Pięćset mil do domu — część XXVI Pięćset mil do domu — część XXIV

Pięćset mil do domu — część XXV

 Link do części XXIV: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2552

 

 VI

 Znowu ich nakrył gdzieś w połowie rozmowy. Chyba nie słynęli z cierpliwości, bo – nie mogąc się doczekać powrotu kumpla – zmienili temat.

 — No tak, jak ci mówię, Trix. Ja tak robię od lat i prawie zawsze siada. Suki są podatne na takie rzeczy.

 — Wolniej i jeszcze raz — odparł Trix, sądząc po bełkotliwym głosie, srodze już porobiony. — Podszedłeś do niej i co?

 Resztki trunku pobratały się z przełykiem mówiącego. Opróżniona butelka poszybowała w dal, kończąc podróż dopiero na skalnej półce. Pytany wznowił pogadankę z entuzjazmem.

 — No, żem podszedł i pytam. Tak po prostu. Te, suka, się walisz coś?

 — Pojebane, Noah. I ona co?

 Opowiadający chyba dobrze czuł się w roli bycia słuchanym, bo w jego głosie pobrzmiewała ekscytacja. Wstał nawet na chwilę, ukazując Wiwatowi piękno swej mysiej cery, spłaszczony nos i owrzodziałą twarz. W zasadzie brakowało mu tylko dzwonu i katedry, bo z takim garbem, wygryzłby dzwonnika z Notre Damme w trzy minuty. Na szczęście się nie rozglądał, choć Wiwat i tak był ukryty. Nim usiadł, na jego szpetnym licu zakwitł uśmiech, wielki jak uchwyt od wiadra. Glebnął na półdup i wznowił swoją gadankę.

 — Noo — przeciągnął, chcąc się prawdopodobnie ponapawać oczekiwaniem ziomka na resztę niewątpliwych rewelacji. — Twarda była z niej sztunia. Popatrzyła tak na mnie, że aż poczułem się dziwnie, wiesz. I się tak pyta. Znaczy, mnie. Mnie się tak pyta, ona.

 — Się pyta? Co?

 — Czy masz kundlu czym? Tak mi rzuca. Prościutko, bracie, w twarz. Harda dupencja.

 — To ładnie — odparł Trix tak przygaszonym głosem, jakby nie miał już siły i chciał się pierdzielnąć spać.

 To dobrze, pomyślał Wiwat. To bardzo dobrze.

 — Taaa, ale ja byłem na to przygotowany. I mówię jej: Lalka, jakbym ci kutasa pod pachę wsadził, to byś myślała, że dywan niesiesz. Takie rzeczy, bracie. Takie rzeczy.

 Wiwat wstał. Podszedł. Ciągle jeszcze się śmiali, gdy do nich mierzył.

 — Wasz kolega — rzucił, patrząc, jak osłupienie obrysowuje ich twarze. — Ten przypominający Myszkę Mickey po wylewie. Znacie gościa?

 — Aladyn — zreflektował się Noah. — Co z nim?

 — Chyba go trochę zabiłem — odparł Wiwat z uśmiechem kogoś, kto poza stanowym więzieniem (i najlepiej o zaostrzonym rygorze) nie powinien występować w społeczeństwie.

 Nie było drzew, to i nie było ptaków, które podwójny wystrzał mógłby spłoszyć. Motocyklista ukląkł przy tym żyjącym i wolno wyciągnął nóż. Następnie z nim obgadał kilka spraw i cały utytłany w piachu zlepionym z krwią, wstał.

 — Teraz odkroję wam głowy — oznajmił, jakby odpowiadał na przygodne zapytanie o godzinę. — Tego tutaj kutas to będzie boleć, bo nie żyje, ale ty powinieneś się bać.

 Dziesięć minut później wrócił do chłopca, skarżąc mu się, że świat jest chujowym miejscem, na co tamten odparł, że w sumie racja. Nie pytał także o krew, choć Wiwat cały w niej pływał. Był w porządku.

 Tylko że Pan Skorpion także chciał być w porządku wobec niego.

 — Jest sprawa, Bix. Wiem, gdzie zabrali naszych. W sensie Merlina Saracena i twoją małą siostrzyczkę. Szukają też ciebie. Nie kojarzę czemu. Nie jestem do takich tematów za bardzo lotny. Wiem tylko, że cię szukają.

 Coś w głosie Pana Skorpiona przerażało. Pewien rodzaj spokoju. Ciszy przed burzą. Jakby mu jeszcze nie powiedział wszystkiego.

 Chłopczyk miał pietra, ale musiał zapytać. Zrobił to więc od razu. Na jeden dech. Kiedyś, gdy miał mieć zastrzyk, postąpił w podobny sposób. Szybko podwinął rękaw, zamknął oczy i czekał. Teraz oczu nie zamknął.

 — Uratujemy ją? Znaczy, nie tylko ją, bo pana Saracena przecież też. I tego… tego trzeciego?

 Umorusany we krwi mężczyzna smutno pokręcił głową. Duże chłopięce oczy obrodziły równie dużymi łzami. Nie pozwolił sobie jednak otrzeć buzi. Odwrócił się szybko tyłem i na dobre rozszlochał. Do uszu Pana Skorpiona doleciały miarowe pociągnięcia nosem. Nie wiedząc, jak sobie w takich sprawach radzić, usiadł na kamieniu, czyszcząc nóż. Dopiero kiedy kosa już dawno wyglądała, jak wyciągnięta zza sklepowej lady, mały zapytał: czemu?

 Zakapior miał dosyć czasu, by przygotować coś na tego typu pytanie. Miał na nie plan.

 — Dlatego, że Wiwat to tchórz! — doleciał ich nowy głos. Spojrzeli. Ledwie trzymający się na nogach Polip, wolno powłóczył nogami, ale szedł.

 Siedzący na kamieniu, utytłany w krwi mężczyzna, wrócił do uprzednio wykonywanej czynności, czyli odżynania wielkim nożem zaniedbanych paznokci. Stopy miał tak upieprzone, jakby napędzał Flinstonowy samochód po deszczowym lesie, ale na jego twarzy zagościł ogromny banan. Polip nadal wędrował z prędkością jednej mili na godzinę.

 — Tak, Kanati — powtórzył. — Najzwyklejszy. A że ma brodę? Cóż. Na piździe też rosną włosy.

 — Nie nazywam się Kanati, tylko...

 — Wiem, wiem. Przepraszam. Jak pamiętam, stało ci chyba Bix?

 Wiwat czy też (dla znajomych) Pan Skorpion zakończył operację na swej nodze, naciągnął skarpetę i wstał. Następnie, ciągle z uśmiechem na twarzy, wskazał na długi nóż.

 — Zara zjesz to okiem — oznajmił wesołym głosem. — Odpierdol się od chłopaka.

 — Nie przedstawisz mnie? — Polipowi zadał pytanie ktoś, kogo zresztą widział tylko on. A jako że tylko on, to nie było tematu. Wiwat wstał. Spotkali się gdzieś w połowie.

 — Jak nas znalazłeś? — Wyciągnięta dłoń zastygła w powietrzu. Alex Polipczuk wskazał ruchem ręki na dziewczynkę.

 — Dzięki niej — zaczął, jednak kiedy dostrzegł zakłopotanie w oczach motocyklisty, zmienił śpiewkę, mówiąc, że przyszedł po krzykach.

 Wiwat się wyluzował.

 — Taa, piękni byli, nie? Tego gołego tłuka też widziałeś?

 — Nie miałem okazji, Wiwat.

 — Kurde, żałuj. Typ był tak wstrętny, że nawet Jezus mógłby rzygnąć na niego daniem z ostatniej wieczerzy. Ty zresztą też nie wyglądasz najlepiej. I podasz mi w końcu grabę, do chuja wafla?

 Polipczuk nie odpowiedział. Za to mała Thelma rzuciła, by nie był bucem i nie należy się gniewać. Nie bacząc na to, jak szalone to się będzie wydawać, Polip zwrócił w jej stronę swe mocno przekrwione oczy.

 — Jak się będziesz wpierdalać w nie swoje sprawy, wrócę do maszyny i wysypię twoje gnaty na szosę.

 Naburmuszyła się.

 — O Jezu, już dobra, dobra. Będzie mi tu wykład teraz robił.

 Zakapior z chłopcem patrzyli na całą scenę. Polipczuk jednak miał to gdzieś.

 — Ja nie żartuję, Thelma — oświadczył pustemu miejscu, w które wciąż wbijał wzrok. Pan Skorpion spojrzał na Bixa, kręcąc kółeczka palcem przy własnej skroni i szepcąc konspiracyjnie, że tak się dzieje od słońca.

 — Dobra, Alex, już idę — rzuciła. — Nie będę się wcinać do waszych doj-rza-łych spraw. Idę sobie i poczekam tam dalej. Pobawię się w: "Kto nie umie unieść nawet kamyczka". I wiesz co? Znowu wygram w tę grę.

 — Thelma, na rany, no! Uczepiłaś się mnie i tera wisisz jak kawał gówna na krawędzi dupy. Daj pomyśleć.

 — To nie udawaj, Alex, że nie istnieję!

 — A istniejesz?

 — Wiesz co? Dobra. Idę. Możesz sobie wsadzić tę swoją pomoc w…

 — Thelma, do kurwy nędzy! Masz tutaj natychmiast przyjść!

 Krzyk na nią podziałał. Przyszła. Polip wskazał na smyka oraz Wiwata. Następnie się przesunął, robiąc więcej miejsca po swojej prawej.

 — Thelma, to jest mały Kanati, który woli, żeby go wołać Bix. Ten wyższy, cuchnący, to Wiwat. Chłopczyku, Wiwat. Przedstawiam wam małą Thelmę. Zadowolona?

 Skinęła z uśmiechem głową. Kanati nie zareagował w żaden sposób.

 — Cześć, Thelma — rzucił Wiwat, czarując pustą przestrzeń swoim niekompletnym uzębieniem. Następnie jeszcze raz wyciągnął rękę, którą Polip uścisnął. — Ile ona ma lat? — spytał.

 Polipczuk pokręcił głową i wyszarpnął mocno trzymaną grabę. Dziewczynka cztery razy mówiła, że ma dwanaście, ale żaden z dwójki "wymieniających uprzejmości" mężczyzn nie zwracał już na nią uwagi.

 Mały Kanati bawił się swoim nożem. Dwa żółte, spore skorpiony chodziły obok po piachu.

 

 Link do części XXVI: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2565

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 16

Opis:

Dodano: 2020-03-31 00:02:07
Komentarze.
~JamCi 6 m.
Chyba go trochę zabiłem - bajka
Tego tutaj, kutas to będzie boleć - chyba niepotrzebny ten przecinek
Jak się będziesz wpierdalać w nie swoje sprawy, wrócę do maszyny i wysypię twoje gnaty na szosę. - tysz super
E no fajne, dobrze jest :-)

Odpowiedz
*Canulas 6 m.
JamCi yeeee. Poprawię w domku. Pięknie cwałujesz 😁🦔
Odpowiedz
~alfonsyna 6 m.
Co najmniej dwie trzecie tego tekstu to są same najlepsze smaczki - językowo i sytuacyjnie. Zresztą, to chyba jeden z tych fragmentów, które podobają mi się najbardziej. I dobrze, że nie musiałam na niego długo czekać. Same plusy!
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
alfonsyna - haaa
Dziękuję. Już niedaleko, proszę Pani. Już blisko.
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
"— No, żem podszedł i pytam. Tak po prostu. Te, suka, się walisz coś?" - ehh, urocze
"Lalka, jakbym ci kutasa pod pachę wsadził, to byś myślała, że dywan niesiesz" - hahaha, ta, pamiętam, to słynne wręcz
"Ten przypominający Myszkę Mickey po wylewie" xd
"Nie było drzew, to i nie było ptaków, które podwójny wystrzał mógłby spłoszyć" - i to fajne

"W sensie, Merlina, Saracena i twoją małą siostrzyczkę" - wywaliłabym pierwszy przecinek
"Duże chłopięce oczy, obrodziły równie dużymi łzami" - i ten tutaj też

"— Dlatego, że Wiwat to tchórz! — doleciał ich nowy głos. Spojrzeli. Ledwie trzymający się na nogach Polip, wolno powłóczył nogami, ale szedł" - no Polip jak Clint Eastwood

"Stopy miał tak upieprzone, jakby napędzał Flinstonowy samochód po deszczowym lesie" xd
"Typ był tak wstrętny, że nawet Jezus mógłby rzygnąć na niego daniem z ostatniej wieczerzy" - i to git

"Jak się będziesz wpierdalać w nie swoje sprawy, wrócę do maszyny i wysypię twoje gnaty na szosę" - czy to wypowiedź czy narracja?

"Pan Skorpion spojrzał na Bixa, kręcąc kółeczka palcem przy własnej skroni, szepcąc konspiracyjnie, że tak się dzieje od słońca" - a może "i" zamiast przecinka tam w środku:
"Pan Skorpion spojrzał na Bixa, kręcąc kółeczka palcem przy własnej skroni i szepcąc konspiracyjnie, że tak się dzieje od słońca"
albo nawet:
"Pan Skorpion spojrzał na Bixa, kręcąc kółeczka palcem przy własnej skroni i konspiracyjnie szepcąc, że tak się dzieje od słońca"

"Ten wyższy, cuchnący, to Wiwat" - no wieta co! oburzające

No i super, kolejna świetna część, propsuję.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Ritha nooo doobra, tera już poprawiam na 100%
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Cacy
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
A czemu wrzucasz to w kategorię inne? Nie powinna być np. fantastyka?
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Ritha - dzięksończyk. Poprawię jutro w okolicach 16. Dzięki za uroczy stalking
I oczywiście z większością, tak na szybko, się zgadzam
Odpowiedz
~Agnieszka 6 m.
Musiałam se polecieć... Powspominać...
Ehh...

"Lalka, jakbym ci kutasa pod pachę wsadził, to byś myślała, że dywan niesiesz. Takie rzeczy, bracie. Takie rzeczy." - buhahaha uberdialog xd xd xd

Pozdrowionka, idem spać ubawina xd
Odpowiedz
~Agnieszka 6 m.
PS. A no i jeszcze Wiwat xd choć "cuchnący" ale... No, charakterny facet.
Dobrze se odświeżyć
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Agnieszka phi! To są FE-RO-MO-NY!

Naturalne feromony (...) służą do komunikacji (np. feromony agregacyjne), do przywabiania osobników płci przeciwnej ( !!! na przykład Rithy ) (feromony płciowe) lub do zwalczania konkurencji ze strony zbyt licznej populacji własnego gatunku lub obcych (feromony antagonistyczne).
Tak
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Agnieszka - ić
Dzięki za wpadzix
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Ritha hmmm, no proszzz
Odpowiedz
~Agnieszka 6 m.
Rithus, brzmisz przekonująco xd Widać, na mnie też działa ten agregacyjny xd
Odpowiedz
~marok 6 m.
Noo, dialogi super, baardzo dobra część. Płynie się lekko, gratki
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
marok fajno, że nie wypadłeś pod sam koniec
Odpowiedz
~marok 6 m.
Canulas, a gdzie tam wypaść. Jakby mi się nie podobało to bym w połowie przestał, bo za dużo litości to też niedobrze
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
marok no baa
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin