TW 06 — Niebo Pięćset mil do domu — część XXVIII

Pięćset mil do domu — część XXIX

 Link do części XXVIII: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2581

 

 V

 Na pytanie chłopca, czy mają plan, Polip odparł z ociąganiem, że wstępny. Chłopczyk dopytał, jaki?

 — Puścimy małą, żeby się rozejrzała. Wejdzie, zbada i wróci. Jeśli będzie to dla nas perspektywiczne, spróbujemy.

 Jechali już nieco szybciej, choć rwanym tempem. Na dłuższych prostych podchodzili nawet pod sześćdziesiątkę, ale przed każdym łukiem schodzili gdzieś na czterdzieści. Takie rzyganie nie było specjalnie pożyteczne dla silnika ani tym bardziej Polipowych przedramion. Te cierpły, przesyłając przez Polipowe barki ciepłe ogniska bólu. Bólu, który w myśl sprawy, można było bez większych problemów znieść. Polipczuk tak właśnie robił, niemal nie dziwiąc się, że ten akurat model zjawy, który mu wisi na plecach, jest wyposażony w donośny system chrapania, kiedy śpi.

 — Noo, tak myślałem, Panie...

 Chwilowa zawieszka myśli spowodowana całkiem ostrym zakrętem. Do tego po prawej sąsiedztwo strzelistych gór. Brakowało tylko żółtych tabliczek z namalowanymi na nich kamieniami i podpisu: Uwaga – Osuwiska Skalne. Czy jakoś tak.

 Zeszli poniżej czterdziestu. Sporo kamyków na drodze. Motory zatańczyły, ale nie na tyle niebezpiecznie, by trzeba było nerwowość wyrażać wulgaryzmami. Po tym zakręcie przyszły cztery kolejne, równie nieciekawie pokręcone. Polip wiedział, że w normalnych okolicznościach każdy rodzic, który by w ten sposób uczył dziecko, szybko mógłby utracić do niego prawa lub też jego pociecha zastukałaby momentalnie do bram raju. Wąwozy tu były głębokie i rzadko kiedy osłonięte barierkami, które nawiasem mówiąc, nie wyglądały szczególnie przekonująco. Jednak mały Bix naprawdę radził sobie wyśmienicie. Polipczuk uznał zatem, że trzeba zawierzyć dniu. W końcu niecodziennie odpieprza się takie coś.

 

 VI

 Obudziły go trzeźwiące sole lub coś o podobnym działaniu. Przez chwilę nie rozumiał, gdzie jest i co się właściwie dzieje. Potem jednak dostrzegł stojących przed nim mężczyzn i skojarzył. Od razu spojrzał na nogi.

  Był krótszy. Krótszy do kolan. Co gorsza (o ile może być w ogóle coś gorszego) ten niższy, trzymał ucięte kawałki mięsa w swoich rękach. T-Rex strzelił palcami.

 — Posłuchaj, Merlin. Posłuchaj, co teraz powiem. Nie oceniaj mnie. Rozumiem, że właśnie spoglądasz na piszczelowe kości swych własnych kończyn, ale proszę cię. Przynajmniej przez dwie minuty wstrzymaj się jeszcze z oceną. Wyjaśnię ci, a wtedy...

 Olbrzym zatrzymał nagle potok słów. Przysunął się tak blisko, że odgryzienie mu nosa mogło być jedną z opcji wziętych pod rozważenie. Ścisnął wpatrującemu się w niego Merlinowi policzki, pozwalając wyciec resztce spienionej śliny. Następnie rozszerzył mu palcami jedną z powiek, popatrzył chwilę i wstał.

 — Mam nadzieję, że on rozumie, co mówię?!

 Teoretycznie było to pytanie, jednak pobrzmiewało tak namacalną groźbą, że gdyby je przenieść na papier, w tym konkretnym przypadku można by darować sobie znak zapytania, zastępując go równie dobrze wykrzyknikiem. Stojący obok, korpulentny i niższy (jak każdy tu od T-Rexa) mężczyzna skinął głową. Na pucołowatej twarzy nie było widać szczególnego zdenerwowania, jednak jej deformacje mogły takowe ukryć. Wzruszenie ramion było za to gestem jednoznacznym.

 — Kurwa, Robert — rzucił gigant z lekkim zakłopotaniem, jednak wciąż pokropionym niedopowiedzianą, lecz oczywistą groźbą. Gruby jegomość wręczył hersztowi kartkę papieru z notatnika, który mu wisiał u szyi.

 "Mów do niego. Słyszy" – znaczyły skreślone słowa. T-Rex westchnął i ponownie skupił się na Merlinie.

  — Czarodziej. Henry. Posłuchaj mnie. Posłuchaj, co teraz powiem. To bardzo ważne, byś zrozumiał. — Następnie, nie widząc reakcji, zwrócił wzrok ku zdeformowanej twarzy swego kompana, który entuzjastyczną gestykulacją rąk prosił o kontynuowanie. Pokryty pajęczyną jasnoniebieskich pęknięć krzywo zrośnięty policzek zachodził mu aż na oko. Nosa prawie nie było. Usta stały pionowo.

 W zasadzie nawołujący do dalszej konwersacji gość wyglądał tak, jakby kiedyś powiedział Holyfieldowi, że jego matka jest łatwa, jak składający się z czterech jedynek pin do karty. Co prawda, od szyi w dół, poza kilogramową obfitością, ciało było normalne, ale twarz brała kąpiel w absurdzie. Uszy maleńkie, uwiędłe, jakby w domu telefon leżał blisko żelazka. Podbródek rozwarstwiony na dwa. Pokryte grubą warstwą jasnego włosia czoło i nadkola z podobnego nad oczami. Jedna zrośnięta brew w stylu: „Ormiański syndrom blachy falistej”. Po prostu cudo.

 T-Rex zwrócił się ponownie do więźnia w krótkich, żołnierskich słowach, informując, co też wkrótce go czeka. Mniej więcej w połowie wyjaśniania czym jest "teleportacja", Merlinowi wypłynęła pierwsza łza. Rozochociła ona mówiącego. Wyjaśnienia przybrały na sile i kwiecistości. Tuż przed końcem tej niedługiej przemowy, łez było już dużo więcej. Wtedy T-Rex obdarzył otoczenie swym najbardziej perlistym z uśmiechów. Poczucie, że to będzie owocny, choć pracowity czas, kwitło w nim niczym kwiat.

 

 VII

 Wiwat przywitał świat niemym, mrukliwym "kurwa". Następnie otworzył szybko oczy i jeszcze szybciej je zamknął. W żołądku mu bulgotało, a końskie kopyta wybijały o jego czaszkę niedający się wytrzymać galop. Beknął przeciągle i już miał zamiar równie donośnie pierdnąć, kiedy usłyszał głos. Wstrzymał się zatem z upuszczeniem gazów i dopytał krótkim, półsennym: "Co?"

 — Mówiłam, żebyś otworzył okno, jeśli masz zamiar rzygać. Jak mi narzygasz w środku, to ja ci narzygam w środku. Dotarło?

 Oczu wciąż nie otwierał, ale bystrość umysłu powracała.

 — Mówiłaś? — zaczął, pierdnął, dokończył. — Czyli, żeś baba?

 — Jak ostatnio sprawdzałam, to jeszcze tak. Skąd żeś się urwał pijaku, że cię to dziwi?

 Głos faktycznie kobiecy. Nie jakiś, typu: "damulka w opresji", ale i się nie wkurwiła na pierdzenie, więc w porządku.

 Zmęczona głowa rozpoczęła już uplatać wianki szczenięcych wizji. Wiwat jednak znał na przestrzał podłość płynącą ze świata. Rozumiał, że nieszczęścia to i nawet trójkami, ale szczęścia nawet w parach nie chodzą. Jeśli babka jest w porządku, pewnie przypomina siostrę nosorożca albo jest spierdolona jak Phil Collins. Postanowił zatem jeszcze chociaż przez sekundę poudawać, że stał się pasażerem "niezłej dupy", a nie takiej w stylu "lodowej góry". Czyli szczyt, (łeb) wąski, ale im niżej, tym szerzej. Wtedy jednak jego sproszkowane gówno musiało ją pogruchotać, bo kolejne wypowiedziane przez nią zdania nie padły przyjaznym tonem.

 — Chryste. Otwieraj okno! Masz w brzuchu cmentarz, pojebie?

 Namacał okienną klamkę. Otworzył, czując rozciągający się od barku, aż do biodra ból. Nowy ból.

 — Seniorita, co jest grane? Jakoś tak nie pamiętam, żeby mnie wcześniej nakurwiało pół ciała. A teraz budzę się i ledwo można dech złapać. Jeszcze mi, kurwa, powiedz, że we mnie jebłaś i właśnie zasuwamy do szpitala?

 "I tak i nie" – nie było odpowiedzią, której oczekiwał.

 Brzydka, nie brzydka, chuj tam. Otworzył oczy.

 

 Link do części XXX: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2630

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 9

Opis:

Dodano: 2020-04-04 23:41:29
Komentarze.
~JamCi 6 m.
Byłam. Uwagi potem jak na kompa wleze.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
JamCi, o kurcze.
Ok
Odpowiedz
~JamCi 6 m.
Te cierpły, przesyłając przez Polipowe barki, ciepłe ogniska bólu. - nie wiem czy drugi przecinek potrzebnyten niższy, trzymał je w rękach. - co? Z kontekstu idzie wykumać. Ze zdania jednak wynika, ze trzymał... kolana?
Następnie rozszerzył mu palcami jedno z oczu, popatrzył chwilę i wstał. - oczu nie da rady, rozchylił powieki, rozszerzył powieki, oka ni.

Czarodzieja żal...
Tu już nie ma tej lekkości i magii co w poprzednich trzech, ale zacnie. W kilku miejscach mam wątpliwości przecinkowe, ale za mało sie znam.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Dziękuję, miss DżamJi. Wszystkiemu się "przypaczę". Pewnie racja.
Pozdroxon
Odpowiedz
~alfonsyna 6 m.
Oprócz tego oka i kolan/nóg, które są trochę niejasno, jeszcze bym dorzuciła:
"rzucił gigant z lekkim zakłopotaniem, jednak wciąż pokropioną niedopowiedzianą, lecz oczywistą groźbą"- dziwne zdanie, nie miało być bardziej "zakłopotaniem, jednak wciąż pokropionym niedopowiedzianą, lecz oczywistą groźbą"? albo "zakłopotaniem, jednak wciąż pokropioną niedopowiedzeniem, lecz oczywistą groźbą"? Rozważ;
"i nadkola z podobnego pod oczami" - rozumiem zamysł, ale nadkola pod oczami się gryzą (bo coś "nad" jest "pod", może zakola? I w sumie tak się zastanawiam, choć nie wiem czy dobrze zrozumiałam, ale skoro T-Rex zwrócił się do tego gościa "Robert", to jednak nie był on bezimienny, jak dalej stoi w tekście - chyba że to nie było do niego? Ale sam opis jego fizjonomii - obrzydliwie wspaniały.
"Jak ostatnio sprawdzałam, to jeszcze tak?" - chyba zdanie oznajmujące, więc pytajnik zmień na kropkę;
Strasznie przeżywam tego Merlina, w sensie - żal mi go, współodczuwam, smutno mi. A Wiwat klasycznie zero kultury, i to jeszcze przy kobiecie, nie dziwota żadna. Więc wolę sobie poprzeżywać Merlina i trochę Bixa z Polipem, bo cholera wie, co z nimi będzie dalej. Dziękuję za lekturę, idę przeżywać jeszcze.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
alfonsyna o cholerkson. Dopierdzieliłem błędisk. Jejku.
Wszystko sumiennie wypowrawiam jutro lub najpóźniej w następne jutro.
Dziękuję bardzo za wizytację od częścią, ale i całościowo

Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Boże, jak czytam o Merlinie, to mi się robi autentycznie duszno.
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
"Następnie rozszerzył mu palcami jedną z powiek" - może "odchylił" jedna z powiek (?) rozszerzyć powiekę... hm, obadaj
T-Rex ma naprawdę bezlitośnie bezczelną gadkę w tej sytuacji.

"Pokryty pajęczyną jasnoniebieskich pęknięć krzywo zrośnięty policzek" - zastanawiam się czy nie dać tam przecinka:
"Pokryty pajęczyną jasnoniebieskich pęknięć[,] krzywo zrośnięty policzek"
(ale to tak fifty-fifty)

"W zasadzie nawołujący do dalszej konwersacji gość wyglądał tak, jakby kiedyś powiedział Holyfieldowi, że jego matka jest łatwa, jak składający się z czterech jedynek pin do karty. Co prawda, od szyi w dół, poza kilogramową obfitością, ciało było normalne, ale twarz brała kąpiel w absurdzie. Uszy maleńkie, uwiędłe, jakby w domu telefon leżał blisko żelazka. Podbródek rozwarstwiony na dwa. Pokryte grubą warstwą jasnego włosia czoło i nadkola z podobnego nad oczami. Jedna zrośnięta brew w stylu: „Ormiański syndrom blachy falistej”. Po prostu cudo" - fajny opis

żołnierskich słowach, informując - tu wywaliłabym przecinek

Ok, wklejam i czytam dalej
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
"Beknął przeciągle i już miał zamiar równie donośnie pierdnąć, kiedy usłyszał głos" - bardzo dobrze, przynajmniej nie będzie go bolał brzuszek! Nie wolno trzymać pierdów w brzuszku, bo wtedy bardzo boli!

"— Mówiłam, żebyś otworzył okno, jeśli masz zamiar rzygać. Jak mi narzygasz w środku, to ja ci narzygam w środku. Dotarło?" To jest kobieta jego życia, zdecydowanie.

"Jeśli babka jest w porządku, pewnie przypomina siostrę nosorożca albo jest spierdolona jak Phil Collins"
"Wtedy jednak jego sproszkowane gówno musiało ją pogruchotać, bo kolejne wypowiedziane przez nią zdania nie padły przyjaznym tonem"
" — Seniorita, co jest grane? Jakoś tak nie pamiętam, żeby mnie wcześniej nakurwiało pół ciała. A teraz budzę się i ledwo można dech złapać. Jeszcze mi, kurwa, powiedz, że we mnie jebłaś i właśnie zasuwamy do szpitala?
"I tak i nie" – nie było odpowiedzią, której oczekiwał"

Wiwacik w końcu spotakał brbrbrb i teraz będą mieli brbrbrbr przygody i będą się brbrbrbrb dużo razy brbrbrbrbr do końca świata i o jeden dzień dłużej. Brbrbrbr. Strefa #spoilerfree

Pozdrawiam!
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Ritha hahhaha, uber - zwłaszcza końcówka komentarza. Jakby to powiedział jeżyk: ANTYSPOJLERAŃSKOOO!!!

dziękować i tu.
Odpowiedz
*Ritha 6 m.

Odpowiedz
~marok 6 m.
Jest very git, ale tym razem jakoś tak nie urzekło jak wcześniej. Chyba mam gorszy dzień, zamulony. No, ale jest i tak dobrze, przyczepić się do niczego nie można.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
marok eee, nie musi urzekać, bo i jak. Nie urzekło i tyle. nie szukaj spierdoleń w sobie.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Ok, trylogio niewiast na Jot, na A, na Er (Dżentelmena nie liczę, bo błędów nie wyszukał) - ogłaszam, że ponaprawiałem i pędzę dalej.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin