Pięćset mil do domu — część XXXVII Pięćset mil do domu — część XXXV

Pięćset mil do domu — część XXXVI

 Link do części XXXV: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2772

 

 XXVI

 Nienaturalnie silny wiatr przyszedł od strony gór. Chłopiec to czuł, mając niemal pewność, że i żywioł go w jakiś sposób wyczuwa. Zbyt wielka broń, czy nieadekwatna do niej, "nieurosła" dłoń? Co było prawdą? Czy cokolwiek nią było?

 Stał tak i obserwował. Jednak kiedy już Pan, który dostrzega duchy oraz trupka byli nazbyt daleko, przemaszerował wzdłuż drogi. Idący od rosłego zbocza zapach świeżo zmoczonej ziemi drażnił nozdrza intensywnymi wyziewami świeżości.

 Kanati, Bix, Prawie motocyklista, Chłopiec – każdym po trochu był, ale nikim w całości. Choć, sam przed sobą przyznał, że najbliżej mu w tej chwili do "Chłopca". Małego, zalęknionego siusiumajtka z ogromną bronią w dłoniach. Prawdziwą "giweriadą", z której wystrzał, by mu pewnie owe dłonie oberwał. Tuż obok ogromniasty motocykl, którego, jeśli by już przyszło co do czego, będzie w stanie okiełznać.

 Myślał o tym i owym. O siostrze, potworach, Panu Saracenie i trzech tuzinom innych, podobnych sprawach. Także o tym, co przyjdzie oraz skąd? Bo, że coś przyjdzie, miał pewność.

 Oddawał się więc tym różnorakim rozmyślaniom i tak dreptał. Obserwował dziwne nagromadzenie zwierząt, ciemniejące z każdą chwilą niebo oraz drogę. Czasem rzucał okiem w dół zbocza, jednak odległe zabudowania jawiły mu się nienaturalnie małe. Perspektywa podrasowana jego ciągle przecież jeszcze dziecięcą wyobraźnią, sprowadzała pofabryczne budynki do roli niewielkich, tekturowych makiet. I to takich, które wzbierający z każdą chwilą wiatr lada moment rozniesie. Chodził tak i rozmyślał, pamiętając, by lufa spluwy zawsze skierowana była w dół.

  Pogoda psuła się szybko.

 W pewnym momencie od prawej posłyszał terkot. Zmrużył oczy, czując galop przyspieszającego z każdą chwilą serca. Zerknął w kierunku nieba, mając nadzieję, że już lunął deszcz i to jego roztrzaskujące się o podłoże krople są źródłem dźwięku. Deszcz jednak ciągle był tylko rychłą zapowiedzią piętrzących się w kłęby chmur. Więc to nie to.

 W ogóle niebo wyglądało nierealnie. Pośrodku, tuż nad nim, jasnobłękitny pas, a z obu stron cwałujące ku sobie armie chmur. Prawdziwych chmurzysk. Takich o zawadiackich kształtach i bardzo ostrych obrysach. Dosłownie, jakby Bogowie urządzili sobie zawody, napuszczając na siebie wojowników czy spuszczając z łańcuchów najdziksze, podniebne psy.

 Chłopiec miał jeszcze tuzin podobnych porównań do przetworzenia. Cokolwiek, byle tylko zająć umysł. By nie skupiać się na tym rosnącym z każdą chwilą odgłosie. Jednak nie zdążył ich ponakłuwać owocami myśli, bo ktoś lub coś złapało go mocno za dłoń. Kilka kropel moczu oblało mu ciepłem udo.

 Znieruchomiał.

 

 

 XXVII

 Próbowała mu przemówić do rozsądku. Wyjaśnić, że nic na hura. Że pójdzie tam jeszcze raz. Niech poczeka.

 Niestety.

 Tak samo, jak on nie mógł dotknąć jej, tak ona jego. Mogli się szanować, kłócić i uzupełniać, ale na cielesną integrację ich odległe od siebie światy nie pozwalały. Gdy więc przeszła do rozwiązań radykalnych próbując siły, przeleciała tylko przez niego i upadła.

 Polip stanął pod drzwiami, mając jedynie niewielki okruch nadziei, że kurtka ściągnięta z martwego kupi mu tych kilka cholernych sekund. Niechby dwanaście czy dziesięć, choć nie wzgardzi nawet i ośmioma. Dwa pistolety w rękach i tylko to. Tani film. Akcja i zaczynamy. Bez żadnych cięć. Budżet jednego aktora nie pozwoli na kolejne ujęcia.

 — Proszę cię, Alex — pisnęła, ciągle leżąc jak sierota na ziemi. — Samobójstwo se zaraz wykombinujesz.

 Gdyby to był rzeczywiście film, jej wypowiedź pewnie by widownię podzieliła. Zapewne lwia część by ten tani melodramatyzm wygwizdała, choć (i w to Polip naprawdę szczerze wierzył) być może znalazłaby się osoba albo dwie, dla których jej szczery wywód nie byłby infantylny. To, jak bezradnie siedziała, opierając się rączkami o ziemię. Nieco surrealnie, ponieważ drobne palce pod tą ziemią znikały. Przenikały ją. Jej zatroskana buzia była najwyżej o cal od nabrania kolorów.

 Motocyklistę nagle naszła refleksja, że pierwsza osoba, o którą chcemy się troszczyć, wkrótce staje się dla nas całym światem. Nawet jeśli, tak jak w tym przypadku, do naszego świata nie należy. Było mu przykro, ale zarazem lżej. Zdobył się nawet na to, by puścić smarkuli oko, które zbyła "odmownym" kręceniem głowy, dając mu do zrozumienia, że nie jest wcale "ok".

 Rozpoczęli wypowiedź w tym samym momencie. Dziewczynka jednak zamilkła nieco szybciej, prosząc go wyrazistym gestem przestraszonych oczu, by kontynuował.

 — Po twojej lewej czy mojej? — spytał.

 — Po mojej — odpowiedziała.

 

 Link do części XXXVII: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2779

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 14

Opis:

4 do konca

Dodano: 2020-04-22 00:04:26
Komentarze.
~JamCi 6 m.
Jestem. Widzę. Reszta potem, bom to osiołek.
Odpowiedz
~JamCi 6 m.
podrażniał - drażnił?
Myślał o tym i owym. O siostrze, potworach, Panu Saracenie i trzem tuzinom innych, podobnych sprawach. - trzech tuzinach podobnych spraw.
ponakuwać - ponakłuwać
Zapewne lwia część, by ten tani melodramatyzm wygwizdała - bez przecinka?
kręceniem głowy - głową
Jest świetnie, te części są wspaniałe, coraz lepsze. Nie wyszczególniam, bo wszystko jest świetne. Bajeczne.


Odpowiedz
*Canulas 6 m.
JamCi już finiszujemy. W piątek skonczymy. Dzięki piękne. Poprawię jutro. Dziś już jestem okryty gazetami 😉
Odpowiedz
~JamCi 6 m.
Canulas jak ubijesz Czarodzieja, to nie gadam z Tobą.
Odpowiedz
~JamCi 6 m.
Canulas też idę spać, umieram ze zmęczenia już, alem przeczytała :-)
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
JamCi hehehhe
Odpowiedz
~JamCi 6 m.
Canulas czy hehehe znaczy, że Czarodziej... Tego?
Odpowiedz
*Canulas 5 m.
JamCi ponaprawiałem - dziękuję.
Odpowiedz
~JamCi 5 m.
Canulas miło się Komuś przydać nawet, gdy się umie tak mało jak ja.
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
"Tuż obok ogromniasty motocykl, który, jeśli by już przyszło co do czego, będzie w stanie okiełznać" - podmiot tutaj uciekł, może "którego" (ćwierćsugestia)

Okejo, reszta git
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Ritha no tak. Coś wycinałem i mnie chyba "poniesło".
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Zaraz, zaraz, mi chodzi o to, żeby "który" zamienić na "którego", a nie wstawić dubla. O tak:
"Tuż obok ogromniasty motocykl, którego, jeśli by już przyszło co do czego, będzie w stanie okiełznać"

Odpowiedz
*Canulas 5 m.
Ritha i dziękuję tutaj za sugestie
Odpowiedz
~alfonsyna 6 m.
"Jednak nie zdążył ich ponakuwać owocami myśli" - a nie "ponakłuwać"?
Jak miło, że nie ma Wiwata! Zaraz się lepiej czuję, mimo że w gruncie rzeczy smutna, ponura sceneria. Jak któreś z nich zaraz umrze (pomijam, że Thelma już i tak nie żyje) to się chyba zdenerwuję.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
"Jak ktoś umrze, to..." - eee, ups
Odpowiedz
*Canulas 5 m.
alfonsyna - jak i dziękuję tutaj za pomoc.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin