Ocean w dzbanie Kocica

TW#7 – Cmentarna opowieść

 Postać: Ambitna kwiaciarka

 Zdarzenie: Bezsenna noc

 Efekt: Korespondencja fikcyjnego świata. Tekst jest mailową wymianą wiadomości pomiędzy Tobą, a osobą, która Cię obdarowała zestawem. Wcielacie się w role, wymieniacie mailami, piszecie po minimum dwa maile i potem osoba obdarowana je zamieszcza.

 

 

  *

 

  Za kresami wszechświatów, koszmarnymi snami i krwawymi księżycami, w odludnej krainie na krawędzi przeklętej ziemi był Zapomniany Cmentarz. Nikt już nie pamiętał kiedy powstał i kto pierwszy został na nim pochowany. Może początkiem była zaraza, wojna, albo kataklizm? Nawet, jeśli bardzo dawno temu żyli jacyś ludzie, którzy znali w przeszłości pochowanych, to również i oni potem spoczęli na tym cmentarzysku. Nagrobki, krypty, zbiorowe mogiły były tak stare, że kruszyły się pod wpływem wiatru, słońca, deszczu i mrozu. Wysoki mur okalający teren z grobami, posiadał dwie kute bramy – główną, dwuskrzydłową od zachodu i drugą mniejszą – od północy. Obie nie były zamknięte, więc skrzypiały, wydając opętańcze dźwięki przy silnych podmuchach wiatru. Nocami działy się tam rzeczy straszne, nie do objęcia ludzkim rozumem a przynajmniej mogące doprowadzić do szaleństwa nawet najbardziej racjonalną i oświeconą osobę. Zresztą nikt się tam nie zapuszczał, bo odludzie otoczone było bagnami, pustyniami, wysokimi górami, lasami, głębokimi jeziorami, rwącymi rzekami, gdzie wszystkie żywioły mieszały się ze sobą, utrudniając przejście wszelkim przeprawom.

  Co noc Zapomniany Cmentarz ożywiał się obecnością dusz. Czasami bez słów przemykały między nagrobkami, innym razem jęczały i zawodziły, jakby katuszami męczone, albo też nawoływały nie wiadomo kogo i po co, skoro okolica pustkami naznaczona. Często, spomiędzy krzewów, wydobywały się szepty i rozmowy, przerywane wzdychaniami, albowiem dusze posiadały pamięć szczątkową z czasów życia na ziemi. Pewnego szlachcica, co Mielnik się nazywał, pochowano z sygnetem i laską. Jego dusza wciąż wracała do czasów zakupu tych przedmiotów, pamiętała porę roku, sklep, panny w nim chichoczące, sprzedawcę i wiele drobiazgów połączonych wydarzeniami z dwoma drogimi mu klejnotami.

  – Wyobraźcie sobie sklepik. Kilka pań kupowało rękawiczki i parasolki na popołudniowe spacery. Zerkały uważnie w moją stronę, gdy zajęty wyborem odpowiedniej laski, podkręcałem swego wspaniałego wąsa. Wybrałem elegancką tyczkę z drewna bukowego. Rączka w kształcie węża z diamentowymi oczami, pokryta srebrem. Rękojeść miała ukryty sztylet w drewnianej części laski. Nie rozstawałem się z nią ani na chwilę, była mi wierna jak... Nikt. Żona i kochanka mnie zdradzały, a córka opuściła nasz rodzinny dom z jakimś gołowąsem. Wszystkie kobiety mnie zdradzały. A ja nie pozostawałem im dłużny. Tylko laska, zawsze ta sama, towarzyszyła mi we wszystkich wydarzeniach życiowych.

  – To w kiblu też? – odezwał się duch rzezimieszka półgłówka, który nie doczekał szafotu, gdyż zmarł podczas zarazy, w trakcie defekacji w wychodku.

  Duch szlachcica z dezaprobatą spojrzał na kmiotka i zatykając nos palcami prawej ręki z sygnetem na jednym z paliczków, oddalił się w stronę swojego nagrobka, podpierając się laską trzymaną w lewej dłoni. Tymczasem rzezimieszek Kończal przeszedł się wzdłuż alei z kryptami, wrzeszcząc w ich mroczne czeluście, jakby chciał zmarłych do życia przywrócić.

 

  *

 

  Na Zapomnianym Cmentarzu rosło kiedyś drzewo. Miało gruby konar i ogromną koronę z gałęzi, która dawała dużo cienia w słoneczne, upalne dni. Potężny pień wypuścił liczne korzenie. Wrosły głęboko w ziemię i rozciągnęły się gęsto pod całym cmentarzyskiem. Wiele ptasich rodzin wiło sobie gniazda wśród liści i w zagłębieniach kory na pniu. Gdy przyszło morowe powietrze, a wraz z nim zaraza zabijająca wszystkich okolicznych mieszkańców, kolorowym śpiewakom zabrakło tchu w piersiach i zaczęły umierać jeden po drugim. Małe kulki puchu opadały bez słowa skargi na ziemię. Kiedy umarł najmniejszy ptak i jego krew wsiąknęła w glebę, drzewo pękło i zrzuciło wszystkie liście, przykrywając nimi maleńkie trupki. Potem połamały się gałęzie, uschły korzenie i został tylko gruby kikut martwego pnia, niczym wyrzut sumienia na tej jałowej ziemi.

  Tuż przy uschniętym drzewie, stał kamienny nagrobek, mocno nadgryziony zębem zniszczenia. Ze słów wyrytych w twardym kamieniu ostało się imię – Anna. Dusza dziewczyny ukazywała się bardzo rzadko, zazwyczaj samotnie siadała na nagrobku i pozwalała promieniom księżyca przenikać swoją aurę na wylot. Wyglądało to jakby zjawa świeciła i ogrzewała się srebrnym blaskiem kosmicznego satelity. przysiadała na skraju nagrobka, ubrana w spodnie, rozwleczony sweter, z rozwianymi krótkimi włosami i rozmyślała o czymś. Podczas tych efemerycznych chwil towarzyszył jej duch mężczyzny. Wilkomir był starcem z długim, siwym zarostem i głębokimi zmarszczkami na twarzy, ubranym w zgrzebną koszulę. Brodę miał splecioną w warkocz, a długie, siwe włosy związane rzemieniem na karku. Pojawiał się niemal w tym samym momencie, co dziewczyna, gotowy do rozmowy lub milczenia.

  – Dziewczyno, czy znów wspominasz tamto życie?

  – Pamiętasz, starcze, jak tutaj trafiłam? Próbuję sobie przypomnieć o wszystkim z tamtego świata. Niestety, wciąż wracam pamięcią do ostatniego wieczoru, kiedy pisałam z Ambrożym. To był inny świat, jakby odmienny wymiar – czas, miejsce. Miałam na kolanach otwierane pudełko, w nim pisałam list, który momentalnie pojawiał się w pojemniku osoby, do której pisałam.

  – Jakoś trudno mi sobie wyobrazić te pudełka, panienko. Poznałem na Zapomnianym Cmentarzysku mnóstwo różnych dusz i ich opowieści, ale twój przypadek jest zupełnie inny. Opowiedz mi wszystko, co pamiętasz.

  – Była noc, nie mogłam zasnąć. Napisałam do Ambrożego.

 

  "Dobry wieczór. Za oknem już ciemno, a ja nie mogę spać. Czy mógłbyś mi opowiedzieć jakąś mroczną historyjkę?"

 

  – Miałam ochotę na coś szalonego – mówiła dalej – a chłopak wyczuł to od razu i dał się porwać mojemu wyzwaniu. Liczyło się szaleństwo, przygoda, wino...

 

  "Dobry wieczór, bardzo Ci dziękuję za tego maila Anno. Jeszcze pamiętam tamtą noc kiedy się wymieniliśmy mailami. Ta obskurna knajpa. Ten mój letni chamski podryw i Twój prześliczny uśmiech. Pamiętam, jak śmiałaś się do łez. I teraz mam Ci opowiadać mroczną historię na dobranoc. A może spotkajmy się tej nocy gdzieś w środku miasta w jakimś uroczym parku? Wybierz: Las Marceliński, Rusałka, Morasko? Gdzie Tobie pasuje? Podjadę. Kupię czerwone wino. Lubisz takie nieprawdaż? I porozmawiamy, pospacerujemy, wybierzemy się razem w nieznane, gdzie będę Ci opowiadał różne niestworzone historie. Co Ty na to Anno?"

 

  Dziewczyna zamilkła. Starzec pokiwał ze zrozumieniem głową i lekko się uśmiechnął. Młodzi, szaleni, porywczy. Chcą, by wszystko działo się od razu.

  – Zrobiłaś to? Spotkałaś się z nim? – Wilkomir starał się wykazywać zainteresowanie, ale już wiele podobnych historii słyszał za życia. Spodziewał się, że młodzieniec zawiódł, nie przyjechał. Albo przyjechał napruty w trzy biesy i zamiast ciekawej historyjki, usłyszała bełkot i pijackie mamrotanie.

  – Tak, mimo tego, że nie chciałam wychodzić z domu. Pomyślałam, że nie doczekam się żadnej historii, więc chociaż przygoda, mroczne miejsca dostarczą mojej wyobraźni niesamowitych wrażeń.

 

  "Czy Morasko to rodzaj mokradeł, Ambroży? Chętnie się tam z Tobą wybiorę, jeśli ciszę przerywają skrzeki, zgrzytania, plusk bagienny i opętańcze zawodzenia zagubionych dusz. Inne miejsca źle znoszę, moje dusza cierpi od suchego powietrza".

 

  – Wydawało mi się, że to dobra zabawa. Ambroży przestrzegał o wydarzeniach strasznych i niewyjaśnionych, a mimo to, moja szalona dusza rwała się, chciała ryzyka.

 

  "Morasko to rozległe łąki, trochę lasu i bagniste tereny. Mieszczą się tam wydziały matematyki, fizyki , ekonomii i przynależne do nich tereny zielone. Ostatnio zaginęła tam para studentów i do dzisiaj ich nie znaleziono. Chłopak i dziewczyna wybrali się na romantyczną randkę jakiś tydzień temu i nikt ich od tamtej pory nie widział. Czy jest jeszcze szansa na znalezienie tej pary? Jak myślisz?

  Mam blisko na Morasko. Ale tam będzie naprawdę mrocznie moja droga. To nie żarty. Czy jesteś gotowa na ryzykowną przygodę? Jeśli odwaga Ci na to pozwoli to spotkajmy się na miejscu o trzeciej. Tylko nie zastanawiaj się za długo, odpisz od razu co Ci dyktuje intuicja"

 

  – Zatem poszłaś, dziewczyno? Szalona Anno, nie posłuchałaś ostrzeżenia. Cóż takiego tam się wydarzyło? – Wilkomir wydawał się nieco zaciekawiony. Panna była wyraźnie niezrównoważona.

  – Miałam dużo czasu. Postanowiłam zrobić sobie spacer przez uśpione miasto. Oświetlone ulice, witryny sklepowe i cisza wpływały na mnie kojąco. Kiedy pojawiłam się na umówionym miejscu, Ambroży już czekał. Miał przy sobie latarkę i butelkę dobrego, czerwonego wina. Pomyślał też o plastikowych kieliszkach, świeczce i zapałkach. Miał ze sobą niespodziankę, ale nie zdradził jej w tym momencie.

   – Mężczyźni zazwyczaj mają przy sobie pewnego rodzaju dar, którego potrafią użyć na wiele sposobów – starzec przypomniał sobie o harcach w młodości. – Kiedy Noc Kupały obfitowała w ognie i dziewczyny, oj używało się różnych „niespodzianek” – chciał się uśmiechnąć, ale już nie potrafił. Pamiętał tylko, że za życia na ten mimowolny skurcz mięśni twarzy, wiele dziewoj reagowało rozdawaniem całusów, uścisków i innymi uciechami.

  – Zbereźniku jeden! Nie taki prezent miał dla mnie Ambroży. Szliśmy ciemnym lasem, chcieliśmy dotrzeć na skraj stawu, za którym rozciągały się rozległe bagna. Nad nimi latały świetliki. Znaleźliśmy małą plażę. Usiedliśmy na piasku, zapaliliśmy świeczkę, piliśmy wino, rozmawialiśmy. Kiedy opróżniliśmy butelkę do połowy, Ambroży niespodziewanie poczęstował skrętem z marihuaną. Było wesoło, słuchaliśmy srebrzystości księżyca, polifonii świetlikowej, wsłuchiwaliśmy się w ciemność, która miała kilka dźwięków, chociaż kiedyś tłumaczono mi, że nie brzmi wcale. Potem zrywaliśmy różne rośliny, Ambroży znalazł niezapominajki, świecąc sobie latarką w pobliżu stawu. Wszelkie zielsko podawał mi do rąk i kiedy skończył, oświetlił mnie płomieniem świecy. „Jesteś kwiaciarką” – powiedział z uśmiechem na twarzy. Zbierałam rośliny i potrafiłam każdą z nich nazwać, co mu bardzo imponowało. Wtedy wpadł na szalony pomysł. Wymyślił, że zdobędzie tatarak. Wszedł do wody, gdzie rosła trzcina. To nie był tatarak... Zniknął bez słowa. Myślałam, że się potknął, leży nieprzytomny. Poszłam w jego ślady. Noga zahaczyła o coś twardego, upadłam. Starałam się podnieść, ale dziwny wir porwał mnie głębiej. Zaczęło mi brakować tchu i wtedy wciągnęłam wodę do płuc. Jak powietrze. Unosiłam się i szybowałam aż do tego miejsca. Stanęłam na cmentarzu, tuż przy konarze martwego drzewa. Nie wiedziałam jak się tu znalazłam, aż spojrzałam na swoje ręce. Byłam duchem. Błąkałam się zagubiona, aż poznałam tutejszą Annę. Przygarnęła mnie, pozwoliła korzystać z nagrobka. Sama niechętnie go opuszcza.

  – Prawdopodobnie zagubiłaś się między wymiarami. Możliwe, że staw jest przejściem, bramą na to cmentarzysko. Nie znam tu wszystkich dusz. Spróbuj odnaleźć Ambrożego. Może błąka się gdzieś tutaj? – Wilkomir powiedział to bez przekonania. Wiedział bowiem, że może to zająć całą wieczność. Ale czyż dusze mają coś innego do zrobienia?

  – Nie jestem pewna, czy potrafię, czy chcę?

  – Ale co? Kupe? – nie wiadomo jak długo Kończal siedział pod drzewem. Teraz, wyraźnie zainteresowany rozmową, starał się coś z niej zrozumieć, chociaż niewiele do niego dotarło.

  Anna i Wilkomir rozejrzeli się. Wokół gęsto było od duchów. Niektóre nosiły znamiona zarazy, inne miały zgięte karki i resztki sznurów na szyi, brak kończyn, ślady zakrzepłej krwi na brzuchach, plecach, w piersiach. Słuchały opowieści Anny.

  – Uszanowanie, jeśli panienka zechce, będę jej towarzyszyć w poszukiwaniach – szlachcic Mielnik zakręcił palcem swojego szlachetnego wąsa.

  – No to się porobiło! Jaśnie paninka czeka, zara pogonie te leniwe praczki, pomogo panince – praczka Agata odwróciła się i zniknęła nagle. Zaraz po tym rozległ się ostry gwizd.

  – Lecim, chopaki, lecim! Jambroża szukać, spode ziemi gada wynizać i bystro mie tu przywledz, na kolana go i niech biadoli, o wybaczenie mościa panienke błaga – młody ulicznik skrzyknął swych pomocników i zaraz się rozpierzchli. Wisielcy, wraz z samobójcami ruszyli w kierunku bramy głównej. Anna patrzyła z niedowierzaniem za oddalającymi się sylwetkami.

  – Wilkomirze...

  – Hmmm?

  – Jak myślisz, uda im się znaleźć Ambrożego? – w głosie Anny wyczuwało się kroplę nadziei.

  – Nie sądzę – odpowiedź starca nie pozostawiała wątpliwości.

  – Po co w takim razie to robią?

  – Sami nie wiedzą. Za chwilę zapomną, co chcieli zrobić i wrócą do swoich zwykłych zajęć. Będą się snuli bez celu. Następnym razem znów będą słuchali twojej historii, jak czegoś nowego.

  – Który to będzie raz? Jak długo to trwa?

  – W latach ludzkich? Chyba jakieś pięćset, może osiemset lat – rzekł Wilkomir i rozpłynął się w powietrzu.

  Anna zwiesiła głowę i patrzyła za snującymi się bez celu duszami. Z daleka wszystkie były do siebie podobne.

  – Zatem sama się za to wezmę. Pójdę go poszukać.

  – Ale kibel? – Kończal z ciekawością spojrzał na Annę.

  – Nie, rzezimieszku. Zajmij się swoimi sprawami. Muszę coś zrobić.

  – Wiem, wiem. Kupe. Wszyscy muszo kupe robić. Coby drzewo rosło.

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~alka666
Kategoria: trening-wyobrazni
Opis:
Dodano: 2020-04-19 14:35:34
Komentarze.
!Szudracz 1 m.
Dlaczego takie zakończenie?
Mogło ich coś straszliwego pochłonąć.
Opowiadanie delikatne, jak na duchy.
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Szudracz dziękuję.
Przykro mi, że Cię zawiodłam. Jednak osoba korespondująca ze mną wybiła mnie z początkowego rytmu. W ogóle nie chciałam tego. Bez efektu opowiadanie poszłoby w bardziej mrocznym kierunku. Może kiedyś je zmienię? Jeśli znajdę na to czas.
Odpowiedz
!Szudracz 1 m.
alka666 Nie zupełnie zawiodłaś, nie o to chodziło. Tylko ten kibel, jakiś tego nie po trafię dopasować do całości.
Współpraca w pisaniu, bywa nie zawsze spójna.
Popraw jeśli uznasz, że będzie lepiej.
Weź też na poprawkę, że mój punkt spostrzeżeń może być diametralnie inny od reszty opinii.

Odpowiedz
~alka666 1 m.
Szudracz jak każdy inny
Bardzo wysoko cenię sobie szczere oceny. Zwłaszcza - niebanalne
Twój komentarz jest dla mnie znakiem, że jeszcze coś można zrobić z tym tekstem, nie spoczywać na laurach

Kibel - element humorystyczny, trochę prostacki. Ku pokrzepieniu serc - wśród umarlaków prócz elokwentnych szlachciców, nierozmownych samobójców, wygadanych praczek, trafi się też prostaczek
Odpowiedz
Witamy nowy tekst!
Odpowiedz
~alka666 1 m.
TreningWyobrazni dziękuję
Odpowiedz
~Euzen 1 m.
Przeczytałem, bardzo ciekawe, czekamy na drugą część poszukiwania Ambrożego myślę
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Euzen dziękuję
Niczego nie obiecuję, ale jeśli czas dopisze - całkiem to możliwe

Odpowiedz
~Agnieszka 1 m.
Witam,
Przejrzyście poprowadzone opowiadanie, choć mignęło mi przed oczami kilka powtórzeń.
Fabularnie sporo tu wątków oplecionych wokół jednego głównego. Koniec niestety nic nie wnosi i to jest chyba najsłabszy punkt tego opowiadania.
Jakby brakło tu pomysłu.
Pozdrawiam
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Agnieszka dziękuję za komentarz.
Nie brak pomysłu, a brak czasu
Jeśli się da, popiszę się dalej
Odpowiedz
~alfonsyna 1 m.
"nie do objęcia ludzkim rozumem a co najmniej mogły doprowadzić do szaleństwa najbardziej stoicki, racjonalny i oświecony rozum" - tak jakoś mi to zdanie nie gra stylistycznie, może dałoby się to ująć jakoś inaczej, np. "nie do objęcia ludzkim rozumem, a przynajmniej mogące doprowadzić do szaleństwa nawet najbardziej racjonalną i oświeconą osobę" - ale to pod rozwagę, może coś sama pokombinujesz;
"ubrana w spodnie, rozwleczony sweter, rozwianymi krótkimi włosami" - chyba zabrakło "z" - "z rozwianymi"; zaraz potem masz też dość blisko powtórzenie słowa "krótkie";
"ubrany w zgrzebną koszulę" - ubranym;
"lekko uśmiechnął się" - "lekko się uśmiechnął";
"opętane zawodzenia zagubionych dusz" - może "opętańcze" zamiast "opętane"?
"spotkajmy się na miejscu o 3ciej" - wiem, że to korespondencja, ale jednak bym to zmieniła na "trzeciej" i w sumie u Ambrożego ogólnie interpunkcja nie styka za dobrze, ale to może zostać jako jego cecha charakterystyczna
W ogóle trochę jest powtórzeń - w tym akapicie o drzewie i ptakach np. trochę dużo "który" w bliskim sąsiedztwie, czasem się zdarza też większe zgromadzenie "było" - można to trochę zredukować. W pierwszej wypowiedzi szlachcica Mielnika też sporo powtórzeń - popołudnie, laska itp., choć w dialogu właściwie można na to przymknąć oko, aczkolwiek jakby się gdzieniegdzie dało zredukować, też by było fajnie.
Ja tam na zakończenie nie będę narzekać, aczkolwiek wydaje mi się, że to nie jest kwestia samego zakończenia, a tego, że w opowiadaniu nie ma mocno zaznaczonego głównego, nadrzędnego celu, do którego zmierza fabuła - jest to jakby wycinek codzienności, może nie takiej zwykłej, ale jednak codzienności. Ogólnie nie jest to złe, choć bardziej zdaje egzamin w dłuższych formach, gdzie momenty są po prostu elementem większej całości, obudowanej wokół celu czy celów nadrzędnych. Przypuszczam, że to dlatego zakończenie może wydać się w jakiś sposób mało satysfakcjonujące. W sumie osobiście też bym chyba wolała jakiś mocniejszy akcent na koniec, ale z drugiej strony - wcale mi to zakończenie nie wadzi z prostej przyczyny - bo nie burzy tego delikatnego, ulotnego klimatu, który udało Ci się zbudować. Ono jednak jest do tego klimatu przystające, pozostawia po sobie jakiś smutek i nostalgię, a to zapętlenie dusz w pewien sposób jest też odbiciem lęków każdego z nas o to, co nas może czekać po drugiej stronie, o ile ona istnieje. No i pokazujesz jednak nieco inne podejście do historii o duchach - mniej nastawione na grozę, a bardziej właśnie na ten aspekt nostalgiczno-filozoficzny i to ma bez wątpienia swój urok.
Pozdrawiam.
Odpowiedz
~alka666 1 m.
alfonsyna pięknie dziękuję za szczegółową analizę.
Oczywiście naniosę poprawki.
Myślę, że to opowiadanie wróci na warsztat. Może bardziej rozbuduję? Może poproszę jeszcze Euzena o korespondencję, by pociągnąć wątek Ambrożego? Zobaczę.

Duchy... Cały czas są ze mną. Oswoiłam się z nimi. Są lepsze od ludzi. Duchy to nie tylko horrory, to także dobre wspomnienia. Nie wadzę im, one mnie również. Polubiłam je
Odpowiedz
~alfonsyna 1 m.
alka666, ja hołduję zasadzie, że należy się raczej bać żywych, a nie umarłych, no chyba że kiedyś faktycznie przyjdzie jakaś apokalipsa zombie... Śmiało masz tu pole do tego, żeby jeszcze coś rozwinąć, choć dla mnie obecna wersja też jest bardzo w porządku.
Odpowiedz
~alka666 1 m.
alfonsyna chyba jeszcze nad tym popracuję
Póki mi się chce, bo jak mi przejdzie, to nici z rozwinięcia
Odpowiedz
~alfonsyna 1 m.
alka666 tak, znam ten problem chcenia i nie chcenia... więc spiesz się!
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Nieco (z braku lepszego porównania, na szybko) Lovecraftowskie.
Początek mocno narracyjny i - moim zdaneim - zbyt częste użycie słowa "było" z odmianami, choć w zasadzie chyba nie powinienem o tym pisać, bo w swej przedostatniej części "Pięśćet mil" nawaliłem tego jeszcze więcej. No ale wspominam dla, hehe, spokoju ducha

Dalej - od razu po pierwszej gwiazdce - dużo lepiej. Historia zaczyna żyć i jest ciekawa.
Trochę wyhamowałem, kiedy zostało użyte słowo "mail" bo nazbyt nasiąkłem jednak narracją "zaszłą", ale zara się złapałem na tym, że przeciez mixsujesz światy.
W tej historii najlepsza jest sama historia. Dobrze i równo płynie. Ma swój początek, swe wydarzenia i oczywiście, swój koniec, który jest zarazem, tak jak lubię - otwarty.
Być moze wrócę z kolejną pajdą refleksji, jeśli takie oczywiście nawiedzą mój pusty zazwyczaj łeb.
Hawk.
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Canulas dzięki.
Wspominaj, wspominaj o "było". Jeśli jest tego za dużo, to znaczy, że nie zauważam. Muszę poczytać na głos, wtedy melodyjnie wychwycę powtórzenia. Chociaż jestem wzrokowcem, fałszywą nutę też wychwycę. Będę nanosić poprawki.

Mixuję światy, bardzo chętnie. To moja codzienność
Lovecraft - oczywiście, jak najbardziej! Ale także Neil Gaiman
Odpowiedz
~Manta 1 m.
Mnie zaczarowałaś Fajnie piszesz, tekst po prostu płynie. Bardzo mi się podobało to, jak bohaterowie mówią różnymi głosami. Dzięki temu można ich od razu rozpoznać. To jest super!
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Manta dziękuję! Cieszę się, że o tym wspomniałaś
Jeśli będę pracować nad kontynuacją, wprowadzę więcej charakterystycznych postaci. Taki mam zamysł.
Odpowiedz
~Adelajda 1 m.
Podoba mi się końcówka, wprowadza trochę odmienności i luzu. Całość bardzo czarująca. Cały ten świat duchów i to, że ich rutyna toczy się w zapętleniu.
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Adelajda dziękuję
Lubię ten świat...
Odpowiedz
+berkas 1 m.
„– To w kiblu też? – odezwał się duch rzezimieszka półgłówka, który nie doczekał szafotu, gdyż zmarł podczas zarazy , w trakcie defekacji w wychodku." jakoś ta kwestia zatrzymała moją uwagę 😁.
Bardzo ciekawe miejsce, dzięki plastycznym i żywym opisom, czułem jakbym osobiście zwiedzał cmentarz.

Odpowiedz
~alka666 1 m.
berkas dziękuję

Lubię te klimaty - nocne, cmentarne oraz świat duchów.
Nie muszą być straszne, mogą być też komiczne, smutne i całkiem normalne - jak ludzie. Jestem treserem duchów.
Szamanką? Medium? - albo innym lichem



Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin