Wronie Baśnie — część V (ostatnia) Wronie baśnie — Fatalna pomyłka sióstr (2z2)

Miłość i śmierć z litrem wódki w tle

 Cykl: Canulardo "densi" starym wierszem.

 

 Link do wiersza pierwszego: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=331

 

 Miłość i śmierć z litrem wódki w tle

 

 Uwaga! Poniższą rymowankę niejednokrotnie cechuje dokładny rym. Czasem nawet, o zgrozo, "Częstochowski". Jeśli jesteś poetyckimcką purystąstką, nastawionym

 ą jedynie na nowości, przekładasz techniczne aspekty nad niesioną treść, a TwymTwą ulubioną stacją jest Discovery Poezja, cóż...

 Podobno na Polsacie właśnie leci bardzo dobry film.

 

 

 Siedział na małym krześle

 obitym w ciemny brąz.

 Brudny i zaniedbany.

 Chciał pisać, lecz tylko się trząsł.

 

 Kiedy zaś do drzwi pukał

 sąsiad, listonosz lub gość.

 On z krzesła się nie ruszał,

 albowiem ludzi miał dość.

 

 Od dawna w nic już nie wierzył.

 Na skórze przysychał brud.

 Pościągał krzyże ze ściany.

 Z niewiary w Boga i cud.

 

 Wracał myślami do piątku,

 choć już którego, nie wiedział.

 Wciąż pętlił się i zatracał.

 I na swym krześle wciąż siedział.

 

 Raz zaś w przypływie sił życia

 co ledwie się w nim ostały,

 przeszedł o ścianie przez pokój.

 Zatęchły, pusty i mały.

 

 Dotarł aż do lodówki.

 I szmat na kuchni się tlących.

 A diabeł kazał mu spojrzeć

 w kierunku noży wiszących.

 

 I szeptał: wybierz największy,

 by płynnie wchodził w ciało.

 Choć wrócił z butelką wódki,

 to zamyślenie zostało.

 

 Z powrotem usiadł na krześle,

 lejąc pełną szklanicę.

 Wychylił, patrząc przez okno

 na krętą, pustą ulicę.

 

 Po świetle latarni zrozumiał,

 że chyba musi być noc.

 W febrze zrodzonej z żalu

 zdołał się wczołgać pod koc.

 

 I leżał. I kwilił. I błagał.

 I śmiał się. I krzyczał. I wył.

 Bóg mu nadziei nie spełnił,

 bowiem nad ranem wciąż żył.

 

 Tym razem mgła mu doniosła,

 że całkiem jest jeszcze wcześnie.

 Ludzie do pracy wstawali,

 gdy siedział na swoim krześle.

 

 Wieczorem zaś ciszę zmącił

 gołąb, siadając na gzyms.

 Rano dnia następnego

 pieniędzy ktoś chciał za czynsz.

 

 I sąsiad zastukał z dołu.

 Wiedziony głosem rozsądku.

 Z mało istotnym pytaniem.

 "Czy wszystko tam jest w porządku?"

 

 Potem znowu już cisza.

 Litr wódki, ulica, drzwi.

 Myślał o swoim życiu.

 I o tym, czemu się tli.

 

 Zabrał kolejną butelkę.

 Piętnastą albo szesnastą.

 A potem ją rozpierdolił.

 I pisał, zanim nie zasnął.

 

 Wiedział, że jest już blisko,

 że więcej w nim jadu niż krwi.

 Ostatni raz spojrzał w okno.

 I raz ostatni na drzwi.

 

 Przysunął się do maszyny.

 Nie wiedzieć skradzionej skąd.

 Uderzył palcami w klawisze.

 I tak rozpoczął sąd:

 

 

 *******

 

 Pamiętał, że to był piątek.

 Choć raczej nie ten trzynasty.

 Szczerość miała znaczenie.

 Jak zawsze, kiedy sąd własny.

 

 Przypomniał sobie jej imię.

 I usta, calutkie sine.

 A kiedy wspominał wypadek,

 płakał ponad godzinę.

 

 Potem znów w nim narosła,

 Frustracja, zawiść i złość,

 ale poprzysiągł skończyć.

 Żalu po prostu miał dość.

 

 Chciał skończyć i móc zapomnieć.

 Wyrzygać z głowy i iść.

 Wiatr mu w nagrodę przyniósł

 na szybę klonowy liść.

 

 Tak więc powrócił myślami

 do piątku, o którym wiemy.

 Do białych kwiatów na trumnie.

 Do wieńców i czerni ziemi.

 

 Potem się rozkojarzył.

 Przyszła dziwaczna refleksja.

 Wszak trumna z koloru była

 bardzo podobna do krzesła.

 

 No nic. To już nieważne.

 Wyszeptał do pustych ścian.

 Unicestwiony jej brakiem.

 Bez chłopów na włościach pan.

 

 Jak Hrabia bez swej Hrabiny.

 Ojciec umarłych dzieci.

 Jedyny śmieć na chodniku.

 Bezradny pająk bez sieci.

 

 Dobra, trza się hamować.

 I pisać, póki jest czas.

 Więc się ponownie zamyślił,

 przechodząc przez wspomnień las.

 

 Pamiętał, że tego dnia lało

 tak strasznie, że brak tylko ryb.

 O coś się pokłócili.

 A nad regałem rósł grzyb.

 

 Ona trzasnęła drzwiami.

 On zaś się powlókł do wyra.

 Gdyby tylko przewidział,

 że jest to ostatnia chwila.

 

 Że nigdy nie będzie więcej

 minut, godzin i dni.

 Często ją zatrzymuje,

 lecz zawsze wtedy śni.

 

 Dwa dni później koroner

 powiedział mu prosto w oczy:

 "Chcesz pan, to pan spoglądaj,

 lecz lekko się pan zaskoczy".

 

 Sprawcą okazał się dzieciak

 ledwie szesnaście lat.

 Ojcu ukradł Passata.

 Jemu odebrał świat.

 

 By teraz tylko wspominał.

 O tej, co była święta.

 Chłopak się ledwie podrapał.

 I pewnie już nie pamięta.

 

 Napisał jeszcze pięć zwrotek,

 lecz każda była bez sensu.

 Nie mogąc weny uchwycić,

 udał się do kredensu.

 

 I wyjął butelkę żytniej.

 Calutki, nietknięty litr.

 Szmaty przy drzwiach rozkładając,

 by nie usłyszał go nikt.

 

 Potem poczłapał do kuchni,

 naprawdę już resztką sił.

 Wszystko nie miało znaczenia.

 Bez niej od środka gnił.

 

 Najpierw szafki przetrząsnął,

 wzniecając przy tym kurz.

 A kiedy lekarstw nie znalazł,

 z powrotem zerknął na nóż.

 

 Na biurku rozłożył zdjęcia.

 Od szyby odkleił liść.

 I z każdym kolejnym cięciem,

 zaczął w jej stronę iść.

 

 Może ją nawet znalazł

 albo nie spotkał jej.

 Nie mówiono: "Zmarł Człowiek".

 Tylko krzyczano: "Zdechł Bej!"

 

 Znaleźli go kilka dni później.

 W tych zdjęciach, muchach i krwi.

 Zwiedzeni smrodem i ciszą,

 miotali groźby przez drzwi.

 

 A kiedy cisza została

 i dalej trwało to nic.

 Przed gapiów przepchnął się dzielnie,

 lubiący się w czynach widz.

 

 I rozwarł drzwi od kopniaka,

 by wpełzli do środka, jak wszy.

 Jak wilki, mięsa pragnące.

 O pyskach bez jednej łzy.

 

 I tylko jedna kobieta,

 co stara chowała ją szkoła,

 spojrzała na to inaczej,

 widząc przy krześle anioła.

 

 Link do wiersza trzeciego:

 

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: poezja

Liczba wejść: 9

Opis:

Częstochowa. Purystów będzie boleć, więc na własne ryzyko.

Dodano: 2020-03-25 15:53:02
Komentarze.
~JamCi 6 m.
osz Ty. Nie jestę purystą. Ugryzło ino roz.
Pojechałeś po bandzie. Podziwiam Twoją zdolność opowiadania tak historii.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
JamCi, a to nie czytała tego jeszcze?
Odpowiedz
~JamCi 6 m.
Canulas no nie czytałam. Ten o wojnie tak, kilka razy. Tego nie.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
JamCi to fajno. Mam jeszcze kilka i będę uploadował
Odpowiedz
!Szudracz 6 m.
Niby drobiazgi z jednego miejsca, a powstała pełna dramaturgia wydarzeń.

Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Szudracz a taka tam staroć, miss Szudraczyńska
Odpowiedz
~alfonsyna 6 m.
"Na skórze przysychał bród" - jeśli chodzi o taki brud, że brudny brud no to "brud" a nie "bród";
"Po lśniących latarni zrozumiał" - latarniach, bo odmiana tu nie pasi;
Ło panie, nie mogę za bardzo wyszczególniać, co bardziej siadło, bo w sumie wszystko pięknie gra i buczy. Wiadomo, że ja lubię z treścią, lubię z polotem, purystką żadną nie jestem, bo mi nie wypada, więc tylko rzeknę jeszcze raz, że bardzo lubię takie - z treścią, z emocjami, z historią, no i w tym wszystkim płynny rytm i rym. Więcej nic nie trzeba.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
alfonsyna - ło matkkkoo jedyna, jakie strupy. Już poprawiam. Kurdex Dziękować.
Odpowiedz
~alka666 6 m.
"Po lśniących latarni zrozumiał" - "latarniach"? Albo: "Po lśnieniu latarni zrozumiał"

Czepiam się. Ale nie ma czego.

Ciekawy utwór. Rymy dobre, ale fabuła zaje...sta
Dawno to musiało być. Przyjemnie się czyta.


Odpowiedz
*Canulas 6 m.
alka666 ano dawno, dawno. Już poprawiam
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Niestety coś się zjebało i nie mogę chwilowo poprawić. Nie zapisuje zmian w tekście. Nie wiem, czy tylko u mnie.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Noo, racja, poprawia, ale jakoś dziwie, bo nie zamyka poprawianego pliku. Trzeba wyjść ręcznie i dopiero oryginał jest poprawiony
Odpowiedz
~alka666 6 m.
Canulas Mi też tak robi. Ale poprawki nanosi, więc nie zgłaszałam.
Odpowiedz
~Pasja 6 m.
Dobrze, że każdy ma swojego Anioła Stróża. Paragonowa walka ze słaboscią... jest refleksja, są emocje i jest milość. Upadek i powstanie. Poszukiwanie sensu i nadzieja na jutro. Stworzyłeś obraz, nie może zaplanowałeś przejście na drugą stronę w objęciach miłości. Jednak gdzieś obok stoi przeznaczenie, przed którym nikt nie ucieknie.
Pozdrawiam
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Pasja, a dziękować. Odprozdrawiam Le-Pasją.
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Tu będę potem, muszę teraz lecieć Zaznaczam!
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Ależ smutne!
I w jakiś sposób piękne, ta końcówka... Ale można się pociąć, dużo smutku.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Ritha, aj tam pociąć. Można np. nie biegać ze smutku. Wiem, bo jak wstawiłęm, to nie biegałem aż 6 dni
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Can, hahahahha
Odpowiedz
Jejku. Jaki długi ;D. Dobra, biorę się za czytanie.
Przysięgam uroczyście, że nie jestem purystką (chwilowo).

Jestem po pierwszej części. Żadnej częstochowy nie widzę, za to półświadomie zaczęłam wystukiwać palcami rytm. Akcenty się zgadzają, przez co naprawdę nieźle się czyta. Historia też, intrygująca.

"trza się hamować" trochę mi zazgrzytało, bo dookoła wszędzie jest wysoko poetycko, ale przymykam oko, toć to staroć w końcu, więc tolerancja jest wyższa .

Może ją nawet znalazł
albo nie spotkał jej.
Nie mówiono: "Zmarł Człowiek".
Tylko krzyczano: "Zdechł Bej!"

tu Ci sie rytm trochę sypnął. A gdyby: "nikt nie rzekł" zamiast "nie mówiono"; "krzyczano" - ?

Smutny. Nawet bardzo smutny. Taka ballada o tragicznym końcu, która buduje przeświadczenie, że fatum jest, ono nadal istnieje, tylko inaczej się objawia. Dzięki za ten wiersz.

Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin