Szpitalna rapsodia Puszczyka Bankiet

Zmierzch artysty

 Kolejny dzień kończy się czerwoną tarczą słońca, które spina klamrą dziennej wędrówki wschód, południe i zachód. Stanowczo omija północ, jakby ziąb odsuwał gorącą gwiazdę, nie pozwalając jej zapanować nad mroźną i ciemną krainą, rozświetlić jej mroczną tajemnicę. Cóż dobrego może znajdować się tam, gdzie słońce nie dochodzi? Czy właśnie tam znajduje się piekło całego życia ludzkiego?

 Sylwetka mężczyzny, oświetlona ostatnimi promieniami, zaczyna oddalać się od okna, podążając w głąb izby drewnianego domu. Dywany, meble, obrazy zaczynają tańczyć przed oczami, śmiejąc się z niego lub do niego z różnych powodów. Nawet kamień zawleczony tutaj z jakiegoś pola - nabrał ciepłego, ożywczego koloru. Tuż przed nocą wszystko żyje, przemawia niezliczoną ilością szeptów, czasami śpiewem. Artysta siada wtedy w wielkim fotelu przed kamiennym kominkiem i słucha wszystkiego, co stworzył własnymi rękoma i umysłem. Jest artystą, więc łączy go więź z pracą jego rąk i wyobraźni, bo wszystko co ma powstać w przyszłości, najpierw tworzy się w głowie. Wyobraża sobie materiał, budulec, potem bryłę - jeśli to rzeźba lub plamę - jeśli to obraz. Kontury i kształty przychodzą na końcu, kiedy myśl zawrze się w figurze. Czasami nie widzi wyraźnie, wtedy dociera do niego muzyka i zamyka ją w formie. To wyjątkowe chwile i najlepsze dzieła, które nie spotykają się ze zrozumieniem znawców sztuki. Ale kimże oni są, że mienią się krytykami? Nic nie potrafią zrozumieć, czytają tylko o obowiązujących trendach w sztuce, próbując zamknąć ją w sztywnych ramach wyznaczonych standardów. Kto je ustala? Na pewno nie artyści, bo każdy z nich jest inny i nie chce być jednym z wielu, ale tym wyjątkowym, z jedyną możliwością przedstawienia rzeczywistości. Tylko nie-artyści nie potrafią zrozumieć tak prostej sprawy.

 Powoli podniósł się z fotela. Noc wrześniową porą szybko nadchodzi - tym szybciej, im bardziej czuje się samotny i opuszczony. Zaledwie kilka godzin temu ogród i dom rozbrzmiewały radosnym śmiechem, rozmowami, szeptami i zachwytami nad dziełami zaproszonych tu gości. Lubił te przepełnione ludźmi chwile, czuł się wtedy potrzebny. Pytano go o zdanie, porównywano z jego pracami, obejmowano przyjaźnie i sączono w ucho liczne pochwały. Doskonale wiedział, że oni nie mają pojęcia o jego pracach, zabiegano jednak o jego względy, by znów zostać zaproszonymi na prace w plenerze lub prywatny wernisaż z poczęstunkiem. Kiedy dom pustoszał wyobrażał sobie, jak mogą teraz kpić z niego, jakich słów używają do określenia czegoś, czego sami nie potrafią zdefiniować.

 Nalał do szklanki trochę wódki. Alkohol palił wnętrze i uderzył w myśli. Był zmęczony. Schylił się tuż przy kominku, sięgając po polana. Ułożył je w palenisku i po chwili ogień nieśmiało zadrgał wśród drewien. Poczuł się lekko, jakby trunek uwolnił ciało od grawitacji. Pokój zawirował w opętańczym locie, a on bezwładnie opadł na deski podłogi. Chwilę walczył z karuzelą w głowie, próbował podnieść się, chwytając lewą dłonią za brzeg stołu. Zahaczył tylko niezgrabnie o butelkę z wódką, strącając ją na podłogę. Władza nad ciałem skończyła się tuż przed upadkiem, ręka bezwładnie opadła, nadziewając się na rozbitą butelkę. Po chwili poczuł ból. Zaśmiał się tylko. Znajdą go za kilka dni, może tygodni i pomyślą, że miał wszystkiego dość. Wymyślą jakąś bajkę o trudnym życiu i wyprawią piękny pogrzeb.

 Chciał wykrzyczeć ból i niemoc, jednak nie miał już władzy nad niczym. Nie potrafił przypomnieć sobie imion przyjaciół, tylko ich twarze uśmiechnięte, rozgadane zbliżały się do niego i odpływały w dal. Zmusił się do spojrzenia na rękę, która utknęła w szczątkach szkła, nabita na wystający, ostry kant dna butelki. Krew szybko spływała na deski, wypełniła szczeliny i tworzyła czerwoną kałużę. Nic już nie mógł, wszystko działo się poza jego wolą. Ostatnie dzieło jego życia, najbardziej realistyczny obraz, a jednocześnie rzeźba człowieka skazanego na brak władzy nad swoim ciałem.

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~alka666
Kategoria: obyczajowe
Opis:
Dodano: 2020-03-29 13:06:03
Komentarze.
~jagodolas 1 m.
Ciekawe refleksje na początku. Końcówka mi przywołała film motyl i skafander. Mocne, przez koncowe zdanie
Odpowiedz
~alka666 1 m.
jagodolas Dzięki.
Nie znam tych filmów. Ale opowiadanie powstało pod wpływem wspomnienia o pewnym znajomym rzeźbiarzu, który odszedł niekoniecznie przypadkową śmiercią...
Właściwie tekst powstał na zamówienie pewnego redaktora naczelnego.
Odpowiedz
~alfonsyna 1 m.
Gdzieś tak od środka przeskoczyłaś znowuż w czasach - z teraźniejszego w przeszły i trochę to zgrzyta. Niemniej - całość od strony fabuły nawet mi podeszła - końcówka tak trochę jak złośliwa igraszka losu, kiedy to kilka elementów, osobno nawet niegroźnych, po złączeniu w całość tworzą fatalną mieszankę. Samo życie.
Odpowiedz
~alka666 1 m.
alfonsyna Dziękuję za trafne spostrzeżenia
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
"Jest artystą, więc łączy go więź z pracą jego rąk i wyobraźni, bo wszystko co ma powstać w przyszłości, najpierw tworzy się w głowie." - ładnie ujęte.

Podzielam wątpliwość Alfonsyny + do tego poprzycinałbym dookreślenia personalne, bo podmiot jest na tyle jasno zdefiniowany, że większość: on, jego - można powycinać.
Ciekawy obraz, jak to u Ciebie, namalowany niespiesznie i wyczuciem szczegółu.
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Canulas Dziękuję.
Czytałam dużo materiałów o tym artyście, które przesłał mi z zamówieniem red.nacz. Starałam się oddać myśli i uczucia artysty na podstawie zdjęć, materiałów prasowych i jego wypowiedzi. Obejrzałam jego prace, dużo prac. "Wchodziłam" mu w głowę.
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
alka666 proszę bardzo jaka wiwisekcja
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Canulas Staram się tak robić, jeśli mam z czego czerpać dane. Ale to zabiera mnóstwo czasu.
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Canulas Z TW tak się nie da...

Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin