Pięćset mil do domu — część XXXIII Pięćset mil do domu — część XXXI

Pięćset mil do domu — część XXXII

 Link do części XXXI: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2762

 

 XIII

 Polip wyjaśnił chłopcu, jak sprawy stoją. Przedstawił układ, który jak sądził, powinien mu się spodobać. Teraz czekał, co Bix zadecyduje.

 — Nie chcę cię ponaglać, ale czas jest istotny — dodał, chcąc tak naprawdę wywrzeć presję. — Zostaniesz tu i przypilnujesz motorów. Dostaniesz prawdziwą broń. To chyba dostateczny dowód zaufania. Nie sądzisz?

 Chłopiec nie bez racji zauważył, że zawsze go zostawiają. Pan Saracen. Pan Skorpion. Pan Widujący Duchy.

 Niebo było dzisiaj niespokojne. Do tego ten cały deszcz. Zdezorientowane zwierzęta opuściwszy kryjówki, wystawały w grupkach lub wędrowały bez celu, choć o łatwo zauważalnej nerwowości. Od pokropionych boskim aktem skał odbijały się promienie słońca. Czuć było zawisłą groźbę. Dosłownie, jakby metafizyczne paluchy samego Stwórcy nie chcąc dalej się "błocić" w ich wydarzeniach, przewracały leniwie ostatnie stronice książki. Chociaż nie. Nie książki. Komiksu. Boskie oczy dokładnie w tej chwili mogły odczytywać dialog z przedostatniego dymka otaczających ich nierealnych wydarzeń. Ostatnie poślinienie palca przed przerzuceniem na ostatnią kartkę. Tylko, co potem?

 W końcu Polip skojarzył, że siedzi już nazbyt długo pod drzewkiem własnych domysłów, bo mały i zjawa czekają. Sugestywny obraz nieodwracalnego stopniał pod naporem ich wyczekujących oczu. Nie było teraz czasu na Harlequiny zakrapiane domysłami z Biblii. Nie było już czasu na nic.

 — Możesz mi mówić Polip, jeśli chcesz, ale to później. Teraz szkoda czasu na dyrdymały. Po to ryzykowaliśmy szybką jazdą, by teraz tego nie trwonić. Jak coś nie wyjdzie, to...

 Mały Kanati mu przerwał, mówiąc, że wie, co wtedy.

 

 XIV

 Jechali dalej.

 Wiwat dostał "najsilniejszą gumę" z czarnej paczki oraz przykaz, że jak tylko straci ona swe odświeżające właściwości, natychmiast ma poprosić o następną. Jest to podstawowy warunek wspólnej podróży. Drugi, równie ważny, to nie pierdzieć, nie bekać i nie mlaskać. A trzeci, najlepiej w ogóle się nie odzywać niepytany.

 Zaakceptował wszystkie, choć ten trzeci uznał za ubrany w koszulkę dominacji żart i po przejechaniu kilku mil, zaczął nieśmiało łamać. Szczęściem Rose (jej imię, co godne podkreślenia, przypomniał sobie sam) nie była przesadnie czepliwa.

 W którymś momencie słońce skryło się w chmurach. Było to wydarzenie krótkotrwałe, do policzenia co najwyżej w sekundach, ale zarazem tak niezwykle sugestywne, że gdy zapytał, jaki ona ma cel, nie zdziwił się, że odpowiedziała poetycko.

 — Nie kminię biblijnych nawiązań — palnął, co ślina przyniosła. Sekundę później przydzwonił głową o szybę.

 

 XV

 Kiedy już kolejna porcja mięsa została oddzielona od ciała, lecz jeszcze przed nabiciem jej na stos odciętych części, olbrzym nachylił się nad nieobecną powłoką cielesną męczonego i szepnął, że jest dumny z jego sił witalnych. Użył przy tym jakiegoś obcobrzmiącego wyrazu, ale cielesna powłoka nie rozumiała jakiego. Słowa dolatywały do niej wybiórczo w myśl jakiegoś nieskoordynowanego, zewnętrznego szyfru.

 Gigant brzmiał szczerze, kiedy tak poklepywał powłokę po plecach, gratulując jej niezwykłej wytrwałości. Z wielką pompą ogłosił, że słowa uznania płyną zarówno od niego, jak i od tego niedorzecznego stwora, którego nazwał "Robertem Bez Dźwięku". Potem dodał, że powłoka (choć znów użył jakiegoś słownego zamiennika) napatrzyła się na to wszystko wystarczająco. Że już dość i czwarte cięcie będzie cięciem ostatnim. I że skoro ból jest wytrzymywalny, to tak naprawdę nie ma co się zamartwiać.

 Dodał, że jak tylko skończą i czwarty plaster zostanie odseparowany od ciała, ludzka powłoka będzie mogła strzelić sobie kielicha.

 A potem cóż.

 Potem wyjmą jej oczy.

 

 XVI

 Łba nie rozkwasił, ale guza nabił solidnego. Karabinowa seria przekleństw, jakiej się oddał, była raczej wynikiem nagłości zdarzenia, niż bólu jako takiego. Ona z cierpliwością buddyjskiej mniszki poczekała, aż się wystrzela z bluzgów, a potem... Nie. Właściwie, to nie była aż tak cierpliwa.

 — No i już wiemy, kto czwartego lipca śpiewa najgłośniej hymn — skwitowała z przekąsem serię paskudnych wyzwisk, w której z coraz większą lubością się zatracał. — Nie grymaś, tylko patrz!

 Grymasić nie przestał, kurwiąc jeszcze pod nosem, ale faktycznie spojrzał. Dziwnym trafem, to co zobaczył, zbiegło się z pierwszą kroplą deszczu osiadłego na szybie. Spojrzał jeszcze raz, a potem z powrotem na nią. Ona z kolei patrzyła tylko przed siebie. Papieros zwisał jej z ust jak źle wytarty, poanginowy śluz. Na kolanach spoczywała odbezpieczona broń, co przy tym konkretnym, przedpotopowym modelu, oznaczało odciągnięcie kurka. Nie roztkliwiając się dłużej, Wiwat sięgnął po własną.

 

 Link do części XXXIII: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2768

 

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 10

Opis:

Dodano: 2020-04-20 21:32:59
Komentarze.
~JamCi 6 m.
wywrzeć pośpiech - wymusić, narzucić, spowodować, wywrzeć nie, wywierać można wrażenie, nacisk itp
choć o łatwo zauważalnej nerwowości - w kontekście jakieś nie tego
Nie no aleś wymyślił no. Mam żal do Ciebie o te męki Czarodzieja. Tak nie robi się.
Rozmyślania Wiwata bajeczne. To straszne, ale zaczynam dziada lubić.

Odpowiedz
*Canulas 6 m.
JamCi haaaa, czemu straszne? Dyć on poczciwy

Zara sie przyjrzę babokom
Odpowiedz
~JamCi 6 m.
Canulas no to się dobrze kamuflował skubaniec.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
JamCi haha, no może, może. Nie twierdzę, że nie. To było pisane w czasach, gdy mesje Zaciekawiony przestrzegał, by nie robić z bohaterów za bardzo rycerzy. Równowaga w cechach i takie tam.
Odpowiedz
~JamCi 6 m.
Canulas to się udało :-)

Odpowiedz
*Canulas 6 m.
JamCi eee, okazuje się, że Twoje podpowiedzi już wprowadziłem tu. Znów się muszę pilnować, bo się zgubię
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
— Nie chcę cię ponaglać, ale czas jest istotny — dodał, chcąc tak naprawdę wywrzeć presję. - chcę/chcąc (nie wiem czy zamierzone)

Nie uważasz?
Chłopiec nie bez racji zauważył - uważasz/zauważył (trochę czepialstwo z mojej strony)

Potem dodał, że powłoka, choć znów użył jakiegoś słownego zamiennika, napatrzyła się na to wszystko wystarczająco. - tak mi przyszło na myśl tutaj, czy wtrącenia nie dać w nawias:
Potem dodał, że powłoka (choć znów użył jakiegoś słownego zamiennika) napatrzyła się na to wszystko wystarczająco.
Ale może to głupie, ot myśl niczym nieskrępowana.

Turtury Merlina sa straszne, nawet jak na mnie.

"Papieros zwisał jej z ust jak źle wytarty, poanginowy śluz" - świetne porównanie
Więcej grzechów nie pamiętam.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Jeeezuu, pewnie. Pewnie, że w nawias. Kurde, przecież to widać. Czasem się czuję, jakbym nasrał na deskę, a ktoś (Ty) by przyszedł i pokazał. Pacz - otwiera się pierwej.
Poprawione
Odpowiedz
~alfonsyna 6 m.
"to nie była, aż tak cierpliwa" - przecinek do kasacji;
"Od pokropionych boskim aktem skał odbijały się promienie słońca" - a to bardzo ładne, poetycko ładne;
Cierpnie mi skóra przy tym Merlinie, jakoś nie mogę tego czytać na spokojnie. A Wiwata to już nawet nie skomentuję, bo brak słów. Bix mnie nadal rozczula, ale tak sympatycznie. We trójkę, razem z Polipem i Thelmą, są teraz w świetnym zestawieniu, lubię ich całościowo.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
alfonsyna, ooo, a zprzexinkami się z reguły nie kłócę. Pewnie. Zmienię wedle potrzeb.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
alfonsyna - dosztukowane #poprawione
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin