Pięćset mil do domu — część XXXX – ostatnia Pięćset mil do domu — część XXXVIII

Pięćset mil do domu — część XXXIX – przedostatnia

 Link do części XXXVIII: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2780

 

 XXXVI

 Wsparcie na łokciach było dla zmaltretowanego ciała czymś dużo więcej niż maksem możliwości. Mimo to nadludzkim wysiłkiem niepohamowanej woli zdołał tego dokonać. Ból rozrywał i szarpał, a przetaczające się przez żołądek torsje nie obradzały już niczym więcej, niż śliną.

 Polip nie mógł nic zrobić, kiedy chudzielec chwycił dziewczynkę, pomagając jej wstać. Ta mu leciała przez ręce, wodząc wokół nieobecnymi oczyma i dając dowód na to, że nawet zjawy mogą być nieprzytomne.

 Tym razem facet nie miał ze sobą parasola ani nie był ubrany jak plażowicz. Kolorowe spodenki zastąpiły garniturowe spodnie w kolorze cappuccino i dopasowana do nich marynarka. Bordowy krawat kojarzył się Polipowi z językiem zajechanego od pogoni psa. Lakierki pomimo wszędobylskiego kurzu, pyłu i brudu, odbijały promienie podeszczowego słońca.

 — Odpierdol się od niej — wydyszał na raty, zapluwając połamane dłonie drobinkami krwi. — Odpierdol się od dziewczynki.

 O dziwo tamten posłuchał.

 — I teraz co?

 Strzaskane ręce nie mogły go już utrzymać w tej pozycji. Przewrócił się więc na plecy. Momentalnie gardziel zaczęła wypełniać krew, utrudniając dech. Dziwny jegomość jednak cierpliwie czekał, aż motocyklista zdoła obrócić się na bok i ją wykasłać.

 — Odpierdoliłeś się? — wycharczał pytanie, kiedy gardło mu już na to pozwoliło.

 Gdzieś blisko rozległ się wystrzał. Stojący zwrócił w tamtą stronę wzrok. Jednak niespiesznie. Jakby go to za bardzo nie obeszło. Gdyby Polipczuk umiał zmieniać się w lwa, byłby to idealny moment do transformacji. Skok do gardła, dwa szybkie ruchy i po robocie.

 Po chwili dziwny typ odwrócił głowę.

 — Nie jest to możliwe, Alexandrze. Musi iść.

 — Po moim, kurwa, trupie — warknął Polip, tonąc w kolejnych falach dławiącego kaszlu. — Chociaż... nawet i... wtedy...

 Chyba na chwilę ktoś w nim wyłączył światło, choć chwilą w tym stanie mogła być i godzina albo trzy. Kiedy ponownie się ocknął, gość w garniturze unosił mu głowę za włosy.

 — Alexandrze — rozpoczął spokojnie, nic sobie nie robiąc z niewprawnie zaciśniętych, próbujących go dosięgnąć pięści — zrobiłeś wszystko, co mogłeś. Teraz już koniec. Jakimś cudem przeżyłeś. Gratuluję.

 Wciąż trzymany za włosy omiótł mętnym wzrokiem pomieszczenie. Raz. Drugi. Trzeci.

 — Gdzie ją... zabrałeś? Powiedz mi gdzie? Powiedz albo...

 Tamten puścił i głowa motocyklisty przydzwoniła z głuchym dźwiękiem o ziemię. On sam, wpół martwo leżąc na boku, poświęcał oddechowe resztki na jedno, ciągle to samo, pytanie. Groził, szydził i prosił. Opowiadał o tym, co za chwilę się stanie z jego wychudłym dupskiem, jeśli mu za sekundę nie odpowie, by po chwili jedynie o to błagać.

 W którymś momencie tamten się nad nim zlitował.

 — Jestem Anguta, Polip. Zabieram zmarłych. Ty miałeś umrzeć, więc przez jakiś czas, że dane ci było ją widzieć. Przeżyłeś jednak, zakłamując swoją własną rolę. Przeżyłeś, bo wystrzeliła.

 Motocyklista wychrypiał coś w odpowiedzi.

 — Nigdzie jej nie zabrałem. Jeszcze nie. Wciąż siedzi tam, przy filarze, tylko już jej nie widzisz. Nie dostrzegasz. Nie, od kiedy ustaliliśmy, że przeżyjesz. Od tego momentu mała Thelma nie ma już tutaj nikogo. Musimy iść.

 — Daj mi... daj mi półtorej minuty. Półtorej... mi daj.

 — Nawet jeśli i pięć, ale po co?

 — Tylko pół... półtorej, dwie... a ci... ci utrącę...

 — Już nawet nie chodzi o to, że to niemożliwe, Alexandrze. To by po prostu niczego nie zmieniło. Ciesz się życiem. Odpocznij, prześpij się, padnij. Cokolwiek musisz. Jednak raduj się z tego, że przeżyłeś. Wykaraskałeś się. Wokoło leżące ciała. Ojcowie założyciele dziewięciu band, wszyscy martwi. Kiedyś, gdy już okrzepniesz, niejeden kufel wychylisz za opowiedzenie takiej barwnej historii.

 Leżący nóż. Świetlny jard odległości. Zero szans.

 — Mam tylko ją — wyznał znad krawędzi. Nie było czego się złapać i on się nie chciał już łapać. — Mam tylko ją — powtórzył.

 Przez chwilę uwierzył w cuda ludzkiego serca, czy też czym by ten palant nie był. Zobaczył wyzierające zrozumienie wprost ze szpar żółtych oczu. Przełknął ślinę i czekał. Trzydzieści dwa lata na karku. Czekał jak nigdy na nic.

 — Ty żyjesz, ona nie żyje. To zakańcza historię.

 Bez dalszych wyjaśnień "Kawowy Garnitur" ruszył w sobie tylko znaną stronę. Będąc już przy wcześniej wskazanym filarze, wykonał teatralny gest wyciągnięcia ręki w pustą przestrzeń. Następnie wznowił wędrówkę.

 I właśnie wtedy Polip pokonał wszelkie bariery, jakie sporządził Bóg, a podstemplował Szatan.

 Wstał i ruszył po nóż.

 

 Link do części XXXX – ostatniej: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=2810

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 14

Opis:

Dodano: 2020-04-27 00:59:13
Komentarze.
~JamCi 6 m.
Zdrajca, w niedzielę miało być.
Wsparcie na łokcie - wsparcie, oparcie na łokciach
nie obradzały - hmmm... nie rodziły? tamto jakoś niezrecznie
zdoła okręcić się na bok - obrócić, odwrócić
zakańcza historię - kończy
O kurdę chyba najbardziej wzruszająca część. Naglem pokochała Polipa miłością od setnego wejrzenia. Nagle jak piorun.

Odpowiedz
*Canulas 6 m.
JamCi, wiem, noo... dzień się kończy, jak się idzie spać. Ja nie poszedłem wczoraj jeszcze wtedy, więc przyjmijmy, że to niedziela, tylko późna
Odpowiedz
~JamCi 6 m.
Canulas to zależy kto idzie spać. Piselnik czy czytelnik. :-)
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
JamCi, oj tam. Ja już sobie wybaczyłem
Odpowiedz
~JamCi 6 m.
Canulas finka.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
JamCi jak nóż
Odpowiedz
~JamCi 6 m.
Canulas zgoła o co innego miee szło, ale tak myślała, że nożowo zinterpretujesz.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
Uuuu,jasenityzm
Odpowiedz
~JamCi 6 m.
Canulas e tam :-)
Odpowiedz
*Canulas 5 m.
JamCi - haaa, przedostatnie poprawiania zakończone. Dziękuję i tu.
Odpowiedz
~JamCi 5 m.
Canulas :-)
Odpowiedz
~alfonsyna 6 m.
"Wsparcie na łokcie" - a może "wsparcie się na łokciach", bo w sumie bez "się" brzmi to dziwnie;
"zapluwając połamane dłonie plwocinami krwi" - może to czepialskie, ale "zapluwając" i "plwocinami" to prawie jak powtórzenie, może dałoby się ująć inaczej;
Bożu, ten Polip to ma krzepy od groma - a może nie tyle krzepy, co woli walki, uporu - jakby tego nie nazwać. Ja tam go lubiłam zawsze i widzę, że dobrze sobie wybrałam ulubieńca. Idę zakończyć historię zatem.
Odpowiedz
*Canulas 6 m.
alfonsyna z Polipem, to... no niesforny bohater. Ciężko ujarzmialny, powiedzmy.
Dziękuję za wizytację
Odpowiedz
*Canulas 5 m.
Zgłaszam, że kolejne rady zastosowane bez szemrania.
Odpowiedz
~alfonsyna 5 m.
Canulas
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Zaznaczam, wrócę
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
"— Alexandrze — rozpoczął spokojnie, nic sobie nie robiąc z niewprawnie zaciśniętych, próbujących go dosięgnąć, pięści" - wywaliłabym ostatni przecinek, chociaż niby wtrącenie, już sama nie wiem, głupieję

"poświęcał oddechowe resztki, na jedno, ciągle to samo, pytanie" - tu bym wywaliła pierwszy

"Ty miałeś takowym być, więc był czas, że dane ci było ją widzieć" - być/był/było

"Leżący nóż. Świetlny jard odległości. Zero szans" - świetna wstawka

"— Mam tylko ją — wyznał już znad krawędzi. Nie było czego się złapać i on się nie chciał już łapać" - 2x "już"

"— Mam tylko ją — wyznał już znad krawędzi. Nie było czego się złapać i on się nie chciał już łapać. — Mam tylko ją — powtórzył" - łapie za serducho

" Przez chwilę uwierzył w cuda ludzkiego serca, czy też czym by ten palant nie był. Zobaczył wyzierające zrozumienie wprost ze szpar żółtych oczu. Przełknął ślinę i czekał. Trzydzieści dwa lata na karku. Czekał jak nigdy na nic.
— Ty żyjesz, ona nie żyje. To zakańcza historię" - i to też świetne

I świetna końcówka. Bene. Polip już drugi raz nie dał się ubić. Dobra, mocna postać, lajkuję.
Odpowiedz
*Canulas 5 m.
Ritha - dokałem korekt w przedostatniej w oparciu o Twe radosne podpowiedzi. Skoro jeden klapiszcz Kuboci przyjął pokłona, rezolutnie daję głowę pod topó drugiego.
Odpowiedz
*Ritha 5 m.
Can oki, zara klapiszczy braknie na te Twoje babole pęczniejęce 😄
Odpowiedz
*Canulas 5 m.
Ritha, przepoczwarz się w pajączyce. Bydzie z 8 tych gałęzi
Odpowiedz
*Ritha 5 m.
Interesujące... 🤔😄
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin