(TW 05) Wronie baśnie — O wodzu kasztanowej armii (1z2) Pięćset mil do domu — część XX

Pięćset mil do domu — część XXI

 Link do części XX: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2366

 

 XVI

 Merlin wytaszczył nieprzytomnego Indianina na światło dzienne, urabiając się przy tym aż po barki. Wiedział, że w poprawnym porzekadle brzmiało: "aż po łokcie", ale uznał, że on się upierdolił znacznie bardziej. Stanął więc dumny z siebie, nazbyt przesadnie wziął oddech i otarł z czoła spływający pot. Potem się odwrócił i ich ujrzał.

 Było tu dobrze ze czterdzieści osób, choć, gdy tak kręcił głową, lustrując najbliższe otoczenie, wśród skalnych półek ciągle doliczał się nowych twarzy. Różnorodność klanowa porażała. Kolorowe proporce. Przeróżne style ubioru.

 Hommici. Bracia Piachu. Ateńczycy. Także Splendor Śmierci i Mózgowcy O’Toulaa. Kilku Stalowych Głupców z maszynową bronią na podorędziu i męty od Sullivana.

 Przedstawiciele minimum ośmiu klanów, których koegzystowanie na tym samym jardzie kwadratowym zakrawało albo na cud, albo na oddech diabła. Merlin spojrzał na stojącą centralnie postać i już wiedział, że trzyma ich w ryzach to drugie.

 Po lewej stronie T-Rexa stał B.J. Jimmy, kiwając się w jakimś transie. Jego szyję otaczał gruby sznur, którego koniec trzymał mężczyzna, stojący obok tego pół-meksykańskiego wielkoluda. Szeroki typ, o tak pociętej jałopie, jakby go z porodu odbierał Edward Nożycoręki. Spod jeansowego bezrękawnika wypływały grube linie tatuaży, podle komponując się z jakimiś dawnymi przejawami autoagresji. Koleś miał szczękę grubą niczym przykościelny dzwon. A oczy zapadłe tak bardzo, jakby mu je ktoś wepchnął wewnątrz czaszki.

 Sam T-Rex jednak okazał się dla Merlina sporym rozczarowaniem. Ogromny wzrost, idąca z nim w parze, adekwatna budowa ciała i kruczoczarne włosy spływające kaskadami do ramion, mieściły się jak najbardziej w kanonie wyobrażeń, jakie Czarodziej na jego temat miewał. Całość psuła jednak twarz, która, co tu dużo gadać, była po prostu zbyt dziecinna, jak na kogoś, kto trzęsie zupą w tym rondlu. Owalna, rumiana buzia, która gdyby nie hojnie wyhodowany wąs, przywodziłaby na myśl gigańciego źrebaczka jakiejś dawno obumarłej ogrzej rasy. Cielesny ogrom rozmijał się bowiem z delikatnymi rysami jego twarzy. Do tego T-Rex nie miał ani jednego, choćby maleńkiego, tatuażu. Nawet tyciego. Nic. A już swoistego absolutu groteski nadawały gigantowi okulary. Nie czarne, przeciwsłoneczne, tylko najzwyklejsze w świecie binokle o grubych szkłach. Takie, jakie się przepisuje, by poprawić pacjentowi wzrok.

 Stali tak dobrą chwilę. Na tyle długą, by Czarodziej zrozumiał, iż to, jak tamten wygląda, czyni go właśnie takim niebezpiecznym przeciwnikiem. W kojocim stadzie samiec, który paraduje z ukruszonym zębem, szybko się prosi o wpierdol. Idąc dalej tym tropem, ten tutaj, swoją niewieścią japą pokazywał wszystkim sztuczną szczękę i jakoś nikt się nie palił, by go uwalić.

 Merlin się szczerze wzdrygnął. Jak pamięć kwitnie, pierwszy raz od powrotu z kraju wojny. Spojrzał na wielkoluda, by sprawdzić, czy tamten to wyłapał. Po ledwie zauważalnym uśmiechu w kąciku ust uznał niestety, że tak.

 Stał więc niezdolny do wykonania jakiegokolwiek ruchu, a jeden z nich, jakiś chudy chłystek od "Stalowych" wziął na ręce dziewczynkę i z nią odszedł. Merlin usłyszał, że pyta dziecko o imię. Kiedy rzuciła małe, zdawkowe: "Selu", na twarzy T-Rexa ponownie wykwitł uśmiech. Tym razem jednak przerażająco pełniejszy.

 W ogóle poza tym krótkim pytaniem i równie zwięzłą odpowiedzią było upiornie cicho. B.J. Jimmy bełkotał coś tam pod nosem, ale poza nim nie odzywał się nikt, co z kolei przerażało samo w sobie. No bo jaki trzeba posiadać autorytet, by zapanować nad skupiskiem wilków składających się z tuzina przeróżnych watah i do tego nie bardzo ze sobą zżytych? Jakich trzeba użyć środków, by zaprowadzić aż tak daleko idący porządek? Niemal perfekcyjny ład?

 Charyzma biła od T-Rexa dużo dalej, niż rzucał cień jego zwalistego ciała. Pod okularami widoczne było szaleństwo.

 Merlin rozważył próbę ucieczki. Rzucenia się z powrotem w odmęty gór. Tylko że, po pierwsze, nic by to nie dało, a po drugie… nic by to nie dało. No i jeszcze kwestia Saracena.

 Wyjmując broń, mimo że robił to wolno, spodziewał się rzucenia jakiegoś tekstu. Czegoś w stylu: "Ej, spokojnie" czy coś. Nikt nic jednak nie pisnął. Nie powiedział. Ciśnięta przed siebie spluwa przydzwoniła o piach.

 — A chłopiec? — zapytał T-Rex falsetem tak dalece nieadekwatnym do sylwetki, że gdyby w piekle diabeł nawijał podobnym, to od podśmiechujek potępionych dusz pewnie by zagasł ogień. Tylko że tutaj nikt się z tego nie śmiał.

 Czarodziej nie odpowiedział. Wyjął zza pazuchy gruby zwitek banknotów, rozwinął i nim pomachał. Następnie rzucił przed siebie. Potem ukląkł przy nieprzytomnym Saracenie i zabrał podobną paczkę. Ją odrzucił również.

 — Gdzie jest chłopiec, Merlin? — ponowił olbrzym. — Gdzie?

 — Nie żyje — odparł motocyklista, najprawdziwiej jak umiał. Wkładając w ten pojedynczy (ale niezwykle istotny) akt, tyle aktorstwa, ile tylko miał. Szczypta desperacji powleczonej autentycznym smutkiem. Nuta goryczy. Całość doprawiona polewą z "wszystko-mi-już-jedno".

 T-Rex nie posiadał widocznego uzbrojenia. Za to wystarczyło, że tylko spojrzał na dziwoląga stojącego najbliżej, tego od "mamuciej szczęki i niepięknej buźki", a takowe otrzymał. Wszystko z niemal kapłańskim namaszczeniem i estymą, jakiej w takich bandach próżno szukać.

 Czarodziej wiedział, co za chwilę będzie. Spodziewał się jednak czegoś, a’la: "Liczę, kurwa, do trzech i albo mi powiesz, albo..." Tamten jednak uniósł po prostu rewolwer, przyłożył B.J’owi do głowy i nacisnął spust. Obryzgała go krew. A jako że do tego momentu nosił śnieżnobiały podkoszulek, wyglądał teraz jak rzeźnik. Merlinowi cofnęły się jelita, lecz zdołał wyhamować falę skurczy i jakimś cudem nie pobrudzić obuwia.

 — Skoro już ustaliliśmy moją skłonność do bezpośredniości, zapytam jeszcze raz. Gdzie jest Bix?

 Merlin nie zdążył nawet dobrze się zdziwić, że tamten nazywa chłopca po imieniu, kiedy wtrąciła trzy grosze mała Selu. Olbrzym zwrócił ku niej twarz, ściągnął zachlapane krwią okulary, wytarł je i "wcale nie czystsze" z powrotem wsunął na nos. Następnie kucnął, a kiedy mu ją przyprowadzono, wziął na ręce i wstał. Czarodziej się zastanawiał, jakim wstrętem musi ją napawać przytulenie przez kogoś obryzganego szczątkami czyjegoś mózgu, ale ta nie wydawała się drżeć. Następnie kolos odszedł, jak gdyby uznał sprawę za zakończoną.

 Do Merlina podszedł za to inny męt. Jeden z braci Tool, średni albo najmłodszy, którego ten kojarzył kiedyś z imienia. Następnie wyjął zza paska długi nóż i kazał Merlinowi się odwrócić. Czarodziej splunął.

 — Nie chcę cię zabić, Merlin, tylko ogłuszyć. Nie utrudniaj mi.

 Tak. Teraz poznał. To był środkowy syn. Stało mu Vergil, ale, że słowo leżało zbyt blisko Virgin, wolał skróconą wersję.

 — Skoro tak, Ver, to może weź, kurwa, kamień. Twój scyzoryk waży ze dwieście gram. Będziesz mnie ogłuszał nim do nocy.

 Chłopak, nie do końca rozumiejąc czy został właśnie obrażony, rozejrzał się po twarzach swych kompanów, ale większość z nich miała to w dupie. Schodzili z gór, przypinali toboły i odpalali maszyny. Słowem – zawijali się stąd.

 — Taki jesteś twardy? — szepnął przez zęby. — Myślisz, że se nie dam z tobą rady?

 — Nie, Ver — odpowiedział Czarodziej swym najbardziej pojednawczym tonem. — Wiem, że dasz. Nie jest mi też na rękę obrywać w łepetynę kamulcem, ale jeśli już musisz mi zgasić światło, zrób to na jeden raz. Obu nam to ułatwi.

 — No nie wiem.

 — Ale ja wiem. Weź kamień i mi nim przywal. Chryste, że też cię muszę uczyć takich rzeczy. Co by powiedział ojciec?

 — Zmarł zeszłej zimy.

 — Naprawdę? Na co?

 — Virgin. Długo jeszcze się będziesz z nim pierdolił?

 Chłopak się wzdrygnął. Następnie odkrzyknął bardzo nerwowym głosem, że już kończy. Właściciel głosu uznał, że teraz, kiedy już odzyskali forsę, ma to w dupie.

 — Teraz, kiedy już odzyskaliśmy forsę, mam to w dupie! Jebnij go w łeb i chodźmy.

 — A więc kamień, powiadasz? — spytał Ver.

 — Tak, chłopcze. Kamień!

 — Który?

 — Co?

 — Który kamień mam wziąć?

 — Nie wiem. Ciężki jakiś, ale nie przesadnie, żeby cię nie przeważył, a mnie nie ukatrupił. Może ten?

 — Będzie dobry?

 — Nie wiem, kurwa. Wygląda na odpowiedni.

 — Ok — zgodził się Vergil. — To biorę.

 Gdy się nachylił, Merlin przez sekundę pomyślał, czy aby mu nie przykopać. I gdyby nie to, że chwilę wcześniej jakieś dwa chude męty nie zabrały ze sobą Saracena, prawdopodobnie by się na to zdecydował.

 — No dobra, chłopie — usłyszał szept tuż za uchem. — Jeśli jesteś gotowy, to się pochyl.

 — Co powiedziałby ojciec? — odszeptał Merlin, ale nie pogardliwie. Prędzej, by zmobilizować tego nieopierzonego młokosa do załatwienia sprawy jak należy. Następnie kucnął, pochylił głowę do przodu i przymknął oczy. — Co powiedziałby ojciec? — powtórzył po trzecim ciosie.

 

 Link do części XXII: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2415

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 9

Opis:

Dodano: 2020-03-16 18:41:47
Komentarze.
~JamCi 7 m.
zakrawało albo na cud, albo na oddech diabła - pierwsze "albo" niepotrzebne
wepchnął wewnątrz czaszki - do wnętrza
Nooo... soczyste. Ciekawie.
Co powiedziałby ojciec?


Odpowiedz
*Canulas 7 m.
JamCi - ooo, zgadzam się tym razem z oboma zarzutami. Dzięki, Jamci Motors
Odpowiedz
~alfonsyna 7 m.
Scena z tym kamieniem - bezcenna. W ogóle opisy jak zwykle świetne, także no, zaznaczam swoją obecność.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
alfonsyna - no własnie w oryginalnym podzieleniu trzy ostatnie są jak jedna, ale tu bardziej rozciagam. Super. Dziękować.
Odpowiedz
~alka666 7 m.
"Upierdolić się aż po barki" - przypasiło mi, jakby z obrazka mojej popieprzonej codzienności.

"Szeroki typ, o tak pociętej jałopie..." - musiałam sprawdzić, bo znam tylko wyraz "jełop" i "jołop"
jałopa - to tępy, ograniczony mężczyzna lub takaż kobieta
jełop - to człowiek nierozgarnięty
jołop - gamoń, dureń, tępak
W treści, jak mniemam, chodzi o twarz, pociętą twarz, zatem może o facjatę?

Co za sadysta!? Trzy razy w łeb walić i dobrze nie trafić? Może śniadania nie jadł i miał za mało siły?
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
alka666 o cholerka, zacne wyłapanie, bo raczej tego błędu ni wuj bym nie znalazł.
Co jednak młode, wypoczęte oczy, to...
Poprawię chyba jutro.
Dzienkson
Odpowiedz
~alka666 7 m.
Canulas Tylko nie młode! Wypraszam sobie. Nobliwa starsza pani jestem... po 18 roku życia
Z bagażem chorób, których nie powstydziłby się żaden emeryt

Nie chcę wyłapywać. Podoba mi się Twój styl i opowieść.
Kiedy coś wyłapuję, znaczy: czytam zbyt uważnie, nie delektując się przyjemnościami, które oferuje mi tekst.
Ale nie jestem taka, trzeba przedyskutować, sprawdzić, jeśli jest się czegoś niepewnym.
A swoich błędów nie widzę. Potrzebuję innych do wyłapywania moich wymieszanych czasów

Odpowiedz
*Canulas 7 m.
alka666 drobiazgowe wypowiedzi wliczam w poczet cnót, tak więc dziękuję raz jeszcze nobliwa seniorko
Odpowiedz
~alka666 7 m.
Canulas Pszeee
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Hello, taki półzarzut (w sensie - wynikający bardziej z mojego schiza):
Było tu dobrze ze czterdzieści osób, choć, gdy tak kręcił głową, lustrując najbliższe otoczenie, wśród skalnych półek ciągle się doliczał nowych twarzy. - przerzuciłabym "się":
Było tu dobrze ze czterdzieści osób, choć, gdy tak kręcił głową, lustrując najbliższe otoczenie, wśród skalnych półek ciągle doliczał się nowych twarzy.

Szeroki typ, o tak pociętej jałopie, jakby go z porodu odbierał Edward Nożycoręki

Uważam, że opis T-Rexa jest świetny. Dobrze spuentowany tutaj:
Charyzma biła od T-Rexa dużo dalej, niż rzucał cień jego zwalistego ciała. Pod okularami widoczne było szaleństwo.

Ciśnięta przed siebie spluwa przydzwoniła o piach. - można to usłyszeć, zwizualizować, niemalże tam być, to sztuka przenosić czytelnika w inny świat

— A chłopiec? — zapytał T-Rex falsetem tak dalece nieadekwatnym do sylwetki, że gdyby w piekle diabeł nawijał podobnym, to od podśmiechujek potępionych dusz pewnie by zagasł ogień. - hahaha

T-Rex nie posiadał widocznego uzbrojenia. Za to wystarczyło, że tylko spojrzał na dziwoląga stojącego najbliżej, tego od "mamuciej szczęki i niepięknej buźki", a takową otrzymał. - takową? Mowa o uzbrojeniu, więc winno być "takowe", chyba że w pierwszym zmienisz na "widocznej broni"

Czarodziej wiedział, co za chwilę będzie. Spodziewał się jednak czegoś, a’la: "Liczę, kurwa, do trzech i albo mi powiesz, albo..." Tamten jednak uniósł po prostu rewolwer, przyłożył B.J’owi do głowy i nacisnął spust. Obryzgała go krew. - dobry moment

— Skoro już ustaliliśmy moją skłonność do bezpośredniości, zapytam jeszcze raz. Gdzie jest Bix? - i dobra wypowiedź


— Virgin. Długo jeszcze się będziesz z nim pierdolił?
Chłopak się wzdrygnął. Następnie odkrzyknął bardzo nerwowym głosem, że już kończy. Właściciel głosu uznał, że teraz, kiedy już odzyskali forsę, ma to w dupie. - zobacz ostatnie zdanie tutaj, nie wiadomo kto jest w nim podmiotem (Virgin czy gość, który do niego rzecze?)

— Teraz, kiedy już odzyskaliśmy forsę, mam to w dupie! Jebnij go w łeb i chodźmy. - ok, zaraz potem jest wyjaśnienie, ale mimo wszystko tam jest leciutka, półsekundowa zamotka (luźna sugestia)

Biedny Merlin, fajna końcówka, dobra część
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Ritha, dzięki śliczne. Z "się" się zastanowię. Co do broni - oczywiście racja. Wszystko, rzecz jasna, poprawię, jak już na melinkę zjadę.
Dzienksończyk.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Ritha poprwiłem
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Super
Odpowiedz
~marok 7 m.
Ogólnie spoko, trochę mi mniej podeszła od poprzednich, ale końcówka zrobiła fajną robotę, więc nie robimy z tego problemu.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
marok będę musiał z tym żyć
Ale dzieknson za wizytacyję.
Odpowiedz
~marok 7 m.
Canulas mimo wszystko dostałeś pozytywny wynik
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
marok, chyba na hiv
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Okej, kolejna odezwa do Canulardo z przyszłości
Czas nadania komunikata 22:03:2020 - 19.18

Canulardo, tłusty debilu, znowu wlazłeś, bo nie pamiętasz majonezowy alzheimerze, czy poprawiłeś. Tak więc ja, Canulardo z przeszłości, właśnie Ci zaręczam, że poprawiłeś wszystko pinknie. Tak więc wypierdalaj i więcej tu nie przyłaź.
-klik-
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin