Strach Kieł
Praca Wyróżniona

TW#8 Error 404

  Postać: Zazdrosny przyjaciel

  Zdarzenie: Niedziela handlowa

  Efekt: brak :(

 

 

  Podbiegiem raczej lżejszym ustawiłem się w pobliżu mojego serdecznego przyjaciela - Świniopasa. Świniopas okryty całunem ksywki zbyt wiernie strzegł granic, za którymi majaczyła ohydna plecha tajemnic. Fałszywy ultras, sztuczne oko proroka. Pstryk: dorzeczem legalnie wiślanym wpłynąłem w obszar jego panowania. Przypadkiem. Służąc paliwem zapalniczki zippo, pomogłem w rozpaleniu ogniska zapalnego. Zaciągnął się i wypuścił obłoczek. Staliśmy pod galerią handlową, krakowską i zaraz przyczłapał jakiś obszarpaniec prosząc o papierosa. Bezkompromisowość Świniopasa zawsze mi imponowała, tym razem tak samo: że spadać ma, a żul z tych mniej potulnych, odgryzem pełnokrwistym pozbawił nas równowagi. Wyprowadzony cios odgiął faceta od pionu. Miał wypite, dlatego o kontynuowaniu szarpaniny powinien zapomnieć. I zapomniał. Odszedł rzucając mięsem, publicznie upokorzony kolo. Rrrrrr - przytłumiony odgłos agrestowej agresji.

  Niedziele handlowe - nasze przysłowiowe pięć minut, czas na poszukiwanie chilloutu. Paczką zawierającą dwie dziewczyny, mnie i Świniopasa, frunęliśmy ponad chodnikami popełniając błąd kategoryczny: frunęliśmy bowiem w poprzek zasad, krzywymi ryjami i jazdami. Marta i Wera zakochane w Świniopasie, jak dwa księżyce nieobliczalnej planety. Kochałem. Werę i jego. Marta nie kochała Wery, very, very. Czy jestem chory? Zżerany przez zazdrość miewałem krzywizny ust, świadczące o planach zbyt śmiałych. Wyobrażałem sobie, że zabijam Martę i Werę. Werę? Tak. Świniopasa kochałem bardziej. Inaczej. Cholera, sprawa zbyt zagmatwana sprawia trudności w przedstawieniu jej. Świniopasa poznałem w gimnazjum. Trzymał całą klasę za mordę, trząsł szkołą niczym wypełnioną miedziakami świnią. Urodzony boss.

  Szliśmy. Między floriańskimi kamienicami Marta snuła opowieść o ojcu, starym kibolu. Podobno był przy zabiciu Dziekana pod Multikinem. Pasy - blade barwy przeszłości. Wera tymczasem atakowała usta Świniopasa ustami swymi. Marta pociągnęła mnie wtedy za rękę. Biegliśmy uliczką, niby prądem porażeni. Gdzie właściwie lecimy? - zapytałem w locie. Byle dalej od tej suki - syknęła Marta. Planty. Stanęliśmy. Masz "małe piwko"? - rzuciłem po chwili od trochę niechcenia. Nie. Dałam Świniopasowi. Pewnie wyjara z tą szmatą - Marta łapała oddech i skraj płaszcza homeostazy. Poczułem dziwną złość. Analizowałem zawiłość konfiguracji, gdzie Wera wwiercała się cała Świniopasowi w serce, odgradzając miłosną strefę latającymi nożami, gdzie ogarnięta nienawiścią Marta czyhała na śmierć Wery, gdzie wreszcie ja zagubiony w labiryncie zazdrości chciałem mieć serce Wery na tacy i jednocześnie głowę Świniopasa. Też na tacy. Powalone. Marta sapnęła: opowiadałam ci o moim ojcu tylko po to, żeby oddalić bełkot tej dziwki. Odparłem: skończ już.

  Siedzieliśmy bezmyślnie, otuleni urokiem względnego bezludzia, aż podjąłem decyzję: wracamy.

  Długo szukaliśmy Świniopasa. Telefon odebrał za dwudziestym razem. Jestem na red prądnik - rzekł. Z głosu ujarany na maksa. Pojechaliśmy zatem. Stopiątką.

  Autobus pusty. Marta z tyłu oparta, ja siedzący w szybę gapiący. Pogoda za oknem: słońce, lekki wieczorynkowy maj. Odwróciłem głowę: która godzina? Marta zwężyła oczy. Dziewiętnasta, siódma. Jej głos, bardzo zimny, zamącił postrzeganie rzeczywistości. Jej głos - dysocjant. Że co? - wymamrotałem czując, że znika gdzieś logika. Dziewiętnasta, siódma - powtórzyła echem. Zmrożony dziwną sytuacją, sytuacją realnie skrzywioną, odchodziłem od zmysłów, przestrachem zdjęty. Czego nie rozumiesz? - zapytała oparta Marta. Patrzę: kasownik przy niej. Odhumanizowana buzia androida, bezduszny robot kasujący. Że co? - doświadczałem głębiny odrealnienia, jakbym wpadł nagle z zaświata do świata klipów rapera Asapa. Dziewiętnasta, siódma - oparta Marta przypominająca nieugiętą pani prokurator. Mówiła wyraźnie, uwypuklając samogłoski "ę", "a" i "ó". Dziewiętnasta siedem? - zapytałem, szukając brzegu czegoś, co rozumem jeszcze mogłem ogarnąć. Żółtości wieczornego słońca raz oblewały wnętrze autobusu, raz nie. Siódma, dziewiętnasta - odwróciła kota ogonem Marta oparta. Że co kurwa? Przez otwarte okno wleciała osa. Aha, rozumiem już - rzekłem zaliczając czołówkę z sensem.

  Nasz przystanek, wysiadka. Na ławce przy autobusowej pętli siedzi Świniopas. Podchodzimy. Gdzie Wera, pyta Marta. Pochowana. Świniopas nietypowo poważny, nieco dostojny. Podejrzana sprawa, bo za pętlą cmentarz. Drążę: jak to? Na batowickim? Kiwa głową, że tak. Wera wyraźnie ożywiona. Ale dlaczego? To zła kobieta była - mówi Świniopas. Kiepsko - kwituję i obejmuję Martę. Marta szybko orientuje się w grze i grzecznie ulega przytuleniom. Tworzymy parę ze sztucznego tworzywa. Niewinne pocałunki budują scenę teatru: Świniopas patrzy, blady, niewyraźny, lub wyraźnie nieobecny. Gasnący blask Gwiazdy w obliczu nielegalnego awansu podupadłych aniołków - majaczący w mym cymbale. Wystygły blant pod ławką. Odchodzimy z Martą jako kochankowie. Pseudo.

 

  Warga kurtyny lgnie do satynowej siostry, zamykając przestrzeń w blaszanym koszu.

 

  Na cmentarzu grób. Ostatni znicz mruga, a chwiejne światełko odkrywa pierwszą część prawdy: Wero, dalej jest zapewne nika, z nazwiskiem. Marta, że chodźmy stąd, ja że chwileczkę. Przecież rano całowałaś Świniopasa, jak to? Moje wnętrze pulsuje tak samo jak ogienek. Drugą część prawdy wyławia księżyc: zmarła 15 maja, czyli dziś! Mimowolnie zaciskam dłoń sprawiając Marcie ból. Ała! Wybacz mi Weroniko - szepczę - bo zgrzeszyłem przeciwko tobie. Marta tymczasem wyrywa dłoń i wali na odlew i pohybel. Dusi mnie, ja ją. Widzę zamazaną część prawdy trzecią: trzeci jest zawsze Duch, drugi - Syn, a pierwszy Bóg. Proste.

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~jagodolas
Kategoria: trening-wyobrazni
Opis:
Dodano: 2020-05-08 21:32:58
Komentarze.
Witamy nowy tekst!
Odpowiedz
*Canulas 22 d.
Popierdzielone, ale flow takie, że się nie można oderwać. Tutaj, jeśli się czegoś nie złapie, błędem jest się zatrzymywać. Trzeba gnać dalej. Tekst pędzi i świetnie pędzi się z nim.
Noirowe mocno, więc bardzo me gusta.
Odpowiedz
~jagodolas 22 d.
Canulas a dziękuję. Myślałem, że nie udane bo generalnie nie miałem pomysłu i opornie szło. Dzięki
Odpowiedz
~alka666 22 d.
Proste, a takie pokręcone. Ale lubię...
Odpowiedz
~jagodolas 21 d.
alka666 dzięki za złożenie mi wizyty
Odpowiedz
~alka666 21 d.
jagodolas zawsze chętnie, gdy czas pozwoli :-)
Odpowiedz
~Karawan 21 d.
Jak zwykle Master Canu trafił w tarczę; całość sprawia wrażenie zapisu na gorąco. Szacun za umiejętność połapania hasających myśli i brykających emocji
Odpowiedz
~jagodolas 21 d.
Karawan wielkie dzięki, nie spodziewałem się. Podziękował serdecznie
Odpowiedz
~Karawan 21 d.
jagodolas Wiosna, a z nią nadzieja, że "jeszcze zatańczę", więc i czytanie i odczuwanie (to ważniejsze!!) Dziękuję
Odpowiedz
~Adelajda 21 d.
Zgodzę się, że tekst jest specyficzny, ale zarówno przyciągający uwagę i zatrzymujący
Odpowiedz
~jagodolas 20 d.
Adelajda dzięki piękne
Odpowiedz
~Manta 19 d.
Wciągające na maksa. Bardzo fajne
Odpowiedz
~jagodolas 19 d.
Manta podziękował pięknie
Odpowiedz
Końcówka spodobała mi się najbardziej. Tekst specyficzny, ale ma swój charakter.
Odpowiedz
~jagodolas 18 d.
OmnesMoriuntur dziękuję
Odpowiedz
~JamCi 18 d.
hmmmm... rozpęddzało się aż rozpędziło w kosmiczne odloty.
Warga kurtyny lgnie do satynowej siostry, zamykając przestrzeń w blaszanym koszu. - tu se wrrócę i do końcówki. Dziwnie to cczytać ryjąc nosem ppo znajomych miejscach.

Odpowiedz
~jagodolas 17 d.
JamCi podziękówka za wpadzik
Odpowiedz
~alfonsyna 18 d.
"oparta Marta przypominająca nieugiętą pani prokurator" - a nie "panią prokurator"?
"Wybacz mi(,) Weroniko" - przydałby się przecinek;
Przypuszczam, że dialogi celowo wplątane w całą narrację, bo to, w moim odczuciu, jeden wielki potok myśli i wrażeń. Tak jakby narrator pod wpływem sobie tylko znanej używki, opowiadał to wszystko na jednym wdechu, święcie wierząc w każde słowo, choć być może coś do historii dodając lub odejmując dla zabawy. I to się tak czyta - jednym tchem. I nawet się jest trochę zdziwionym, że nadszedł koniec.
Odpowiedz
~jagodolas 17 d.
alfonsyna cieszę się że prz3brnęłaś przez ten bełkot. Dziękowoać
Odpowiedz
~alfonsyna 17 d.
jagodolas skoro przebrnęłam, to znaczy, że nie bełkot.
Odpowiedz
~jagodolas 17 d.
mialo byc
Odpowiedz
*Ritha 17 d.
Świetne! Jest to, co ubóstwiam, czyli FLOW.

"Trzymał całą klasę za mordę, trząsł szkołą niczym wypełnioną miedziakami świnią" - cacane porównanie
"Tworzymy parę ze sztucznego tworzywa" - to też, ogólnie mam taki schiz, że lubię wszelkie nawiązania do plastiku i różnych takich tworzyw, blachy na przykład (to dość, hm, skomplikowane)

"Warga kurtyny lgnie do satynowej siostry, zamykając przestrzeń w blaszanym koszu" - świetne
"Wybacz mi Weroniko - szepczę - bo zgrzeszyłem przeciwko tobie" - i to

Zajebisty tekst, signore. W formieś.
Odpowiedz
*Ritha 17 d.
(tytuł 10/10)
Odpowiedz
*Ritha 17 d.
A no i jeszcze Ci powiem, że tym razem się nie pogubiłam, nie poplątałam, tym razem sceny klarowne. Progress.
Odpowiedz
~jagodolas 17 d.
Ritha wlk dzięki bo myślałem że mnie zbesztasz za ten text że niezrozumiały itd , ale jesli tak to super
Odpowiedz
*Ritha 17 d.
jagodolas haha, nie ,ten jest świetny
Odpowiedz
+berkas 16 d.
Kurde, na chwilę utknąłem na początku i szukałem sensu. Na szczęście ostatecznie ruszyłem do przodu i było warto oj było. Taki bezsensowny sens, że hoho.
Odpowiedz
~jagodolas 16 d.
berkas podziękował serdecznie & mile
Odpowiedz
~Agnieszka 16 d.
Hej,
Masz bardzo fajny, płynny styl pisania. Taki flow chwilami drapieżniejszy, a to zagmatwany, chwilami dający do myślenia. Uwagę zwraca ładne i dobrze dobrane słownictwo.
I te aluzyjne, mistyczne nawet wstawki.
W ten tekst się włazi a świetne wplecione doznania, uczucia i przemyślenia sprawiają, że czuje się wyraźnie, jak ten, nakreślony przez Ciebie świat, pulsuje emocjami.
Pozdrawiam



Odpowiedz
~jagodolas 16 d.
Agnieszka bardzo dzięki, też się nie spodziewałem
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin