Pięćset mil do domu — część XXVII Pięćset mil do domu — część XXV

Pięćset mil do domu — część XXVI

 Link do części XXV: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2554

 

 VII

 — Musisz się kimnąć na miękkim, a potem szybko coś wszamać. I to najlepiej na ciepło. Lekarstw żadnych niestety nie posiadamy.

 Siedzieli w czwórkę, ukryci za skalną ścianką, której wcięcie przypominało żleb. Oczywiście z zachowaniem proporcji. Nagromadzone w kamieniu słoneczne ciepło przyjemnie lizało plecy. Nużyło i rozleniwiało. Bix ciągle bawił się nożem, dźgając przestrzeń przed sobą. Po każdym takim pchnięciu czy też dźgnięciu jeden z hordy wyimaginowanych wrogów padał martwy prosto u jego stóp. Rozmowa przebiegała w żółwim tempie.

 — Masz rację — skwitował Polip głosem, jakby zgodzenie się z Wiwatem było swoistą plamą na honorze. — Kima tak, ale żarcie na ciepło? Nie jesteśmy w lesie… Panie Skorpion.

  Wypowiedzenie na głos nowej ksywy kamrata znów go rozweseliło. Śmianie się jednak z bliźniego chyba podpada pod jakiś boski paragraf, bo tym razem jeden z jego zębów wyskoczył.

 — No masz ci chuj, żegnaj czekolado z orzechami.

 Wiwat coś burknął, ale w tej samej chwili rozświergoliła się w najlepsze mała, piszcząc, żeby popatrzył. Zmęczony Polip odwrócił w jej stronę oczy, przy asyście nienaturalnego oporu naprężonej szyi. Jego rozmówca, rozumiejąc, że jest teraz jedynie rezerwową opcją dialogową, skupił uwagę na chłopcu, udzielając mu porad na temat trzymania noża. Kiedy tłumaczył, słowa: "Kurwa, nie tak", przewijały się często.

 — Nieżywa, czego się drzesz?

 Normalnie, by się za to obraziła, zaczęła kłócić albo oba powyższe. Tym razem jednak uśmiech nie spełzł z jej niematerialnej twarzy.

 — Patrz na to, Alex — rozpoczęłą tak pełnym ekscytacji głosem, że po prostu nie miał sumienia dalej być dla niej wredny. Czekał więc tylko na to, co się wydarzy. A ona uniosła kamyczek i…

 — Chryste na wrotkach, Thelma. Możesz to wykonać jeszcze raz?

 Była dziewczynką czynu, więc, zamiast się silić na słowa, podniosła kolejny kamyk, zakręciła drobną rączką młynka i... poszybował, co najmniej półtora jarda.

 — Nie teraz, zaraz, poczekaj! Nie marnuj many, czy coś.

 Uśmiechnęła się do niego filuternie. Potrząsnęła głową, wprawiając w falisty ruch złote, przypominające małe sprężynki, włosy. Obrodzone zadowoleniem oczy, urosły niemal dwukrotnie. Zachichotała.

 — Wiwat. Pamiętasz, jak mówiłeś, że mi się popieprzyło od gorąca?

 Stojący przy chłopcu mężczyzna uniósł wzrok.

 — No.

 — To patrz na to.

 

 VIII

 Pół godziny trwała ta cała szopka. Dziewczynka rzucała kamykiem, Wiwat widział w tym szwindel, kazał Polipowi się odsuwać, stawać tyłem, itp. Potem zwracał się do małej, szeptem nakazując, w którą stronę ma rzucić następny, wybrany przez siebie kamień. Spełniała wszystkie zachcianki. Nic to. Dalej nie dawał wiary.

 Po którymś z kolei razie Polip się wściekł, prosząc, by dała spokój, bo do tego tumana nic nie trafia. Wiwat odbił piłeczkę, mówiąc, że jak kiedyś gził się z taką jedną, co to miała telewizor na melinie, to w jakimś programie o talentach był gość, który nie takie cuda uskuteczniał. Bix natomiast uwierzył na tyle mocno, że nawet próbował używać Polipczuka, jako zwrotnego nadajnika w dialogu z martwą dziewczynką. Skończyło się jednak na "cześć, co tam?", bo motocyklista nie miał zbyt wielu sił. Widząc, że Wiwata nie łatwo będzie przekonać, ponownie się rozwalił pod kamieniem.

 — Muszę na chwilę glebnąć. Jak usnę, poproś Thelmę, to się przekonasz sam. A najlepiej Wiwat, wykołuj coś do żarcia. Wieczorem pomyślimy, co i jak.

 — Śpij. My też odpoczniemy i pomyślimy co dalej. Później jebniem ognicho. Może, jak się podładujesz czymś ciepłym, powiesz, co to za sztuczka?

 Leżący westchnął. Sen pędził mu na spotkanie, jakby się nie widzieli ze trzy dni.

 — To nie sztuczka — wystękał, otwierając już z klucza bramę do odpoczynku. — Ale żarcie na ciepło? Bez drewna? Jak? Najbliższy stumilowy las jest ponad sto mil stąd.

 Splunięcie zieloną plwociną. Czarujące spojrzenie trójkątnych oczu. Bezceremonialne wysmarkanie nosa. Na samym końcu zaś uśmiech, ciekawie kontrastujący na tle upieprzonego krwią ubrania i nazbyt bujnie wyhodowanej brody. Gdy ktoś taki, szepcze do ciebie: "śpij" z reguły przestajesz być senny.

 — Mamy trzy maszyny, drogi Polipku. A jeszcze nie widziałem ogniska, które by nie chciało wystartować pokropione litrem pieprzonej ropy. Jeśli będzie trzeba, rozpalę je na dachu pełzającego żółwia.

 Chłopczyk z zainteresowaniem wpatrywał się w pustą przestrzeń, gdzie, wedle obliczeń jego nastoletniej głowy, powinna znajdować się Thelma. Ona zaś stała za nim, przesłaniając mu rączkami oczy. No dobra, tylko próbując. Pieprzone zabawy duchów. W filmie o Kacprze te sceny pewnie wycięto.

 — Nie grzbiecie, Wiwat. Skorupie. Choć raz pomyśl o zdaniu, zanim je spłodzisz na świat. Idę spać.

 Zmęczenie w głosie Polipa było niemal widoczne. Półprzezroczysta niemoc, prosto ze skraju snu. Wiwat miał sto odpowiedzi do wygłoszenia.

 Spojrzał. Nie odpowiedział.

 

 IX

 Obudził się w środku nocy, przykryty kocem. Ognisko, choć bardzo małe, dawało przyjemne ciepło. Mały jadł w ciszy, a duży obok, mlaskając. Thelma siedziała koło nich, teoretycznie nazbyt blisko ognia.

 Ogień faktycznie został osadzony na podwalinach z paliwa, starych szmat, plastikowych części, strzępów splamionego krwią ubrania i Bóg wie czego jeszcze. Żarcie natomiast było takie jak trzeba. Mięsiste, obtopione tłuszczem i podane po męsku. Bez talerza czy sztućców, a nabite na nóż i z rzeczową deklaracją: "masz!"

 Wiwat był lekko zrobiony. Nie miał jednak dość i popijał. Pomiędzy którymś z łyków, wyznał, że teraz wierzy i że nie wie, co dalej. Że gadająca głowa jest ok, ale latające kamyczki, duchy i inne takie, to już trochę zbyt dużo. Że wielce szkoda, ale chuj w te trzydzieści dwa tysiące. Pierwszy, słoneczny promień i jedzie stąd w cholerę. W sine pizdu. Do ostatniej kropki ropy. I Polipowi radzi to samo.

 Ten uniósł ręce na łokciach, biorąc wielgachny kęs dobrego mięsa. Niektóre zęby ledwie dawały radę, a ból szczęki promieniował, że aż przytykało w piersi. Nic to. Było zbyt dobre i za bardzo tego potrzebował. Mrużył więc oczy i jadł. Po pierwszych kilku chwilach w tym nowym raju mózg mu odrodził myślą. Zwinął więc ją w kulkę z prostych słów, tak dalece do niego niepodobnych i wypchnął z wnętrza ust. Tym razem nie miało być pięknie i ozdobnie. Miało trafić skurczybyka w dzban.

 — W Metson widziałem, jak wyjmujesz babce oko, mając cheeseburgera w drugiej ręce. Teraz cię złamał duch?

 Thelma się uśmiechnęła. Wstała. Podeszła. Usiadła tuż obok niego. Taki mały kundelek. Raz pogłaszczesz i zostanie na zawsze. A zawsze, to zazwyczaj bardzo długo.

 — Nie wstawiaj mi tu głodnych kitów, Alex.

 Opatulony kocem mężczyzna olał fakt, że Wiwat znowu dał dupy, przy próbie okiełznania porzekadła. Że albo "głodnych kawałków", albo samych "kitów". Jego uwagę przyciągnęło co innego.

 — Nie nazywałeś mnie Alex do tej pory.

 Tamten wstał, chwiejąc się mocno na boki. Był zrobiony porządnie, a łeb miał mocny. Musiał więc obalić przynajmniej litr. Bujał się więc i czkał, a szczerość oraz bezradność rozpychały się łokciami w skorupie jego popsutego ciała.

 — Bo ona mi powiedziała — wybełkotał tak, że słowo "ona" zabrzmiało jak "ooaa". Następnie dolał benzyny. Ognisko wystrzeliło niczym cola wzbogacona mentosem. W świetle potęgi ognia cień Wiwata zdawał się równie bezradny, co i on.

 Polip wstał, wlepiając oczy to w małą, to znów Wiwata. Już formułował pytanie, już zaczynał, jednak skonfundowany zakapior doprecyzował sam.

 — Napisała patykiem, którego jeden koniec był w pierdolonym powietrzu — rzucił bezradnym głosem. — To nawet trochę więcej niż dobra sztuczka, Alex. O wiele więcej i ciut.

 Następnie podał Polipowi butelkę. Usiadł obok i resztę dokończył sam.

 

 Link do części XXVII: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2573

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 8

Opis:

Dodano: 2020-04-01 00:27:59
Komentarze.
~JamCi 6 m.
Znużało i rozleniwiało - nużyło
— No masz ci chuj, żegnaj czekolado z orzechami. - hahahhahah świetne
Ta część jest genialna. Nie będę wyszczególniać bo musiałabym całe wkleić. Same perełki. Tak se myślę, że musiało Ci się to bardzo przyjemnie pisać bo mi się bardzo przyjemnie czytało :-)

Odpowiedz
*Canulas 6 m.
JamCi akurat z tego co pamiętam, to poprzednią pisało mi się bardzo dobrze, a tą po prostu ok.
Co do wskazówki - racja. Zmienię według zaleceń.
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
"Wypowiedzenie na głos nowej ksywy kamrata znów go rozweseliło. Śmianie się jednak z bliźniego chyba podpada pod jakiś boski paragraf, bo tym razem jeden z jego zębów wyskoczył.
— No masz ci chuj, żegnaj czekolado z orzechami" xd (bardzo dobrze mu tak!)

"Jego rozmówca, rozumiejąc, że jest teraz jedynie rezerwową opcją dialogową" - to świetne

"Obrodzone zadowoleniem oczy, urosły niemal o pół" - tu mi coś nie gra, o pół czego? Może dwukrotnie? albo podwoiły objętość? hm, nie, dziwnie, w każdym razie zaznaczam ćwierć wątpliwość

"Bix natomiast uwierzył na tyle mocno, że nawet próbował używać Polipczuka, jako zwrotnego nadajnika w dialogu z martwą dziewczynką" - i to świetne
"Sen pędził mu na spotkanie, jakby się nie widzieli ze trzy dni" - i to też fajne
"Najbliższy stumilowy las jest ponad sto mil stąd" - i to!
"Jeśli będzie trzeba, rozpalę je na dachu pełzającego żółwia" - i to!

"— W Metson widziałem, jak wyjmujesz babce oko, mając cheeseburgera w drugiej ręce. Teraz cię złamał duch?
Thelma się uśmiechnęła. Wstała. Podeszła. Usiadła tuż obok niego. Taki mały kundelek. Raz pogłaszczesz i zostanie na zawsze. A zawsze, to zazwyczaj bardzo długo" - i to całe mi się podoba

"Bujał się więc i czkał, a szczerość oraz bezradność rozpychały się łokciami w skorupie jego popsutego ciała" - i to

"— Bo ona mi powiedziała — wybełkotał tak, że słowo "ona" zabrzmiało jak "ooaa". Następnie dolał benzyny. Ognisko wystrzeliło niczym cola wzbogacona mentosem. W świetle potęgi ognia cień Wiwata zdawał się równie bezradny, co i on" - i to całe, bardzo obrazowe, baaaardzo klimatyczne

PRZEŚWIETNA część (!)
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Ritha o kurdex. Jako że dziś śrosa, dzień nieparzysty, to wszystko ładnie poprawię, tylko zjadę.
Jak zapewne wiesz, zblizamy się do szczęśliwego końca.
Dziękować
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Can, wow, jakiś system! śprytnie
Jeszcze duuuzio do końca!

Odpowiedz
~alfonsyna 6 m.
"Zmęczenie w głosie Polipa było niemal widoczne" - z tym mam taką wątpliwość, że głosu jako takiego się nie odbiera zmysłem wzroku, więc i zmęczenie w głosie chyba nie może być widoczne, więc, choć rozumiem zamysł, jakoś zgrzyta mi to;
"Polipowi radzi także to samo" - także to samo to takie trochę masło maślane, wystarczyłoby po prostu "radzi to samo";
"to znów Wiwata" - w Wiwata;
Tak, zaiste bardzo, bardzo dobrym i ciekawym torem to płynie. Skoro już Wiwat zwątpił, to coś na rzeczy jest. Bardzo lubię tę Twoją charakterystyczną narrację, chyba nikt by tego podrobić nie potrafił.
Oczekuję kontynuacji.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
alfonsyna masz teoretycznie rację z tym "zmęczeniem w głosie", ale istnieje prawdopodobieństwo, że jednak tak zostawię, chyba, że na coś wpadnę.
Resztę ogarnę według zaleceń.
Fajnie, że widać indywidualne przymioty stylu.
To... krzepiące
Odpowiedz
~alfonsyna 6 m.
Canulas, ja przypuszczam, że wiem, jaki za tym stoi zamysł, więc tak czy owak ostatnie słowo należy do autora. Tak mi teraz przyszło do głowy, czy nie byłoby jakąś alternatywą, że "Zmęczenie w głosie Polipa było niemal namacalne", ale to już zostawiam Tobie.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
alfonsyna nooo, tego zamiennika możliwe, że użyję. Dzienax
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Nie no, jednak zostawię, bo tu właąsnie o to chodzi. O to, by tym niefortunnym zapisem wywołać niemal dysonans ludonarracyjny, w sensie, że - wiadomo, że tego nie da się zwizualizować, ale taki był zamysł.
Odpowiedz
~alfonsyna 6 m.
Canulas, jasne - i dysonans jest, także cel osiągnięty
Odpowiedz
~marok 6 m.
Coraz lepiej. Nic się nie zaniża. Jestem zadowolony, bardzo dobra część
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin