Pięćset mil do domu — część XXVIII Pięćset mil do domu — część XXVI

Pięćset mil do domu — część XXVII

 Link do części XXVI: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2565

 

 — Ostatnie rancho też spłonie

 

 I

 Merlin szczerze się zdziwił, że nie wybudził go ból. Był wyspany, chociaż głowa ciążyła, jakby w ostatniej loterii skreślił trzy kace naraz. Oczy źle reagowały na światło, starał się więc nie szarżować z ich otwieraniem. Łypał tylko spod powiek, próbując jednocześnie utrzymać zawartość żołądka na swoim miejscu.

 Tylko że bladych promieni było tutaj od groma. Wpadały poprzez otwory powybijanych szyb. Sączyły się przez szpary niedomkniętych, hangarowych wiat. Wpływały dziurawym dachem, tworząc w tym ogromnym magazynie złociste wyspy. Miejsce tak naświetlone, że zabawa w: "zawsze pozostań w cieniu", miałaby naprawdę marne szanse się powieść.

 Czarodziej także leżał w połowie, na jednej z takich naświetlonych wysp. Korpus i głowa rozgrzana do czerwoności, drętwe nogi gdzieś w mroku. Pulsujące ćmienie z tyłu głowy przywiodło go myślami do tych niewprawnych prób wyłączenia mu światła. Wkurwił się na to, szepcząc ochrypłym głosem pokaźnych rozmiarów klątwę. W spieczonych od słońca ustach czuł dobrze znany smak krwi. Również jej zapach w pozlepianych włosach odczuwał nad wyraz sugestywnie.

 Światło było nazbyt kolorowe. Pływało falami, układając się w rozmaite wzory. Romby. Koła. Dawno mijane twarze czy sytuacje sprzed lat. Raziło ostrością, niemal przymuszając do wymiotów.

 Mimo wszystko na dnie samego siebie Merlin odczuwał błogostan. Zadowolenie. Myśli mu się co prawda wywijały w kosmaty niekształt, jednak nie płynęły ku obawom i trwodze. Czuł zarazem ciężar i wielką lekkość, a do tego miał w swym postrzeganiu świata tyle miejsca, że bez zastrzeżeń przyjął oba te stany. Nie po drodze mu było dopatrywać się w nich nielogiczności. Nie, kiedy światło wywijało takie harce.

 Leżał więc na ciepłej, segmentowej płycie i celebrował swój stan, co rusz łypiąc na gromadę siedzących przy ogniu mężczyzn. Bez strachu. Z zaciekawieniem. Strzelisty ogień buchał z ogromnych beczek, czym wydłużał niebezpiecznie ich cienie. Syk topionego plastiku tłumił głosy i oczerniał ciemnym dymem ściany. Jakieś kolorowe, pierzaste dziwolągi, obsiadały betonowe konstrukcje podtrzymujące stożkowaty dach. Niektóre się iskały, śnieżąc bezmiar hali wolno opadającym puchem kolorowych piór. Inne zawodziły, jakby na oblubieńczą modłę rozwierając paszczęki, z których sączyły się niedorzeczne spirale jaskrawego światła.

 Merlin zaczął przeczuwać, że to coś w nim. Że to nie świat. Wsparł się na łokciach, nie myśląc o tym, dlaczego nie jest w ogóle skrępowany i spojrzał w kierunku półotwartych drzwi. Wartownika żadnego, a tamci w dupę pijani.

 Chciał odejść. Skorzystać z losu. Próbował wstać.

 Wtedy zrozumiał, że nie ma butów i stóp.

 

 II

 Pan Skorpion siedział w siodle, rozwalony niczym kotlet na kartoflach. Motor odpalony. Sakwy poprzypinane. Mimo wszystko odwrócił głowę raz jeszcze.

 — Jesteś pewien? — spytał.

 Bix kiwnął i Pan Skorpion odjechał.

 — Chyba się słabo znaliście, bo ci nawet nie machnął na pożegnanie — skwitowała Thelma po swojemu, kiedy już opadał po motocykliście kurz. — I pomyśleć, że to wszystko dzięki mnie. Co teraz robimy, Alex? Jaki plan?

 — Nie dzięki tobie ropuszko, a przez. Kazał ci kto uskuteczniać takie rzeczy?

 Chłopczyk trochę już się oswoił z dziwactwami, ale na widok kolejnego lewitującego kamyka wytrzeszczył wzrok. Thelma podrzuciła go kilka razy w dłoni, by koniec końców odłożyć. Polip jednak widział, jak wielką miała chęć, by w niego cisnąć.

 — Tak, Alex. Ty.

 — Thelma, na rany. Mówię ci, że...

 — Wiem, wiem. Że zostawisz moje ciało na drodze. A nie, czekaj. Że wysypiesz moje truchło na asfalt i pojedziesz. Tru-chło, Alex? Do dziewczynki, co nie ma dwunastu lat?

 Polipczuk był skrupulatny. Taka karma. Nawet kiedy latające w powietrzu kule dziurawiły ściany, liczył, który męt, ile razy wystrzelił. Tak już miał.

 — Mówiłaś, że masz już dwanaście.

 Mała się wzięła pod boki. Chłopczyk usiadł. Słońce pożarła chmura, chyba pierwszy raz od pięciu lat. Cała trójka natychmiast spojrzała w niebo. Słońce wyjrzało. Wrócili do przepychanek.

 — Mówiłam, mówiłam. Dzisiaj kończę, ale wtedy nie miałam. Nie wiem, czy se mogę to zaliczyć?

 — Jakie, wtedy?

 Przewróciła bezdenią czarnych oczu.

 — Jak żyłam, Alex. Co ty taki niegramotny jakiś?

 Głos jej się zachwiał, mimo że uparcie próbowała zostać przy wesołym brzmieniu. Modulacja jednak nie uszła jego uwadze.

 — To no, ten... — zaczął, szukając ratunku w skałach, niebie i wyrażającej skrajną obojętność, twarzy chłopca. — Wszystkiego najlepszego, Thelma.

 Uśmiechnęła się.

 — Świeczek nie zdmuchnę. Co najwyżej mogę strącić kamieniem. Prezent masz?

 — Tak. Dobre słowo. Nie mów "se", tylko "sobie". Dobra, koniec pieprzenia. Chodź, Bix. Zawijamy się stąd.

 Ruszyli w kierunku lśniących od słońca motorów.

 — My zabijamy ludzi, Thelma. To czasem możemy "se" palnąć. Bix, teraz posłuchaj. To nie jest takie trudne, jak się może wydawać na początku.

 Chłopczyk odparł, że spoko. Da sobie radę. Mała wspomniała, że ją niedawno zabili i może się wyrażać, jak i oni. Może se mówić "se", co jakiś czas. Polip jednak wiedział, że jeśli naprawdę ma nauczyć dzieciaka jazdy, musi mieć względny spokój. Wyjął więc ze skórzanej torby gnijącą, dziecięcą nóżkę w białym (niegdyś pewnie czystym) bucie i postawił na ziemi. Następnie, przy asyście zgniatającego ścianki żołądka smrodu, zaczął dalej w niej gmerać.

 Mała zjawa stanęła naprzeciw niego, na migi pokazując, jak to sznuruje usta. Zadowolony, kiwnął głową na zgodę i wrócił z tematem do chłopca, obszarpanej nogi jednak profilaktycznie nie chowając.

 Dwadzieścia minut i kolejne zachmurzenie później jechali już w stronę Starych Farm Koralowych, które wedle tego, co powiedział im Wiwat, znajdowały się dwie godziny drogi stąd. Tylko że w tempie piętnastu, czasami dwudziestu mil na godzinę, podróż powinna się czterokrotnie wydłużyć. Polip jednak nie myślał popędzać chłopca. Przeciwnie. Był pełen podziwu dla jego determinacji. Gratulował sobie w duchu tego, jakim to jest świetnym instruktorem. Robił to jednak pół-serio. Widać bowiem było jak na dłoni, że dzieciak ma jazdę we krwi.

 Wlekli się więc w tempie ciężarówki wywożącej gruz z kamieniołomów, stepami pustyni Pstrej. On na jednej, a Bix na drugiej maszynie. Thelma prawdopodobnie siedziała z tyłu. Prawdopodobnie, bo przestraszona nadal nic nie mówiła. Nie mógł poczuć jej objęć, więc zakładał po prostu, że jest. Gdyby spadła, na pewno, by to usłyszał.

 Słońce ponownie skryło się za dużą plamą ołowianego koloru. Polip czuł, że w tej materii odwala się tu właśnie jakiś rekord.

 — Tylko pamiętaj! — krzyknął w kierunku chłopca, gdy mu się wydawało, że ten okiełznał już maszynę nader dobrze. — Jeśli twojej siostry nie będzie albo ocenię, że sytuacja jest niebezpieczna, nic tam po nas. Pamiętaj, że dałeś słowo.

 Malec nie odpowiedział. Nie chciał zdradzać, iż czuje, że Selu jest już dawno w ciężarówce. Że nie spotkają się nigdy albo dopiero po długich, długich latach. Nie chciał wyjaśniać, że jedzie po Pana Saracena. Nie, poprawka – po Saracena, nie pana. Pan to jest w sklepie czy banku. Jedzie po Saracena, który, nawet kiedy klnie, to jest w porządku i nigdy nie przybija żółwi, by bolało.

 Nie zdradzał się także z tym, że gdyby chciał, mógłby jechać nawet dwa razy szybciej. Że jest to łatwe, jak… tu by musiał zacytować z kolei Pana Skorpiona, a naprawdę nie chciał tego robić. Ot, łatwe.

 Na koniec, nie zdradził również, że od trzeciego zachmurzenia nieba, zaczął dostrzegać dziewczynkę. Niby chciał, ale… Coś, jakiś wewnętrzny głos, go zatrzymał. Trudno. Jeśli masz jedenaście lat i rączki grubości gałązek, bardzo ważnym jest ufać swej intuicji.

 Jechali. Słońce skryło się za chmurami kolejny raz. Następnie, bez żadnego ostrzeżenia, pierwsza tłusta kropla spadła z nieba. Bix pomyślał, że wygląda to tak, jakby jakiś szaman władał tutaj pogodą.

 Wiele się nie pomylił.

 

 Link do części XXVIII: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2581

 

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 10

Opis:

Dodano: 2020-04-02 00:10:35
Komentarze.
~JamCi 6 m.
obsiadywały - obsiadały
Noooo fajne. Bardzo fajne, bo myśli poszczególnych osób są indywidualne, charakterystyczne dla nich. Osobne. I bardzo interesujące. Mniam.

Odpowiedz
*Canulas 6 m.
JamCi dziękować Ci-Jam
Poprawię, 🤠
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Jezu, zazdroszczę Ci samodyscypliny, od poniedziałku przymierzam się do wrzucenia Cmyka, dni mijają, nic. Jakim cudem pisałam i wrzucałam po dwie Idee fixe dziennie? Kim była ta dziewczyna? Gdzie jest ten człowiek? Ratunku!!!
I pamietam, że mowilas: "Nawet bym wstawiać nie dał rady, co dopiero pisać". A wtedy ja: "Co Ty gaaadasz, huehuehue". No to mam! Masz Ci babo placek!
Ok, wrócę tu potem. Samodyscyplina publikacyjna złoto
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Ritha nie taka do końca, bo nie poprawiłem błędów z poprzednich części. Pisałem i jakoś, ooo
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Mimo wszystko!
Odpowiedz
~alfonsyna 6 m.
"znajdywały się dwie godziny drogi stąd" - znajdowały się;
Już mówiłam, ale serio tego Bixa uwielbiam. Coś ma, nawet pomijając jego talent do wszystkiego.
"Chciał odejść. Skorzystać z losu. Próbował wstać.
Wtedy zrozumiał, że nie ma butów i stóp." - i uwielbiam takie zwroty akcji, aż mi to zostało w głowie na dłuższy czas. Nieźle lecisz z tym koksem!
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
alfonsyna
Dziękuję, że podfruwasz
I fajnie, że na chwilę coś zostało. Też tak mam i jest to dla mnie komplement level-hard.
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
"Pulsujące ćmienie z tyłu głowy przywiodło go myślami do tych niewprawnych prób, wyłączenia mu światła" - wywaliłabym ten przecinek

"Również jej zapach w pozlepianych włosach odczuwał nad wyraz sugestywnie" - osobiście przerzuciłabym "również":
"Jej zapach w pozlepianych włosach również odczuwał nad wyraz sugestywnie" (ale to jak tam uważasz)

"Mimo wszystko na dnie samego siebie Merlin odczuwał błogostan. Zadowolenie. Myśli mu się co prawda wywijały w kosmaty niekształt, jednak nie płynęły ku obawom i trwodze. Czuł zarazem ciężar i wielką lekkość, a do tego miał w swym postrzeganiu świata tyle miejsca, że bez zastrzeżeń przyjął oba te stany. Nie po drodze mu było dopatrywać się w nich nielogiczności. Nie, kiedy światło wywijało takie harce" - fajny opis

"Jakieś kolorowe, pierzaste dziwolągi, obsiadywały betonowe konstrukcje, podtrzymujące stożkowaty dach" - obsiadały* i ostatni przecinek taki fifty-fifty

"Wtedy zrozumiał, że nie ma butów i stóp" - to jest mistrzostwo świata, to zakończenie akapitu
" Pan Skorpion siedział w siodle, rozwalony niczym kotlet na kartoflach" - fajne porównanie

Thelma jest irytująca. Czytając to któryś raz mogę w końcu otwarcie stwierdzić - nie lubię jej.
Bixa lubię, jest przeuroczy.

"Słońce ponownie skryło się za dużą plamą ołowianego koloru. Polip czuł, że w tej materii odwala się tu właśnie jakiś rekord" - i to fajne
"Jeśli masz jedenaście lat i rączki grubości gałązek, bardzo ważnym jest ufać swej intuicji" - i to też fajne

Czekam na brbrbr No i będzie brbrbr niedługo chyba znów. Szkoda brbrbr
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Ritha ej, ej, ej.
Nomn spojllero, madam.
Już reperację uskuteczniam. Wszystko zasadne.
Ukłonias
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Aj, sorka, skoryguję się w przyszłości
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Canulas nie, cofam. Nie wszystko tu zmienię. "Również' nie przerzucę.
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
ofkors (tak przypuszczałam w tym przyadku) to tylko półsugestie, zostaw po swojemu
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Ritha tako poczyniłem. Miałem 4 części do poprawy i juz mnie to uwierało. Zwłaszcza że poprawiam w dwóch egzemplarzach. No ale już. Haa - czuję się lżejszy od razaaa
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Can, no i superro
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
psst, spoiler ukryłam xd
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Ritha haha, pięknie ukryty spojler
Odpowiedz
~marok 6 m.
Noo, początek świetny. Dalej równie dobrze, ale jednak ten początek skradł u mnie wszystko. Ogólnie jest wciąż bardzo git
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
marok, znaczyś straszliwy zbir, srodze rozmiłowan we nieszczęściu bliźnich. No, no, no.
Odpowiedz
~marok 6 m.
Canulas taa, ten uśmieszek też mi do empatii nie dodaje punktów. Cóż...
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin