jasno ciemno
TW #06 – Nocą Miasteczko (cz. IV)

Miasteczko (cz. V)

 Link do cz. IV: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2460

 

 Max obudził się w poczuciu pustki. Załatwił wszystko, co miał do załatwienia, czyli przeżyć i zahaczyć się w miarę bezpiecznym miejscu. Czy mógł uznać, że wykonał plan? Częściowo. Starał się nie myśleć o tym, że walkę o przetrwanie zaczęli w większym gronie. Bez znaczenia. "Wczoraj" to zamknięty rozdział i doskonale zdawał sobie sprawę, że do wyboru ma dwie opcje – wspominać, analizować i w kółko podtapiać samego siebie, aż w końcu wyczerpie pokłady posiadanej energii do dna. Wówczas nie będzie miał siły rano wstać. Banalne i oklepane, ale tak właśnie było, dokładnie taki tor, ciąg przyczynowo-skutkowy, efekt, który odkręcać musiałby tygodniami. Wybrał więc drugą opcję, ograniczając odczucia i myśli inne niż „teraz i tu” do minimum. Bose stopy dotknęły wilgotnej trawy, pozostałe zmysły otuliła poranna mgła. Kilka spraw już na starcie zaklasyfikował jako niesprzyjające – było około siódmej rano, a słońce już dopiekało solidnie, wybitnie źle sypiał ostatnio i miał przed sobą całkowicie pusty dzień.

 No cóż, bywało gorzej.

 Usiadł na jednym z wystawionych przed namioty krzeseł. Zastanawiał się, dlaczego nie pamięta, jak tu dotarł. Nadal wszystko go bolało. Nadal odczuwał ssanie w trzewiach. Nie mógł za dużo naraz zjeść, bo robiło mu się niedobrze. Słowem nie był w szczytowej formie. Z zamyślenia wyrwał go głos Cartera.

 — Wyspany?

 Przysiadł się.

 — Średnio. Jak dotrzeć do centrum?

 — A po cóż ci centrum, chłopcze?

 — Chcę się rozejrzeć. — Max wzruszył ramionami.

 — Patrz, masz tutaj drogę. — Facet wskazał jedyną biegnącą przez obozowisko trasę. Zerknęli oboje. — Dojdziesz nią do ronda i wtedy już obojętne, bo obydwa zjazdy prowadzą na coś w rodzaju obwodnicy. Znaki cię poprowadzą.

 — Dlaczego akurat tutaj? Dlaczego tu się zatrzymaliście, w lasach jest mnóst…

 — A dlaczego nie? — wtrącił. — Po co iść dalej? Już chyba po wszystkim. Cokolwiek to było, już na nas nie działa. Może się uodporniliśmy, może mieliśmy szczęście. Nie wiem, nie jest to już ważne. Ważne, że jesteśmy, żyjemy, trwamy.

 — Ty też masz to dziwne, iluzoryczne poczucie ułudy, jak tamten facet.

 — Terry?

 — Taa, Terry. Naiwne i smętne przekonanie, że świat jest stepem. W lasach na północ stąd grasują kanibale. Żyją tam też…

 — Świat jest na tyle wielki — znów wtrącił, jakby nie chcąc usłyszeć kolejnych słów — że się pomieścimy.

 — Dotarłem tutaj ja, mogą dotrzeć i oni.

 — Więc nakarmimy ich tym, co mamy.

 — A jeśli nie będą chcieli jeść tego, co macie? Jeśli nie będą skłonni do negocjacji. Jeśli nie dadzą ci krzty czasu do namysłu?

 — To ich zabijemy.

 Zlustrowali wzajemnie swoje spojrzenia.

 — Słusznie — zamyślił się. — Wiesz, okrężną drogą dochodzimy do tych samych wniosków.

 Carter upił łyk kawy z termosu.

 — Nigdy nie twierdziłem inaczej.

 

 Poprzedniego wieczoru, kiedy dziewczyna trochę się uspokoiła, Iga podała jej herbatę. Uznała, że jest całkowicie rozbita, na pewno sporo przeszła i potrzebuje odpoczynku, spokoju, czasu, żeby wszystko sobie poukładać, oswoić, odetchnąć. Siedziały więc na plastikowych krzesełkach przed kwiaciarnią, popijały herbatę i milczały, podczas gdy słońce opadało coraz niżej i niżej. Dziwnie tak nic nie musieć – pomyślała Iga – nie przejmować się upływającym czasem. Ponoć, gdy się nie zwraca na niego uwagi, mija najszybciej. Jedyny zasób, którego nie można odzyskać. Coś, czego zwykle potrzebujemy najbardziej, a wykorzystujemy najgorzej. Nikt nie chce, by przelatywał przez palce.

 I wtedy właśnie postanowiła, że kolejną rzeczą, jaka tutaj przyniesie, będzie zegar. A potem zdobędzie kalendarz. Albo go zrobi! Nie pozwoli, żeby odebrano im też i to! Kontrolę upływającego czasu, mijających chwil. Pewnego dnia obudzi się, zerkając na pomarszczone palce i pomyśli jakim cudem zniknęło ostanie dwadzieścia lat. O nie… Nie chciała tego przegapić. Ciężkie myśli i ołowianą atmosferę przerwała lekkim tematem.

 — Koniecznie muszę tu przytaszczyć jakiś parasol. Mamy wyjątkowo ciepłe lato. — Uśmiechnęła się.

 Lilly odstawiła pusty kubek, wyraźnie uspokojona.

 — Może ten facet ci skołuje. Wybacz mój wcześniejszy wybuch, nie miałam na myśli…

 Iga uniosła dłonie, stopując te, według niej, niepotrzebne tłumaczenia.

 — W porządku. Bywają różni. Terry na przykład jest momentami zaborczy… hm, taki wiesz… osaczający.

 Rozmówczyni podniosła kciuk, kiwając głową w geście zrozumienia.

 — Z doświadczenia wiem, że lepszy zaborczy niż olewający — stwierdziła, po czym zanurkowała w zbiorniku własnych, kotłujących się myśli.

 

 Terry przyszedł na dzienną wartę niewyspany i miał wrażenie, że wszyscy ludzie, których od rana spotykał, również wstali lewą nogą.

 — Jak tam nasz pacjent? — zapytał Cartera, gdy tylko wymienili uścisk dłoni.

 — Wstał i ma się świetnie. Przestawia mi w głowie.

 Terry nalał sobie kawy z termosu i uniósł w zdziwieniu brwi.

 — Sieje niepokój, to raz — doprecyzował tamten. — A dwa, ta dziewczyna, Lilly, nie ma o nim przychylnego zdania.

 — To znaczy?

 — To znaczy... nie ma.

 — Iga chce, żeby zjadł z nami kolację.

 — Ciężko go rozgryźć. Po prostu bądź czujny.

 

 Mam nieodparte wrażenie, że świat poniekąd wraca na stare tory. Te same problemy, ten sam codzienny smak trosk. Nabierająca jednostajnej monotonii rutyna. Jakby przez chwilę miał żywe barwy, a teraz znów blaknął. Choć może czerwień i czerń to nie najlepsza kolorystyka… Może już lepszy ten pastel. Baczniej przyglądam się linii lasu. Lustruję ją raz po raz. Do tej pory nie zwracałem na to aż takiej uwagi. Może faktycznie powinienem? Nic się nie zmieniło, a czuję nieporównywalnie większy niepokój... W tym tygodniu mają palić to, co zostało ze zwłok. Od rana nie ma prądu.

 Terry.

5779 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 29

Opis:

Dodano: 2020-03-26 22:26:20
Komentarze.
"Zerknęli oboje" - obaj, bo to dwóch gostków;
"Lustruje ją raz po raz" - Lustruję;
Ja tu czuję klasyczną ciszę przed burzą - oni się jakoś tak za bardzo aklimatyzują, piją sobie spokojnie kawki i herbatki, próbują życie układać, ubarwiać w prozaiczne, ale potrzebne rzeczy i jakoś to ciągnąć normalnie. Z jednej strony to naturalne dążenie, a z drugiej mogą za bardzo utracić czujność i bęc! No i tak coś czuję, że będzie bęc. Niedługo będzie!
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
alfonsyna "piją sobie spokojnie kawki i herbatki" hahaha, no taaa, niczym fajfokloki babolki poprawię potem z kompa, dzięki! Bęc?? aleeeeż skąąąąd xd
Pozdrówki!
Odpowiedz
Ritha chyba też se kawkę zrobię, może nic nie pierdyknie... xd
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
alfonsyna xd xd obserwuj linie drzew!
Odpowiedz
Ritha
Odpowiedz
Podoba mi się ta wizja świata, a zapiski Terrego fajnie potęgują klimat. Czytałam z przyjemnością, czekam na kontynuację
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
aniamarzycielka cieszę się dzięki
Odpowiedz
Max, Maksiu, Max No też tak myślę, że musi coś się spierniczyć, nie ma tak pięknie, nie ma tak dobrze, chociaż może trochę sobie pożyją w spokoju jak Ogrodnicy w Roku potopu, a potem bum.
Odpowiedz
*Ritha 9 m.
Adelajda w czym? :o Oj dzisiaj to mi namieszałaś w głowie!

Odpowiedz
Przepraszam
Odpowiedz
*Ritha 9 m.
Adelajda
Odpowiedz
"Lepszy zaborczy niż olewający", ani jedno ani drugie, chociaż olewajstwa nie znoszę.
Ten niepokój zaczyna się rozkręcać, coś czuję, że będzie wkrótce ostra akcja.
Odpowiedz
*Ritha 9 m.
Szudracz no zobaczymy, mam przewlekłe niedostatki prądu, dziękuję za miasteczkowy maraton 💛
Odpowiedz
Hejka
"Baczniej przyglądam się linii lasu. Lustruje ją raz po raz" - lustruję

Nadrobiłam. Teraz poproszę więcej
Tym bardziej, że jest coraz bardziej smakowicie.
Odpowiedz
*Ritha 8 m.
pkropka łooo, ogonek dorysowany Fajnie Cię widzieć, pkropciu dziękuję za wizytę Dalej będzie, ofkors, chwilowo jednak domykam inne tematy. Ale wrócę do gry
Odpowiedz
Ritha to super. Grzecznie będę czekać
Odpowiedz
*Ritha 8 m.
pkropka tak, czekaj grzecznie, nie ruszaj się 😄
Odpowiedz
Witaj, opowiadanie ma fajny klimat, dalej prowadzisz spokojnie odbudowany świat, zaznaczając niepokój wewnętrzny u bohatera. Czy faktycznie ten odbudowany świat będzie wystarczająco duży, by pomieścić jednych i drugich?
Pozdrawiam!
Odpowiedz
*Ritha 8 m.
Konstancja hejo, dzięki za zostawienie refleksji, seria napoczęta i na pewno nie zostanie porzucona. Na razie podwaliny
Pozdrawiam
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin