Pięćset mil do domu — część XXX TW 06 — Niebo

Heban — część 5

 Link do części IV: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2256

 

 

 I

 Leżące pod stertą barłogu zwłoki przypominają popsute zabawki, których nawet najlepszy maestro nie zdoła nakręcić. Parafrazując viral z tym księdzem, Natankiem: "Kiedy wietrznie, lecz nie wieje, wiedz, że coś się dzieje".

 Kucam, wyciągam rękę, ważę głowy pod dłonią jak targowe jabłka. Wykonuję wszystko to, czego nie umiem, nie rozumiem i nie powinienem, żeby tylko kupić z puli dodatkowy czas. Potrzebuję tego. Muszę okrzepnąć, odesrać z ciała stres i wypłoszyć z mózgu zaskoczenie.

 Biel w połączeniu z pośmiertną sinicą jest upojnie brzydka. Przyciąga jak coś, na co nie chcesz patrzeć, ale i tak spojrzysz. To gmeranie paluchem w kebabie na dworcu albo przeglądanie harda na jednej z tych pojebanych stron, skierowanych dla zapędzonych życiem stulejarzy. Rotten, Ogrish, Sadistic. Nie chcesz, ale to zrobisz, a potem nagle zdziwienie, że na zapleczu masarni nie pachnie kwiatami.

 I ja też nie chcę.

 I ja też to robię.

 Mimo pewnej romantycznej upiorności kompozycja poplątanych kończyn w uroczy sposób do siebie pasuje. Uzupełnia się, niczym trupie puzzle albo ostatnie krzyżówkowe hasła, wieńczące dobrą robotę kogoś, kto miał na to wszystko czas. Znaczy, miał czas na wstąpienie do tego pięciogwiazdkowego siedliska wenery i zajebanie kopulującej parki.

 Blondynka leży na plecach. Napuchnięty jęzor wystaje jej z gęby niczym oblany atramentem ślimak. Skręconą szyję pokrywają przeróżne guzki, otarcia, malinki i dziwne zgrubienia, jakby morderca jej łbem usiłował wystukać konstytucję. Rozklapciałe piersi przywodzą na myśl sadzone jajka posypane zmiażdżonymi rodzynkami. Biedne anorektyczne maleństwo i schronisko dla zakaźnych chorób wysokiego stopnia zakażenia w jednym.

 — Przyjrzyj się, przyjrzyj — zachęca Cerebro. W słabym świetle dostrzegam jedynie kontury wyluzowanej sylwetki opartej o ścianę i czerwoną diodę papierosa.

 Martwa dziewucha ma smutne spojrzenie pomazane niewygasłą trwogą. Dosłownie jakby – kiedy już z tego narciarskiego życia wyszła w końcu z progu – dopiero w locie skumała, że tam na dole nie będzie żadnego amortyzującego śniegu, a jedynie balia z niezakrzepłą czernią. Hektolitry pazernej ciemności, w którą stary diabeł powtykał kolce z tłuczonego szkła. Za to japa gościa przypomina pognieciony żart. Smutno-kpiarski uśmiech oblany kompotem z krwi nawet pośmiertnie wciąż wesołej twarzy. Martwy dowód na to, że można dojść i odejść w tym samym momencie.

 Raszyński Kot Schrodingera.

 — No i Heban? Sztywny Pal Azji, dwa razy na miejscu, co? Nie posraj się.

 Cerebro na dobre odtajał z trawiącej go przed momentem żółci, co od razu widać po humorze. Leki, które wszamał, musiały być szybsze od samego jebanego światła, że tak zadziałały w dwie minuty. Odżółciał w trymiga i znowu jest w grze. Dyryguje paluszkiem. Ponagla.

 Spoglądam jeszcze przelotnie na ofiary mordu i już wiem, że jeśli chcę opuścić Excape Room bez szwanku, muszę zagrać gumowego gościa, po którym umiejętnie spływa deszcz.

 Zatem gram.

 — Wiemy, która dama pokonała Alicję na największą króliczą norę — rzucam na odpierdol, unosząc nieśmiało wzrok w poszukiwaniu zielonego Exit lub czegokolwiek innego, co podświetlałoby awaryjne wyjście z sytuacji. Nic takiego nie ma. Jedyna droga to droga powrotna. Ta, którą weszliśmy. Niestety wiedzie prosto przez legowisko wściekłego Zbyszka Łańcucha, a jest tu stanowczo zbyt mało przestrzeni, żeby go wyłączyć bez strat własnych.

 — No i Hjeban. Cioś poeś? — wtrąca dwupłociowe gówno z tak zaawansowaną wadą mowy, że nie zdziwiłbym się, gdyby sepleniło przy pisaniu.

 — Typa kojarzę. Babki nigdy w życiu nie widziałem. Znaczy, znam dziesiątki lasek na żetony, ale tego egzemplarza nie.

 Plotę trzy po siedem, próbując obejść system. Wyjebać ich Avast. Znaleźć zaklęcie natychmiastowej teleportacji z tej nie do końca zrozumiałej chujni.

 Chwilowo nie mam nic.

 W końcu Cerebro nie wytrzymuje, szczekając dyszlem przez megafon chrypy.

 — Nie świruj, pędzlu! Nie utrudniaj. Wiemy, że wynająłeś tego martwego kutafiksa, więc nie pierdol, bo za chwilę będziesz miał kolana pełne wierteł. Przestań zwodzić zakłamany kutasie i wyskakuj z pucy. Jak za sekundę mnie wkurwisz to... szzzuuummm.

 Nagle dostrzegam wyrwę w tej czasoprzestrzeni i uwalniam zgromadzony pęd. Resztę załatwia seria odruchów prowadzonych przez instynkt przeżycia.

 Podfruwam do niego i eliminując uzbrojoną dłoń, uderzam w okolice szyi. Z całą zwielokrotnioną przez stres furią, choć zapewne zerową techniką. Silnie i celnie. Prościutko w grdykę, czy jak kto woli, wyniosłość krtaniową. Następnie biorę się za sepleńca, a gdy z nim kończę, uwalam chama spod drzwi. Później wypływam, by wieść dobre życie pełne szczęścia.

 Tylko że to jedynie projekcja, a kiedy wracam, łapię końcowe "eńć".

 — Co?

 — Pan Kobayasi zadał ci pytanie.

 Wciągam haust powietrza i przytrzymuję w płucach w jedynej znanej mi próbie zniwelowania stresu. Piętnaście sekund. Dwadzieścia. Hermafrodyta stoi tak blisko, że niemal wypaca na mnie swój kwaśny, skondensowany obłęd. Z korytarza dolatuje rumor.

 — A czy pan Kobayasi może powtórzyć?

 Cerebro pstryka petem. Odkleja plecy od ściany. Wychodzi na środek nory wprost pod ostrzał księżycowej żółci. Spoglądam na jego nieprawdopodobnie rybią głowę i wybałuszone oczy. Dłonie tak długie, że gdyby tylko chciał, mógłby bez schylania wiązać buty.

 Jezu żeż go mać.

 — Wynajoeć go, ćeby ćbadau ćy ci ćię nie roy. No i jać widzić Hebau, nie roy ćy ćię.

 Nie odpowiadam, rejestrując zachodzące w poczwarze zmiany. Czymkolwiek jest, właśnie mutuje. Przeobraża się. Twarz pulsuje, jakby coś miało lada moment spod niej wyleźć. Stworem zaczyna miotać. Rzucać na okno i ściany. Cerebro rży wniebogłosy, raniąc mi uszy tubalnymi wystrzałami z chrypy. Krzyczy, bym się pucował, i że ten martwy chuj wszystko wyśpiewał. Że jeśli szukałem jebanego guza, to teraz właśnie znalazłem. Zbieram premię za wsadzanie łba w nie swoje sprawy.

 Każdy człowiek ma moment, że więcej już nie wytrzyma. Nie uniesie.

 — Pucuj się, kurwaa! — rży rybia poczwara, z którą jeździłem przez ostatnie trzy tygodnie, mając ją za w miarę równego gościa. — Pucuj!

 Nadciąga sztorm.

 Zaraz za nim pojawia się błysk.

 

 II

 Ciężko ocenić co zaszło, ale właśnie wbiegam w ciemny tunel zagraconego pierdołami przedpokoju. Pamiętam tylko, że uwaliłem tego tłuka lewym prostym. Pościerane kości dłoni dadzą o sobie znać najwcześniej jutro, ale pogryziony bark nakurwia już teraz. Z jakiegoś powodu krew mi oblepia włosy.

 Skręcam pamięciowo w desperackim wyobrażeniu niezamkniętych drzwi i od razu daję ostro wsteka, hamując mniej więcej metr przed zasięgiem opancerzonych łap, które z impetem krzyżowych uderzeń żłobią dziury w ścianach. Rozlega się przepotworny huk. Tryskające drobiny tynku wzniecają pył.

 Duszno.

 Od razu wyprowadzam front kicka na kadłub, ale wkurwiona bryła mięsa nawet nie zwalnia. Wciąż kroczy, niszcząc zamaszystymi sierpami wszystko na swej drodze. Łapy wielkie jak u golemiego niedźwiedzia kręcą młynki niczym wirniki nośne w szturmowym śmigłowcu typu Apache. Po szaleńczym impecie ciosów mam pewność, że jedna maleńka pomyłka, spóźniony odskok i koniec. Dekapitacja. Kaputt.

 ŁUP!

 Odskakuję przed kolejnym morderczo-nośnym cepem, robię przekrok i – wkładając dwieście zetylionów procent mocy – wyprowadzam fronta jeszcze raz. Niestety. Efekt taki jakbym przepychał nogą zaparkowane Iveco. Na domiar złego za plecami słyszę rozdzierający uszy pisk i przepełnioną pretensją serię bluzgów, osadzoną w bagnie smutnej chrypy. Trzon informacji o tym, że jebaniec Cerebro właśnie postawił swój żółty pionek z powrotem na planszy, wracając do gry.

 "My się go boimy, na palcach chodzimy, jak się, kurwa, zbudzi, to nas zje".

 Kipiące wkurwem chamisko prze dalej, rozłupując listwy boazerii, a w jego oczach płoną setki nuklearnych głowic. Porusza się metodycznie, krusząc ściany i spychając mnie z powrotem do meliny. Kolejne desperackie kopnięcia przynoszą kolejne nic.

 I nagle nabieram absolutnej wręcz pewności, że Matka Boska jest tylko kulą światła. Po prawej rejestruję niewielkie wejście prowadzące do ciemnego "niewiadomokąt". Od razu orbituję w tym kierunku, instynktownie schodząc z linii ciosów, z których każdy urwałby mi głowę. Żeliwnoskóre bydle furczy, gdy wysadzam drzwi barkiem i niknę w zupie z ciemności. W uszach dźwięczą mi odłamki ryku. W głowie pozostaje smutny obraz stwora przypominającego ożywione drzwi do sejfu, które ktoś dla żartu obszył skórą. Marzę tylko o tym, żeby w środku zastać niezakratowane okno. Ta myśl, to jedyne sidła jakie mam. Wiara i zajadłość w polowaniu na ekskluzywne dobra tego świata.

 Proste dobra, mój ty miły bracie.

 Proste dobra, moja dobra siostro.

 Proste dobra, które zawsze trzeba umieć chwytać.

 

 Link do części VI: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2641

 

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: horror

Liczba wejść: 23

Opis:

Dodano: 2020-04-06 00:04:33
Komentarze.
*Ritha 6 m.
Jeeeee! Byde.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Ritha hehe
Odpowiedz
Ooo Hebanos <3
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
aniamarzycielka taaa 🙃
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
"Leżące pod stertą barłogu zwłoki przypominają popsute zabawki, których nawet najlepszy maestro nie zdoła nakręcić"
"Biel w połączeniu z pośmiertną sinicą jest upojnie brzydka. Przyciąga jak coś, na co nie chcesz patrzeć, ale i tak spojrzysz" - w punkt
"Mimo pewnej romantycznej upiorności kompozycja poplątanych kończyn w uroczy sposób do siebie pasuje" - i to fajne
Opis blondynki - złoto
Tak samo fragment zaczynający się od: "Martwa dziewucha ma smutne spojrzenie pomazane niewygasłą trwogą".

"Spoglądam jeszcze przelotnie na ofiary mordu i już wiem, że jeśli chcę opuścić Excape Room bez szwanku, muszę zagrać gumowego gościa, po którym umiejętnie spływa deszcz.
Zatem gram"

wklejam i jadę dalej
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Ritha, noo ładnie 😮
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Canulas nie otwieraj tak buzi, bo Ci wlecą muchy
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Ritha prędzej wylecą
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Canulas hahahahah
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
"Nic takiego nie ma. Jedyna droga to droga powrotna. Ta, którą weszliśmy. Niestety wiedzie prosto przez legowisko wściekłego Zbyszka Łańcucha, a jest tu stanowczo zbyt mało przestrzeni, żeby go wyłączyć bez strat własnych.
— No i Hjeban. Cioś poeś? — wtrąca dwupłociowe gówno z tak zaawansowaną wadę mowy, że nie zdziwiłbym się, gdyby sepleniło przy pisaniu"

Plotę trzy po siedem[,] próbując obejść system.
Wyjebać ich Avast
W końcu Cerebro nie wytrzymuje, szczekając dyszlem przez megafon chrypy - świetne, kurde, uwielbiam tę serię

bo za chwilę będziesz miał kolana pełne wierteł
Hermafrodyta stoi tak blisko, że niemal wypaca na mnie swój kwaśny, skondensowany obłęd - i to fajne

— Wynajoeć go, ćeby ćbadau ćy ci ćię nie roy. No i jać widzić Hebau, nie roy ćy ćię. - hahahahah, to po norwesku

Nie odpowiadam, rejestrując zachodzące w poczwarze zmiany. - hahahaha

wkurwiona bryła mięsa nawet nie zwalnia - i to fajnie ujęte
Łapy wielkie jak u golemiego niedźwiedzia kręcą młynki niczym wirniki nośne w szturmowym śmigłowcu typu Apache

Efekt taki jakbym przepychał nogą zaparkowane Iveco. HAHAHAHHAHA

"My się go boimy, na palcach chodzimy, jak się, kurwa, zbudzi, to nas zje" - cudna wstawka

"Kipiące wkurwem chamisko prze dalej, rozłupując listwy boazerii, a w jego oczach płoną setki nuklearnych głowic. Porusza się metodycznie, krusząc ściany i spychając mnie z powrotem do meliny. Kolejna desperackie kopnięcia przynoszą kolejne nic" - i to całe świetne

"I nagle nabieram absolutnej wręcz pewności, że Matka Boska jest tylko kulą światła" skad Ty bierzesz takie rzeczy? zazdroszczę! zdrowo zazdroszczę poloty, tych frywolnych myśli, porównań, zwrotów, opisów, dzizas

"W głowie pozostaje smutny obraz stwora przypominającego ożywione drzwi do sejfu, które ktoś dla żartu obszył skórą" - znowu! 10/10

Zajebista jest ta seria. Za-je-bis-ta. Uwielbiam.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Ritha się odniosę jak odpąsowieję 🦔🤠
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Can oki
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Ritha no więc. O ile lubię pisać Hebana i uważam, że seria się rozrośnie, o tyle w tej części bardzo się męczyłem. Tak jak pisze mi się go dość wolno, tak tu, to już był dramat. Dużo zmian, kreśleń i czułem, że mogłem "pzregęścić".
Najgorsze jest to, że mam jeszcze te stare części i myślę, że to dobry moment, żeby je teraz właśnie umieścić. No bo jak nie teraz, to nie wiem kiedy.
Dziękuję za miły i energetyzujący komentarz.

Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Canulas nooo, wrzucaj, pewno
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Aaa i jeszcze - W OGÓLE nie czuć, że męczone, nawet przez moment
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Ritha, ale było. Nawet nie tyle, że męczone. Tylko nad-flow powodował, że za mocno rozpisywałem każda myśl. Tak więc męczarnie bardziej się objawiały w kasacji
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
No cóż!
Odpowiedz
~alfonsyna 6 m.
Hmmm, już mam tu zaległości całe pięć części... o losie!
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
alfonsyna nooo, pięć, pięć. Dużo i mało
Odpowiedz
~Okropny 6 m.
Nooo i chuj, wziął i...

Nie powiem: zjebał - bo jeszcze nie wiadomo. Dajemy kredyt zaufania.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Ajć



ufff
Odpowiedz
~jagodolas 6 m.
Znowu jako czytelnik sie czułem jak Indiana Jones który macczetą musi wyrąbywać sobie drogę a potem przez pajęczyny i inne musi iść, co bqrdzo lubię. I to nie chodzi tylko o podążanie.za.bohaterami ale też o płynięcie wpoprzek języka ktorym się posługujesz no i ogółem bardzo mi się podobalo kropka
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
jagodolas , taa, teoretycznie - moim zdaniem - lekko odstająca część - choć już chyba zdjagnozowałem problema
Odpowiedz
~Adelajda 6 m.
"wtrąca dwupłociowe gówno z tak zaawansowaną wadę mowy, że nie zdziwiłbym się, gdyby sepleniło przy pisaniu." - wadą

Grubo tu sobie poczynasz potłuczniku Canułałdzie.

Całość taka, że WOW. Jest jakaś magia, dynamika, sen schizofrenika w tym wszystkim. Pół tekstu możnaby zacytować. Super, że jesteś w formie. Bardzo lubię, bardzo mi się podobało.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Adelajda o kurdee, jeszcze jeden babolok. Kurcze. Już zmieniam
Odpowiedz
Nadal imponują mnie te wszystkie mistrzowskie porównania. Całość naprawdę jest porywająca. Świetna robota.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
OmnesMoriuntur kurcze, chwilę mnie nie było, a tu takie rarytasy. Dzięki raz jeszcze
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Okejo, tu byłam, poszukuje gdzie skończyłam
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Ritha, tak, tu byłaś 😉
Odpowiedz
Chyba nie muszę już powtarzać, że ten język i porównania są świetne. Płynie się przez tekst, a ta seria jest świetna!

"wtrąca dwupłociowe gówno z tak zaawansowaną wadą mowy, że nie zdziwiłbym się, gdyby sepleniło przy pisaniu." - przy tym parsknęłam śmiechem xD
Jeszcze tam było więcej perełek, ale to mnie rozwaliło.


Odpowiedz
*Canulas 6 m.
aniamarzycielka widzisz, dużo porównań tu jest dość specyficznie obliczonych w jakiś tam obręb odbiorczy i cieszę się, że należysz do tego kręgu, który to umie wyłowić. Dzięki A.Em.
Odpowiedz
~nimfetka 6 m.
Tak, porównania wymiatają. Właściwie połowa konstrukcji utworu osadza się na porównaniach, które wymiatają właśnie dzięki tym specyficznym obliczeniom. Kurczę, dzisiaj ciężko mi na jakieś głębsze przemyślenia, więc zostawię to tak marnie, ale wiedz, że się jeszcze nie zmyłam.
Pozdrówki.
Odpowiedz
*Canulas 5 m.
nimfetka w częściach 6-10 niestety (albo stety) jest inaczej. Z... pewnych przyczyn
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin