Pięćset mil do domu — część XXXIX – przedostatnia Pięćset mil do domu — część XXXVII

Pięćset mil do domu — część XXXVIII

 Link do części XXXVII: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2779

 

 XXXII

 Nie czuł żadnego bólu, gdy umięśniona ręka przeciągnęła go po twardej posadzce, ciskając o boczny filar, ledwie kilka jardów od tego, przy którym w takich męczarniach konał Merlin. Próbował złapać dech, ale kolejne kopnięcia go tego przywileju pozbawiły. Jedno ucho jakoś się odetkało. W sam raz, by usłyszeć, w jakich to mękach przyjdzie mu zaraz zdechnąć. Z pękniętego łuku brwiowego krew zalewała oko, drugim widział jedynie poprzez mgłę. Gigant wyglądał na szczerze wkurwionego.

 — Nie wiem, czego się tak pizdo szczerzysz, ale zaraz przestaniesz. Utnę ci nogi i przyszyję od tego umarłego pojebańca.

 Wielkolud piekielnie dyszał i pewnie wystarczyło dźwignąć się tylko z gleby, obronić czy też odskoczyć. Przytrzymać dystans, nie dłużej niż dwie minuty. Gdyby Polip miał czas, by się podnieść, złapać pewną odległość... Minuta. Najwyżej dwie minuty, by to trwało, bo nikt nie jest do kurwy nędzy nieśmiertelny. Nawet Mike Tyson starał się zabić przeciwnika jak najszybciej, wiedząc, że jeśli tego nie uczyni, to elektrownie pozaklinane w jego żyłach przestaną wytwarzać furię za jakiś czas. Nawet Mike, a jest on przecież pierdolonym mistrzem boksu. Do tego w królowej z wag. Ten pojebaniec... te około trzystu trzydziestu, być może nawet trzystu pięćdziesięciu funtów...? Minuta maks i by zdechł.

 Takie właśnie rwane myśli towarzyszyły Alexandrowi Polipczukowi, zwanemu przez (w większości już martwych) kumpli Polipem, gdy olbrzym go metodycznie okopywał. Niewprawnie postawiona zasłona z pokrwawionych rąk przepuszczała dwa kopnięcia na trzy. Te, które przechodziły, obdzierały go z życia. Pęknięte żebra, przetrącony nos, zmasakrowana żuchwa. Paliczki palców pękały pod ciężarem okutych, skórzanych butów, niczym suche gałązki tuż po wrzuceniu do ognia. Mięśnie tricepsów odpuszczały walkę.

 Kiedy olbrzymi bucior wgniótł mu jabłko Adama, zamykając furtkę do oddychania, jedno z oczu ciągle jeszcze patrzyło.

 

 XXXIII

 Bix był zdyszany, choć wysiłek, jaki włożył w morderstwo, nijak miał się do tego, by się umęczyć. Ot podszedł, zobaczył Pana Saracena i... I tyle z tego wszystkiego zapamiętał, choć leżące ciało bezczelnie informowało, że przecież było coś dalej. Musiało być. Zlany krwią podkoszulek, szyja, twarz. Dosłownie wszystko.

 W zalaniu krwią najgorsza była jej lepkość. Sklejała palce do tego stopnia, że gdy próbował przełożyć narzędzie do drugiej ręki, to z początku nie chciało się odkleić. Dopiero po ponownym, większym użyciu siły, nóż się od niego odkleił, odrywając z dźwiękiem ceraty, którą kiedyś ciotka Hilda zdejmowała z kuchennego stolika, by wyjąć spod niej ostatnie dolce na ropę.

 Akt był niezwykle wyrazisty. Pieczętujący zdarzenie.

  Zakrwawiony, zapłakany dzieciak (choć z łez sobie sprawy nie zdawał), znajdujący się w małym zaciemnionym pomieszczeniu z bijącym w przestrachu sercem i wciąż ciepłym trupem u stóp. To wszystko i Pan Saracen leżący na ziemi w kącie. Ręce związane z tyłu. Kolana podciągnięte pod samą brodę. Głowa nienaturalnie odchylona.

 Wszystko było jak w górach. Ciemność nie kryła tajemnic. Przeciwnie – zapraszała go. A skoro zapraszała, to do niej podszedł. Podszedł i się nachylił. Przysłuchał. Serce zrozumiało dużo szybciej niż mózg.

 Rozszlochał się, nim jeszcze zrozumiał czemu.

 

 XXXIV

 Zbyt wiele rzeczy wydarzyło się naraz, by móc je uszeregować. Przynajmniej tak to wyglądało z pozycji leżącego motocyklisty. Nie do końca rozumiał, jak i dlaczego. Nie miał bladego pojęcia, co było pierwsze i czy w ogóle coś było z tego prawdziwe. Czy to nie ostatnie wierzgania obumierającego mózgu, zrodzone jedynie z pragnień imaginacje? Co było, do chuja, pierwsze? Co się stało?

 Zobaczył Thelmę. Mała zjawa, zbyt blada nawet jak na pośmiertne standardy, a zapłakana tak, jak powinna być zapłakana dziewczynka w tej sytuacji. Połamaną ręką przetarł jedyne nadające się do czegokolwiek oko. Zrobił to dokładnie w momencie, w którym ciężki rewolwer wyleciał jej z hukiem z ręki. Jego usta utkały w pół nieme: "Jak?", ale w płucach nie miał pary, żeby to obkuć słowem. Zjawa upadła na ziemię. On się przeturlał na brzuch, próbując wycharczeć krew. Wtedy to – zaledwie w pięciu procentach nadający się do czegokolwiek – dostrzegł niskiego mężczyznę, który nic sobie nie robiąc z brudu, smrodu i rzezi, szedł środkiem sali.

 — W chuju mam już te duchy — rzucił, próbując dźwignąć się na łokcie.

 

 XXXV

 Wciąż płakał, kiedy tak stał, ale już wiedział przynajmniej, dlaczego łka. Już rozumiał. Stał więc dalej, dygocząc z zimna, które nie miało nic wspólnego z ogólną temperaturą pomieszczenia. Pan Saracen szarpnął ponownie, mówiąc to, co i przedtem. Chłopiec pokręcił głową, jakby tym gestem mógł cokolwiek odmienić. Otarł twarz.

 — Wszyscy muszą być trup — ponownie wycharczał leżący i mały Kanati zrozumiał, że to najświętsza prawda. Przygody, pościgi, życie. Momenty dobre, momenty niezwykle złe. Że taki właśnie jest świat. Na końcu każdy jeden "musi trup".

 Gdzieś niezbyt daleko (choć do końca nie sposób było mieć pewność) otchłanie magazynowe przyniosły echo wystrzału. Nie przestraszyło to jednak Bixa. Nie wzdrygnął się na ten dźwięk. Przeciwnie. Wszystko wydawało się na miejscu. Puentujące.

 Ponownie otarł łzy, rozmazując ich ciepłem przysychającą krew.

  — Dla i w imię Malsum — wychrypiał, jak mantrę Indianin. — Takoż ty.

 Szlochający Bix uniósł do strzału broń.

 

 Link do części XXXIX – przedostatniej: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2809

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 15

Opis:

Dodano: 2020-04-23 07:28:30
Komentarze.
~JamCi 6 m.
Momenty dobre, momenty niezwykłe złe. - albo przecinek po niezwykłe albo zamiast niezwykłe - niezwykle
No teraz już wiem na pewno. Wczoraj mnie oświeciło.
Dobra ta część. Zresztą w ogóle kilka ostatnich jest świetnych.

Odpowiedz
*Canulas 6 m.
JamCi tutaj wyłuszczaszz to, czego szukałem, a nie umiałem znaleźć ani nazwać. Racja wielka. Poczynię stosowne korekty już w lepiance siedząc.
Odpowiedz
*Canulas 5 m.
Miss Dżamci, naprawione.
Odpowiedz
~JamCi 5 m.
Canulas i dobrze
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
"Próbował złapać dech, ale kolejne kopnięcia go tego przywileju pozbawiły" - zmieniłabym szyk:
"Próbował złapać dech, ale kolejne kopnięcia pozbawiły go tego przywileju", choć chyba bardziej zbitek "go tego" jest tu problematyczny, czepiam się, idę dalej

"Najwyżej dwie minuty, by to trwało, bo nikt nie jest do kurwy nędzy nieśmiertelny. Nawet Mike Tyson starał się zabić przeciwnika jak najszybciej, wiedząc, że jeśli tego nie uczyni, to elektrownie pozaklinane w jego żyłach przestaną wytwarzać furię za jakiś czas" - fajne

Cała scena kopania Polipa jest napisana bardzo "przyjemnie" językowo. Czuć flow.
Jego usta utkały w pół nieme: "jak?" - znów bym dała w dużej w cudzysłowie (bo tak miałeś nieraz wcześniej)

I ta część świetna. Lajk it, mr Can Okejos, dwie finalne przed nami, wow
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Ritha dziękuję i tu. Kur... co ja mam z tymi dwukropkami. Kolejna ułomność do kompletu
Odpowiedz
*Canulas 5 m.
Ritha tu było mało do naprawiania. To dobrze. Lubię jak jest mało.
Odpowiedz
*Ritha 5 m.
Can leniwiec pospolity
Odpowiedz
~Pasja 6 m.
Wrócić w ten klimat i uściskać pokręconych bohaterów. A szczególnie ta sympatyczna dziewczynka Thelma. Pozdrawiam
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Pasja, a dziękować, dziękować.
Odpowiedz
~alfonsyna 6 m.
"gdy próbował przełożyć narzędzie do drugiej ręki, to z początku nie chciało" - brakuje mi tu jakiegoś dookreślenia mimo wszystko - nie chciało co? może nie chciało się odkleić? albo w ogóle jakoś przeorganizować - typu "gdy próbował przełożyć narzędzie do drugiej ręki, początkowo miał z tym kłopot" - taka luźna sugestia;
"momenty niezwykłe złe" - niezwykle złe;
"Szlochający Bix uniósł do strzału broń" - nie lepiej zmienić szyk - "Szlochający Bix uniósł broń do strzału"?
No cóż, ja najbardziej współodczuwam jednak z Bixem, choć w ogóle te ostatnie części zaprawdę robią robotę - niby człowiek się spodziewa, że na logikę za dobrze się to jednak nie skończy, ale ma się nadzieję, która sobie tak stopniowo gaśnie. I choć mi ich szkoda - dla historii to akurat super, ten świat umiera śmiercią naturalną, bo "na końcu każdy jeden musi trup" - i to jest dobra puenta.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
alfonsyna, kolejne - któreś już - podziękowania Dwa i pół dnia wolnego wziąłem i łooo
Wszystko ponaprawiam. jest co.
Odpowiedz
*Canulas 5 m.
alfonsyna i hop. Ynformuję, że i tu się "pszygondłem".
Odpowiedz
~alfonsyna 5 m.
Canulas no ładnie!
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin