winowajcę bardzo dobrze, nawet powiem więcej, nienawidzę go za to, co zrobił. Mogłem go zabić wiele razy, ale zawsze chęć zemsty była silniejsza. Teraz kiedy piszę te słowa, jest już za późno na cokolwiek. Nim jednak zabije tego potwora, postanowiłem spisać wszystko tak, żeby pokazać, jak chęć zemsty jednego człowieka może zabić ponad miliard ludzi i zniszczyć cywilizację.

 Jak się już pewnie domyślasz, to ja jestem tym potworem, tym jeźdźcem Apokalipsy, przy którym wysiadają tacy zbrodniarze jak Stalin czy Hitler.

 Tak naprawdę to nie wiem, dlaczego to pisze. Być może muszę się wyspowiadać przed choć jednym człowiekiem. Nie liczę na zrozumienie, rozgrzeszenie czy wybaczenie. To nie możliwe przy takich zbrodniach. Chcę tylko, żebyś wiedział, że żałuje tego, co zrobiłem i będę żałował do końca życia i po śmierci pewnie też smażąc się w piekle, o ile takie istnieje.

 Moja historia i to, co zrobiłem, pokazuje, jak zemsta może kierować człowiekiem i do jakich podłości doprowadzić. Ja wtedy byłem taką chodzącą zemstą, która prowadziła mnie za rękę, aż doprowadziła na skraj przepaści. Skoczę w nią, jak tylko skończę moją opowieść.

 

 Wszystko zaczęło się w roku 2010, kiedy jako dowódca jednego z oddziałów specjalnej jednostki Arkan, a to było coś ala Delta Force, czy Navy Seals, tylko całkowicie tajnej, dostałem rozkaz ataku na obóz terrorystów w Iraku. Akcja pod kryptonimem "Katharsis” miała za zadanie zniszczenie tego obozu, gdzie szkolono terrorystów spod znaku zarówno Al Kaidy, jak i innych takich organizacji.

 

 Postanowiłem popytać znajomych z wywiadu wojskowego i od nich dowiedziałem się, że tam na miejscu było co najmniej dwustu uzbrojonych po zęby muzułmanów, nie licząc tych, którzy się szkolili. Atak mojego oddziału liczącego czterdziestu ośmiu ludzi w takim wypadku byłby samobójstwem. Zaprotestowałem. Jednak dowództwo nie uznało mojego protestu i nakazało atak. Niestety to, co się stało dalej, było nawet gorsze od moich najczarniejszych wizji. Tuż po wylądowaniu jakieś dwadzieścia kilometrów od celu od razu natknęliśmy się na spory oddział wroga. Walka nie była naszym celem, ale cóż zrobić jak okazuje się, że idzie na ciebie ponad setka nieprzyjaciół.

 

 To śmierdziało już od samego początku. Wyglądało na to, że nas ktoś po prostu wystawił. Mimo wszystko udało nam się przebić przez chmarę fanatyków i ruszyliśmy do naszego punktu, chcąc wykonać rozkaz. Było nas jednak już tylko czterdziestu. Kiedy dotarliśmy pod obóz terrorystów, czekał na nas oddział około dwustu muzułmanów uzbrojonych w najcięższe karabiny maszynowe, a także samochody pancerne. Nie mieliśmy żadnych szans, choć z początku wydawało się, że damy radę, bo mieliśmy przewagę w wyszkoleniu i dzięki temu udało nam się zabić ponad stu fanatyków. Niestety na ich miejsce przybywali kolejni i musiałem patrzeć, jak moi ludzie padali jeden po drugim. W tym momencie już wiedziałem, że cała akcja była tylko i wyłącznie pułapką, w której mamy wszyscy zginąć. Zarządziłem odwrót i około dwudziestu jeszcze żywych ludzi zaczęło się wycofywać. Nie było to łatwe, bo cały czas mieliśmy za sobą setki wrogów, strzelających z wszystkiego, co mieli. Po godzinie zostało nas dziesięciu. Co gorsza, nikt nie odpowiadał na nasze prośby o ewakuację. Było już jasne, że zostaliśmy rzuceni na pożarcie.

 

 Walczyliśmy jeszcze ponad godzinę, ale w końcu zostało nas czterech i kiedy skończyła nam się amunicja, musieliśmy się poddać. Zabrano mnie i kolegów do więzienia, a raczej chaty, która pełniła taką funkcję. To, co tam z nami wyprawiano, nie nadaje się do opowiedzenia. Pewnie by nas zabili, gdyby nie mały łut szczęścia. Na trzeci czy czwarty dzień nad wioskę nadleciały nasze myśliwce i ostrzelały ją rakietami i obłożyły bombami. Wykorzystaliśmy to i udało nam się uciec. Kiedy dotarliśmy po wielu dniach do Stanów, okazało się, że nasza akcja została uznana za porażkę i całą winą obarczono mnie. Miałem po pierwsze wylądować w złym miejscu, po drugie za szybko się ujawnić, po trzecie niepotrzebnie wdawać się w walkę itd. Postawiono mnie przed sądem wojskowym, który bardzo szybko wydał wyrok, nawet nie wdając się w żadną dyskusję z moim obrońcą. Wszystko było dograne do ostatniego słowa. Zostałem skazany na dwa lata więzienia, degradację do stopnia szeregowego, a także pozbawiono mnie świadczeń emerytalnych i wyrzucono z wojska. Przesiedziałem wyrok w wojskowym wiezieniu traktowany jak jakiś zdrajca czy oszust.

 Kiedy wyszedłem, z dnia na dzień znalazłem się z kilkaset dolarami na koncie w pustej dziurze. Moja żona wniosła o rozwód i dostała go zaocznie, o czym nawet nie wiedziałem. Na szczęście nie mieliśmy dzieci. Nie miałem pracy, domu a moja rodzina i koledzy zniknęli we mgle. Zostałem sam i nie powiem, żebym wtedy nie miał różnych myśli także samobójczych. Jednak na szczęście dla mnie, ale niestety na nieszczęście dla świata była we mnie złość tak wielka, że w końcu przeważyła szalę. Postanowiłem się zemścić na tych wszystkich, którzy mnie najpierw wpakowali w pułapkę, a później, ponieważ nie zginąłem, zniszczyli zarówno zawodowo, jak i mówiąc kolokwialnie także społecznie. Musiałem zapłacić im za śmierć czterdziestu czterech moich ludzi. Wypłaciłem co tam miałem na koncie, wsiadłem do pociągu i ruszyłem na prowincję. Jechałem długo, bo chciałem uciec przed moim poprzednim światem. Po chyba trzech czy czterech dniach dotarłem do małej mieściny w Teksasie. Wszedłem do baru coś zjeść i tam usłyszałem rozmowę dwóch tutejszych mieszkańców. Jeden z nich narzekał, że ma do obrobienia pola, a brakuje mu rąk do pracy. Nie zastanawiając się wiele, podszedłem i zapytałem, czy potrzebuje kogoś, bo akurat szukam pracy. Pamiętam jak dzisiaj, popatrzył na mnie takim smutnym wzrokiem i odrzekł, że nie, bo szuka ludzi tutejszych, a nie obcych, a do tego wyglądam mu na miastowego, a tu trzeba ciężko pracować na roli.

 Wiedziałem, że go nie przekonam słowami, więc wyszedłem na dwór, wziąłem do ręki gruby jak kciuk kawałek stalowego pręta i wróciłem do środka. Na ten widok obaj stojący przy barze aż podskoczyli. Patrząc im w twarz, wygiąłem drut, a potem owinąłem go sobie wokół ręki. Musisz wiedzieć, że zawsze miałem sporą siłę w rekach, a do tego będąc w wojsku, ćwiczyłem dłonie cały czas. Panowie zrobili wielkie oczy, po czym jeden z nich spróbował rozgiąć drut, ale nie dał rady. Ja wziąłem, odwinąłem go, dając mu do ręki. Patrzył na mnie długo i widać było, że się waha, ale w końcu pokiwał głową i za chwilę jechałem z nim do domu. Tak zostałem można powiedzieć rolnikiem. Praca była ciężka, ale dawałem rady, bo w stosunku do tego, co miałem na ćwiczeniach wojskowych tu nikt mnie nie gonił, nie wrzeszczał. Właściciel rancza mieszkał razem z żoną i córką w dużej chacie, w której było sporo miejsca. Dostałem pokój na pietrze, a na posiłki schodziłem na dół do salonu.

 

 Pan Georg, bo tak miał na imię, o nic nie pytał, choć patrzył na mnie czasami tym swoim bystrym wzrokiem. Podał mi tylko, ile mogę zarobić. Nie była to jakaś ekstra kasa, ale nawet się nie targowałem. Nie musiałem, bo wyżywienie całkiem zresztą dobre miałem za darmo, a do miasta postanowiłem na wszelki wypadek nie jechać przynajmniej z pół roku.

 Nie miałem zamiaru pokazywać się gdzieś, gdzie było nawet minimalne zagrożenie, że mnie ktoś rozpozna. Poprosiłem córkę właściciela miłą trzydziestolatkę, żeby mi w mieście kupiła laptopa, który jak powiedziałem ma mi posłużyć do napisania książki. Kobieta, która, choć całkiem moim zdaniem ładna, jakoś nie miała szczęścia do mężczyzn i dlatego mieszkała z rodzicami. Tak, żeby uwiarygodnić swoją opowieść, przez pierwsze kilka dni rzeczywiście zacząłem coś tam pisać, ale kiedy temat znikł, zacząłem to, po co mi był potrzebny komputer. Nie podłączyłem się do sieci, bo bałem się, że ktoś mnie znajdzie i postanowi zakończyć to, co zaczął w Iraku. Nie chciałem narażać ludzi, którzy byli dla mnie dobrzy i dzięki którym powoli odzyskiwałem jakiś tam sens życia. Miałem wyjątkowo dobrą pamięć i spisywałem krok po kroku wszystko, co mi się przydarzyło.

 

 Po mniej więcej roku odważyłem się pojechać do Nowego Orleanu w Luizjanie i tam korzystając z internetu ściągnąć wszystko to, co potrzebowałem, a przy okazji poszukać jakichś wiadomości na mój temat. Okazało się, że nic nowego nie ma, a ostatnia mała zresztą wzmianka pochodziła sprzed 10 miesięcy, kiedy to pewien dziennikarz napisał, że zniknąłem i pewnie teraz siedzę sobie w Meksyku. Tak szczerze mówiąc, wiele się nie mylił, bo od rancza do granicy z Meksykiem było jakieś 500 km.

 Co do Orleanu to chciałem odwiedzić pewne miejsce, takie małe mieszkanie, które było lokalem Centralnej Agencji Wywiadowczej CIA, w którym mieszkałem kilka razy w drodze do Meksyku, gdzie wykonywaliśmy tajne operację przeciw kartelom narkotykowym. Tak na marginesie to wielokrotnie protestowałem w dowództwie przeciw wykorzystywaniu elitarnego i tajnego oddziału w takich akcjach, co czasem przynosiło skutek, a czasem nie. Jak się później dowiedziałem to CIA przez swoje kontakty w armii, można powiedzieć, wynajmowała nas do swoich porachunków z gangami. To była w większości ich prywatna wojna, ale jakoś zawsze udawało im się zrobić z tego sprawę wagi państwowej. No cóż, nie od dzisiaj wiadomo, że CIA to takie państwo w państwie i potrafią to wykorzystać. Mieszkanie, a właściwie mały domek był takim naszym przyczółkiem.

 

 Dla mnie ważny był przylegający do niego ogród z małą szopką na narzędzia. Kiedy tam kiedyś zajrzałem jako chyba jedyny od wielu lat, bo wszystko było pozostawione tak, jak to zostawili poprzedni właściciele i pokryte przynajmniej kilkoma warstwami kurzu, znalazłem pod starym regałem właz. Odsunąłem go i podniosłem wieko. W środku było całkiem dużo miejsca, choć i tu panował spory bałagan. Zamknąłem właz i zasunąłem regałem, ale tym razem tak, żeby całkowicie zasłaniał wejście do schowka. Po kilku miesiącach ów schowek idealnie się przydał, kiedy podczas jednej z akcji, gdy dość przypadkowo otwarłem drzwi w jednym z dużych stojących przy posesji samochodów, znalazłem istny arsenał broni wraz z amunicją, a także sporo kasy i co najmniej z kilogram Heroiny. To wszystko zapewne należało do gangu, a ja akurat byłem w tym miejscu sam.

 

 Nie namyślając się, wyjechałem Fordem przez bramę i przejechałem ze dwa kilometry, stawiając wóz w lesie. Powróciłem biegiem i jakoś tak szczęśliwie, że nikt nie zauważył tego, co zrobiłem. Po akcji wróciłem do domku, wziąłem oddany nam do dyspozycji samochód i wróciłem do lasu. Tam przepakowałem wszystko, a do środka wrzuciłem kupiony na stacji kanister z benzyną i granat fosforowy. Kiedy wieczorem zostałem sam, obejrzałem wszystko i okazało się, że naprawdę warto było. To był istny arsenał. Karabiny maszynowe, pistolety, granaty, a nawet wyrzutnia RPG, a do tego, jak policzyłem prawie 500 tys. dolarów w gotówce i Heroina warta co najmniej kilkadziesiąt tysięcy. To był istny skarb, który schowałem do skrytki. Wziąłem tylko 50 tys. choć i tak nie mogłem nikomu tego ujawnić, nawet żonie. Jednak ta suma pozwoliła nam na dwutygodniowe wakacje na Hawajach, co wywołało zdziwienie żony, ale powiedziałem jej, że dostałem premię za ostatnią akcję.

 Teraz miałem zamiar to wszystko wyciągnąć, o ile już ktoś tam nie mieszkał. Podjechałem pod domek, zwalniając i rozglądając się na boki. Było pusto, więc zawróciłem i podjechałem pod bramę. Ryzykowałem sporo, ale musiałem tak zrobić, bo to, co miałem wziąć ważyło ponad 100 kilogramów. Na szczęście dom był pusty, a skrytka pełna. Po piętnastu minutach odjechałem, powoli cały czas patrząc w lusterko, ale nikt za mną nie jechał.

 Tak rozpoczęła się moja wojna, która miała być tylko zemstą na kilku oficerach, politykach czy agentach CIA, czyli tych, których rozkazy doprowadziły do zniszczenia mojego oddziału, a mnie doprowadziły do upadku na samo dno. Miała być małą osobistą zemstą, a zakończyła się Armagedonem dla wszystkich. Jednak nie wybiegajmy tak daleko w przód.

 

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Ozar
Kategoria: thriller
Opis:
Dodano: 2020-03-13 13:35:36
Komentarze.
~Ozar 2 m.
Hm. Na opowi gdzie braknie wielu mądrych mam sporo wejść. Tu gdzie przeniosła się niby elita żadnego. Ciekawe...
Odpowiedz
~Ozar 2 m.
Może nie warto tu nic wrzucać...
Odpowiedz
~Ozar 2 m.
A właśnie tu liczyłem na mądre komentarze takich ludzi jak Ritha. Canulas, Aga sensor, Nefer, i inni. Cisza więc chyba...
Odpowiedz
@nuncjusz 2 m.
Ozar nie ma tu nefera
Odpowiedz
~sensol 2 m.
spisek lewaków
Odpowiedz
~sensol 2 m.
skoro wymuszasz komentarz, to napiszę, że nie zachwyciła mnie ta opowieść. piszesz, masz styl, jakby to była notatka na portal jakiejś gazety codziennej. nie ma emocji, napięcia. rytmu, źle się to czyta. sorry ale sam chciałeś.
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
Napisz TW to przeczytam, nie mam po pierwsze czasu czytac wszystkiego, po drugie ochoty na wymuszany komentarz, po trzecie mam minus piec dioptrii i moj okulista sie popukal w czolo jak mu nakreslilam ile czytam w necie.
A POZA TYM JESTES KUPĄ LENIA, BO NIE MA PAMIETNIKA KIEDY TY PRZECZYTALES COS RITHY, CANULASA ALBO SENSOLA A BEZCZELNIE WYMUSZASZ.

Żegnam
Odpowiedz
~sensol 2 m.
Ritha mnie napierdala kręgosłup, tez nie mogę czytać wszystkiego co bym chciał, w jakimś tam sensie płacę zdrowiem, za to że uczestniczę, w tym cyrczku A TU TAKI FOCH !!
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
sensol wychodzi z niego opowi xd
Odpowiedz
~marok 2 m.
Trochę się pośpieszyłeś Ozar z tym osądem. Ale skoro już go wydałeś, to ci powiem, że chyba opowi będzie dla ciebie odpowiednim miejscem. Wrzuciłeś tekst wczoraj, a robisz problem jakbyś czekał na komentarze tydzień. Ludzie to nie maszyny zaprogramowane do całodobowych posiedzeń na portalach literacki i czytanie wszystkiego jak leci. Jest chyba coś takiego jak życie.
Odpowiedz
~alfonsyna 2 m.
Przypomnę tylko, że NIKT NIE MA OBOWIĄZKU czytania i komentowania wszystkich zamieszczanych tekstów. Każdy, kto to robi, robi to z dobrej woli, poświęca przy tym swój prywatny czas i już samo to warto docenić. A postawa roszczeniowa, którą tu radośnie prezentujesz, raczej nie przysporzy Ci chętnych do czytania Twoich tekstów, wręcz przeciwnie - na mnie osobiście to działa odpychająco - teraz już nie przeczytam na pewno, wszak lepiej poświęcić ten czas komuś, kto być może go doceni. Pozdrowienia.
Odpowiedz
*Canulas 2 m.
O ile znam Ozara, to raczej nie jest premedytacja, a nieudolna forma rozżalenia. Przykro, że uderza w takie atencyjne tony, bo to naprawdę zniechęca. Sorex Ozarelli. Musisz się ogarnąć bo lypa.
Odpowiedz
~sensol 2 m.
Canulas matka Teresa z Kalkuty
Odpowiedz
*Canulas 2 m.
Sensol, eh, niech będzie
Odpowiedz
~Ozar 2 m.
Przepraszam za ten wpis, który był rzeczywiście głupi i bezsensowny. Jak widać głupota potrafi zaatakować nawet takiego niby pragmatyka jak ja. Mam nadzieję że nikogo nie obraziłem, ale jak ktoś napisał w komentarzach zostanę jednak na opowi.
Odpowiedz
@nuncjusz 2 m.
Ozar tak, tu nazbyt wiele atencji nie znajdziesz.
Odpowiedz
*Canulas 2 m.
Ozar, nie biczuj się. Nie stygmatyzuj. Nikt nie każe Ci wybierać. Twoje tam, nie musi godzić w Twoje tu. Jebnić 200 spirytusu i spojrzysz jak trzeba
Odpowiedz
~Nachszon 2 m.
Skopali Ci Ozar tyłek, że hej. Kiedy zobaczyłem, że upominasz się o komentarz, uśmiechnąłem się życzliwie i przeczytałem opowiadanie.
Często masz Coś w tych opowieściach Ozar (nie we wszystkich), ale jakbyś nie miał siły tego Czegoś wyciągnąć.
Najpierw spodziewałem się osobowości narratora takiej jak tytułowy Kat Pära Lagerkvista, ale potem ta droga załamała się. Środek jest raczej trywialny. Żołnierz, jednostka specjalna, próba likwidacji z jakiegoś powodu. Ograne, to Rambo, ale ja lubię Rambo i rzeczy temu podobne, więc ok. Początkowo wydaje się, że i ta droga się załamuje, ale nie, jest ok. Sporo błędów, literówek (a zamiast ą, e zamiast ę), gdzieś tam ortograf, ale to do poprawienia. Z tego byłaby fajna sensacyjna powieść i jako szkic (mocno wstępny) do takiej traktuję to opko. W pewnym momencie czułem, że mógłbym zaprzyjaźnić się z bohaterem, a to ważniejsze niż warsztatowe wodotryski.

Tak, jak napisałem, skopali Ci Ozar tyłek. Niesłusznie. Napisałeś coś, miałeś akurat taki a nie inny nastrój, przyszedłeś do kumpli i kumpelek i powiedziałeś: "No weźcie przeczytajcie i coś skomentujcie, bo dziś jakoś tego mi potrzeba". Zachowanie ok, miejsce i ludzie nie ok. Tu nie masz kumpli ani kumpelek, tu nawet nie masz ludzi. Tu są tylko nicki. Pamiętaj o tym Ozar dla własnego bezpieczeństwa (psychicznego). Jesteś jednym z niewielu ludzi na Opowi/t3, którzy nigdy nie wywyższali się i nie wyrażali nawet zakamuflowanej pogardy wobec kogokolwiek (kiedy widzę coś takiego, mam szczękościsk i kurwicę, zwłaszcza jak jebani są początkujący).
Ritha zwróciła Ci uwagę Ozar na dwie ważne rzeczy:

1) Portal jest sprofilowany na TW - albo piszesz TW, albo jesteś na marginesie - podczas rozmowy z Canem w Krakowie przyznałem, że na TW jestem za cienki
2) Obowiązuje zasada odwetówki - Ty skomentujesz, to i Ciebie skomentują (kiedyś Aisak mnie za takie działanie opierdoliła - i słusznie z punktu widzenia człowieka, ale niesłusznie w świecie nicków)

Twój błąd Ozar polega na tym, że na portalach szukasz ludzi. Nie znajdziesz. Ale z tych dwóch portali rzeczywiście lepsze jest dla Ciebie Opowi. A w ogóle to olej portale, załóż sobie bloga, zaproś tam przyjaciół i tyle.

PS Piszesz o dolcach, dziś rano słuchałem w samochodzie zetki i usłyszałem, że w USA do bankomatu wdarł się szczur i zeżarł 18 patoli zielonych

Odpowiedz
*Ritha 2 m.
Nachszon chyba się trochę pomyliłes odnośnie parafrazowania mojej wypowiedzi. Ozar już na opowi nie raz (!) miał do mnie PRETENSJE, że nie przeczytałam jakiegoś jego tekstu. Odnosnie TW mówiłam o sobie, bedac w Zespole czytam wszystkie (ostatnimi czasy wpada ponad 20) i zwyczajnie nie mam czasu czytac każdego tekstu jaki wpada, nie jest to moim obowiązkiem. Po drugie ja i Can od zawsze czytaliśmy bardzo dużo i bardzo bezinteresownaie (ja przypłaciłam to wzrokiem, z którym mam od jakiegoś czasu spore problemy). A mówiąc, ze on nas nie czyta miałam na celu naświetlenie postawy – chcesz zmienić swiat, zacznij od siebie. Jak można WYMAGAC i jedynie BRAĆ, nic od siebie nie DAJĄC. Co mnie obchodzi, ze on wrzucił tekst, jego obchodzi ze ja wrzucam? Będę miała ochote to przeczytam, nie to nie, nie zycze sobie wołania mnie z pretensją po nicku, nikt mi nie płaci za sleczenie nad cudzymi tekstami non stop, zwłaszcza ze wypisywałam Ozarowi ŚCIANY błedów, których on tygodniami nawet nie raczył poprawić i przychodzil ej Ritha wrzuciłem cos, nie przeczytałaś. Przepraszam bardzo kim ja jestem? Dyżurną?
Przestalam ciągle dawać od siebie i spotykaja mnie o to pretensje. Wniosek – nie warto.

Odpowiedz
Ritha, O, jesteś dyżurną! To ja czekam. Ozar stary a dziecinny - nie? Ja tylko gupi.
Odpowiedz
Odpowiedz
~Ozar 2 m.
Nachszon Nachszon. Dziękuje za te słowa. Przywróciłeś mi choć troche wiary w człowieka. Niestety od lat łapie się na tym, że moja wiara w ludzi jest zupełnie bezsensowna w wielu przypadkach. Napisałeś ""No weźcie przeczytajcie i coś skomentujcie, bo dziś jakoś tego mi potrzeba" i dalej " Zachowanie ok, miejsce i ludzie nie ok. Tu nie masz kumpli ani kumpelek, tu nawet nie masz ludzi. Tu są tylko nicki. Pamiętaj o tym Ozar dla własnego bezpieczeństwa (psychicznego)”
Dzięki za te słowa, bo rzeczywiście przegiąłem pałe wierząc w ludzi, którzy przecież mnie znają od lat. Cóż błąd niestety nie pierwszy mój na portalach.
Co do TW to prawda, ale mnie ostatnio kiedy byłem na głosowaniu dano takie trudne hasła a do tego urywki chyba Rithy do których miałem napisać swój tekst że wymiekłem na całego.
Jeszcze raz dzięki, bo jak mniemam za ten tekst naraziłeś się pewnie wielu tzw. Ludziom nz T3.
Odpowiedz
@nuncjusz 2 m.
Ozar nie twórz kolejnych teorii spiskowych. Ja szanuję Nachszona i to wystarczy.
Odpowiedz
~Ozar 2 m.
Ritha Pewnie masz rację, że za rzadko oceniam twoje pracę, ale jak wiesz rzadko tu bywam i pewnie dlatego. Jednak mimo wszystko zawsze sobie ceniłem twoje uwagi i nadal twierdzę że jeśli chodzi o poprawę mojego czasami bełkotu, to Ty robiłaś to chyba najlepiej. Wiem, że czasem nie poprawiałem, to prawda ale raczej nie dla zasady , a raczej z lenistwa. Masz do mnie żal i słusznie, ale mimo wszystko zachowuję dla ciebie szacunek i mam nadzieje, że kiedyś znowu będę mógł skorzystać z twoich porad, które sobie zawsze cenie bardzo wysoko. Co do twoich pretensji to nie tak, ja po prostu kiedy coś napisałem na opowi, to czekałem na twój komentarz, myśląc sobie co też Ritha na to powie. No i tak jakoś zostało mi nadal. Nie odbieraj tego jak wykorzystywanie, a raczej jako zaufanie do twoich komentarzy. Napisałem szczerze, coż może znowu niepotrzebnie i ktoś mi obije dupsko, ale znasz mnie i ja inaczej nie potrafię.
Odpowiedz
~Ozar 2 m.
nuncjusz Tylko odpowiedziałem na komentarz Nachszona, nic więcej.
Odpowiedz
@nuncjusz 2 m.
Ozar nie tylko. Jeszcze dorobiłeś nam "gębę"
cyt
Jeszcze raz dzięki, bo jak mniemam za ten tekst naraziłeś się pewnie wielu tzw. Ludziom nz T3.

Nachszon za bardzo jest tu szanowany.
Można się z kimś nie zgadzać, ale po to się rozmawia
Odpowiedz
~Ozar 2 m.
Nuncjusz on napisał że tu nie ma ludzi, tylko sa nicki to bardzo odważne zdanie.
Odpowiedz
@nuncjusz 2 m.
Ozar z ktorym można się zgadzać lub nie. No ja się nie zgadzam, bo spotkałem go na Zlocie. Był całkiem realny i ludzki
Odpowiedz
*Canulas 2 m.
Również się nie zgadzam, ale nie narzucam postrzegania.

Odpowiedz
~alfonsyna 2 m.
Nie zgadzam się, że są nicki a nie ludzie - to nie jest takie proste. Właśnie dlatego, że za każdym nickiem jest człowiek, trzeba traktować go jak człowieka, a nie jak jakiegoś robota czytająco-komentującego i nie oczekiwać, że zawsze będzie na miejscu i zawsze gotowy do działania. W sieci bywa po prostu trudniej z komunikacją, bo jest tylko przekaz słowny, bez obrazu i głosu, w których lepiej widać i czuć emocje, ale nie można zapominać, że tam jednak siedzi człowiek, który ma prawo mieć własne zdanie i własne emocje. Tylko tyle.
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
alfonsyna, po prostu jest bezczelny I zdziwiony, że karma wraca
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
Daj palec, a upierdolą Ci łapę w obojczyku. Kaniec. Długo nie przeczytam już nic Ozara, oj DŁUGO.
Odpowiedz
~alfonsyna 2 m.
Ritha, no cóż, komentarze jednak pod tekstem są - tylko większość nie na temat samego tekstu
Ale z doświadczenia wiem, że z tym podawaniem palca faktycznie nie ma sensu się za daleko wychylać, bo by człowiek nie miał życia własnego. Wszystko z umiarem, na umiar jeszcze nikt nie umarł.
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
alfonsyna otóż to
Odpowiedz
~Ozar 2 m.

Ritha Dziękuje za szczery komentarz , teraz już wiem z kim mam do czynienia. Ja napisałem ci "Masz do mnie żal i słusznie, ale mimo wszystko zachowuję dla ciebie szacunek i mam nadzieje, że kiedyś znowu będę mógł skorzystać z twoich porad, które sobie zawsze cenie bardzo wysoko." A ty do mnie tak "alfonsyna, po prostu jest bezczelny " a dalej "Daj palec, a upierdolą Ci łapę w obojczyku. Długo nie przeczytam już nic Ozara, oj DŁUGO." No cóż widzę jak bardzo sie pomyliłem odnośnie ciebie. Cóż jak mawiał poeta |"Mylić się jest rzeczą ludzką, powiedział jeż schodząc ze szczotki"
Teraz możesz sobie ujeżdżać na mnie do woli bo to mój ostatni wpis na tym forum. Jeśli tego chciałaś to wygrałaś. Gratulacje!!!!!!!!!!!!!
Odpowiedz
@nuncjusz 2 m.
Ozar to nie jest forum i dlaczego nie korzystasz z funkcji Odpowiedz, której tak bardzo chciałeś
Odpowiedz
^Halmar 2 m.
Ej, no... Nie chcemy tu drugiego opowi
Odpowiedz
@nuncjusz 2 m.
Halmar Ozar chyba chce by usunąć mu konto
Odpowiedz
*Canulas 2 m.
Czytam te wojenki i kropla drąży skałę, tylko na chuj drąży, to nie wiem.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin