Pięćset mil do domu — część XXXI Heban — część 6

Heban — część 7

 Link do części VI: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2641

 

 

 I

 Znacie taką pseudo śmieszną sytuację, swoistą grę słów, kiedy to, chociażby w filmie, gość o ksywie Wielki jest tak naprawdę kurduplem, a typ, którego wołają Malcem, nie mieści się w drzwiach? Od groma scenarzystów chyba sądzi, że to naprawdę świetny skecz, bo spotkałem się z podobnym zabiegiem kilkukrotnie. Teraz w pamięci mam tylko Małego Johna z Robin Hooda, ale wiem, że było coś jeszcze. Cholera. Coś jeszcze było na pewno.

 Tylko że Guliwera to akurat średnio dotyczyło. Był ogromny. Taki Pudzianopodobny, choć mniej wyżyłowany. Wysokie czoło, solidna szczęka i jak każdy z nas, kilkukrotnie połamany nos. Takie typowe chamidło, jakie mogliście jeszcze trzy lata temu spotkać na bramce, w tych mniej bezpiecznych dzielnicach, późną porą. Teraz już bardziej relikt, bo, poza grozą, typowego wykidajła obowiązuje choć szczątkowa etykieta. Jakieś: "Dobry wieczór. Czy mógłby pan zejść ze stołu?" Albo: Przepraszam, czy mogą państwo przestać się dymać, bo dwadzieścia pięć osób chciałoby w spokoju móc się odlać?"

 Tak. Krew krwią, ale dobry lokal funkcjonuje na przepływie kwitu. Twarde dragi, drogie alko i biuściaste kurewki to najlepsze wiązanie cementowe pod interesy dla każdej grupy społecznej tego kraju. Gigant z mordą trola, któremu mogą puścić hamulce po ledwie uszczypnięciu, czy źle skierowanym spojrzeniu w tych czasach już się nie sprawdza. Teraz jest era fit-gości, co to trzy sztuki walki na perfecto, kotlet wege na obiad i miły uśmiech w pakiecie. Długie zdania, ą, ę. Wyłączać, a nie wyłanczać.

 Guliwer zaczynał w Stołecznym, północny rejon, gdzie autentycznie pasował. Jego dwa jedenaście musiało robić wrażenie, ale Ułan, który często tam przychodził z chłopakami, też miał coś koło tego, więc się suma summarum wtapiał w tło. Stał tam* między innymi z takim jednym gościem, co go wołali Anteczek. I tutaj także obyło się bez tej (na początku wspomnianej) gry słów, bo Anteczek właśnie był mizerny. Nie, że bardzo mizerny, ale na pewno w porównaniu do innych dinozaurów. Takie sto siedemdziesiąt pięć, może osiem, lekka żyłka, bicepsy gdzieś pod czterdzieści, lecz nie więcej. Fakt, że szpagat poprzeczny robił nawet po siódmym kielichu, a obrotówkami zamiatał wyższych od siebie, dowodzi, że się nadawał. Jednak jak to się zwykło mawiać: "Codziennie się witaj, codziennie się żegnaj, bo nie wiesz, bracie, kiedy". No i ten. No i tak właśnie było. Podczas jednego dymu, a dymy bywały często, ktoś go przycelował brązową siódemką do bilarda. Prosto w łeb, a jeszcze prościej, w skroń. Przycelował i zabił. Dwadzieścia trzy lata chłop padł, jak stał. Padł i umarł pod stołem, a nandrolon w Guliwerze się uwolnił.

 Gigant poskładał tych chamów praktycznie w pojedynkę. Pięciu czy sześciu typów "od samochodów", którzy też nie byli wymoczkami. Coś tam reszta pomogła, ale to w zasadzie pod sam koniec, gdy już leżeli. Na Guliwerze pękł kij do bilarda i zebrał w przedramię nożem, ale sprawę dokończył. Tego feralnego wieczora, w zasadzie nocy, jego sto czterdzieści kilogramów szaleństwa, dodatkowo przemnożone przez hormon wzrostu, okazało się kombinacją wprost nie do powstrzymania.

 Z tego co mi wiadomo, było to prawie dwa lata temu. Bez miesiąca. Tak właśnie Guliwer zaczął podróż na szczyt.

 

 * Stanie – w żargonie, skrót od stania na bramce. Stania na bramce nie będę roztłumaczał. Idźta do jakiegooś klubu i rzućta czymś w kogoś dużego, będzieta wiedzieć.

 

 

 II

 Ok. Bo mnie delikatnie poniósł galop wspomnień. Teraz tak. Gdzieś tam wcześniej mówiłem, że stało się takie coś. Więc:

 Drobimy małe kółeczka. On mnie spycha, ale również ma już prądu coraz mniej. Lecę z low-kickiem**, wiedząc, że to bezpieczne. Że jest zbyt wolny na próbę pochwycenia i co najwyżej będzie amortyzował kopnięcie poprzez pójście na cios. Zagranie przy jego masie jedyne słuszne, bo jeśli zdąży, nie trafię go ani w punkt, ani tym bardziej z pełną mocą. Ostatnie moje lowy** obsrywał, więc w kolejnym postanowiłem doładować mocy. Chciałem, by w końcu coś poczuł. Żeby zwolnił.

 I faktycznie idzie w kierunku strzału.*** Szybko. O wiele za szybko, niż jestem w stanie przewidzieć. Zbija, łapie i obala, że aż nie mam pojęcia, co się stało. Nagły karambol i koniec. We łbie jedynie szum, a cały świat już do góry nogami. On na mnie i seria łokci, czyli początkowe rozbijanie przed duszeniem. Koniec świata odmierzany w sekundach. Mojego świata.

 Trener miga przed okiem i zaraz kolejny łokieć ląduje na moim czole. Próbuję zapleść mu nogi na biodrach i przyciągnąć, by poprzez klincz zminimalizować przestrzeń do kolejnych uderzeń, ale przy jego masie to najgorsze, na co mogę wpaść. Idzie na to z ochotą, próbując przejść do duszenia. Adrenalina buzuje, a Teddy znowu mi miga kątem oka. Do góry nogami widzę, że coś pokazuje, gestykuluje, krzyczy, ale żadne słowa nie dolatują. Koło niego Okruszek gotowy, by rzucić ręcznik. Wszystko odwrotnie.

 Mocujemy się w parterze. Czuję, że słabnę. Że jeszcze dziesięć, góra piętnaście sekund i olbrzym zamknie obwód, lub w ogóle mnie wykręci na plecy, przechodząc do duszenia. Tego boję się najbardziej, bo jeśli sędzia nie zdąży zareagować, może być po mnie. Nie, że od razu śmierć, ale kalectwo możliwe. Przez coś takiego jeden strażak ze Świnoujścia już nigdy nie zgasi nawet pieprzonej zapałki. Roślina od szyi w dół.

 I faktycznie. Guliwer przy pomocy całej masy próbuje polecieć ze mną na plegary. Okręcić mnie. Przewinąć jak cholernego noworodka. Na szczęście toniemy w pocie i gówno z tego, więc wraca do sukcesywnego okładania. Podwójną gardą zbijam, co tylko mogę, ale gdzieś dwa na pięć przechodzą. Kątem oka spoglądam na sędziego, zdając sobie sprawę, że mam minimum wstrząs mózgu albo i przechodzę właśnie wylew, bo zamiast jego głowy widzę króliczy pysk. Nie taki króliczo-ludzki jak w tej kreskówce od Warner Bros. Żadnych pogłębionych czernią oczu czy sterczących nad kapeluszem uszu. Zamiast tego, zwyczajny króliczy pysk, choć dużo większy. Kiedy opuszczam gardę, pięści Guliwera tylko na to czekają.

 

 ** low-kick (low) – niskie kopnięcie okrężne w udo lub łydkę. Dozwolone w kick-boxingu, MMA czy Muay Thai i na każdym praskim podwórku, typu studnia.

 *** w kierunku strzału – w kierunku (oczywiście) uderzenia. Jeszcze tego brakuje, żeby na takich walkach była broń.

 

 

 III

 Szum, błyski fleszy, mop zmywający krew i ekstra lala spacerująca z wielkim kartonem, na którym czarna dwójka oznacza, że za minutę ponownie startujemy na poligon. Dwa dzikie konie prosto z dwóch różnych stajni. Historyk Rzymski was okpił. Nie śle się pozdrowień Cezarowi, idąc na pewną śmierć.

 Dwójka na kartonie kręcącej dupą babeczki nie przypomina wcale łabędzia. Już bardziej węża. Okruszek wachluje ręcznikiem przed moją twarzą, jakby mu płacili od minuty. Na karku lodowy okład. Można żyć.

 — Co, kurwa? — słyszę z prawej, bądź z lewej lub znikąd i zewsząd naraz. — Jakim chujem, myślisz o takich rzeczach?

 — Co?

 — Co, co? Dwójka wąż, Heban? Trzydzieści pięć sekund do startu. Jak tam prąd?!

 Kręcę głową, wyszeptując, że nie ma. Nie ma prądu. Lalka sunie jak syrena po fali. Jest prześliczna. Same zęby pewnie warte fortunę.

 — Ok, posłuchaj mnie. Nie ma, że nie ma, Heban. Pół minuty. On zdycha bardziej od ciebie. Wytrzymaj czterdzieści sekund, maks minutę, a wieprz dostanie zawału. Kurwa, spójrz sam. Nie można sterować mechem cały czas. Pójdzie się jebać. Utopi go własny cholesterol.

 — A jeśli nie? — mruczę, szukając wzrokiem sędziego. Laska się zwija. Okruszek oznajmia jak zwykle znudzonym głosem, że jeszcze piętnaście sekund i wyjazd z bazy. Piętnaście cholernych sekund. Trzysta uderzeń serca kolibra w locie.

 Dużo i mało.

 

 Link do części VIII: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=3486

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: horror

Liczba wejść: 26

Opis:

Dodano: 2020-04-14 19:25:43
Komentarze.
~Okropny 6 m.
Te idiotyczne wstawki z gwiazdkami to se mogłeś darować, to ci jak dobremu koledze mówię. Jedno, dwa słowa wyjaśnienia na każdą gwiazdkę by stykło.

Tłumaczysz też rzeczy oczywiste, a ja np nie wiem co to jest podwórko typu studnia :0

A część jak część, gangsterka łobuzerka i walki w klatce czyli 1 i -1, wychodzi na neutral. Czekam co dalej, bo co innego mam
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Okropny, wierzyć można lub nie, ale jeszcze wczoraj analizowałem usunięcie wyjaśnień zagwiazdkowych. Być może tak postąpię. I nawet bardziej tak, niż nie
Odpowiedz
~jagodolas 6 m.
Znowu mi przypasiła ta część. No i generalnie w pośredni sposób.mi znajome klimaty, bo moj brat celował w gakie cuś nim się ustatkowal. Mega opisy. Wró ę tu na pewno, bo naprawdę rozkręca się ten Heban w dobrym kierunku
Nie wiem czemu ale Bonus mie się przypomniał po przeczytaniu tego. Łokieć pięta nie ma klienta,czy jakośtak.

Odpowiedz
*Canulas 6 m.
jagodolas to raczej kto inny. Bonus prędzej kołowrotek i luj ogłuszacz 🙃
Odpowiedz
~jagodolas 6 m.
Canulas no iak zwykle coś pojebałem
Odpowiedz
~alka666 6 m.
Trzyma w napięciu, ale dlaczego dopiero teraz zaczęłam czytać Heban? Muszę cofnąć się do pierwszej części.
Moje nieśmiertelne pytanie - jest na papierze? Oczy sobie wydłubię przy monitorze
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
alka666, nie. Nie ma na papierze, gdyż w zasadzie ciągle się pisze. Tak więc... no
Odpowiedz
~alka666 6 m.
Canulas aaa, to co innego
Zatem cofnę się do początku przy lepszej kondycji ocznej.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
alka666 było miło by
Odpowiedz
~Adelajda 6 m.
tu sobie wrócę z psutą głową
Odpowiedz
~Adelajda 6 m.
pustą*
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Adelajda okejox
Odpowiedz
~Adelajda 6 m.
"Piętnaście cholernych sekund. Trzysta uderzeń serca kolibra w locie.

Dużo i mało." - końcówka świetna

Całość dynamiczna, fajne jest to, że potrafię sobie zobrazować te sceny jak czytam Twoje opowiadanie.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Dzienson, panno Adelajdo. Powoli zbieram się dalej 😏
Odpowiedz
Witam.
Zakończone w dobrym momencie. Całość fajna. Czekam na ciąg dalszy
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
aniamarzycielka dziękuję podwójnie, bo dzięki Twojemu komentario zobaczyłem, że nie ma linku.
Pozdr.
Odpowiedz
Witaj, Plusem tekstu jest płynność i rytm. Tekst ma swoją melodię. Świat jest podany przez pryzmat zanurzenia się w głowie bohatera. Takie wprowadzenie czytelnika do pewnych obrazów.
Odpowiedz
*Canulas 5 m.
Ślicznie dziękuję, Entstancjo.
Odpowiedz
*Ritha 5 m.
"Przepraszam, czy mogą państwo przestać się dymać, bo dwadzieścia pięć osób chciałoby w spokoju móc się odlać?"

"Na Guliwerze pękł kij do bilarda i zebrał w przedramię nożem, ale sprawę dokończył. Tego feralnego wieczora, w zasadzie nocy, jego sto czterdzieści kilogramów szaleństwa, dodatkowo przemnożone przez hormon wzrostu, okazało się kombinacją wprost nie do powstrzymania" - świetne!

"Stania na bramce nie będę roztłumaczał. Idźta do jakiegooś klubu i rzućta czymś w kogoś dużego, będzieta wiedzieć"

"Szum, błyski fleszy, mop zmywający krew i ekstra lala spacerująca z wielkim kartonem, na którym czarna dwójka oznacza, że za minutę ponownie startujemy na poligon. Dwa dzikie konie prosto z dwóch różnych stajni. Historyk Rzymski was okpił. Nie śle się pozdrowień Cezarowi, idąc na pewną śmierć" - ZŁOTO!

Oczywiście wiesz co myślę o Hebanie? Myślę, że jest świetny. I że chciałabym czytać dalej Bardzo relaksująca lektura. Poza sceną walki, która jest świetnie napisana, ale brrrr :/
Odpowiedz
*Canulas 5 m.
Ritha noo, jak już wznowie cokolwiwk, to Hebana na pewno. Ostatni etap wypoczynku chyba. Dziękować za wizytację
Odpowiedz
*Ritha 5 m.
Wypoczywaj sobie radośnie ja sobie grzecznie poczekam na Hebaniszcze ile bydzie trza

Odpowiedz
~nimfetka 5 m.
Dobra, Heban odrobiony. Też bardzo lubię w tym tekście to, że łatwo sobie wiele zobrazować. Chociaż niektóre terminy trzeba sobie googlować, ale to nieuniknione w tym wypadku. No i zakończenie faktycznie bardzo dobre.
Nie odpuszczam.
Odpowiedz
*Canulas 5 m.
nimfetka ano nie odpuszczasz. Na spokojnie.
Odpowiedz
!Szudracz 2 m.
Motywy walk są dość trudne do uchwycenia w precyzyjny sposób słowami.
Nie mam o tych strategiach zielonego pojęcia.
Tobie się udało nie zagmatwać sytuacji, na tyle, że widzę co się dzieje.

Odpowiedz
*Canulas 2 m.
Szudracz - dziękować i tutaj, miss Szu
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin