(TW 05) Wronie baśnie — O wodzu kasztanowej armii (2z2) Pięćset mil do domu — część XXI

(TW 05) Wronie baśnie — O wodzu kasztanowej armii (1z2)

 TW #05

 Canulas

 Postać: Analfabeta

 Zdarzenie: Wojna na wiersze

 Efekt: WOLNE LOSY. RÓB, CO CHCESZ!!!!! Możesz wybrać jedno z całej listy. Wybieram 94: Tekst w oparciu o ostatni zapamiętany sen. *

 

 * To bardziej majaki. Kokosiłem się, bo kawa jeszcze działała. Wierciłem się, coś mi wpadało do łba, zapisywałem w telefonie, szedłem spać, ale znów coś wpadało, wstawałem, zapisywałem i znów, i znów, i znów. Tak więc całość raczej oparta na przemyśleniach przedsennych i wczesnosennych, ale skoro udało się zaliczyć Sensolowy casus z kocykiem, to mam nadzieję, że szanowne "żiri" przymknie oczęcie i tu.

 Bóbr zapleć.

 

 Jakby ktoś chciał dla klimatu: https://www.youtube.com/watch?v=8xnDCAa-b4E&t=1470s

 

 

 "Dziecięce rączki ogień wzniecały,

 sprzedając ludziom zapałki.

 A w ciemnym lesie wilk ostrozęby

 Kapturkiem leczył migdałki.

 W kolejnym domku siedmiu ich było

 w chwili, gdy ona spała

 jedli z jej miski. Pili z jej kubka.

 I używali jej ciała".

 

 

 Wronie Baśnie

 

 Nad skrajem sosnowego lasu umierał kaleki dom. Stara zagrzebana w ziemi rudera o łypiących smutkiem oczach okien i krzywym nosie oblodzonych drzwi. Gnijący karczoch obsypywany igliwiem drzew, przychętnych go wchłonąć. Zawilgocona ruina trupiejąca od siarczystości mrozu i płacząca wielogłosem skrzypnięć wiatru.

 Pohukiwały o tym miejscu sowie drogowskazy. Diable kaprysy wytyczały kursy ku jarom i nieświętym czerniom, do których prowadziły długie wstęgi głębokich kolein. Umarznięte błota z pewnością kolebałyby ciałami wędrowców, gdyby takowi skądkolwiek nadeszli, jednak od dawna nie miało to miejsca.

  W chałupinie tej mieszkały zaledwie dwie osoby, dziadek i jego wnuk. A noce, jak to noce, były czarne.

 — Musisz odpocząć, mój drewniany chłopcze — zawyrokował senior podczas jednej z takich właśnie nocy. Nocy kłębistej w chmury i warkliwej w przyleśne pogłosy. — Zależeć to. Wygrzać. Przepędzić do siedmiu czortów. Będę ci towarzyszył, jeśli chcesz.

 Nie wiemy, czy chłopczyk rzeczywiście chciał, ale biorąc pod uwagę upiorną smolistość tej zimowej nocy, wydaje się to cokolwiek prawdopodobne, żeby nie powiedzieć oczywiste. W każdym razie dziadek przy nim usiadł, rozkładając na kolanach tomik Wronich Baśni. Przysunął zielony kikut topniejącej świecy.

 

 "Za chwilę ci przeczytam trzy króciutkie baśnie.

 Kraczą wrony, że po trzeciej każde dziecko zaśnie.

 Jeśli jednak krnąbrne i zasnąć nie zdoła,

 Jak leśna wieść niesie, wnet upiora zwoła.

 Ten przygarnie. Przytuli. Już żałuj bieduli.

 Bo w tych pieszczot pląsach Śmiercicha się dąsa.

 I jeśli nad swym grobem nie spieszno ci stać.

 Najpóźniej po trzeciej baśni smacznie musisz spać".

 

 Baśń I

 — O wodzu kasztanowej armii (1z2)

 Historia, którą zaraz ci opowiem, wydarzyła się podczas potwornie srogiej zimy, ochrzczonej później Zimą trzydziestoletnią. To, co teraz mamy za oknami jest niczym wobec tamtego nielichego mrozu. Ludzie zamarzali we własnych domach, wtuleni w siebie niczym bezpańskie psy. Psy natomiast przymarzały do bud, tworząc upiorne rzeźby uwięzione w wieczności na łańcuchach. Ptaki lodowaciały przyszyte potęgą mrozu do gałęzi lub spadały z nieba jak kamienie. A koty... cóż, koty najpewniej zamarzały również.

 Całe miasteczko Ovinkenn zacisnęły straszne szpony mrozu. Polne wiatry o niespotykanej dotąd sile kładły trupem po równi bydło, jak i nieroztropnych pasterzy. Ponoć nawet przerażone dnie oddały nocom lwią część swego czasu, przez co mieszkańcy ciągle mieli wrażenie, że żyją w bezustannym półmroku. Wychodził taki rankiem natopić śniegu na wywar czy zalewajkę, a kiedy wracał, już go goniła noc.

 Bieda i głód zajrzały ludziom do okien.

 Elra, drogi chłopcze, była dokładnie w twoim wieku, kiedy zmarła jej babcia, przymarzając do nieheblowanej ramy łóżka. Płacz i próby obudzenia martwej kobiety na niewiele się zdały. Pozostały dwie możliwości. Położyć się obok i umrzeć albo spróbować jakoś dalej żyć.

 Ziemia była zbyt twarda, by w niej kopać, więc dziewczynka przykryła staruszkę chustą i opuściła izbę. Cały dzień przepłakała, siedząc przy oknie w kuchni, aż łzy wymroziły jej twarz. Wiedziała, że jeśli chce przeżyć, od samego rana musi zacząć racjonalnie działać. Siedziała, płakała i rozmyślała nad możliwościami. W końcu zmęczona – zasnęła.

 Być może rozwiązanie przyszło do niej we śnie albo miała je w sobie cały czas. W każdym razie jeszcze przed nastaniem świtu włożyła płaszcz i otuliła twarz cienkim pasem szalu. Następnie wyszła, kierując kroki w stronę lasu.

 Tutaj, drogi chłopcze, muszę trochę historię skrócić. Dość ci wiedzieć, że tego dnia, a także kilku następnych, Elra weszła w posiadanie wielu pięknych kasztanów i żołędzi, z których w tym samym domu, ze zmarłą babcią ciągle leżącą obok, zrobiła armię niebywale pięknych żołnierzyków. Karabiny z leszczynowych gałązek. Palta z przewleczonych liści. Trąby z muszelek zamarzniętych ślimaków.

 Pod koniec dnia czwartego lub piątego miała dokładnie sto trzydzieści osiem sztuk. Dopiero wtedy, głodna i wycieńczona, pozwoliła sobie na kilkugodzinny sen.

 Nazajutrz jeszcze przed świtem spakowała wszystko do dużej drewnianej skrzynki i wyruszyła w kierunku targowiska. Nie był to czas, kiedy wzięciem cieszyły się zabawki, ale kompletnie o tym nie myślała.

 Na samym targowisku rozłożyć się zresztą nie mogła, gdyż należało wnieść opłatę. Handlowy podatek wynosił jedynie miedziaka, ale dla kogoś, kto nie ma nic, nawet niewiele jest wszystkim. Tak więc dziewczynka rozstawiła kramik w niezbyt ciekawej, przyportowej okolicy.

 Przez wiele godzin kompletnie nic się nie działo. Elra marzła na kość, a wstrętny wiatr co rusz porywał figurki, dziesiątkując kasztanową armię. Ręce siniały, gdy próbowała osłaniać skrzyneczkę przed jego lodowatymi podmuchami. Powieki ciążyły z głodu oraz zmęczenia. Wkrótce Elra zasnęła.

 Zbudziła się nagle albo raczej, coś ją wybudziło. Za kotarą z mgły dostrzegała kontury dobrze odzianej, srogo barczystej postaci. Uszy jednak tak zdominował szum, że dolatywały do niej jedynie strzępy słów.

 — Słucham? — pisnęła, wciąż obejmując rękoma poszczerbioną skrzynkę. — Kim pan jest?

 — Kimś, kto przybył w samą porę, drogie dziecko. Co tu robisz?

 Obraz nabrał ostrości. Na ołowianych nogach wstała i się skłoniła, widząc, że ma przed sobą bardzo dystyngowanego jegomościa. Człowieka dużo starszego od niej, ale jednak nieco młodszego od babci. Gościa o długiej pociągłej twarzy, małych okularach na nosie i bardzo wysokim cylindrze.

 — Próbuję sprzedać... — zaczęła i nagle zbladła. Wyglądało na to, że wiatr musiał porwać wszystkie figurki, gdy spała. Po chwili jednak spostrzegła żołnierzyka z leszczynową lufą karabinu, który jakimś sposobem zakleszczył się pomiędzy deseczkami.

 Wysoki mężczyzna czerwoną chustką otarł z jej twarzy łzy.

 — Gdybym przybył pół godziny później, byłabyś martwa. Co ty do ciężkiego licha tu wyprawiasz? Gdzie masz rodziców, braci? Gdzie mieszkasz? Ktoś się o ciebie martwi?

 Dygocząc z zimna, odpowiedziała na wszystko. Gdy skończyła, mężczyzna golnął z piersiówki solidny łyk alkoholu.

 — A umiesz ty może czytać, młoda panno?

 Elra pokręciła smutno głową, szepcząc, że umie prać, prasować, a i niestraszne jej rąbanie drewna, czy rozpalanie w piecu, ale z takimi mądrymi rzeczami nigdy się nie obyła.

 — Kiedy właśnie to dobrze, że nie umiesz. Bardzo dobrze.

 — Bardzo dobrze, że nie umiem czytać? — powtórzyła z wątpliwością w głosie. — Jak dobrze może być czegoś nie umieć?

 — No może, może. — Tajemniczy jegomość znów pociągnął z piersiówki. — Ja na przykład cenię sobie dyskrecję. Wręcz, można by powiedzieć, chorobliwie. A tak się akurat składa, że mam do doręczenia pilny list. Do tego strasznie kuleję i mimo że adresat mieszka niedaleko, obawiam się, że zajmie mi to wieki. Może moglibyśmy sobie nawzajem pomóc?

 — Pomóc jak? — zapytała. — Chce pan, bym zaniosła go za pana?

 — Oczywiście nie za darmo, młoda panno. I teraz skoro już się poznaliśmy, nie jestem dla ciebie żaden pan. Mów mi, doktorze Garmel.

 — Doktorze czego? — wymknęło się Elrze. Przestraszona, zasłoniła dłońmi buzię. Doktor Garmel jedynie się uśmiechnął.

 — Wilka złego, wilka złego, dziecko. — Wskazał na zakleszczonego w skrzynce żołnierzyka. — Ile sobie liczysz za te cuda?

 Dziewczyna spojrzała na ostatnią figurkę i nic, ale to naprawdę nic, nie chciało jej przyjść do głowy. Doktor kontynuował:

 — Musisz wiedzieć, po ile coś sprzedajesz. Powinnaś znać wartość danej rzeczy. Inaczej ktoś cię łatwo może okpić. Pojmujesz ty w ogóle wartość pieniądza?

 — Znam pensy. Kiedyś na końskim jarmarku widziałam też srebrne szylingi. Cały stos, długi niemal na rękę. Połyskiwały w słońcu, gdy wielmożowie dobijali targu na kobyłki.

 Mężczyzna machnął dłonią i ponownie upił duży łyk. Następnie donośnie czknął, tak zupełnie nie po doktorskiemu.

 — Bujdy.

 — Nie, naprawdę — zaoponowała Elra. — Byłam wtedy z babcią i...

 — Wierzę ci, wierzę. Mówiąc "bujdy", miałem na myśli wielmożność rzeczonych chłopków. Sam srebrny szyling nie jest również końcem świata, prawda. Jest coś... więcej.

 I nim dziewczynka zdołała choćby pomyśleć, doktor Garmel wydobył z kieszeni małą złotą monetę, która lśniła w ledwie co migoczącym świetle lampy.

 — Wiesz, co to jest? — spytał. I o ile nigdy w życiu nie widziała takiej monety na żywo, to oczywiście o jej potędze słyszała.

 — Czy to złota...?

 — Tak — wszedł w słowo, najwyraźniej zadowolony, że połyskujący okrąg wywołuje aż tak ogromne wrażenie. — To jest złota korona. Co więcej, właśnie taką jedną dostaniesz, kiedy tylko zaniesiesz dla mnie list. Jestem człowiekiem honoru, którego nigdy nie splamiłem kłamstwem. Byś jednak poczuła się pewniej, podaj domowy adres, a najpóźniej jutro cię odwiedzę i wówczas wyrównamy rachunki. Co ty na to?

 Zapewne, drogi chłopcze, rozumiesz, że Elra na propozycję przystała. Była to dla niej nieodwracalna szansa na poprawę nieszczęśliwego losu. Starannie schowała zalakowaną kopertę pod poły dwustukrotnie cerowanego płaszcza i odwróciwszy się na pięcie, ruszyła. Nawet niechcący, ale jak się zaraz okaże, bardzo słusznie, zabrała ze sobą ostatniego kasztanowego żołnierzyka. Wpierw zbiegła portowym molem, a później popędziła wybrukowanymi ulicami. Biegła i pędziła. Pędziła i biegła, ciągle w głowie utrwalając przekazany przez doktora adres.

 Souliveen dwadzieścia trzy.

 Souliveen 23.

 SOULIVEEN...

 23

 

 Link do części II: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2397

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 12

Opis:

Dodano: 2020-03-17 21:24:03
Komentarze.
~alfonsyna 7 m.
Taką mam pewną wątpliwość:
"wymknęło się Elri" - a nie powinno być to imię odmienione w formie "Elrze"? Bo "Elrii" to by pewnie było w odmianie od "Elria", tak na moją logikę kombinując
A tak już pomijając to - tekst bardzo w mój klimat, po całości - razem z "przerywnikami" w postaci wierszy (bardzo przyjemnie upiornych zresztą), razem z całą narracją, baśniowym ubarwieniem, z tymi szkatułkami, kiedy to jedna opowieść wpisuje się w inną. To jakby odrobinę połączenie tych wszystkich znanych bajkowych motywów, ale w nowej konfiguracji. Podejrzewam, że jakkolwiek by się to nie skończyło - i tak będę zadowolona, bo już teraz miałam dużo przyjemności z czytania i zapewne będzie jeszcze więcej.
W sumie też trochę poszłam taką drogą, ale ja idę mniej żwawo i się gubię, dlatego siedzę i czytam zamiast pisać. No gratuluję w każdym razie zacności powyższego dzieła.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
alfonsyna, tak, pewnie Elrze. W ogóle w połowie tekstu miałem zamiar zmienić imię, bo nie wiedziałem jak odmienić 🤫
Dalszą część jest, ale nie chciałem walnąć 7 stron naraz. Czekam na nadejście jutra.
Ukłoniasy
Odpowiedz
~alfonsyna 7 m.
Canulas, zawsze można zostawić bohaterów bez imion i problem z głowy.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
alfonsyna i wszędzie: dziewczynka, dziewczynka, dziewczynka
Odpowiedz
~alfonsyna 7 m.
Canulas, no cóż, chyba nie ma rozwiązań idealnych...
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
alfonsyna - ano
Odpowiedz
Witamy nowy tekst!
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Velkommen ny tekst!
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Ritha okej. Dziękuję czy cuś
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Jeg er en kvinne! xd
Taa, wrócę, gdy zapieje kur. Ale najsamprzód przeczytam Pincet!
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
O wodzu kasztanowej armii? :o Jaaaaki tytułos! Że kasztany, takie parchy? Nie no, tym bardziej przybędę
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
To o Tobie!
Wódz - Canulardo
Kasztanowa armia - Zespół TW

No dobra, oddalę się na bezpieczną odległość.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Ritha - oj tam, może i trochę racja
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Can, oj tam, przeca żartuję
Odpowiedz
~alka666 7 m.
Początek jest zapowiedzią baśni, jak w piosence "Z popielnika na Wojtusia/ iskiereczka mruga/ chodź opowiem ci bajeczkę/ bajka będzie długa..."
- bardzo ją lubię!

Spadające ptaki - podczas zimy stulecia 1978/1979 wrony spadały z drzew. Przynosiłam je do domu i ogrzewałam pod kaloryferem. W blokach było chłodno, szyby i ściana w moim pokoju pokryte były lodem, ale i tak było cieplej niż na dworze.

Czy i kiedy, jeśli tak, będzie następna część?
No bo się wciągnęłam, a tu koniec tekstu...

Odpowiedz
*Canulas 7 m.
alka666 - musiałem podzielić, gdyż siedem stron na tutejsze standardy, to za dużo, ale no, skoro zapiał kur...
Odpowiedz
~alka666 7 m.
Canulas Koniecznie!

Gdy tekst mnie wciągnie, to nawet do pracy jestem skłonna się spóźnić. Co jest nie do pomyślenia w moim przypadku, bo w życiu spóźniłam się raz do pracy i pamiętam to do dziś, nawet w snach
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
alka666, ej, ale ja mam to samo z tym spóźnieniem. Spóźniłem się raz w ostatnich 5 latach. Dokładnie 16 minut. Jebnął mi rower po drodze. Nooo, ciekawe
Odpowiedz
~alka666 7 m.
Canulas To jest niepokojące, gdy sąsiad zwraca mi uwagę, że według mnie (wyjazdy do- i powroty z pracy) można nastawiać zegarek
Czy to jakieś skrzywienie?

No, rower to złośliwa gadź. A to łańcuch, a to siodełko, a to przelotki - czy coś tam... Nie znam się, ale w brata składaku łańcuch spadał. Nie miałam roweru. Dlatego uprawiam spacery, albo jeżdżę swoim czołgiem - Astra II Combi.
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Fajnie macie. Nie pamiętam kiedy ostatnio przyszłam na czas do pracy. Musiało to być dawno i nieprawda
Odpowiedz
~alka666 7 m.
Ritha Fajnie to mam... pod deklem

Nie lubię się spóźniać, zwłaszcza na spotkania. Jestem utrapieniem gospodarzy. Zamiast spóźniać się kwadrans, wpadam kwadrans przed umówioną godziną. Nie jest to przyjemne, ale tak już mam. Za to moi znajomi doprowadzają mnie do pasji, gdy wpadają pół godziny po umówionym czasie. Na wizytę przewiduję pewien zakres godzin i nie przedłużę, żeby nie wiem co! No, chyba że to Hrabia Ale to ja do niego jeżdżę i kiedy nalega, zostaję nieco dłużej, by posłuchać ciekawych spraw tego świata.
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
alka666 ja też się nie lubię spóźniać! nie znoszę... ale się spóźniam CAŁY CZAS, jak mi wybije koniec pracy, to tez nie jestem gotowa, żeby iśc do domu i jeszcze się guzdrze, ogólnie czas i ja biegniemy innymi torami, ja uwazam, ze on mnie ogranicza i mam go w nosie, natomiast on próbuje mi udowodnić, że mną rządzi i wtedy ja - otóż nie i tak w kółko. Podziwiam punktualność
Odpowiedz
~alka666 7 m.
Ritha Uwielbiam trzymać czas w ryzach. Wszędzie w domu mam zegary i kalendarze. Jakoś tak potrafimy współdziałać ze sobą. Poza tym mam świetnie opanowany wewnętrzny zegar. Wyczuwam zbliżający się czas na coś... Taka silna intuicja czasowa. Może to wina podświadomej medytacji? Albo skłonności medialnych?

Obawiam się o zdrowie ludzi pędzących, goniących za czasem. Uważaj na siebie, bo będę się martwić!
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
alka666 ja tez wyczuwam czas na coś - czas na drzemkę. Bardzo często go wyczuwam xd
ale ja nie pędzę! dlatego się spóźniam ja pedze w innym sensie, a na czas mam niejako wywalone i jak przychodze gdzies spozniona to wzruszam ramionami i dzialam dalej ot problem!
Odpowiedz
~alka666 7 m.
Ritha I tak będę Cię miała na oku ::

Odpowiedz
*Ritha 7 m.
alka666 oki
Sory Can za
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Ritha lubiem spamy. Spamują se
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Świetny wiersz wprowadzający, no ciekawam. Wiesz co! Zaparzymy kawci. I wrócimy. W sensie ja i ja. Me and I and kawa.
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Kolejny wierszyk też świetny! Powinieneś pisać częściej rymowanki, ot dla fanu.

Tak czytam i czytam o Zimie trzydziestoletniej i myślę sobie, czy o "dziś" też będę kiedyś snuć opowieści, gdy pewnej słonecznej wiosny, po bardzo łagodnej zimie małe niewidzialne kuleczki w koronach nazywane przez naukowców SARS-CoV-2 ... (i tak dalej, dokończ scenariusz, życie)
Ok, opisy plastyczne, słowa jak plastelina, uczłowieczenie budynków, miejsc, dużo Canulasa w Canulasie, noirową narracją zalatuje, baśniowość do niej pasuje.

Handlowy podatek wynosił jedynie miedziaka, ale dla kogoś, kto nie ma nic, nawet niewiele jest wszystkim. - to ładne

Historia Elry bardzo wciągająca! Dobry dialog, pędzę zaraz do dwójki
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Ritha, jak już mówiłem, dopiero próbuję Canulo-bajań. Zobaczym, z czym to się je.
Co do Twoich rozważań - tak. Zdecydowanie. Teraz się odbywa przełom w skali historycznej i (jeśli będzie oczywiście komu) na pewno o tym w podręcznikach napisze.
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Can, będzie, będzie, co by miało nie być. Ty to opiszesz, ja to przetłumaczę na norweski i będziemy bogaci xd
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Ritha hahahahh, ok. To znaczy: HGAHGAHGAH BEGHE!!!!
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Can xd xd dokładnie tak! xd
Odpowiedz
~Karawan 7 m.
Gratuluję! Trzy w jednym! No, no! A to sie porobiło!! Wg mojego zboczonego gustu to tak; Wiersz pierwszy - cymes, kokos margaryna, wunderbar, wunderwaffe i generalnie dyjament większy od Kukulkana czy jak on sie tam zwał ten największy. Wiersz drugi pisany widać po trzecim piwie, bo całkiem odmienny od starszego brata ale zacny nie mniej. Kryptą lekko odeń ciągnie co w klimat baśni dziecię sprawnie wprowadzi. Proza zaś... ba, Autora końmi włóczyć jeno!! Jak można? Jak można nieskończoną opowieść zostawić? Wredne to i perfidne - nie przystoi Canulasie Nie przystoi!!
Dziękuję bardzo. Kocham baśnie! Dziękuję !!
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Karawan słuszna obserwacja. Pierwsza część wierszyka jest stara i z innego czegoś zaczerpniętęta. Musiałem wstawić tak, bo mnie gonił termin, ale dalej ogarnę i dopiszę, choć wiem, że to lipa tak do połowy. Kajam się.
Dziękuję.
Odpowiedz
~entropia 7 m.
Czy ten wierszyk to Twój? Kurde ♥️!!! Będę wracać etapami!
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
entropia - tak, wszystko tu jest moje. Tylko że pierwszy jest napisany kiedyś i go dodałem do tego tekstu. Znaczy kawałek, bo normalnie jest dłuższy
Odpowiedz
~entropia 7 m.
Canulas Tak sobie wpadłam, zerkłam, czytam i końcówka wierszyczka ojć! I tytuł piękny Wronie Baśnie, gdzieś na początku po wierszu miałam małe zawirowanie, ale jak już pojawił się Doktor zło i ala dziewczynka z zapałkami, wciągnęło mnie i ... I... Kurcze czuję, że będzie piękna mroczna baśń! Jak jeszcze nawiąże do tego wierszyka na początku to... baśniowy horror. Podoba mi się!( Tam z początku bym coś ucięła, ale to ja teraz w dziwnym stanie jestem, zbytniego kastrowania więc tylko moje takie subiektywne. W dużym nawiasie.)
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
entropia, haaa, noo, dobrze odgadłaś część baśni, ale no...
Tak, idę w horrorów nurt. A co do cięć, dobrze, że taką masz schizę, jest pożyteczna
Odpowiedz
~Adelajda 7 m.
Ładne, bajkowe z lekką dozą smutku. Trochę dziewczynka z zapałkami, trochę czerwony kapturek, ale więcej tu twojego oczywiście. Całość bardzo na tak, choć emocjonalnie jestem jak flak, ciężko było mi wczuć się, ale doceniam, tytuł również.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Dzienkson Adelajdzińska. Do bajkowania się dopiero przyuczam. W sumie to łapię się na tym, że ciągle do czegoś się przyuczam. Wypadałoby już cuś umieć
Odpowiedz
~DarkStone 7 m.
Twoje słowotwórstwo zawsze przyprawia mnie o zachwyt. Nie wiem, jak to robisz, ale każde zdanie,które piszesz sprawia wrażenie niekwestionowanej obecności w danym tekście. Idę czytać druga część.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
DarkStone, eee no nie wiem jak i co. Ot, se dłubię.
Zawsze to coś nowego. Chyba chodzi o to, żeby być swoim pierwszym czytelnikiem. Jarać się. Wiem, Ameryka. Krzychu Kolumb już zaprasza na statek.
Odpowiedz
~DarkStone 7 m.
Canulas,
e tam, kazdą oczywistość można odkrywać na nowo, a Ty nie odkrywasz, Ty wrzucasz do każdego niby już istniejącego, nowe elementy. Wrzucaj więcej, czekam na wiecej
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
DarkStone - bydem
Odpowiedz
No, super klimat. Zapowiada się ciekawie, idę do drugiej części
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Dziękuję, brązowowłosy avatarku. Spłonąłem rumieńcem.
Odpowiedz
*berkas 7 m.
Muzyka kojarzy mi się z Don't Starve, klimat i treść pierwszej baśni w sumie trochę też.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
berkas - nie wiem czy kojarzysz juzerkę Kim. W każdym razie jest fanatyczką tej gry. Kiedyś wierciłą mi dziurę w dupiszczu i też kupiłem, żeby z nią trochę pograć, ale zagrałem raz. Fajna gra nawet, ale no...
Odpowiedz
*berkas 7 m.
Canulas Kim nie wiem kim jest, ale uwielbiam grać.
Odpowiedz
~JamCi 7 m.
kładły trupem po równi bydło - na równi?
nad swym grobem nie spieszno ci stać - tu mam dylemacik bo mnie wszyscy zwykle w takiej sytuacji przekonują, że tu ma być razem nie oddzielnie, chociaż rozumiem idee, bo jeśli nie traktuje się tego jako przymiotnika tylko zaprzeczenie czegoś tam... brak mi narzędzi opisu do tej myśli, zmierzam do tego, że madre ludzie mnie ganiały za tę oddzielność, ja o nią walczyłam, może Ty rozstrzygniesz.
Generalnie: tu jest to, co najbardziej lubię w Twoim pisaniu: tańczysz se z Leśmianem pod rękę :-)
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
JamCi - kurde, wiem, że popularniejsze jest w nowomowie "na równi", ale "po równi", mimo wydźwięku, chyba jest dopuszczalne.
Paczaj: https://sjp.pwn.pl/doroszewski/po-rowni;5478068.html

A w drugiej co razem? niespieszno? Niee wiem, kurde. Zara pomyślę, ale nie brzmi mi, no ale zara obadam.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
Przeszkałem i chyba "nie spieszno" jest okej.
Odpowiedz
~JamCi 7 m.
Canulas no ja też nie wiem dlatego mam nadzieję ze Ty mie oświecisz w koncu z tym razem albo oddzielnie

Odpowiedz
~JamCi 7 m.
Canulas o widzi ja sie kiedyś o to biłam i uległam argumentom większości a wychodzi żemogłam mieć rację
Odpowiedz
Odpowiedz
~JamCi 7 m.
Canulas o dzięki nauczyłąm sie dzięki Tobie :-) podziękował
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
JamCi - ja sam nie mam pewności. Bardzo możliwe, że wpadnie Alfonsyna, Ritha lub Zaciekawiony i mnie skorygują. Ale jak chłop widłami, tak bronię się ynternetem, więc powstrzymaj się z budowaniem kabanosowego ołtarzyka dla mnie.
Odpowiedz
~JamCi 7 m.
Canulas ni ma kabanosa. Kluski mogu być?
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
JamCi, nie. Klusków mam opór
Odpowiedz
~JamCi 7 m.
Canulas kabanosów ni ma, nie pohandlujem.
Odpowiedz
Świetny klimat a w połączeniu z muzyką prawdziwa magia. Lecę do kolejnej części.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
OmnesMoriuntur taaa, jeśli idzie o goetię, to mjuzic mega. Dzienks.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin