złota ryba pająk - posągi

Reksio (TW#7)

 Postać: Słoń z bombą

 Zdarzenie: Napad lęku

 Efekt: Manifest surrealistyczny: potok myśli. Wyjdzie jak wyjdzie. (taki dostałem, chyba tym razem nie uznają. tym razem już się nie uda... chyba że stwierdzą, że każdy tekst jest w jakiś sposób potokiem myśli autora...)

 

 

 

 

 

 Dron krążący nad miastem sprawił, że dostałem kolejnego napadu lęku. Ledwo co skurwysyna usłyszałem, tak wysoko się unosił. Idealnie nade mną. Już wcześniej, jeszcze przed epidemią, ciągle miałem wrażenie, że mnie śledzą. Nie mogłem powstrzymać odruchu oglądania się za siebie, niby to kucania, aby zawiązać buta, a tak naprawdę, aby rozejrzeć się, czy ktoś nie idzie za mną, nie obserwuje. Dopiero w domu wracał spokój ale tam dopadały mnie kapcie, krany i spłuczka. Nie było lekko już wcześniej, a teraz jeszcze ten dron!

 Wróciłem z zakupów do domu, a tam muchy. Ale czy na pewno? Brzęczą tak jakoś metalicznie. A jeśli to też drony, tylko bardziej miniaturowe i wykonane tak aby wyglądały jak muchy? A na pokładzie mają ruchomą kamerę z dwudziestokrotnym zoomem i system mikrofonów kierunkowych. I nagrywają wszystko na twardy dysk. Próbowałem zabić jedną z trzech krążących nad serem, który zapomniałem schować do lodówki. Ale żadna nie dała się zabić gazetą. Dziwnie szybkie były. Ciekawe. Zwykle ubicie muchy gazetą nie sprawiało mi żadnych problemów. Ta ich sprawność wzbudziła we mnie dodatkowe obawy. Nie wiedziałem co robić. Po zakupy już dziś wyszedłem, pracy nie miałem, w domu muchy-drony. Czułem, że jak nie wyjdę na powietrze na dłużej, nie tylko do sklepu i z powrotem, i nie napiję się browarka na łące, to zwariuję. Ale nie mogłem wyjść ot tak, skoro na zewnątrz drony i pilnują, żeby nie szwendać się bez potrzeby, i kulsony się ciągle kręcą w sukach i wozach policyjnych. Niektóre radiowozy z dużymi megafonami skrzeczą komunikaty "Zostać w domu! Zostać w domu!" Atmosfera jak z "Wojny Światów" Szulkina. Ale jak ja mam zostać, skoro w domu śledzą mnie drony? Co robić? Co robić? Gdyby tak psa mieć, to wtedy tak. Można wyjść. Pies legalizuje wyjście. No ale skoro nie ma psa?

 Nagle błysnęła mi myśl - pewnie teraz wielu jest takich, co potrzebowaliby psa. A skoro jest popyt, to musi być też podaż...

 Odpaliłem komputer w przypływie desperacji pomieszanej z nadzieją. Tak! Nie pomyliłem się! Jest ogłoszenie jakiego szukałem:

 "Wypożyczalnia psów - Reksio" Portal Internetowy.

 Na głównej stronie wyczytałem szybko, że wypożyczają psy z dostawą do domu. Wszystko można załatwić online. Dostarczają psa pod wskazany w formularzu zamówienia adres, po opłaceniu kosztów wynajmu plus kaucja. Pso-doba kosztowała pięćdziesiąt złotych. Kaucja za psa wynosiła pięćset złotych.

 Zdjęcia psów na stronie były bardzo niewyraźne. Pewnie witryna powstała niedawno i była jeszcze niedopracowana. Powstała jako oczywista odpowiedź na nowe zapotrzebowanie rynku. Zadzwoniłem na infolinię i po paru chwilach odebrała miła pani.

 - Chciałem zapytać jak dostarczacie wypożyczane psy?

 - Nasz pracownik przyjeżdża z pieskiem pod wskazany przez pana adres, przywiązuje go smyczą do klamki drzwi wejściowych. Aby uniknąć bezpośredniego kontaktu, który w dobie pandemii może być groźny, nasz kurier dopiero po oddaleniu się, wysyła sms-sa powiadamiającego o zrealizowaniu zamówienia. I wtedy pan może przejąć psa czekającego pod drzwiami i cieszyć się nim przez tyle dni, za ile pan zapłacił. Potem musi pan zdać psa i wtedy otrzymuje pan zwrot kaucji.

 - Chciałbym jakiegoś, który nie gryzie. Czy może pani wybrać dla mnie, takiego który nie gryzie? Wie pani, szczerze mówiąc psy napawają mnie lękiem. Boję się ich. Więc żeby nie gryzł. Proszę, żeby nie gryzł.

 - Dobrze. Przywieziemy panu takiego psa, który nie gryzie.

 - I żeby nie szczekał. Mam bardzo czujnych sąsiadów, którzy lubią wtykać nos w nie swoje sprawy. Więc niech on nie szczeka. Dobrze?

 - Dobrze. Znajdziemy dla pana takiego, który nie gryzie i nie szczeka.

 - Najlepiej jakiegoś łagodnego.

 - Dobrze.

 Zapłaciłem z mojego konta za kaucję i za wypożyczenie psa na dwa dni. Dwie doby. Na więcej nie miałem pieniędzy. Musiałem zostawić jeszcze stówkę na koncie, żeby było na browarka i jakąś zagrychę. No i na papierosy.

 Zasnąłem trochę uspokojony perspektywą jutrzejszego dnia. Rano kupię browarek, a potem jak przywiozą psa, wyjdę z nim i browarkiem na długi spacer, a właściwie na wizytę na polance pod laskiem, gdzie na łonie natury w pełnym spokoju, pod błękitnym niebem z rzadka przetykanym białymi barankami chmur, przy pięknym słońcu święcącym na cały świat przyjaźnie, zarzucę swoje browarki i niestraszny będzie mi nawet dron obserwujący mnie z góry, bo będę na dworze zupełnie legalnie (pies).

 Nazajutrz po zakupie piwa zostało mi tylko czekanie na dostarczenie czworonoga. Chodziłem nerwowo po mieszkaniu i paliłem papierosa za papierosem. Nie mogłem się już doczekać. Browarki chłodziły się w lodówce.

 W końcu zapipkał sygnał przychodzącego sms-sa. Otworzyłem drzwi do mieszkania. Psa nie było. Tylko do klamki przywiązany był sznurkiem wielki czarny plastikowy worek z jakimś tobołem w środku. Odwiązałem sznurek zaciśnięty na klamce. Worek zamykany był z jednej strony na zamek błyskawiczny. Otworzyłem go. W nos buchnął mi mdlący smród.

 W środku był pies, tyle że ZDECHŁY! W dodatku wielki jak bydlę. Jakiś owczarek kaukaski chyba, albo dog, ciężki był jak słoń, kiedy ciągnąłem worek po lastriko klatki schodowej w stronę drzwi. W końcu wtaszczyłem pakunek do mieszkania. Waży jak słoń - myślałem ciężko dysząc. Serce waliło mi jak młot. W dodatku słoń z bombą - myślałem dalej. A jest to bomba chemiczna, gazowa. Tą bombą są wnętrzności psa, które zaczynają się już rozkładać. Zsunąłem bardziej worek żeby przyjrzeć się zwierzakowi. Biedak był już niewątpliwie całkowicie zimnym, całkowicie martwym psem. Jeszcze nie sztywny ale już zimny trup.

 Czułem jak wściekłość zaburza mi jasność widzenia, zasnuwa oczy czerwoną mgłą.

 Za sześćset złotych zafundowałem sobie zwłoki psa. W dodatku bardzo dużego psa i ciężkiego jak dębowy kloc. Zafundowałem sobie w środku szalejącej pandemii, przy braku kasy na podstawowe potrzeby. I teraz musiałem coś szybko zrobić z tym trupem, bo wiedziałem, że z każdą godziną będzie śmierdzieć coraz mocniej.

 Trafiłem na internetowych oszustów. Bezwzględnych cyberprzestępców. Sprytnie to wykombinowali. Wiedziałem już, że nie wygram z nimi w żadnym sądzie. Nie upewniłem się, czy pies, którego pożyczyłem będzie żywy. Chciałem tylko aby nie gryzł i nie szczekał... A rozmowa telefoniczna z miłą panią była nagrywana, o czym na wstępie poinformowała mnie miła pani. Więc mają dowód, jakby co, że nie pytałem jaki będzie stan zdrowia psa, wtedy musieli by powiedzieć, ale ja tylko chciałem, żeby nie gryzł i nie szczekał. No i wywiązali się z umowy – dostałem dokładnie takiego psa, jakiego zamówiłem...

 A co jakbym chciał zdać psa? Odpaliłem kompa i sprawdziłem na stronie "Wypożyczalnia psów - Reksio" na jaki adres powinienem odprowadzić pożyczonego psa. Wyskoczył mi jakiś adres w Ustrzykach Dolnych i drugi w Suwałkach. Sprytne. Mieszkałem we Wrocławiu. Pewnie jak ktoś wypożyczał psa w Olsztynie, to miejsce zwrotu miał w Wałbrzychu. Jak w Ustrzykach Dolnych, to zwrot ustalali mu w Szczecinie... No i dlatego pies był taki wielki. Oszuści słusznie zakładali, że nikomu nie będzie się chciało w czasach zarazy, podczas obostrzeń w poruszaniu się, taszczyć przez pół Polski rozkładającego się trupa psa takich rozmiarów. O wszystkim pomyśleli cwaniaki - rozmyślałem nadal ponuro. Musieli mieć jakieś konszachty z firmami zajmującymi się utylizacją (kremacją) zwierząt. Albo z jakimiś hyclami. Po złożeniu zamówienia przez klienta, kupowali od zaprzyjaźnionej firmy zwłoki psa i dostarczali pod wskazany adres.

 Nie dość, że nie mogłem wyjść na browarka, to miałem teraz na chacie coraz bardziej cuchnącego trupa psa rasy owczarek kaukaski albo jakiegoś doga, sam nie wiem, i musiałem czekać do zmroku z tym truchłem, bo nie mogłem go teraz za dnia wynieść, jak gdyby nigdy nic, przez klatkę schodową, na oczach wścibskich sąsiadów.

 Przebywanie z martwym psem nie należało do przyjemnych. Coraz mocniejszy słodki zapach śmierci wypełniał całe mieszkanie. Bałem się, że wsączy się w ściany i tak już zostanie na zawsze. Czekałem na noc jak na zbawienie. Przeklinałem internetowych oszustów i życzyłem wszystkim, a przede wszystkim uprzejmej pani z infolinii, śmierci w męczarniach. Sprawdzałem w pamięci ile za bezpowrotnie przepadłe pieniądze wydane na kaucję i wynajem psa, mógłbym sobie kupić browarów i paczek papierosów. Zalewały mnie kolejne fale wściekłości, dłonie zaciskały mi się w pięści z bezsilnej złości.

 Mucha-dron krążyła nad serem. Zataczała elipsy i brzęczała metalicznie.

 - Może tu podfruniesz - powiedziałem w jej stronę - może nagrasz jak mnie haniebnie oszukano, może pokażesz swoim tajniakom, którzy cię tu nasłali, jak się oszukuje prostego, lojalnego obywatela, który tylko chciał się napić browarka na łące.

 Ale mucha-dron nic sobie nie robiła z moich przemówień i dalej krążyła nad serem.

 Ubrałem się w dres i grubo po dwunastej w nocy zarzuciłem czarny foliowy worek ze zwłokami psa na plecy i wyszedłem z mieszkania. Na korytarzu automatycznie zapaliło się światło. Zrobiło się jasno jak w dzień. O tym nie pomyślałem, że światło się zapali. Za drzwiami sąsiada usłyszałem jakiś szmer i szuranie. Na pewno menda podgląda przez judasz - pomyślałem smętnie. I tak nie miałem już wyboru. Przygnieciony ciężarem, starałem się iść jak najciszej, wyszedłem na podwórko i skierowałem się stronę zadaszonego śmietnika. Wrzuciłem worek z psem do kubła z odpadami zmieszanymi i wróciłem do domu. Następny dzień przesiedziałem jak na szpilkach ale nic się nie wydarzyło. Wypiłem całego browara, jaki miałem, aby uśpić i zaleczyć napady lęku i przygnębienia, jakie nawiedzały mnie falami, po tej paskudnej akcji z internetowymi oszustami. Toteż kolejnego dnia o świcie miałem całkiem solidnego kaca.

 O szóstej rano usłyszałem straszny huk, drzwi wyleciały z zawiasów i wśród krzyków i kłębów gazu łzawiącego wpadli do mnie antyterroryści, cały oddział chyba, wrzeszczeli i celowali do mnie z karabinów maszynowych. Z powodu epidemii koronawirusa na mundur komandosa, hełm i wojskowe spodnie założony mieli aseptyczny strój ochronny koloru pomarańczowego, nawet ich uzi owinięte były starannie ochronną folią. Lufy karabinów chroniły mini-maseczki. Zakuli mnie w kajdanki, złapali za kark i przygnietli w stronę gleby. W kakofonii wrzasków i szczękania broni wyprowadzili mnie z domu, wsadzili do suki i zawieźli do aresztu.

 Przesłuchujący mnie prokurator oskarżył mnie o morderstwo. Sąsiedzi złożyli donos. Widzieli jak wynoszę po nocy ludzkie zwłoki. Dodatkowo nagrałem się na kamerę monitoringu zamontowanego przy zakładzie pogrzebowym "Trumna" obok którego przechodziłem z workiem. Prokurator twierdzi, że zwabiłem do domu prostytutkę, zamordowałem ją i pozbyłem się pod osłoną nocy jej zwłok. Tłumaczyłem, że to były zwłoki psa, które wcisnęli mi oszuści internetowi. Przyznałem się, że zwłoki wyrzuciłem do kubła z odpadami zmieszanymi. Sprawdzili na śmietniku ale nic nie znaleźli. W międzyczasie wszystkie kubły opróżniła śmieciarka.

 Prosiłem, żeby sprawdzili na wysypisku śmieci. Na pewno znajdą zwłoki dużego psa, wielkiego i ciężkiego jak jasna cholera. Powiedzieli, że sprawdzą. Sprawdzili. Psa nie znaleźli. Nie znaleźli też zwłok prostytutki. Więc teraz mulą mnie co zrobiłem z ciałem. Gdzie je zakopałem. Proszę ich - przeszukajcie dokładnie wysypisko, musi tam być pies! Jeszcze raz przeszukali i znaleźli zwłoki jakiegoś faceta.

 I teraz nie dość, że jestem mordercą to jeszcze na dodatek gejem! Jestem mordercą gejem, który zwabił podstępnie innego geja do mieszkania, zamordował go, a zwłoki wyrzucił do śmietnika.

 Mam status więźnia szczególnie niebezpiecznego, bo jestem oskarżony o morderstwo i nie chcę współpracować. Trzymają mnie w ciemnej celi w piwnicy, wilgotnej i zimnej. Na śniadanie, obiad i kolację dostaję chleb ze smalcem i rozwodnioną kawę zbożową.

 O cyberprzestępcach i psie nikt nie chce słuchać. Nie wierzą mi. Po stronie internetowej "Wypożyczalnia Psów - Reksio" nie ma w sieci śladu. Psa nie znaleziono. Nie mam żadnych dowodów na swoją obronę.

 Oprócz jednego...

 Mucha! Mucha-dron! Niech odnajdą muchę z mojego mieszkania i złapią ją. I niech odtworzą pliki, które ma na twardym dysku. Wtedy zobaczą. Wtedy usłyszą. Wtedy uwierzą!

 Dzisiaj poproszę prokuratora o sprawdzenie muchy. To moja ostatnia szansa.

 

 

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: !sensol
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 4

Opis:

Dodano: 2020-04-13 16:01:17
Komentarze.
Witamy nowy tekst!
Odpowiedz
+fanthomas 5 m.
A jednak są muchodrony
Odpowiedz
~alfonsyna 5 m.
"Ale nie mogłem wyjść od tak" - ot tak;
"Ich niech odtworzą pliki" - I niech;
Wygląda na to, że znów wycisnąłeś z tematu wszystko, co się dało - słoń z bombą bardzo kreatywnie wpleciony, cenię sobie też te zwroty akcji - bardzo sprytnie i naturalnie następujące jeden po drugim. Choć w sumie zastanawiam się, czy gdyby bohater postanowił, zgodnie z umową, zdać psa po tych dwóch dniach, to czy ktoś by go w ogóle odebrał i czy potoczyłoby się to podobnie jak się potoczyło?
Ogółem - wszystko fajnie, ale niektóre Twoje podobały mi się bardziej, więc czekam dalej aż wpadniesz z jakąś kolejną bombą (może już bez słonia).
Odpowiedz
!sensol 5 m.
alfonsyna dziękuję za odwiedziny i (jak zwykle) za wyłapanie byków. myślę, że próba zdania psa nie udałaby się. tak czy siak
Odpowiedz
~alka666 5 m.
Jak człowiek niewinny, to o wszystko go oskarżą. Dronami pilnują, ale jak mucha ma być świadkiem, to jej nie wzywają, bo wiedzą, że ona zna prawdę, której oni nie chcą, bo kozioł ofiarny musi być.

No popatrz tylko, jak mi się udzieliło...
Czytałam w napięciu.
Martwy pies wstrząsnął mną do głębi.
A takiego sąsiada w bloku też miałam w latach 80-tych XX w.
Odpowiedz
!sensol 5 m.
alka666 dziękuję za odwiedziny. jeszcze tylko brakuje gazu podsłuchowego. jak wynajdą to rozpylą i będzie pozamiatane
Odpowiedz
~alka666 5 m.
sensol
Odpowiedz
+berkas 5 m.
„Proszę ich - przeszukajcie dokładnie wysypisko, musi tam być pies! Jeszcze raz przeszukali i znaleźli zwłoki jakiegoś faceta.

I teraz nie dość, że jestem mordercą to jeszcze na dodatek gejem! Jestem mordercą gejem, który zwabił podstępnie innego geja do mieszkania, zamordował go, a zwłoki wyrzucił do śmietnika." skisłem jak zwłoki psa w worku. Super opowiadanie.
Odpowiedz
!sensol 5 m.
berkas dzięki za wizytę. miłego kiśnięcia
Odpowiedz
~Adelajda 5 m.
A ja myślałam, że będzie próbować wyprowadzić muchę na smyczy jako psa
Świetny tekst, na czasie i w ogóle.
Odpowiedz
!sensol 5 m.
Adelajda dzięki za wizytę i słowa otuchy
Odpowiedz
*Canulas 5 m.
" "Wypożyczalnia psów - Reksio" Portal Internetowy." - ja pierdziele Już widać, że idzie w dobrą stronę.

Haha, Jezu. Kolejne perypetie po sado-maso. Jeszcze lepsze.
No taaa. Argument z muchą-dronem na pewno poskutkuje
Odpowiedz
!sensol 5 m.
Canulas dzięki za wizytejszyn. nie mogę się powstrzymać, żeby nie dopieprzyć swojemu bohaterowi. chyba inaczej nie umim
Odpowiedz
~Agnieszka 5 m.
Kurcze, świetne! Bardzo na czasie, wpisując się w nurt obaw.
Jestem zachwycona.
Jest też i mikromotyw spluczki...
Pozdrowionka )
Odpowiedz
!sensol 5 m.
dzięki za odwiedziny i słowa otuchy. zdravia
Odpowiedz
^Halmar 5 m.
Motyw niewinnie oskarżonego frajera, w dodatku prześladowanego przez tajne służby za pomocą much-dronów - mój ulubiony poziom absurdu plus jak zawsze bardzo sprawny warsztat
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin