TW#6 – Kuba Rozpruwacz Zmierzch artysty
Praca Wyróżniona

Szpitalna rapsodia Puszczyka

 1

 

 W przebieralni stoją dwie kozetki obłożone brązową dermą, zimną i nadętą. Między nimi postawiono metalowy stelaż, na którym rozwieszono zielone płótno. Żabki trzymające zasłony przeraźliwie kwiczą przy poruszaniu. Metaliczny krzyk zamknął się zieloną kotarą. Szybko rozebrać się w tym zziębniętym kawałku kąta, zasłoniętego przed wścibskimi oczami nieczułych ścian i drzwi. Okno ukazuje widok na budynek odarty z tynku do wstydliwej nagości cegieł, zaprawy i pleśni. Ściana płacze. Tysiące ciemnozielonych łez znaczy ścieżki w jaskrawej farbie. W istocie, miejsce nie nadaje się do żartów kabaretowych. Żal za domem wydaje się odbijać w wypastowanej podłodze, pod stopami skostniałymi od oczekiwania na okruch ciepła. Bluesowe rytmy Hugh Laurie są jedynym pokrzepieniem zaokiennego widoku na wierzchołek samotnej sosny, rosnącej przy rozbitej fontannie z kałużami smutnej deszczówki. Świat o mnie zapomniał.

 Zostałam sama pod zbędnym telewizorem, obok łóżka zasłanego porannikiem i szafki wypełnionej obcymi rzeczami. Mnie takiej poskąpiono. Leżę w torbie razem z książkami, czasopismami, między blistrami tabletek obiecujących spokój, bicie serca, niski poziom cholesterolu, błogostan bezbólowy i ochronę przed niechcianymi dziećmi, które wydalam każdego miesiąca do toalety, obojętnie której. Ta namiastka domu wyprowadzona w torbie, pozwala mi schować się przed nieustającymi rozmowami dobiegającymi z holu, przed groźbą utraty cząstki siebie.

 Rozmowy, hałas, krzyki, stukot klapek o podłogę, tubalny głos zza ściany, szorstki, pełen troski niezbędnej, przeliczonej na indywidualnie emocjonalne zapotrzebowanie pacjentki. Chwila ciszy okryta czarnym suknem z białą koloratką. Jednak w każdym złu jest odrobina dobra, nawet jeśli to tylko dłoń, ciepłem spoczywająca na mym czole, ze słowami modlitwy i gestem proszalnym o jałmużnę za dobre słowo, z kolorową wizją wolności.

 Obietnica nocnej ciszy rozpływa się wśród jęków, rzężenia, torsji i brzęczyków alarmowych. Niebo okrywa się różem, fioletem, ciemnieje, w końcu odsłania gwiazdy mrugające oczami zalotnika. Zasypiam w spokoju.

 

 

 2

 

 Ranek budzi mnie pomiarem temperatury, niczym przyłożenie pistoletu do głowy skazańca. To nie Katyń, ja nie jestem oficerem, więc nie ma się czego bać? Egzekucja miłosierna już za godzinę. Narkoza powinna przenieść mnie na chwilę w błogi niebyt. Czy znajdę drogę powrotną? Czy zechcę? Niebo jaśnieje, ubiera się w różową suknię, aby za chwilę zmienić ją na błękitną. W kołnierz upina broszkę jaskrawą, przywdziewa szale delikatnych chmur. Korytarzem spieszą klapki. Które zahaczą o mnie?

 Dobra narkoza daje niebytowi czarną pamięć. To namiastka śmierci, po której nie ma nic. Ból ulatuje w przestworza, uczucia i emocje zapominają się, nie ma nawet obojętności, nie ma niczego. Narkoza i śmierć są kochającymi się siostrami, czasami mogą się pokłócić między sobą. Wtedy sędziami stają się Bóg i anestezjolog. Ten pierwszy ma moc wszechmogącą, drugi – ograniczoną moc wiedzy i doświadczenia. Zła narkoza to wizje. Mózg w akcie samoobrony tworzy piękne sny, wspomnienia i pragnienia. Chcąc przygotować się do stanu niebytu, wyświetla obrazy przyjemne, fantazyjne, związane z pragnieniami wzbicia się w powietrze, spotkania ze zmarłymi, uczucia ciepła i jasności. Każdy chce w ten sposób odchodzić, każdy musi jakoś umrzeć.

 Powrót z dobrej narkozy jest niczym obudzenie się z głębokiego snu bez marzeń. Zadziwiające jest, że to już koniec, tak nagle i szybko. Czy to na pewno koniec - czy tylko przebudzenie w trakcie zabiegu? Czasem nie można się odnaleźć, w głowie rodzą się pytania, na które odpowiadają bodźce osób przytrzymujących, podnoszących, okrywających, układających bezwładność ciała w bieli łóżka. Wybudzenie ze złej narkozy jest wstrząsająco hałaśliwe. Nie ma zadziwienia pojawieniem się. Mózg daje sygnały, analizuje i wyciąga wnioski, póki nie zgaśnie. Pozostając na granicy dwóch światów, walczy do końca, a jego bronią jest świadomość, którą musi utrzymać, aby przetrwać. Starcie z rzeczywistością i hałasem jest czymś niemiłym, ale nie zaskakującym. Świadomość musi jeszcze walczyć z pragnieniem powrotu do przyjemnych wizji. Po tych doznaniach nikt nie chce żyć w brutalnej rzeczywistości. Podobnie jest w stanie narkotycznym.

 Dobra narkoza osłabia ciało, ducha, niszczy serce. Zła narkoza pobudza pragnienie walki o wizje, potęguje złość na hałas rzeczywistości, jej tandetę kolorów, ludzkich słabości i niedoskonałość. Powoduje, że dusza w człowieku jest niespokojna, szuka i błądzi, wciąż nie znajdując tego, co utraciła. To może doprowadzić do rozwoju duchowego, wkroczenia na wyższy etap świadomości lub do szaleństwa. Która narkoza jest zła, a która dobra?

 Broszka wspięła się po błękicie nieba, roztaczając blask jesiennego ciepła. Przyjemnie i odlotowo. Kurtyna powiek opada i podnosi się, by znów opaść. Słowa docierają i rozpływają się, znikają bezpowrotnie. Twarze wpadają mi w oczy, ale kurtyna szybko je zasłania. Za chwilę następna scena masek.

 

 3

 

 Ból rządzi całym życiem, towarzyszy od początku istnienia po śmierć. Cierpienie, nieodłączny towarzysz bólu, wyzwala ascezę, umartwienie ciała i doskonalenie się w powściągliwości. Niekiedy ból jest łaskaw i odchodzi w niebyt, innym razem – rozrywa na strzępy, nie dając chwili wytchnienia. Znęca się i porywa w sam środek piekła, którego ramiona śmierci wydają się ukojeniem. Ona ma twarz zniecierpliwionej pielęgniarki, podającej ulgę w strzykawce, ten złocisty środek konsystencji płynnego miodu, wprost w zatkaną skrzepem żyłę. Nic to, ona ma tyle siły w sobie, że nie bacząc na wijące się bólem ciało, przepycha, upycha i wpycha wreszcie skrzeplinę w krwiobieg przyszłego zawałowca. Bez empatii, troski, konsekwencji. Bezmyślnie.

 Nocny chłód usypia zalotnym mruganiem gwiazd. Światła korytarza próbują wedrzeć się pod łóżka, zatrzaskuję im drzwi. Robi się ciemniej, ciszej i tylko oddechy huczą jak na polu walki. Czasami odezwie się kanonada dział chrapaczy, to znów kawalkada mrukliwa podkołderników jadowitych, beknięcie moździerza, przeciągły świst pocisku ziewającego. To zdrowe odgłosy chorych ludzi, uraczonych nocnym chłodem nieszczelnych okien, zamkniętych na jesień. Otuleni w koce, uciekają w sen, by zapomnieć się, a potem uświadomić swoje jestestwo o poranku, kiedy niebo upina promienną broszkę ciepła.

 

 4

 

 Głód jest sprzymierzeńcem nędzy i strachu. Potrafi wymieść każdy fałd żołądka z najdrobniejszej treści pokarmowej. Potem sprząta niekończące się jelita, aż zostają tylko gangi bakterii biegunkowych. Kurczenie żołądka, z początku bolesne, staje się nieodłącznym elementem wpisanym w rozkład dnia: 9.00 - śniadanie, 13.00 - obiad, 17.00 - kolacja. Suchy chleb, pół kubka zupy, suchy chleb. Zawsze w ilości dwóch pszennych skibek. Raz tylko skleiły się trzy i przez nieuwagę kucharki mogłam zrobić sobie nadprogramowy zapas międzyposiłkowy. To było nierozsądne, następnego dnia głód zawył, domagając się trzeciej skibki. Siły szybko opuszczają ciało. Kryzys głodowy ma władzę nad fizjologią i umysłem.

 Białe, okrągłe maleństwo na mojej dłoni. Przyglądam się z niedowierzaniem, w jaki sposób pokona mnie zwalając z nóg? Technologiczna moc chemii zamknięta w maleńkiej tabletce. Przyglądam się mojemu oprawcy, dotykam palcem, obracam, przewracam, sprawdzam, czy ma wgłębioną kreskę pośrodku. Ta dwudzielność budzi zaufanie. Można zażyć połowę trucizny, oszukać oprawców i nie całkiem umrzeć, a potem śmiać się i śmiać, aż do szaleństwa. Czyż człowiek w połowie otruty może być przy zdrowych zmysłach? Moja tabletka nie jest dwudzielna, bez oszustw i szaleństwa muszę dotrwać do samego końca. Tym razem nie zapamiętam gwiazd nocy.

 

 5

 

 Broszka rozbłyska, wdziera się pod kurtynę powiek. Ból rozsadza wnętrze, przywołując do porządku rytuał dnia. Spazmy świadomości bezlitośnie pojawiają się falami rozdarcia. Wybucham dzwonkiem proszalnym, rozsierdzając tym siostrę. Teraz bluzga i celuje w moim kierunku odbezpieczonym automatem. Chybiła, co spotęgowało jej irytację, podrzuciła w locie upadającą serię i trafiła w klawiaturę komputera. Długopis wściekłym pędem ląduje na biurku. „Co znowu?” - twarz pielęgniarki pojawia się w otwartych drzwiach. Pokazuję wenflon, oczami żebrząc o złoto. „Zara!” - odpowiada i znika wśród dziesiątek spraw dyżurki. Po minutach wicia się pod torturami wroga wewnętrznego, pojawia się wreszcie ona - oddziałowa Nike, dzierżąca w dłoni złoty miecz dożylny. Srebrny jest orężem przeciw wampirom - który demon mną zawładnął?

 6

 

 Pora ruszyć w podróż, póki złoto krąży w żyłach. Alkohol jest siłą napędową, potrafi sprowadzić moc ogromną, którą władają szaleńcy. Mnie napędza trucizna odbierająca innym wolę walki. Wsparcie, kroczące obok, wskazuje drogę. Lodowate powietrze przeszywa rozgrzane ciało, mimo iż kierunek podróży prowadzi w dół, w otchłań piekielną. Upadek jest nagły i bezdotykowy, jakby ciało zamiast zderzyć się z podłożem, zaczęło lewitować. Puszczyk zawisł w chwili wahania nad swoją ofiarą.

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~alka666
Kategoria: obyczajowe
Opis:
Dodano: 2020-04-02 18:07:38
Komentarze.
*Ritha 1 m.
"Świat o mnie zapomniał.
Zostałam sama pod zbędnym telewizorem, obok łóżka zasłanego porannikiem i szafki wypełnionej obcymi rzeczami. Mnie takiej poskąpiono. Leżę w torbie razem z książkami, czasopismami, między blistrami tabletek obiecujących spokój, bicie serca, niski poziom cholesterolu, błogostan bezbólowy i ochronę przed niechcianymi dziećmi, które wydalam każdego miesiąca do toalety, obojętnie której. Ta namiastka domu wyprowadzona w torbie, pozwala mi schować się przed nieustającymi rozmowami dobiegającymi z holu, przed groźbą utraty cząstki siebie" - świetny fragment! czytam dalej
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Kurde! Dalej też jest przezacnie, o stanach świadomości, rodzajach narkozy, kurtyna z powiek i choćby to:
"Nocny chłód usypia zalotnym mruganiem gwiazd" - ładne, kontrastujące z bólem, miejscem, sytuacją

Bardzo mocny, prawdziwy, życiowy i przerażający tekst. Narracja przyjemna. Podobało się
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Ritha Dziękuję.
Ale na taki tekst potrzebuję duuużooo spokoju, samotności i spojrzenia/ uwagi w głąb siebie. W dwa tygodnie takie coś nie powstaje, dlatego martwię się obecnym TW. Mam na koniuszku myśli coś bardzo dobrego, ale teraz tego nie złapię. Za mało czasu. Nie zdążę do niedzieli, więc chyba tym razem polegnę... Nie potrafię w tak krótkim czasie skupić się na swoich przemyśleniach. A temat dostałam zacny!

Euzen pomaga mi odblokować się, sięgnąć głębiej, rozwinąć wyobraźnię. Idzie mu całkiem dobrze, odstresowuje mnie
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
alka666 ale spokojnie TO TYLKO ZABAWA, nic się nie stanie jak nie napiszesz (no ok, odejmiemy Ci punkt), myśle jednak, że za bardzo to ROZBUCHUJECIE (o ile jest takie słowo) i najpierw musicie taniec deszczu odprawic, potem modły, daninę, ofiarę z niewiasty i dopiero tekst ma prawo powstać. To nie tak jest Siadasz, piszesz, trenujesz (jak nazwa wskazuje), no ale ja jestem czlowiek czynu, to może inaczej spogladam Moim zdaniem za duzo spiny, za mała funu, ZDECYDOWANIE!
A tekst świetny
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Ritha Wiem, że zabawa, ale dobra i wciąga bardzo
A temat TW jest dobry i szkoda mi go na coś lekkiego. Uczyniłabym z tego mroczny ciężar. Coś takiego... jeszcze nie uchwyciłam tej myśli.
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Ritha Poza tym Wasze korekty są całkiem poważne, wskazówki cenne. Szkoda Waszego czasu na czytanie byle czego. Tak uważam.
Ale jeśli się mylę, nie wyprowadzaj mnie z błędu Pożyję trochę ułudą...
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
alka666 ok :p
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Ritha Dziękuję
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Bardzo ciekawy, chód wyglądający na dość intymny tekst. Ciężko mi się wgryźć w obecnej formie, ale chyba jeden z Twoich lepszych.
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Canulas Dziękuję.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin