Heban — część 7 Pięćset mil do domu — część XXX

Heban — część 6

 Link do części V: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2613

 

 I

 Rok i kawałek wcześniej.

 Miało wyjść tak jak zwykle. To jest: trochę potu, duża kasa, kluby, panienki i balet.

 Wyszło inaczej.

 Teddy darł mordę, machając kikutem ręki przed moją twarzą, podkładając mi to uciosane obrzydlistwo pod sam nos. Kiwałem głową na znak, że wszystko kumam, ale temu oprychowi było mało

  — To nie jest Leon, śpiący w trzy pizdy Koala, czy inny wymiot. Nie idź z nim na wymianę, bo cię zmiecie.

 Było głośno, parno i nienormalnie. Nie wiem, po kiego grzyba przez pół wieczora przygotowywałem sobie utwór, który miał mnie ponieść, skoro zupełnie utonął pod nawałnicą pisków. Zaćpane blachy, co polecą na piętnastoletniego Matiza, czy poubierani w rurki kryptopedały, którzy muszą udowadniać sobie męstwo oglądaniem tak drapieżnego sportu. Sam już nie wiem, co gorsze. Zresztą, nieważne. Za dużo myślę. Sztywnieję. A oktagon tak ma, że jak podczas walki sztywniejesz, jak to nie puści, to góra sześćdziesiąt sekund i sztywnego cię zniosą. Taki świat.

  — Teodor, słyszysz mnie, kurwa?! — krzyczy Teddy i tym razem jego poszatkowana przez piłę tarczową łapa trafia mnie prosto w twarz. Kurwa żesz mać. Dociera do mnie, że właśnie dostałem liścia od kogoś, kto nie potrzebuje nawet rękawiczki na zimę. To mnie otrzeźwia. Wkładam twarz do miski z tak zimną wodą, że chyba ją przywieźli z Antarktydy. Zanurzam i tak czekam aż do bólu. Ból jest dobry. Jak boli, jeszcze nie zdechłeś.

 Jestem odporny na bezdech, a Teddy się szybko gotuje. Ma dużo złotych rad do przekazania. Cudownych myśli. Jest dobrym człowiekiem ten Teddy. Spoko zgred.

 Glace mam łysą, taki drapieżny image, więc Teddy, chcąc wyjąć mnie z wody, ciągnie za pamiątkę po rodzicach. Skubany dobrze wie, że mnie tym wkurwi. Nie zrozumcie mnie źle, szanuję go bardziej niż ojca, tylko że on tam za mnie wejść nie może. Rady radami, ale potrzebuję dziesięciu sekund prywatności.

 W końcu wyciągam twarz z wody, sapiąc jak pies po spacerze. Nasze oczy łapią przez chwilę ostrość.

  — Jak puści rzemyk, będę cię musiał zabić — mówię, robiąc przerwy na wydechy. Skronie cisną od zażytego kwadrans wcześniej mesomorpha, który przemieszałem z efedryną. Wszystko to przepite tussipetem, cudownym syropem na kaszel i hajda w świat. Za Polskę i dla pieniędzy. Oczy napuchły i obrodziły czerwienią, choć miałem się po tych prochach czuć jak Bóg.

 Teddy ignoruje zaczepkę. Woła Okruszka, żeby przyświecił mi w oczy, a gdy ten wykonuje polecenie, przewiercając mi mózg snopem światła, on już swą zdrową rękę wpycha mi wprost do gardła. Odruchowo się cofam, strącając głową kalendarz z miss coś tam, coś tam, ale Teddy nie ma zamiaru ustąpić. Tak docieramy do ściany.

  — Rzygaj! — krzyczy, pchając mi łapę do środka. Kurwa, gdyby naprawdę chciał, żebym pawiował, to by mnie sczesał tą skikuciałą łychą. Myślę o tym i organizm uwalnia coś więcej niż potok śliny. Obcinam kątem posadzkę, widząc rezurekcję tuńczykowej sałatki w trzech kolorach.

 Jakiś mądrala oznajmia, że zostało sto osiemdziesiąt pięć sekund do wyjazdu. Co to w ogóle za pajac? Nie lepiej poczekać pięć i powiedzieć, że zostały trzy minuty?

 To źle, że myślę teraz o takich bzdurach. A jeszcze gorzej, że myślę o tym, że myślę. Koleś od czasu oznajmia sto siedemdziesiąt. Teddy bułą bez palców porządnie wali mnie w twarz.

  — Obudź pizdę matole i wyłaź z dupy. Za dwie minuty lecimy.

  — Jestem gotowy trenerze. Wszystko dobrze. Spinka schodzi. Potrzebuję trzydzieści sekund balansu i będzie git.

  — Jak kark?

 Pytanie nieprzypadkowe. Trzy miechy temu jeden koks ze Stargardu miał mnie rundę w parterze i trochę tym sponiewierał. Dali nam wtedy trzecią i w końcu remis. Walczyliśmy w sobotę, a sapałem po tym chamie do niedzieli. Tylko nie tej nazajutrz.

  — Jak ta lala — rzucam. Następnie wykonuję kilka skłonów i lekki, statyczny stretching. Uśmiechem próbuję zamaskować nerwówkę, lecz nadaremnie. Teddy zjadł zęby na matach i nie jest to tylko przenośnia. Za późno jednak na szopki.

  — Balas jest ciężki jak kredens — poucza, gdy idziemy korytarzem. Słychać wrzawę na jakieś półtora tysiąca żądnych masakry gardeł. Świeci słoneczko Polsatu. To jest moje pierwsze par-per-viev. — Ma pierdolnięcie, ale i krótkie łapki. Rozumiesz mnie?

 Kiwam głową, choć nie kojarzę w tym momencie nic a nic.

  — Stosunek trzynaście dwa. Cztery wygrane w tym roku. Wszystkich z tych czterech udusił.

 Rzucam, że znam przecież bilans z reaserchu zrobionego przez Okruszka, a jego walki oglądałem w internetach. Teddy jednak krzyczy, bym zamknął mordę i słuchał. To zamykam. Wychodzimy z tunelu.

  — Nie podpal się pełną salą i nie idź z nim na wymianę. Pierwszą rundę, całą, jebaną, pierwszą rundę, defensywnie. Kopy na nogę wykroczną i wycofka. Jak się zazipie, wtedy go upierdolisz, ale na litość boską sam nie skracaj. Nie przejmuj inicjatywy, tylko go zmiękczaj, okopuj.

  — Ludzie mogą się wkurwić, jak nie dam show.

 Jego ręka, ta cała, spada mi na karczycho. Oktagon trzy metry od nas. Wielka druciana siatka i mata wyślizgana po całości. Łapie mnie strach, żeby się na tej macie nie obalić.

 Guliwer już na niej stoi. Mały nie jest. Trochę przypomina Buttermana.

  — Jak nie posłuchasz, wylądujesz w szpitalu. Skrócisz, piguła może i wejdzie nawet czysto, ale pierwsza go na pewno nie uwali. Jak cię nakryje i zjedzie z tobą na glebę, to klepiesz albo karetka.

 Rzucam, że wychodziłem już z dołu. Ostatnie dwa bite miechy pięć razy w tygodniu grappling. To chyba, kurwa, coś znaczy?

  — Idź i rób, co mówiłem. Pięć minut ciągłej ucieczki. Nawet jeśli te cwelicha będą buczeć. Potem, jak go odetnie, wytrzesz sobie nim dupę, ale jeśli za szybko przykozaczysz, to już zawsze będziesz patrzył w lewą stronę. Skręci ci łepek samą tylko wielkością tych gałęzi.

 Chcę się odgryźć. Rzucić, że mistrzem dodawania otuchy to on nie jest, ale łapię się na tym, że sędzia mnie oczekuje. Spoglądam jeszcze raz na Guliwera, widząc, że również jest bardzo mocno przećpany. Pytanie tylko, czy doda mu to, czy ujmie.

 Startujemy.

 

 II

 O kortyzolu zwykło się mawiać, że zawsze widzi dwie drogi. Tylko dwie. Nie bierze jeńców, jebany hormon stresu. Ucieczka lub walka na śmierć. Plus albo minus. Magik nawinął o tym całkiem konkretny numer. Pieprzone ciary.

 W sumie mogłem pod tego Magika wystartować, ale dobrze pomysły rzadko podłapują istnienie teraźniejszości. Wybrałem “Sen o Warszawie” – Niemena czym zaskarbiłem sobie doping lokalsów. Trzystu spasionych chamów spuszcza się w dresy nad moją najchujowszą kombinacją. Taki jestem cwany patriota.

 Okruszek cynkuje palcami, że jeszcze dwie i będzie można odsapnąć. Musi tak, bo słowa nie dolatują. Taki jestem w kurwę pospinany. Całe myślenie poszło się dyrdymolić. Mózg zamknięty na kłódkę i gdzie jest klucz?

  Chamisko ciągle naciera, ale sprytna damka zawsze uskakuje przed pionkami. Ołów w nogach to mój prywatny problem, lecz brak oddechu rozkłada się na nas dwóch. Wzrok ostry niczym krzyki nad ranem, ale co z tego, skoro tylko przed siebie? Rogówki łzawią od potu i masy zażytej chemii. Wszystko, co nie jest bezpośrednio przede mną, tonie w cholernej mgle.

 Drobimy małe kółeczka. Ja na wstecznym, tur gotowy do skoku. Obczajam jego ruchy czasami tonując zapędy lekkim low-kickiem, którego nawet nie próbuje amortyzować. Tylko idzie jak czołg. Z mordy mu czytam, że chce mnie dorwać w narożnik i skręcić łeb, ale mimo spieprzonego wzroku wymykam się pamięciowo. Znam oktagon centymetr po centymetrze. Rozkład jazdy mam w genach.

 I wtedy dzieje się to:

 

 Link do części VII: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2700

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: horror

Liczba wejść: 12

Opis:

Dodano: 2020-04-08 23:17:37
Komentarze.
~Okropny 6 m.
Część druga między czwartą a siódmą, czyli dyrdymałki zwrotu akcji, przejście z punktu a do punktu b przez jąkającego się idiotę w pierwszej ławce.
Rozumiem zabieg. Przyszedłem bo bystre porównania, a dostałem miks dreso-telewizyjno-osiedlowo-siłowniany w omaście nielicznych błędów i licznych nawiązań do wiedzy własnej autora, co słychać w głosie narratora, przez który przeciska się jak czosnek przez praskę głos autora, nawiasem mówiąc człowieka w prywatności swej wymawiającego piękne "ę" w słowie "się".

Jakoś tak te boksersko-retrospekcyjne klimaty siadają mi jak plaskacz we flanelę, czy też jak jogurt kakaowy we flanelę, lub też jak mokra flanela w zapiaszczoną podłogę.
Poczekam, kurwa, na coś więcej i lepiej.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Okropny, tak, very słusznie. Tera jest tak: Części 6-10, to części, które kiedyś się zwały 1-5. Tylko że tera musiałem je upchać, stąd retrospekcja.
Uprzedzam fakty, żebyś nie musiał się rozczarowywać jeszcze czterokrotnie. Część, która może (ale nie musi) zwyżkować jakością, to dopiero 11, która dopiero się pisze.
Odpowiedz
~Okropny 6 m.
Canulas to teraz gnioty pchasz i po świętach dopiero skończysz? Miejże wstyd, chłopie
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
W rzeczy samej, mesje Terr
Odpowiedz
~Okropny 6 m.
Canulas miejże, kurwa, wstyd
Odpowiedz
~jagodolas 6 m.
A mnie ta część najbardziej siadła.
"O kortyzolu zwykło się mawiać, że zawsze widzi dwie drogi. Tylko dwie. Nie bierze jeńców, jebany hormon stresu. Ucieczka lub walka na śmierć" - a nie lelpiej o adrenalinie tak? chociaż w sumie prawie na jedno wychodzi, więc chyba się czepiam.
Plus i minus Magika - kurde jak ja dawno tego kawałka nie słuchałem. Sorry za ot, ale umieściłeś go w tekście więc się odniosłem. Kurcze, mimo że od Gołoty w ogóle się nie interesuję oglądaniem walk, ta część najbardziej. Ale to chyba już mowiłem.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
jagodolas nooo, fajnie. Ta jest poluźniona w zapisie i sam to widzę. Więc o ile napisałem Terriblowi, że cztery kolejne średnio dla niego, tak (w takich okolicznościach) cztery najbliższe bardziej pod Ciebie. 💀
Odpowiedz
~Okropny 6 m.
Canulas o ty siurku
Odpowiedz
~Adelajda 6 m.
Ta seria posiada coś zdecydowanie unikalnego, coś co mnie przyciąga, choć poprzednia część szarpała lepiej, ale tu również odnajduję coś dla siebie. Jest elegancko 🙂
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Adelajda nooo, gdyż tutaj zaistniał pewien, ekhm, regres
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Tu nie byłam! Aż jestem ciekawa czy będzie duża różnica miedzy starymi a nowymi częściami, te stare pamiętam trochę jak przez mgłę, no obadajmy
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Ritha, noo, ale kiedyś czytałaś
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Czytałam, owszem
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
"Kiwałem głową na znak, że wszystko kumam, ale temu oprychowi było mało" - brakuje kropki na końcu
"Było głośno, parno i nienormalnie" - to jest fajne, proste, ale fajne

Mam pytanie:
"Kurwa żesz mać" - czasem się pisze "żesz" czasem "żeż", od czego to zależy? (zupełnie poważne pytanie)

"Ból jest dobry. Jak boli, jeszcze nie zdechłeś" - i to dobre, grunt to podstawy
"Skubany dobrze wie, że mnie tym wkurwi. Nie zrozumcie mnie źle" - to 2 x "mnie" tutaj.... no ale pęd jego myśli, jak uważasz
"tylko że on tam za mnie wejść nie może" - trzeci raz "mnie", trafiony, zatopiony
Dzwoni telefon, za chwilę wracam
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Ritha z tym kurwa żeż mać, to po prostu moja ułomność.
Tak,tak.kolejna ☹️
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Can, okej, czyli powinno być "żeż", ale nie tylko u Ciebie widzę drugą pisownię, notorycznie widuję obydwie formy. Ok, dzięki za rozjaśnienie.
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
"W końcu wyciągam twarz z wody, sapiąc jak pies po spacerze" - fajne porównanie
"Nasze oczy łapią przez chwilę ostrość" - i to też, obrazowo, lubię kiedy czytając niemalże słyszę oddechy, niemalże czuję pot

Co to mesomorph? Z tą efedryną to można różne rzeczy mieszać widzę (pomijając już, że nie wiem nawet co to sama efedryna, jest jak bizarro - ciągle słyszę, wciąż nie rozumiem )
A tussipet to chyba taki dawny lek na kaszel, co dawał kopa czy cuś.
No tak, wyjaśniasz w kolejnym zdaniu, ehhh, blondynka.

"Jakiś mądrala oznajmia, że zostało sto osiemdziesiąt pięć sekund do wyjazdu. Co to w ogóle za pajac? Nie lepiej poczekać pięć i powiedzieć, że zostały trzy minuty?"

"Słychać wrzawę na jakieś półtora tysiąca żądnych masakry gardeł. Świeci słoneczko Polsatu. To jest moje pierwsze par-per-viev"

Co to grappling? wyguglam
btw, zaskakująco dobrze znasz słownictwo takie różne

A gdzie link do Magika?

"W sumie mogłem pod tego Magika wystartować, ale dobrze pomysły rzadko podłapują istnienie teraźniejszości" - zdaje się, że dobre* pomysły

"Wybrałem “Sen o Warszawie” – Niemena czym zaskarbiłem sobie doping lokalsów. Trzystu spasionych chamów spuszcza się w dresy nad moją najchujowszą kombinacją. Taki jestem cwany patriota"

"Ołów w nogach to mój prywatny problem, lecz brak oddechu rozkłada się na nas dwóch. Wzrok ostry niczym krzyki nad ranem" - i to fajne

Can, najważniejsze jest to, że to się fabularnie zgrało, w sensie, pasuje, jest przekonująca ta - nazwijmy to - retrospekcja. Naprawdę, według mnie, dobry krok z wpierdzieleniem teraz tych części. Nie ma tu aż TAKIEJ wirtuozerii językowo-porównawczej jak w obecnych, ale jest naprawdę fajne mięcho klimatu i dialogów. Kupuję. Lubię takie mięcho.
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Widzę siódemka jest jeszcze, a linku nie ma, to trukam
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Ritha dziękuję pięknie. Co do mezomorpha, to jest mniej więcej to, co kiedyś dziabnąłem na treningu. Co Ci pisałem, że mnie dziwnie wyjebało.
Grappling i inne znam, bo kilka lat łazilem na różne pierdoly. Błędy ponaprawiam.
Dziękuję pięknie
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Can, heh, kumam, pamiętam
Odpowiedz
Ta część nieco się różni od pozostałych - przynajmniej takie mam wrażenie.
Ale nie, że jest gorsza czy coś, bo nawet interesuję się walkami i takim klimatem.

"Plus albo minus. Magik nawinął o tym całkiem konkretny numer" - "Plus i minus" - świetny kawałek

Odpowiedz
*Canulas 6 m.
aniamarzycielka ja wiem, wiem. Pewnie, że Plus i Minus, ale tutaj bohater formułuje swoimi słowy, by spuentować nawiązaniem do utworu.Tak, masz rację. Części 6-10 są napisane przed częściami 1-5 i są teraz "domontowywane", więc owo poczucie inności na pewno będzie Ci jeszcze towarzyszyć.
Dzienks
Odpowiedz
~nimfetka 5 m.
Nie czuję żadnego regresu. Lubię lekkie rozwlekanie akcji, aby bardziej poznać motywy i przeszłość bohaterów. To zbliża do postaci, ubarwia je, pokazuje, że coś wynika z czegoś, a nie jest tylko widzimisię autora, no tak według mnie. Dla mnie taki styl czymś nowym, więc mnie bezproblemowo ujmuje ten sposób prowadzenia akcji, charakterystyczna mowa, dresiarski slang. Może to poczucie świeżości wynika z tego, że ogólnie mało czytam, co wydaje się dosyć kuriozalne. A może nieważne z czego ono wynika, bo Heban nadal bardzo za mną przemawia i zamierzam kontynuować lekturę.
Odpowiedz
*Canulas 2 m.
nimfetka, nooo, ja lekki tak, ale nie będę się pod publiczkę wykłócał. Dziękować
Odpowiedz
!Szudracz 2 m.
Zostawię, że byłam.

Odpowiedz
*Canulas 2 m.
Szudracz znalazłem, że byłaś 🦔
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin